Dwight L. Moody Suwerenna łaska

Rozdział 8 Dźwięk ewangelicznych dzwonów

Rozdział 8

Dźwięk ewangelicznych dzwonów

                Kilka lat temu w Baltimore odbyliśmy serię spotkań dla mężczyzn. Bardzo lubię ten hymn i zazwyczaj pozwalaliśmy chórowi śpiewać refren ciągle w kółko, aż wszyscy byli w stanie go zaśpiewać.

„Och, słowo najsłodsze ze słów,

Och, słowo, w którym leży

Każda obietnica, każde wypełnienie,

I koniec tajemnicy!

Lament lub radość,

Z wątpliwościami lub przerażeniem,

Słyszę „Przyjdź!” Jezusa,

I do Jego krzyża lecę.

 

Przyjdź, przyjdź do Mnie!

Przyjdź, przyjdź do Mnie!

Zmęczony, obciążony,

Przyjdź, przyjdź do Mnie!

 

O duszo! Dlaczego miałabyś oddalić się

Od tak kochającego Przyjaciela?

Przylgnij bliżej, bliżej Niego,

Zostań z Nim do końca.

Niestety! Jestem taki bezradny,

Tak bardzo pełen grzechu;

Bo ciągle odchodzę,

I znów wracam.

 

Och, za każdym razem przyciągaj mnie bliżej,

By wkrótce „Przyjdź!” mogło być

Niczym więcej niż delikatnym szeptem

Dla kogoś blisko, blisko Ciebie;

A potem przez morze i góry,

Daleko lub blisko mego domu,

Wezmę Twą dłoń i podążę za Tobą,

Na ten słodki szept: „Przyjdź!”

 

                Na jednym ze spotkań pojawił się mężczyzna, który znalazł się tam wbrew swojej woli. Przyszedł pod wpływem jakiegoś osobistego czynnika, który na niego zadziałał. Kiedy dotarł na spotkanie akurat śpiewali refren tego hymnu –

„Przyjdź, przyjdź, przyjdź!”

Człowiek ten opowiadał później, że pomyślał wtedy, że nigdy wcześniej w swoim życiu nie widział tylu głupców naraz. Co za pomysł, żeby tylu mężczyzn stało śpiewając „Przyjdź, przyjdź, przyjdź!” Kiedy wyruszył do domu nie mógł pozbyć się ze swojej głowy tego małego słówka, trzymało się powracając cały czas. Poszedł do baru i zamówił whisky, myśląc, że je utopi. Ale nie mógł, ciągle powracało. Poszedł do innego baru i napił się więcej whisky, lecz słowo wciąż brzmiało mu w uszach: „Przyjdź, przyjdź, przyjdź!” Powiedział sam do siebie, „Cóż za głupiec ze mnie, że pozwalam się niepokoić w ten sposób?” Poszedł do trzeciego baru, wypił kolejną szklankę i w końcu wrócił do domu. Położył się do łóżka, ale nie mógł spać, wydawało mu się jakby nawet poduszka szeptała słowo „Przyjdź, przyjdź, przyjdź!” Rozgniewał się na siebie, „Jakim byłem głupcem, że w ogóle poszedłem na to spotkanie?” Wstał i wziął mały śpiewniczek z hymnami, znalazł ten hymn i go przeczytał. „Co za nonsens!” powiedział do siebie „żeby hymn przeszkadzał racjonalnemu człowiekowi”. Rozpalił ogień i spalił śpiewnik, ale nie mógł spalić małego słówka „Przyjdź!” „Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowo nie przeminie.”

                Oświadczył, że nigdy nie pójdzie na kolejne spotkanie, ale następnego wieczoru przyszedł ponownie. Kiedy tam dotarł, co dziwne, śpiewali ten sam hymn. „Znowu ten nieszczęsny stary hymn” - powiedział – „Jakim jestem głupcem, że przyszedłem!”. Mówię wam, kiedy Duch Boży ogarnia człowieka, robi on wiele rzeczy, których nie zamierzał robić. Krótko mówiąc, ten człowiek wstał na spotkaniu młodych nawróconych i opowiedział historię, którą wam teraz przedstawiłem. Wyciągając mały śpiewnik, ponieważ kupił kolejny egzemplarz i otwierając go na tym hymnie, powiedział: „Myślę, że ten hymn jest najsłodszym i najlepszym angielskim hymnem, Bóg pobłogosławił go dla zbawienia mojej duszy”. A jednak był to ten sam hymn, którym pogardzał.

                Chcę podkreślić to małe słówko: „Przyjdź!” Czasami ludzie zapomną tekst kazania; ale to słówko jest wystarczająco krótkie, żeby każdy je zapamiętał. Niech zabrzmi gong ewangelicznych dzwonów, z których każdy mówi: „Przyjdź!”. Pierwszy dzwon, który zabrzmi to:

Przyjdź i słuchaj!

