Dwight L. Moody Suwerenna łaska
Rozdział 6 Łaska do życia
Rozdział 6
Łaska do życia
Teraz doszliśmy do bardzo ważnej części naszego tematu – Łaski do życia. Jedną z najsmutniejszych rzeczy w obecnym czasie jest fakt, że tak wielu wyznawców chrześcijaństwa nie ma duchowej mocy. Nie dają żadnego świadectwa o Chrystusie. Jest tak niewielu, którzy są w stanie odwiedzić chorujących, żeby poczytać im Biblię, pomodlić się z nimi i usłużyć pocieszeniem dla ich dusz. Jak niewielu może pójść do mieszkania pijaka i opowiedzieć mu o mocy Chrystusa, która zbawia! Jak niewielu jest tych, którzy są mądrzy w zdobywaniu dusz dla Chrystusa!
Problemem jest niski poziom duchowy wielu osób w Kościele Chrystusowym. Nie żyjemy zgodnie z naszymi przywilejami. Kiedy idziesz ulicami Londynu, zobaczysz tu i ówdzie napis „Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością”. Jest wielu chrześcijan, którzy praktycznie ograniczają łaskę Bożą. Jest ona jak płynąca rzeka; możemy mieć wszystko, czego potrzebujemy, ale jeśli nie przychodzimy i nie otrzymujemy ciągłego dopływu, nie możemy rozdawać jej innym.
Matko! Ojcze! Czy nie tęsknicie za tym, żeby zobaczyć wasze dzieci zwycięskie w Chrystusie? Co jest problemem? Czy to wina pastora? Wierzę, że nawet gdyby pastorzy głosili jak aniołowie, to i tak niewiele osiągną jeśli jest niski standard życia chrześcijańskiego w domach. Bardziej niż czegokolwiek innego chcemy więcej łaski w naszym życiu, w naszych sprawach biznesowych, w naszych domach, w naszym codziennym postępowaniu i rozmowach. Wierzę, że powodem tak niskiego standardu chrześcijańskiego życia jest to, że żyjemy na nieświeżej mannie. Wiecie co przez to rozumiem. Bardzo dużo ludzi żyje na bazie swoich doświadczeń z przeszłości – myśląc o wspaniałych czasach dwadzieścia lat temu, prawdopodobnie czasach swojego nawrócenia. Jeśli rozmawiamy więcej o radości, pokoju i mocy, które mieliśmy w przeszłości, niż o tym co mamy teraz, to oczywisty znak tego, że nie jesteśmy w łączności z Bogiem. Mówi nam się, żeby „wzrastać w łasce”, ale znaczna większość wzrasta w zły sposób.
Pamiętacie, że Izraelici zbierali świeżą mannę każdego dnia, nie wolno im było jej przechowywać. To jest lekcja dla nas, chrześcijan. Jeśli chcemy być silni i żywotni to musimy codziennie przychodzić do Boga, żeby dostać łaskę. Człowiek nie może przyjąć zapasu łaski na przyszłość, tak jak nie może dziś zjeść wystarczająco dużo, by wystarczyło mu na następne sześć miesięcy, lub zaczerpnąć do płuc wystarczającą ilość powietrza, by podtrzymać życie przez najbliższy tydzień. Musimy czerpać z bezgranicznych zapasów Bożej łaski z dnia na dzień, tak jak jej potrzebujemy.
Znałem człowieka, który żył nad brzegiem Jeziora Erie. Położył rury prowadzące od jeziora do swojego domu. Kiedy potrzebował wody jedyne co musiał zrobić to odkręcić kran i woda napływała. Gdyby rząd podarował mu jezioro, nie wiedziałby, co z nim zrobić. Tak i my możemy powiedzieć, że gdyby Bóg miał nam dać łaskę wystarczającą na cały okres naszego życia, to nie wiedzielibyśmy jak jej używać. Dał nam przywilej czerpania z Niego dzień po dniu – a nie „czterdzieści dni po zobaczeniu”. Nad brzegiem nieba jest mnóstwo łaski, nie musimy się obawiać, że nastąpi jej wyczerpanie.
Mamy zaproszenie żeby śmiało podchodzić do tronu łaski – jak synowie do ojca – żeby znaleźć łaskę. Zauważyliście, że syn jest dużo bardziej śmiały w domu swego ojca, niż gdyby był zwykłym sługą. Bardzo wielu chrześcijan zachowuje się jak sługi. Jeśli wejdziesz do domu, możesz wkrótce poznać różnicę między rodziną a służbą. Syn przychodzi do domu wieczorem, chodzi po całym domu – być może mówi o listach, które nadeszły i chce wiedzieć o wszystkim co wydarzyło się w rodzinie w czasie jego nieobecności. Zupełnie inaczej jest ze sługą, który prawdopodobnie przez cały dzień nie opuszcza kuchni lub pomieszczenia dla służby, chyba że wymaga tego obowiązek.
