Dwight L. Moody Suwerenna łaska
Rozdział 4 Łaska obfitująca dla największego z grzeszników
Rozdział 4
Łaska obfitująca dla największego z grzeszników
Chciałbym podkreślić fakt, że Bóg pragnie okazać miłosierdzie wszystkim. Ostatnim przykazaniem Chrystusa dla Jego uczniów było: „Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu” (Mk. 16:15). Być może słyszą mnie osoby, które nie otrzymały tej łaski chociaż często była ona im narzucana, aby ją przyjęli. Jednym z powodów, dla których wielu nie staje się uczestnikami łaski, jest to, że uważają, że mogą sobie lepiej radzić bez niej. Żydzi mówili, że są nasieniem Abrahama. Mieli Mojżesza i Zakon: jednakże nie potrzebowali przebaczającej łaski Boga, którą Chrystus przyszedł przynieść. Czytamy w Księdze Objawienia o kościele, który powiedział, „bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję” (Obj. 3:17). To był problem, gdy Chrystus był tutaj. Zamiast przyjść do Niego, żeby uzyskać błogosławieństwo, ludzie zbyt często odchodzili myśląc i mówiąc, że nie potrzebują Jego przychylności i błogosławieństwa.
Dwie modlitwy
W Ewangelii Łukasza Chrystus stawia przed nami dwóch ludzi. Nie wiem, czy moglibyśmy dostać jakiś inny przykład z Biblii, który dałby nam więcej światła w tym temacie niż ten o faryzeuszu i celniku, którzy przyszli do świątyni, aby się modlić. Jeden odszedł tak samo pusty jak przyszedł. On był jak kościół opisany w Objawieniu, o którym już wspomniałem. On przyszedł do świątyni niczego nie pragnąc i nic nie dostał. Ten drugi człowiek prosił o coś, on prosił o przebaczenie i zmiłowanie. I on odszedł do swojego domu usprawiedliwiony.
Weźmy modlitwę faryzeusza. Nie ma w niej żadnego wyznania grzechów, żadnego uwielbienia, żadnej skruchy, żadnej prośby. Dlatego powiedziałem, że on o nic nie prosił i nic nie dostał. Ktoś powiedział, że faryzeusz nie poszedł do świątyni aby się modlić, ale aby się chwalić. Słońce i księżyc były od siebie tak oddalone, jak ci dwaj mężczyźni. Jeden był zupełnie innego ducha niż drugi. Jeden modlił się ze swojej głowy, a drugi ze swojego serca. Jeden powiedział Bogu jak cudownie wspaniałym i dobrym człowiekiem był: „nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik” (Łuk.18:11). Jego modlitwa nie była długa, składała się z trzydziestu słów, miedzy którymi znalazło się pięć wielkich „Ja”. To było „ja” na początku, „ja” w środku, „ja” na końcu - „ja” przez cały czas. „Ja poszczę dwa razy w tygodniu”; „Ja daję dziesięcinę ze wszystkiego co ja posiadam”; „Ja jestem cudownie dobrym człowiekiem, nieprawdaż Boże?” Wyrównywał rachunki dwa razy w tygodniu, a Bóg za każdym razem był jego dłużnikiem. Paradował ze swoimi dobrymi uczynkami przed Bogiem i ludźmi. Taki człowiek nie był w stanie otrzymać łaski Bożej.
Możemy dzisiaj podzielić ludzką rodzinę na dwie klasy: faryzeuszy i celników. Są ci, którzy są ubodzy w duchu: rosa łaski Bożej spadnie na nich. Są też inni, którzy owijają się szmatami własnej sprawiedliwości: oni zawsze odejdą bez błogosławieństwa Bożego. W modlitwie celnika było tylko pięć słów: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu!”. Przyszedł do Boga wyznając swoje grzechy i prosząc o miłosierdzie; i otrzymał je.
Jeśli będziesz przemierzał Biblię to znajdziesz, że zawsze kiedy ludzie przychodzili do Boga w duchu celnika, to On postąpił z nimi z miłosierdziem i łaską.