                   „Nakłońcie swojego ucha i pójdźcie do mnie, słuchajcie, a ożyje wasza dusza, bo ja chcę zawrzeć z wami wieczne przymierze z niezłomnymi dowodami łaski okazanej niegdyś Dawidowi!” (Iz.55:3). „Nakłońcie swojego ucha”, mówi Bóg. Czasami możecie zobaczyć człowieka, który jest przygłuchy i nie może dosłyszeć każdego słowa, przykłada rękę do ucha i pochyla się do przodu. Widziałem człowieka, który czasami podnosił obie ręce do swoich uszu, jakby był zdecydowany uchwycić każde słowo. Lubię ten widok. To jest obraz, którego używa prorok, kiedy mówi w imieniu Boga: „Nakłońcie swojego ucha”.

                   Człowiek utracił duchowe życie i społeczność ze swoim Stwórcą przez słuchanie głosu kusiciela zamiast głosu Boga. Odzyskaliśmy życie poprzez słuchanie głosu Boga. Słowo Boga daje życie. „Słowa, które mówię wam,” mówi Chrystus, „są duchem i są życiem” (J.6:63). Zatem, tym czego ludzie potrzebują jest – nakłonić uszy i słuchać. To wielka rzecz, gdy kaznodzieja Ewangelii trafia do ucha zgromadzenia – mam na myśli ucho wewnętrzne. Człowiek ma bowiem nie tylko dwoje uszu w głowie; ma także to, co możemy nazwać uchem zewnętrznym i uchem wewnętrznym – uchem duszy. Możesz mówić do ucha zewnętrznego i w ogóle nie dotrzeć do ucha duszy. Wielu w tych dniach jest jak „ludzie głupi”, do których prorok Jeremiasz mówił: „Którzy mają oczy, a nie widzą; którzy mają uszy, a nie słyszą” (Jer.5:21). Wielu jest w każdym zgromadzeniu takich, których uwagi nie jestem w stanie utrzymać przez pięć minut. Prawie każda drobnostka odwróci ich uwagę. Musimy zwracać uwagę na słowa Jezusa: „Kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj słucha”.

                   Pamiętacie jak Piotr był posłany do Korneliusza, miał powiedzieć mu słowa, przez które on i jego dom mieli być zbawieni. Jeśli masz być zbawiony, to musi się stać przez słuchanie Słowa Boga. Oto obietnica: „…słuchajcie, a ożyje wasza dusza...” (Iz.55:3).

                   W Chicago żył pewien nawrócony architekt. Składając swoje świadectwo powiedział, że przez wiele lat miał zwyczaj przychodzić do kościoła, ale nie mógł powiedzieć, że naprawdę słyszał kazanie przez cały ten czas. Kiedy pastor podawał tekst i zaczynał nauczać, architekt miał zwyczaj usadowić się wygodnie w kącie ławki i pracować nad projektami jakichś budynków. Trudno powiedzieć ile projektów przygotował w czasie kiedy pastor głosił. Był architektem w jednym lub dwóch przedsiębiorstwach i miał zwyczaj przygotowywać swoje projekty w taki sposób. Rozumiecie, szatan wchodził między architekta i kaznodzieję i wykradał dobre ziarno Słowa. Często głosiłem do ludzi i byłem całkowicie zdumiony, gdy odkryłem, że ledwo byli w stanie powiedzieć choćby jedno słowo z kazania; a nawet tekst całkowicie im umykał.

                   Pewien kolorowy mężczyzna powiedział kiedyś, że wielu z jego zboru zostanie straconych, ponieważ są zbyt hojni. Zauważył, że ludzie wyglądali na zaskoczonych, więc powiedział: „Być może myślicie, że popełniłem błąd i że powinienem powiedzieć, że będziecie zgubieni, ponieważ nie jesteście wystarczająco hojni. Tak nie jest; miałem na myśli to, co powiedziałem. Rozdajecie zbyt wiele kazań. Słuchacie ich jakby były przeznaczone dla innych ludzi”. Tak więc jest teraz wielu słuchających mnie, którzy słyszą głosy stojących za nimi i mówiących, że poselstwo jest bardzo dobre dla sąsiada takiego a takiego; i przekazują to sobie przez ramię, dopóki nie zniknie za drzwiami. Śmiejecie się, ale wiecie, że tak jest. Słuchajcie! „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa Mego i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do życia.” (J.5:24).

Następną nutą w tym dzwonieniu dzwonów, którą pragnę uderzyć, jest -

Przyjdź i zobacz!

                Pismo używa nie tylko ucha ale i oka dla zobrazowania drogi zbawienia. Kiedy człowiek zarówno słyszy jak i widzi coś, wtedy pamięta to dwa razy dłużej niż gdyby tylko słyszał. Pamiętacie, co Filip powiedział do Natanaela: „Filip spotkał Natanaela i rzekł do niego: Znaleźliśmy tego, o którym pisał w zakonie Mojżesz, a także prorocy: Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Wtedy Natanael rzekł do niego: Czy z Nazaretu może być coś dobrego? Filip na to: Pójdź i zobacz!” (J.1:45-46) Filip był mądrym zdobywcą dusz. Przyprowadził swojego przyjaciela do Chrystusa. Natanael miał jedno spotkanie z Synem Boga; stał się Jego uczniem i nigdy Go nie opuścił. Gdyby Filip wdał się z Natanaelem w dyskusję nad problemem, czy z Nazaretu może być coś dobrego i usiłował udowodnić, że pewne dobre rzeczy mogą pochodzić z Nazaretu, Natanael najprawdopodobniej w ogóle nie zostałby uczniem.