Przypuśćmy, że ktoś wpłacił na twoje konto bankowe milion dolarów i dał ci książeczkę czekową, żebyś korzystał tak jak chcesz: czy poszedłbyś do pracy i próbował żyć za dziesięć dolarów miesięcznie? A jednak tak właśnie wielu z nas robi jako chrześcijanie. Wierzę, że ten niski standard chrześcijańskiego życia w Kościele przyczynia się bardziej do tworzenia niedowiarków niż wszystkie sceptyczne książki, jakie kiedykolwiek napisano.
Posłuchajcie co mówi Apostoł: „A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą” (Fil.4:19). Spójrzcie dokładniej na te słowa. Nie jest powiedziane, że Bóg zaspokoi wszelkie wasze zachcianki. Jest wiele rzeczy, które chcemy, chociaż Bóg nie obiecał, że je da. Jest też: „wasza potrzeba” i „wszelka wasza potrzeba”. Moje dzieci często pragną wielu rzeczy, których nie dostają, ale ja zaspokajam wszelką ich potrzebę, jeśli tylko mogę im to dać. W żadnym wypadku nie zaspokajam wszystkich ich pragnień. Mój chłopiec prawdopodobnie chciałby, abym dał mu konia, podczas gdy ja wiem, że to, czego naprawdę potrzebuje, to być może łaska do kontrolowania swojego temperamentu. Nasze dzieci mogą pragnąć wielu rzeczy, których posiadanie byłoby dla nich szkodliwe. Tak samo, chociaż Bóg może odmówić nam wielu rzeczy, których pragniemy, On zaspokoi wszystkie nasze potrzeby. W tym życiu nie może przyjść na nas jakiś kłopot czy próba, bo Bóg ma wystarczająco dużo łaski, by nas przez nie przeprowadzić, jeśli tylko pójdziemy do Niego, by ją otrzymać. Musimy jednak prosić o nią dzień po dniu. „Jakie będą twoje dni, taka będzie twoja siła”.
Kiedyś w Szkocji spotkałem człowieka, który nauczył mnie lekcji, której nigdy nie zapomnę. Chrześcijański przyjaciel chciał, żebym przyszedł i porozmawiał z nim. On był przykuty do łóżka przez wiele lat. Ten cierpiący święty pocieszył mnie i powiedział mi kilka wspaniałych rzeczy. Kiedy był w wieku około piętnastu lat upadł i złamał kręgosłup, a teraz leżał w swoim łóżku przez jakieś czterdzieści lat. Nie mógł się poruszyć bez odczuwania bólu i prawdopodobnie nie było żadnego dnia bez cierpienia w całym tym minionym czasie. Gdyby ktoś powiedział mu, że będzie tam leżał i cierpiał przez czterdzieści lat, prawdopodobnie powiedziałby, że nie może tego zrobić. Ale dzień po dniu łaska Boża była mu udzielana i oświadczam wam, że wydawało mi się, jakbym był w obecności jednego z najbardziej uprzywilejowanych dzieci Bożych. Wydawało mi się, że kiedy przebywałem w izdebce tego człowieka, byłem tak blisko nieba, jak to tylko możliwe na tej ziemi. Mówię o twarzy człowieka jaśniejącej chwałą górnego świata! Bardzo rzadko widzę twarz, która lśni tak jak jego. Mogę sobie wyobrazić, że aniołowie, gdy przechodzą nad miastem z misją miłosierdzia, schodzą do izdebki tego człowieka, aby się odświeżyć. Leżał tam przez te wszystkie lata, nie tylko bez szemrania, ale radując się przez cały czas.
Powiedziałem do niego: „Mój przyjacielu, czy diabeł nigdy cię nie kusi, żeby zwątpić w Boga i pomyśleć, że jest On twardym mistrzem?” „Tak,” powiedział, „to jest dokładnie to, co diabeł próbuje zrobić. Czasami, kiedy wyglądam przez okno i widzę chodzących zdrowych ludzi, szatan szepcze: „Czy Bóg jest taki dobry? Dlaczego trzyma cię tutaj przez te wszystkie męczące lata? Jeśli On cię kocha, to dlaczego nie możesz teraz być bogatym człowiekiem, jeżdżącym swoim własnym powozem zamiast leżeć tu i być zależnym od innych?” „Co robisz, kiedy diabeł cię kusi?” „Och, po prostu zabieram go pod Krzyż, a on tak się tam przestraszył osiemnaście wieków temu, że nie może tego znieść i zostawia mnie”. Nie sądzę, aby ten przykuty do łóżka święty miał wiele kłopotów z wątpliwościami; jest tak pełen łaski.
Tak więc, jeśli tylko odważnie przyjdziemy do Boga, otrzymamy wszelką pomoc i siłę, jakiej potrzebujemy. Nie ma żyjącego mężczyzny ani kobiety, których nie można by uchronić przed upadkiem, jeśli pozwolą Bogu podtrzymać ich w Jego wszechmocnych ramionach.