Kilka lat temu na jedno z naszych spotkań w Nowym Jorku przyszedł młody człowiek. Został przekonany o grzechu i postanowił, że pójdzie do domu i będzie się modlił. Mieszkał wiele mil od Nowego Jorku i wyruszył. W drodze, gdy rozmyślał nad swoimi grzechami i zastanawiał się, co zrobi, gdy wróci do domu, przyszła mu do głowy myśl: „Dlaczego nie miałbym modlić się tutaj, na ulicy?” Ale odkrył, że nie wiedział, jak zacząć. Wtedy przypomniał sobie, że kiedy jeszcze był dzieckiem jego matka nauczyła go modlitwy celnika: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu!” Więc zaczął dokładnie w tym miejscu, w którym akurat stał. Po całym wydarzeniu opowiadał, że zanim doszedł do małego słówka „mnie”, Bóg dotarł do niego ze Swoją łaską i pobłogosławił mu. I tak, w chwili kiedy tylko otworzymy usta, żeby prosić Boga o przebaczenie, i jeśli prośba pochodzi z serca, to Bóg wyjdzie nam naprzeciw z miłosierdziem.
Niech nasze wołanie będzie wołaniem celnika: „Bądź miłościw mnie!” - nie komuś innemu. Pewna matka mówiła mi jakiś czas temu, że miała problem z jednym ze swoich synów, ponieważ on nie traktował we właściwy sposób swojego brata. Wysłała go na górę, a po chwili zapytała go, co ma zamiar robić. Odpowiedział, że będzie modlił się za swojego brata! Chociaż to on był tym niegrzecznym synem, zachowywał się tak, jakby wina leżała po stronie jego brata, a nie po jego stronie. Tak wielu z nas potrafi dostrzec wady innych wystarczająco łatwo, ale gdy przyjrzymy się sobie, upadniemy przed Bogiem, tak jak celnik, i zawołamy o miłosierdzie: a to wołanie przyniesie natychmiastową odpowiedź. Bóg ma upodobanie w okazywaniu łaski ubogim w duchu. On chce widzieć w nas złamane i skruszone serce. Jeśli przyjmiemy miejsce grzesznika wyznającego swoje grzechy i proszącego o zmiłowanie, łaska Boga dotrze do nas dokładnie w tym czasie i miejscu, i będziemy mieć pewność Jego przebaczenia.
W Ewangelii Mateusza (15:21-28) widzimy jak Bóg łaskawie obchodzi się z tymi, którzy przychodzą we właściwym duchu. „Lecz ona przyszła, złożyła mu pokłon i rzekła: Właścicielu, pomóż mi! a On, odpowiadając, rzekł: Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom. Ona zaś rzekła: Tak, Właścicielu, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu władców ich. Wtedy Jezus, odpowiadając, rzekł do niej: Niewiasto, wielka jest wiara twoja; niechaj ci się stanie, jak chcesz. I uleczona została jej córka od tej godziny.”
Uczniowie nie rozumieli jak pełne łaski było serce Chrystusa. Ta biedna kobieta pochodziła z bardzo odległego wybrzeża Tyru i Sydonu. Była biedną poganką i chcieli ją odesłać z powrotem. Uczniowie myśleli, przecież ona nie jest jedną z wybranych, nie należy do domu Izraela. Powiedzieli więc do Mistrza, „Odpraw ją, gdyż woła za nami.” Możecie wyobrazić sobie kochającego Zbawiciela odsyłającego biedną, strapioną kobietę, która przyszła do Niego? Rzucam wam wyzwanie, abyście znaleźli jakiś jeden przykład takiego zachowania Mistrza Jezusa od początku do końca Jego posługi. Odpraw ją! Wierzę, że On wolałby odesłać anioła niż biedną błagającą o Jego miłosierdzie; cieszył się, że ktoś taki jak ona przychodzi do Niego. Ale zamierzał ją wystawić na próbę, a także dać przykładową lekcję tym, którzy przyjdą później. „Niedobrze jest”, powiedział Jezus, „brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom.”
Uniżony Duch
Obawiam się, że jeśli ktoś z nas znalazłby się na miejscu tej kobiety, mógłby odpowiedzieć coś mniej więcej w tym stylu: „Nazwałeś mnie pogańskim psem, nieprawdaż? Nie wzięłabym od ciebie niczego, nawet gdybyś miał mi to dać. Przecież znam Żydówkę, która mieszka w moim mieście. Choć jest córką Abrahama, jest najpodlejszą kobietą na całej ulicy. Nie pozwoliłabym moim psom się z nią zadawać.” Gdyby ta biedna kobieta odpowiedziała w taki sposób Mistrzowi, nic by nie dostała. Znajdziesz jednak wielu ludzi, którzy odpowiadają Zbawicielowi w ten sposób, gdy On chce postępować z nimi w łasce.