                W gruncie rzeczy, niewiele zyskujemy, dyskutując. Pozwólmy sprzeciwiającym się lub pytającym odbyć tylko jedną osobistą rozmowę z Synem Boga; to rozproszy całą ich ciemność, wszystkie ich uprzedzenia i całą ich niewiarę. W chwili, gdy Filipowi udało się przyprowadzić Natanaela do Chrystusa, dzieło zostało wykonane.

                Tak więc mówimy do ciebie: „Przyjdź i zobacz!” Kiedy się nawróciłem, myślałem, że moi przyjaciele byli dla mnie niewierni, ponieważ nie mówili mi o Chrystusie. Myślałem, że wszyscy moi przyjaciele nawrócą się w ciągu dwudziestu czterech godzin. I byłem bardzo rozczarowany, gdy nie zobaczyli od razu, że Chrystus jest Lilią Doliny, Różą Saronu i Gwiazdą Jasną Poranną. Zastanawiałem się, dlaczego tak się stało. Bez wątpienia wielu z tych, którzy mnie teraz słuchają, miało takie samo doświadczenie; myśleliście, że kiedy zobaczycie Chrystusa w całym Jego pięknie, wkrótce sprawicie, że przyjaciele zobaczą Go w tym samym świetle.

                Ale musimy nauczyć się, że Sam Bóg jedynie może to zrobić. Jeśli jest jakiś sceptyk słuchający mnie teraz, to chcę powiedzieć, że jedna osobista rozmowa z Synem Boga rozproszy całą twoją niewierność i ateizm. Pewnej nocy, w pokoju do rozmów, spotkałem żonę ateisty, która została przyprowadzona do Boga na jednym z naszych spotkań. Nawróciła się w tym samym czasie. Przyprowadziła na spotkanie dwie swoje córki, pragnąc, aby i one poznały Chrystusa. Powiedziałem do matki: „Jak jest teraz z twoim sceptycyzmem?”. „Och”, odpowiedziała, „wszystko minęło”. Kiedy Chrystus wchodzi do serca, ateizm musi zniknąć; jeśli tylko człowiek przyjdzie i spojrzy na Zbawiciela z ufnością i miłością, nie będzie chciał Go więcej opuścić.

                                 Kilka lat temu pewien dżentelmen spacerował ulicą w Baltimore. Akurat był to czas świąt Bożego Narodzenia i wiele wystaw sklepowych wypełnionych było bożonarodzeniowymi prezentami, zabawkami itp. Kiedy ten dżentelmen przechodził obok zobaczył trzy małe dziewczynki stojące przed wystawą sklepową i słyszał jak dwie z nich próbowały opisać trzeciej przedmioty, które były na wystawie. Wzbudziło to jego uwagę i był ciekawy co to może znaczyć. Stanął z tyłu i odkrył, że dziewczynka stojąca w środku była niewidoma – nigdy nie była w stanie widzieć – i jej dwie siostry starały się powiedzieć jej, jak wyglądają różne rzeczy. Dżentelmen stał obok nich przez pewien czas i słuchał, powiedział, że najciekawsze było słuchanie, jak próbują opisać różne przedmioty niewidomemu dziecku - okazało się to trudnym zadaniem. Kiedy mi to opowiadał, powiedziałem do siebie: „Jestem dokładnie na tej samej pozycji, próbując opowiedzieć innym ludziom o Chrystusie. Mogę mówić o Nim, a jednak nie widzą w Nim piękna, które by ich pociągało. Ale gdyby tylko przyszli do Niego, On otworzyłby im oczy i objawił im Siebie Samego w całej Swojej wspaniałości i łasce.”

                                 Patrząc z zewnątrz na Przybytek wzniesiony przez Mojżesza na pustyni, nie było widać w nim zbyt dużo piękna. Przykryty był borsuczymi skórami więc nie wyglądał zbyt pięknie. Jednak gdybyś wszedł do środka, odkryłbyś piękno pod tym pokryciem. Tak więc grzesznik nie widzi piękna w Chrystusie, dopóki nie przyjdzie do Niego - wtedy może je zobaczyć.

                                 Patrzyłeś kiedyś na okna wielkiego kościoła wzniesionego kosztem wielu tysięcy dolarów. Z zewnątrz nie wydawały się zbyt piękne, ale gdy wszedłeś do środka, gdy promienie słońca padły na witraże, zacząłeś rozumieć, co inni mówili ci o ich wspaniałości. Tak samo jest, gdy wchodzisz w osobisty kontakt z Chrystusem; odkrywasz, że jest On dokładnie tym Przyjacielem, którego potrzebujesz. Dlatego kierujemy do wszystkich słodkie ewangeliczne zaproszenie: „Przyjdź i zobacz!”

                                 Pozwólcie, że teraz zadzwonię trzecim dzwonkiem -

Przyjdź i pij!