W życiu proroka Elizeusza jest jedna historia, którą bardzo lubię. Większość z was na pewno ją zna. Czasami spotykamy się z ludźmi, którzy wahają się z zaakceptowaniem Chrystusa ponieważ tak się boją, że nie wytrzymają. Pamiętacie, że był młody prorok, który umarł zostawiając wdowę z dwoma małymi chłopcami. Mówi się, że nieszczęścia nie chodzą pojedynczo, ale w batalionach. Ta kobieta nie tylko że straciła męża, ale wierzyciel zamierzał zabrać jej synów, żeby sprzedać ich w niewolę. To było powszechne w tamtych czasach. Wdowa przyszła do Elizeusza i wszystko mu opowiedziała. Elizeusz zapytał ją, co ma w domu. Ona odpowiedziała, że nic nie ma, tylko dzbanek oliwy. To była bardzo trudna sytuacja.
Elizeusz powiedział jej, żeby poszła do domu i pożyczyła tyle naczyń, ile tylko będzie mogła. Jego przykazanie było: „Byle nie za mało”. Bardzo mi się to podoba. Wdowa uchwyciła się jego słowa i pożyczyła wszystkie naczynia jakie sąsiedzi mogli jej wypożyczyć. Mogę sobie wyobrazić, że widzę kobietę i jej dwóch synów idących od domu do domu i proszących o pożyczenie naczyń. Bez wątpienia było mnóstwo sąsiadów, którzy wyciągali swoje szyje z ciekawości co to wszystko znaczy; tak jak czasami znajdujemy ludzi przychodzących do pokoju przesłuchań, aby zobaczyć, co się dzieje. Gdyby ta kobieta była jak współcześni sceptycy, uznałaby, że to zupełnie absurdalne do czego nakłania ją prorok; zapytałaby, co dobrego może z tego wyniknąć. Ale wiara nie zadawała żadnych pytań: więc poszła i zrobiła to, co mąż Boży kazał jej zrobić. Widzę ją idącą wzdłuż jednej strony ulicy, pukającą do każdych drzwi i proszącą o puste naczynia. „Ile chcesz?” „Wszystkie jakie masz na zbyciu.” Są też dwaj synowie taszczący wielkie naczynia, niektóre prawdopodobnie prawie tak duże, jak sami chłopcy. To była ciężka praca. Kiedy przeszli jedną stronę ulicy, ruszyli wzdłuż drugiej. Powiedziano jej: „Byle nie za mało”, więc szła dalej prosząc o tak dużo, jak tylko mogła dostać. Jeśli w tamtych dniach było tyle plotek co jest obecnie, to wszyscy ludzie na ulicy mówiliby o tej kobiecie. Dlaczego ta kobieta i jej chłopcy przez cały dzień znoszą naczynia do domu, o co w tym może chodzić?
Tymczasem teraz mają wszystkie naczynia, jakie sąsiedzi mogli pożyczyć. Kobieta zamknęła drzwi i powiedziała do jednego z chłopców: „Jakubie, jesteś młodszy, przynoś mi puste naczynia. Janie, jesteś silniejszy, kiedy napełnię naczynie ty odstawiaj je na bok.” I zaczęła nalewać. Być może pierwsze naczynie było dwa razy większe od tego, z którego nalewała, ale wkrótce zostało napełnione. Kobieta kontynuowała napełnianie naczynia za naczyniem. W końcu jej syn powiedział: „Mamo, to już ostatnie”. Powiedziano nam, że oliwa się nie wyczerpała, dopóki ostatnie naczynie nie zostało napełnione.
Drodzy przyjaciele, przynieście wasze puste naczynia, a Bóg je napełni. Ośmielę się powiedzieć, że oczy tych chłopców błyszczały, jak widzieli tą wspaniałą, świeżą oliwę z ręki Stworzyciela. Kobieta poszła i opowiedziała mężowi Bożemu, co się wydarzyło, a on powiedział jej: „Idź, sprzedaj oliwę i spłać swój dług, ty zaś wraz z synami utrzymujcie się z tego, co zostanie” (2Krl.4:7). To jest łaska na teraz i na przyszłość. „Jakie będą twoje dni, taka będzie twoja siła”. Będziecie mieli łaskę nie tylko na pokrycie wszystkich waszych grzechów, ale żeby zanieść was prosto w chwałę. Wpuść łaskę Bożą do swego serca, a Bóg przeprowadzi cię bezpiecznie.
Pozwólcie, że zakończę cytując słowa starej modlitwy: „Bóg daje nam łaskę, żebyśmy zobaczyli naszą potrzebę łaski; daje nam łaskę, żebyśmy prosili o łaskę; daje nam łaskę, żebyśmy otrzymali łaskę; daje nam łaskę, żebyśmy korzystali z łaski, którą otrzymaliśmy.”
„Łaska nauczyła modlić się mą duszę,
A przebaczająca miłość poznawać;
To łaska zachowała mnie do dziś,
I nie pozwoli odejść mi.
Łaska całe dzieło zwieńczy,
Poprzez wiekuiste dni;
W niebie umieszcza najwyższą skałę,
I zasługuje na chwałę!”