Co mówi ta pogańska kobieta? „Tak, Właścicielu, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu władców ich.” Ona zajęła właściwe miejsce, na dole u stóp błogosławionego Mistrza. To była pokora dla ciebie! Ona była gotowa zająć każde miejsce, byle tylko Władca zaspokoił jej potrzebę; Jezus pobłogosławił ją. Poprosiła o okruch, a On dał jej cały bochenek!
Kiedyś słyszałem jak Wielebny William Arnot mówił, że był gościem u swojego przyjaciela, który miał ulubionego psa. Gdy zwierzę wchodziło do pokoju, gdzie za stołem siedziała cała rodzina przy kolacji, to stawało patrząc na swojego mistrza. Gdyby właściciel rzucił mu okruch, pies chwyciłby go, zanim dotarłby do podłogi. Ale gdyby położył kawałek mięsa na podłodze, pies spojrzałby na niego i zostawił w spokoju, jakby był dla niego zbyt dobry. „Tak więc”, powiedział Wielebny Arnot, „jest wielu chrześcijan, których zadowalają okruchy do życia, podczas gdy Bóg chce dać im całe kawały mięsa.”
Całkowite błogosławieństwo
Ta biedna kobieta dostała wszystko czego chciała; a jeśli my przyjdziemy we właściwym duchu – jeśli będziemy uniżeni i ubodzy w duchu – i poprosimy Boga o co zechcemy, On nas nie zawiedzie. Ona przyszła prosto do Syna Boga i zwróciła się do Jego wielkiego, kochającego serca z wołaniem: „Właścicielu, pomóż mi!”. I On jej pomógł. Niech to wołanie dotrze do Niego dzisiaj, a zobaczysz, jak szybko nadejdzie odpowiedź. Nigdy nie znałem przypadku, w którym Bóg nie odpowiedziałby od razu, tam gdzie byłby duch łagodności. Z drugiej strony, jeśli jesteśmy zarozumiali i myślimy, że mamy prawo przyjść, stawiając się na równi z Bogiem, nie otrzymamy nic.
„Godność”
W Ewangelii według Łukasza czytamy o setniku, który miał chorego sługę. Uważał, że nie jest godzien pójść i poprosić Chrystusa, aby przybył do jego domu; poprosił więc kilku swoich przyjaciół, aby błagali Mistrza o przyjście i uzdrowienie jego sługi. Przyjaciele poszli i przedstawili wiadomość setnika mówiąc: „Godzien jest, abyś mu to uczynił. Miłuje bowiem lud nasz i sam zbudował nam synagogę” (Łuk.7:4-5). Żydzi nie umieli zrozumieć łaski, więc myśleli, że Chrystus spełni prośbę tego człowieka, ponieważ był godzien. „Przecież” powiedzieli, „zbudował nam synagogę!” To jest ta sama stara historia, którą słyszymy dzisiaj. Niech człowiek da kilka tysięcy dolarów na budowę kościoła, a musi mieć najlepszą ławkę; „jest godzien”. Być może zarobił swoje pieniądze sprzedając lub produkując mocne drinki; ale zobowiązał Kościół tym darem pieniężnym i jest uważany za „godnego”. Ten sam duch działał za dni Chrystusa.
Mistrz natychmiast wyruszył do domu setnika i wyglądało, jakby On szedł z powodu osobistej godności setnika. Lecz gdyby to uczynił, podważyłoby to całą historię jako ilustrację łaski. Kiedy Zbawiciel był w drodze, wyszedł Mu naprzeciw sam rzymski oficer i powiedział Jezusowi, że nie jest godny przyjąć Go pod swój dach. On miał o sobie zupełnie inną opinię niż mieli o nim jego żydowscy przyjaciele. Przypuśćmy, że powiedział „Jezu, bądź moim gościem, przyjdź i uzdrów mojego sługę ponieważ jestem tego warty: zbudowałem synagogę.” Myślicie, że Chrystus by poszedł? Nie wydaje mi się. Ale setnik powiedział, „Dlatego i samego siebie nie uważałem za godnego, by przyjść do ciebie; lecz powiedz słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój.” (Łk.7:7).