                „Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko!” (Iz.55:1) Jeśli przyjdziecie i napijecie się ze źródła, mówi Chrystus, nigdy pragnąć nie będziecie. On obiecał ugasić twoje pragnienie. „Jeśli kto pragnie,” mówi Jezus, „niech przyjdzie do Mnie i pije.”(J.7:37)

                Dziękuję Bogu za te słowa: „Jeśli kto”. Nie oznacza to tylko garstki wybranych, szanowanych ludzi; obejmuje wszystkich - każdego pijaka, każdą nierządnicę, każdego złodzieja, każdego zadufanego w sobie faryzeusza.

                „Jeśli kto pragnie”. Jakże ten świat pragnie czegoś, co go zaspokoi! Co wypełnia miejsce rozrywki - domy tańca, sale muzyczne i teatry, noc po nocy? Mężczyźni i kobiety są spragnieni czegoś, czego nie mają. W momencie kiedy człowiek odwraca się tyłem do Boga, zaczyna pragnąć, a to pragnienie nigdy nie będzie zaspokojone dopóki nie wróci do „źródła żywych wód.” Jak mówi nam prorok Jeremiasz, „Mnie, źródło wód żywych, opuścili, a wykopali sobie cysterny, cysterny dziurawe, które wody zatrzymać nie mogą” (Jer.2:13). Jest pragnienie, którego świat nigdy nie może zaspokoić: im więcej pijemy z jego przyjemności, tym bardziej spragnionymi się stajemy. Wołamy o więcej i więcej, a przez cały czas jesteśmy ściągani coraz niżej i niżej. Ale jest „otwarte źródło dla Domu Dawida … dla oczyszczenia z grzechu i nieczystości.” (Zach 13:1) Przylgnijmy do niego, pijmy i żyjmy.

                Pamiętam, jak po jednej z wielkich bitew podczas wojny spływaliśmy rzeką Tennessee z kompanią rannych. Była wiosna, a woda nie była przejrzysta. Wiecie, jak wołają ranni: „Wody! Wody!”, zwłaszcza w gorącym kraju. Pamiętam, jak podałem szklankę błotnistej wody jednemu z tych ludzi. Chociaż był bardzo spragniony, wypił tylko trochę. Oddał mi szklankę, a kiedy to zrobił, powiedział: „Och, choćby łyk wody ze studni mojego ojca!” Czy są tutaj jacyś spragnieni? Przyjdźcie i pijcie z otwartego źródła w Chrystusie, wasze tęsknoty zostaną zaspokojone i nigdy więcej nie będziecie pragnąć. To stanie się w was: „studnia wody tryskającej ku życiu wiecznemu”. Woda podnosi się do własnego poziomu, a ponieważ woda ta spłynęła spod Bożego tronu, przeniesie nas ona z powrotem do obecności Boga. Chodźcie, spragnieni, wstańcie, pijcie i żyjcie! Wszyscy jesteście zaproszeni: przyjdźcie! Kiedy Mojżesz wziął swoją laskę i uderzył w krzemienną skałę na pustyni, wypłynął z niej czysty, krystaliczny strumień wody, który popłynął przez suchą i jałową ziemię. Wszystko, co biedni spragnieni Izraelici musieli zrobić, to pochylić się i pić. Ta woda była dla wszystkich za darmo. Tak też łaska Boga jest darmowa dla wszystkich. Bóg zaprasza cię, abyś przyszedł i zaczerpnął: czy przyjdziesz?

                Pamiętam, że będąc w dużym mieście zauważyłem, jak ludzie korzystali z ulubionej studni w jednym z parków. Pewnego dnia zapytałem jednego człowieka: „Czy ta studnia nigdy nie wysycha?” Człowiek pił właśnie wodę ze studni, a kiedy przerwał picie mlasnął wargami i powiedział: „Jeszcze nigdy nie udało się jej wysuszyć. Kilka lat temu próbowano to zrobić. Uruchomili wozy strażackie i próbowali wszystkiego, co w ich mocy, aby wysuszyć studnię, ale odkryli, że tuż pod miastem płynie rzeka”. Dzięki Bogu, studnia zbawienia nigdy nie wyschnie, chociaż święci Boży pili z niej przez sześć tysięcy lat! Abel, Henoch, Noe, Abraham, Mojżesz, Eliasz, Apostołowie, wszyscy oni pili z tej studni, a teraz są tam, gdzie piją ze strumienia, który wypływa z tronu Boga. „Nie będą już łaknąć ani pragnąć, i nie padnie na nich słońce ani żaden upał, ponieważ Baranek, który jest pośród tronu, będzie ich pasł i prowadził do źródeł żywych wód; i otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu.” (Obj. 7:16-17)

                Pozwólcie, że zadzwonię kolejnym dzwonkiem ewangelicznym:

Przyjdź i jedz!

                Mój bracie, moja siostro – czy jesteście głodni? Zatem przyjdźcie i jedzcie. Niektórzy ludzie obawiają się nawrócenia, bo myślą, że nie wytrzymają. Wielebny Rainsford powiedział kiedyś, „Jeśli Właściciel daje nam życie wieczne, to z pewnością da nam wszystko co jest konieczne do jego utrzymania.” Bóg nie tylko daje życie, On daje nam nasz codzienny chleb, żeby nakarmić to życie.

                Po zmartwychwstaniu Zbawiciel nie pokazywał się Swoim uczniom przez kilka dni. Piotr powiedział do pozostałych, „Idę łowić ryby.” Siedmiu z nich wyruszyło w swoich łodziach. Pracowali całą noc, ale nic nie złowili. W szarówce poranka zobaczyli Nieznajomego na brzegu. Zwrócił się do nich i powiedział: „Dzieci, czy macie coś do jedzenia?” Odpowiedzieli Mu, że nie mają. „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Wyobrażam sobie, że mówili jeden do drugiego, „Co to pomoże? Łowiliśmy tutaj całą noc, a nic nie mamy? Co za pomysł, żeby ryby były po jednej stronie łodzi, a po drugiej nie!” Jednakże posłuchali tego polecenia i mieli taki połów, że ryby nie mogły się pomieścić w łodzi. Wtedy jeden z nich powiedział, „To jest Mistrz.” Kiedy Piotr to usłyszał, wskoczył do wody i popłynął do brzegu, a pozostali wyciągnęli łódź na ląd.

                Kiedy wyszli na brzeg Mistrz powiedział, „Przyjdźcie i jedzcie.” Co to musiał być za posiłek. Władca Chwały karmił Swoich uczniów. Jeśli mógł zastawić stół na pustyni dla Swojego ludu i karmić trzy miliony Izraelitów przez czterdzieści lat, to czyż nie może dać nam naszego codziennego chleba? Nie mam na myśli tylko chleba, który przemija, ale Chleb, który pochodzi z wysokości. Jeśli Bóg karmi ptaki powietrzne, z pewnością nakarmi Swoje dzieci uczynione na Jego własny obraz! Jeśli On policzył każdy włos na naszej głowie, to zadba o zaspokojenie wszystkich naszych doczesnych potrzeb.

                Nie tylko to: jeśli tylko przyjdziemy do Niego, On da nam Chleb Życia dla pożywienia duszy - życia, o którym świat nic nie wie. Powiedział, „Ja jestem Chlebem Życia.” Jeśli przez wiarę będziemy się Nim karmić, dostaniemy siłę. Niech nasze myśli spoczną na Nim, a On uniesie nas ponad nas samych i ponad świat, i zaspokoi nasze największe pragnienia.

                Kolejny ewangeliczny dzwonek to -

Przyjdź i odpocznij!

                Drogi przyjacielu, czy nie potrzebujesz odpoczynku? Dziś na całym świecie panuje nerwowość. Ludzie wzdychają i walczą o odpoczynek. Świat woła: „Gdzie można znaleźć odpoczynek?”. Bogacz, o którym czytamy w przypowieści, zburzył swoje stodoły, aby zbudować większe, i powiedział do swojej duszy: „Odpocznij sobie”. Myślał, że znajdzie odpoczynek w bogactwie, ale się rozczarował. Jeszcze tej nocy jego dusza została wezwana. Nie, nie ma odpoczynku w bogactwie ani przyjemności.

                Inni myślą, że uda im się utopić swoje smutki i kłopoty, oddając się piciu, ale to tylko je spotęguje. „Nie ma pokoju, mówi mój Bóg, dla bezbożnych; są oni jak wzburzone morze, które nie może odpocząć” (Iz. 57:20-21). Czasami mówimy o oceanie, że jest spokojny jak szklane morze, ale on nigdy nie zaznaje spokoju; i tutaj mamy wierny obraz niegodziwego mężczyzny i kobiety.

                O, zmęczona duszo, usłysz słodki głos rozbrzmiewający przez wieki: „Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam odpocząć” (Mt.11:28). Dzięki Bogu, że On tego nie sprzedaje! Gdyby to robił, niektórzy z nas byliby zbyt biedni, żeby móc kupić, ale wszyscy możemy wziąć dar. Ten mały chłopiec wie, jak przyjąć dar; ten stary człowiek, żyjący w pożyczonym czasie i prawie na skraju innego świata, wie, jak przyjąć dar. Darem, którym Jezus chce obdarzyć, jest odpoczynek: Odpoczynek na ten ziemski czas i odpoczynek na wieczność. Każda zmęczona dusza może mieć ten odpoczynek, jeśli zechce. Ale musi przyjść do Chrystusa, aby go dostać. Nigdzie indziej nie można znaleźć tego odpoczynku. Jeśli pójdziesz do świata ze swoimi troskami, kłopotami i zmartwieniami, wszystko, co on może zrobić, to dołożyć do nich jeszcze kilka innych. Świat to kiepskie miejsce na szukanie wsparcia. Jak ktoś powiedział: „Jeśli zrzucisz swoje brzemiona gdziekolwiek indziej niż na Chrystusa, to one wrócą do ciebie z większym ciężarem niż kiedykolwiek. Zrzuć je na Chrystusa, a On poniesie je za ciebie”.