Jezus podziwiał wiarę tego człowieka. Był bardzo zadowolony, że znalazł taką wiarę i pokorę. Tak jak Syro-Fenicjanka, setnik miał niskie myśli o sobie, a wysokie myśli o Bogu, dlatego był w stanie przyjąć łaskę Boga. Powiedziano nam, że jego sługa został uzdrowiony tej godziny. Jego prośba została wysłuchana od razu. Nauczmy się lekcji od tego człowieka i przyjmijmy uniżoną pozycję przed Bogiem, wołając do Niego o zmiłowanie; wtedy nadejdzie pomoc.
Wielkie przebaczenie
Do niedawna nie zwróciłem uwagi na interesujący fakt związany z historią biednej grzesznej kobiety wspomnianej w Ewangelii Łukasza, która przyszła do domu Szymona. Jeśli nie zaobserwowaliście tego wcześniej, poznanie tego będzie dla was całkiem interesujące. Ten incydent wystąpił natychmiast po tym, jak Chrystus wypowiedział te pamiętne słowa, które czytamy w Ewangelii Mateusza: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam odpocząć.” (Mt. 11:28). Mateusz zamyka tu narrację, ale w siódmym rozdziale Ewangelii Łukasza znajdziecie, co było rezultatem tego zaproszenia. Biedna upadła kobieta przyszła do domu, w którym był Jezus i uzyskała błogosławiony odpoczynek dla swojej duszy. Myślę, że wielu kaznodziejów zgodzi się ze mną w tym stwierdzeniu, że po wygłoszeniu kazania do dużego zgromadzenia i zaproszeniu tych, którzy chcieliby pozostać i porozmawiać o zbawieniu, prawdopodobnie jedyną osobą, która to uczyni, jest biedna upadła osoba, która w ten sposób stanie się uczestnikiem łaski Bożej.
Znajdujemy, że Zbawiciel był zaproszony do domu faryzeusza Szymona. Kiedy tam był, ta biedna, grzeszna kobieta wkradła się do tego domu. Być może wypatrywała okazji, gdy słudzy byli z dala od drzwi, i wtedy wślizgnęła się do pokoju, w którym był Mistrz. Upadła na swoje kolana i zaczęła myć Jego stopy swoimi łzami, wycierając je swoimi włosami. Kiedy uczta trwała faryzeusz zobaczył to i powiedział sam do siebie: „Jezus musi być złym człowiekiem, skoro wie kim jest ta biedna kobieta. Nawet jeśli by nie wiedział, to byłby nieczysty według prawa Mojżeszowego” – ponieważ pozwolił kobiecie, żeby Go dotknęła. Ale Mistrz wiedział o czym myślał Szymon i zadał mu pytanie: „Na to Jezus rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. A ten mówi: Powiedz, Nauczycielu! Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden był dłużny pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. A gdy oni nie mieli z czego oddać, obydwóm darował. Który więc z nich będzie go bardziej miłował? A Szymon odpowiadając, rzekł: Sądzę, że ten, któremu więcej darował. A On mu rzekł: Słusznie osądziłeś.” (Łuk.7:40-43).
Następnie Jezus konkluduje: „Przyszedłem do twojego domu”, mówi, „a nie dałeś mi wody do nóg; nie dałeś mi pocałunku; i nie namaściłeś mi głowy. Odmówiłeś mi zwykłej życiowej gościnności.” W tamtych czasach, gdy ktoś wchodził do domu dżentelmena, sługa stał przy drzwiach z miednicą wody; gość zsuwał sandały, a sługa mył mu nogi. Wtedy gospodarz witał go pocałunkiem zamiast ściskać mu dłonie, jak my to robimy obecnie. Nie zabrakło także olejku na głowę gościa. Chrystus został zaproszony do domu Szymona; ale faryzeusz przyjął Go tam w duchu protekcjonalnym. „Nie dałeś Mi wody, ani pocałunku, ani oleju; ale ta kobieta umyła moje stopy swoimi łzami i wytarła je włosami swojej głowy; nie przestała całować moich stóp i namaściła je maścią. Wiele jej przebaczono: i dlatego bardzo miłuje”. Do samej zaś, biednej kobiety Jezus powiedział, „Twoje grzechy są przebaczone.” One zapewne wyrosły przed nią jak ciemne góry, ale na jedno słowo Zbawiciela wszystkie one przeminęły!