                Oto następny dzwonek -

Przyjdź i prawujmy się (rozsądźmy)!

                Być może, że jacyś niewierzący przeczytają tę książkę. Oni chętnie mówią do nas: „Chodźcie i rozsądźmy”. Ale chciałbym zwrócić ich uwagę na wersety, które poprzedzają ten jeden werset z pierwszego rozdziału księgi Izajasza. Problem z wieloma sceptykami polega na tym, że ze Słowa Bożego biorą po zdaniu stąd i stamtąd, bez odniesienia się do kontekstu. Zobaczmy, co mówi cały ten fragment: „A gdy wyciągacie swoje ręce, zakrywam moje oczy przed wami, choćbyście pomnożyli wasze modlitwy, nie wysłucham was, bo na waszych rękach pełno krwi. Obmyjcie się, oczyśćcie się, usuńcie wasze złe uczynki sprzed moich oczu, przestańcie źle czynić! Uczcie się dobrze czynić, przestrzegajcie prawa, brońcie pokrzywdzonego, wymierzajcie sprawiedliwość sierocie, wstawiajcie się za wdową!” (Iz.1:15-17).

                Potem mamy wspaniałe zaproszenie, „Chodźcie więc, a będziemy się prawować”(Iz.1:18). Czy myślicie, że Bóg zamierzałby prawować się z człowiekiem, którego ręce ociekają krwią, zanim by on poprosił o przebaczenie i zmiłowanie? Czy Bóg prawowałby się z człowiekiem żyjącym w buncie przeciw Niemu? Nie. Ale jeśli odwrócimy się od naszego grzechu i wyznamy go, wtedy Bóg będzie prawował się z nami i wybaczy nam. „Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna.” (Iz.1:18)

                Ale jeśli człowiek uparcie trwa w buncie przeciwko Bogu, nie ma dla niego zaproszenia, żeby przyszedł i prawował się i uzyskał przebaczenie. Jeśli zostałem słusznie skazany na śmierć przez prawo stanowe i czekam na wykonanie wyroku, nie jestem w stanie dyskutować z gubernatorem. Jeśli gubernator zdecyduje się wysłać mi darmowe ułaskawienie, pierwszą rzeczą, którą muszę zrobić, jest zaakceptowanie go; wtedy może pozwolić mi wejść w jego obecność. Musimy jednak pamiętać, że Bóg jest ponad naszym rozumem. Kiedy człowiek upadł, jego rozum został wypaczony i nie był w stanie dyskutować z Bogiem. „Jeśli kto chce czynić wolę Jego, będzie wiedział o nauce”. Musimy być gotowi porzucić nasze grzechy. „Niech bezbożny porzuci drogę swoją, a niesprawiedliwy myśli swoje, i niech się nawróci do JHWH, a On się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż On obficie odpuści”. W chwili, gdy człowiek jest gotów rozstać się ze swoimi grzechami, Bóg spotyka go w łasce i oferuje mu pokój i przebaczenie.

                Chciałbym, żeby odezwał się następny dzwonek -

Przyjdź na wesele!

                „Oto przygotowałem wieczerzę: ... wszystko gotowe, przyjdźcie na wesele”. Któż nie czułby się zaszczycony, gdyby został zaproszony do jakiejś pięknej rezydencji na ślub jednego z członków rodziny prezydenta? Mogę sobie wyobrazić, że czułbyś się dumny dostając takie zaproszenie i chciałbyś, żeby wszyscy twoi przyjaciele o tym się dowiedzieli.

                Prawdopodobnie nigdy nie dostaniesz takiego zaproszenia. Ale mam tutaj dla ciebie znacznie poważniejsze zaproszenie niż tamto. Nie mogę mówić za innych, ale jeśli znam swoje własne serce, to wolałbym być dziś rozerwany na strzępy, kończyna od kończyny i umrzeć w chwalebnej nadziei, że będę na weselu Baranka, niż żyć na tym świecie tysiąc lat i przegapić w końcu to spotkanie. „Szczęśliwi, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka” (Obj.19:9). Straszną rzeczą było by dla każdego z nas zobaczyć Abrahama, Izaaka i Jakuba zajmujących swoje miejsce w Królestwie Bożym, a samemu zostać wyrzuconym.

                To nie mit, moi przyjaciele; to jest rzeczywiste zaproszenie. Każdy mężczyzna i kobieta jest zaproszony / zaproszona. Wszystko jest teraz przygotowane. Uczta została przygotowana wielkim kosztem. Możesz odrzucić łaskę i dar Boga, ale musisz pamiętać, że wiele kosztowało Boga, zanim mógł wyprawić tę ucztę. Kiedy Bóg dał Chrystusa, to dał najdroższy klejnot jaki miało niebo. A teraz On wysyła zaproszenie. On rozkazuje swoim sługom, aby szli na drogi, zagajniki i przydroża i zmuszali wszystkich do przyjścia, aby Jego dom był pełny. Kto przyjdzie? Powiesz, że nie pasujesz, żeby przyjść? Jeśli Prezydent zaprosiłby cię do Białego Domu, i zaproszenie mówiło, że masz przyjść tak jak teraz jesteś; a wartownik przy bramie zatrzymałby cię ponieważ nie jesteś ubrany w garnitur, to co byś zrobił? Czyż nie pokazałbyś mu dokumentu podpisanego w imieniu Prezydenta? Wtedy wartownik powinien stanąć z boku i pozwolić ci przejść. Zatem, mój przyjacielu, jeśli możesz udowodnić mi, że jesteś grzesznikiem, to ja mogę udowodnić tobie, że jesteś zaproszony na tą ewangeliczną ucztę – weselną ucztę Baranka.

                Pozwólcie mi zadzwonić innym dzwonkiem o Ewangelicznym brzmieniu -

Przyjdź, odziedziczyć królestwo!

                „Wtedy powie Król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata” (Mat.25:34). Królestwo! – pomyślcie o tym! Pomyślcie o biednym człowieku w tym świecie, zmagającym się z biedą i niedostatkiem, zaproszonym, żeby stał się posiadaczem królestwa! To nie fikcja, to jest opisane następująco: „ku dziedzictwu nieznikomemu i nieskalanemu, i niezwiędłemu, jakie zachowane jest w niebie dla was, którzy mocą Bożą strzeżeni jesteście przez wiarę w zbawienie, przygotowane do objawienia się w czasie ostatecznym” (1P.1:4-5). Jesteśmy wezwani, żeby być królami i kapłanami: to jest wysokie powołanie. Z pewnością nikt, kto mnie słucha, nie zamierza stracić tego królestwa! Chrystus powiedział: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego” (Mt.6:33). Ci, którzy je odziedziczą, już z niego nie wyjdą.

                Jeszcze inny dzwonek -

Podejdź tutaj!

                W Objawieniu czytamy, że dwaj świadkowie zostali wezwani do nieba, gdy ich świadczenie dobiegło końca. Tak więc, jeśli będziemy wierni w służbie naszemu Królowi, z czasem usłyszymy głos mówiący: „Wstąp tutaj!”. Pewnego dnia nastąpi rozdzielenie. Mężczyzna, który prześladował swoją pobożną żonę, pewnego dnia stwierdzi jej brak. Pijak, który bije swoje dzieci, ponieważ nauczono je drogi do Królestwa Bożego, pewnego dnia za nimi zatęskni. Zostaną zabrane z ciemności, z dala od prześladowań, do obecności Boga. Nastąpi wielkie świętowanie, kiedy rozlegnie się głos Boga mówiący: „Chodźcie tu”, wzywający Jego dzieci do domu. Ten chwalebny dzień wkrótce zaświta. „Podnieście głowy wasze, bo się przybliża czas odkupienia waszego”.

                Jeszcze jeden dzwonek dla kompletnego brzmienia -

Ktokolwiek chce, niech przyjdzie!

                Jest to ostatni raz, kiedy słowo „Przyjdź ” pojawia się w Biblii; a występuje w niej ponad tysiąc dziewięćset razy. Znajdujemy je już od samego początku w Księdze Rodzaju: „Wejdź, ty i cały twój dom, do arki”; i przewija się ono przez całe Pismo Święte. Prorocy, apostołowie i kaznodzieje rozgłaszali je przez wszystkie wieki. Teraz zapis ma zostać zamknięty, a Chrystus mówi Janowi, aby wystosował jeszcze jedno zaproszenie. Gdy Jezus był w chwale przez około sześćdziesiąt lat, być może zobaczył jakiegoś biednego człowieka potykającego się o jeden z listów apostołów na temat doktryny wybrania. Przyszedł więc do Jana na Patmos, a Jan był w Duchu w Dniu Właściciela naszego Jezusa Chrystusa. Chrystus powiedział do swojego ucznia: „Napisz te słowa do Kościołów”. Mogę sobie wyobrazić, że pióro Jana poruszało się bardzo łatwo i bardzo szybko tego dnia, ponieważ ręka jego Władcy była nad nim. Mistrz powiedział do niego: „Zanim zamkniesz księgę, dodaj jeszcze jedno zaproszenie i uczyń je tak szerokim, aby cały świat wiedział, że jest w nie włączony, aby nikt nie poczuł, że został pominięty”. Jan zaczął pisać: „Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź”, to znaczy Duch i Kościół; „a ten kto słyszy, niech powie: Przyjdź!”. Jeśli sam usłyszałeś i otrzymałeś przesłanie, przekaż je tym, którzy są blisko ciebie; twoja religia nie jest zbyt rzeczywista, jeśli nie ma wpływu na kogoś innego. Musimy pozbyć się tego pomysłu, że świat zostanie pozyskany wyłącznie przez pastorów. Wszyscy, którzy pili z kielicha zbawienia, muszą przekazywać go dalej.

                „Kto jest spragniony, niech przyjdzie”. Ale niektórzy są tak głusi, że nie słyszą. Inni nie są wystarczająco spragnieni albo myślą, że nie są spragnieni. Widziałem ludzi na naszych spotkaniach pozgromadzeniowych, z dwoma strumykami łez spływającymi po ich policzkach, a jednak powiedzieli, że ich problemem jest to, że nie są wystarczająco zaniepokojeni. Byli zaniepokojeni byciem zaniepokojonymi. Prawdopodobnie Chrystus widział, że ludzie mogą powiedzieć, że nie czują pragnienia, więc powiedział apostołowi, żeby przygotował zaproszenie jeszcze szersze. Zatem ostatnie zaproszenie skierowane do spragnionego świata jest następujące: „A ktokolwiek chce, niech darmo weźmie wodę życia.” (Obj.22:17)

                Dzięki Bogu za te słowa „Ktokolwiek chce!” Kto przyjdzie i weźmie? Oto jest pytanie. Masz moc, żeby zaakceptować lub odrzucić zaproszenie. Pewien człowiek na jednym spotkaniu kiedyś tam, był na tyle uczciwy, żeby powiedzieć „Nie chcę”. Gdyby to było w mojej mocy, to przyprowadziłbym wszystkich słuchaczy do podjęcia decyzji teraz, albo za, albo przeciw. Mam nadzieję, że wielu czytając te słowa teraz powie, „Chcę!” Jeśli Bóg mówi, że możemy, to wszystkie diabły w piekle nie mogą nas zatrzymać. Wszyscy niewierzący w świecie nie mogą powstrzymać nas. Ten mały chłopiec, ta mała dziewczynka, mogą powiedzieć, „Chcę”. Gdyby to było konieczne, to Bóg wysłałby legion aniołów, żeby ci pomogły, ale On dał ci moc, żebyś mógł zaakceptować Chrystusa w tej dokładnie minucie, jeśli rzeczywiście jesteś szczery.

                Pozwólcie mi powiedzieć, że najłatwiejszą rzeczą na świecie jest stać się chrześcijaninem, a jednocześnie jest to najtrudniejsze. Powiesz: „To sprzeczność, paradoks”. Zilustruję to, co mam na myśli. Kilka lat temu mój mały siostrzeniec w Chicago wziął moją Biblię i rzucił ją na podłogę. Jego mama powiedziała: „Charlie, podnieś Biblię wujka.” Malec powiedział, że nie podniesie. „Charlie, czy wiesz co to słowo znaczy?” Mama wkrótce się przekonała, że chłopiec wie, ale nie ma zamiaru podnieść Księgi. Jego wola była sprzeczna z wolą jego matki. Zmaganie to całkiem mnie zainteresowało. Wiedziałem, że jeśli matka nie złamie jego woli, to on pewnego dnia złamie jej serce. Powtórzyła, „Charlie, idź, podnieś Biblię wujka i połóż ją na stole”. Mały człowieczek powiedział, że nie może tego zrobić. „Ukarzę cię, jeśli tego nie zrobisz.” Chłopiec dostrzegł dziwne spojrzenie w oczach mamy, bo sprawa przybrała poważny obrót. On nie chciał być ukarany, a wiedział, że mama ukarze go, jeśli nie podniesie Biblii. Więc wyprostował każdą kość i mięsień w sobie i powiedział, że nie może tego zrobić. Naprawdę wierzę, że ten mały człowiek sam wmówił sobie, że nie może tego zrobić.

                Jego matka wiedziała, że on tylko oszukuje samego siebie; więc prowadziła go do samego sedna. W końcu zszedł na dół, objął Księgę obiema rękami i zaczął ją szarpać; ale nadal mówił, że nie może jej podnieść. Prawdą było, że nie chciał. Wstał ponownie, nie podnosząc jej. Matka powiedziała: „Charlie, nie będę już z tobą rozmawiać. Ta sprawa musi zostać rozstrzygnięta; podnieś tę Księgę albo cię ukarzę”. W końcu złamała jego wolę, a wtedy okazało się to tak łatwe, jak dla mnie odwrócenie ręki. Podniósł Biblię i położył ją na stole. Tak jest z grzesznikiem; jeśli naprawdę chcesz wziąć Wodę Życia, możesz to zrobić.

 

„Usłyszałem głos Jezusa mówiącego:

„Przyjdź do Mnie i odpocznij;

Połóż, połóż, ty zmęczony,

Głowę swą na piersi Mej”.

Więc przyszedłem do Jezusa jaki byłem -

Smutny,  zmęczony i wyczerpany,

Znalazłem w Nim miejsce odpoczynku,

I On uszczęśliwił mnie.

 

Usłyszałem głos Jezusa mówiącego:

„Oto Ja darmo daję

Wodę żywą - spragnionemu,

Pochyl się więc, pij i żyj”.

Więc przyszedłem do Jezusa aby pić

Ze strumienia dającego życie;

Ugasiłem swe pragnienie, moja dusza odżyła,

I teraz żyję w Nim.

 

Usłyszałem głos Jezusa mówiącego:

„Jestem Światłem dla świata ciemnego:

Spójrz na Mnie, a poranek twój wzejdzie,

I cały twój dzień jasnym będzie”.

Spojrzałem na Jezusa i znalazłem

W Nim moją Gwiazdę, moje Słońce;

I w tym Świetle życia będę chodził,

Dopóki dni podróży się nie skończą."

Dr H. Bonar

Jan 14:23