Duch okazany przez Szymona był zupełnie inny niż duch biednej kobiety. Chrystus powiedział, że celnicy i nierządnice wejdą do Królestwa Bożego przed zadufanymi w sobie faryzeuszami! Faryzeusz Szymon nic nie dostał; i tak jest z wieloma, którzy odchodzą ze spotkań religijnych bez kropli rosy niebiańskiej, ponieważ jej nie szukają. Od poranka stworzenia aż do chwili obecnej każdy mężczyzna i każda kobieta, którzy przyszli do Boga ze złamanym sercem, doświadczyli przebaczającej miłości i łaski Boga, jeśli tylko uwierzyli Jego Słowu. Tak też było z tą biedną kobietą. Zauważ, że Mistrz nie wymagał od niej żadnych zobowiązań ani obietnic. Nie prosił ją, żeby dołączyła do jakiejś synagogi; wszystko co Jezus powiedział to: „Twoje grzechy są ci przebaczone”. Ona znalazła łaskę. To samo było z Syro-Fenicjanką. Chrystus nie zażądał od niej żadnego przyrzeczenia. On spotkał ją w łasce i błogosławił jej zgodnie z pragnieniem jej duszy.
Wiecie co dotknęło serca ojca syna marnotrawnego? To był złamany i skruszony duch jego powracającego syna. Czyż to samo nie poruszyłoby serca każdego rodzica tutaj? Przypuśćmy, że miałeś syna, który zbłądził: chłopak przychodzi do domu i kiedy spotykasz się z nim on zaczyna wyznawać swoje grzechy. Czyż nie wziąłbyś go na swoje łono i nie przebaczył mu? Niczego na całym świecie nie uczyniłbyś chętniej niż przebaczenie mu. Więc jeśli my przychodzimy do Boga w skruszonym duchu, On obejdzie się z nami łaskawie i przyjmie nas hojnie. Kiedy Saul opuścił Jerozolimę nie było niczego, czego pragnąłby mniej niż otrzymania łaski Bożej. Jednak w chwili, gdy powiedział: „Mistrzu, co chcesz, abym uczynił?” (DzAp.9:6) przebaczająca łaska Mistrza popłynęła w jego stronę. Mateusz i Marek mówią nam, że złoczyńca na krzyżu, który się nawrócił, na początku złorzeczył Zbawicielowi tak jak ten drugi, ale w chwili, gdy jego serce zostało złamane powiedział: „Właścicielu, wspomnij na mnie!” Dokładnie w tym momencie Chrystus usłyszał jego modlitwę i odpowiedział na nią. Dzisiaj Bóg czeka żeby zakryć wszystkie twoje grzechy. On ma długie i silne ramię, które może dotrzeć do najciemniejszych, najpodlejszych, najgłębszych głębin grzechu. On podniesie cię na skałę i włoży nową pieśń w twoje usta. Czy pozwolisz mu to zrobić?
Jakiś czas temu pewien człowiek opowiedział mi, że modlił się przez przeszło dziesięć lat, żeby Bóg zmiłował się nad nim. „Czy Bóg nie odpowiedział na twoją modlitwę?” „Nie.” „Naprawdę! Pozwól, że zadam ci jedno pytanie: przypuśćmy, że zaoferowałem ci tą Biblię jako dar, a potem ty przychodzisz i prosisz mnie o nią. Co mógłbym pomyśleć o tobie?” „Nie wiem, co mógłbyś pomyśleć?” „Dobrze, ale jakie są twoje przypuszczenia na temat tego, co ja mógłbym pomyśleć?” „Być może mógłbyś pomyśleć, że mam trochę nie w porządku w głowie.” „Jaki jest sens twojej prośby, aby Bóg okazał ci łaskę, jeśli nie jesteś gotowy jej przyjąć; albo jeśli nie wierzysz, że On ci ją daje?”
Kiedy byłem na wybrzeżu Pacyfiku kilka lat temu, zatrzymałem się u przyjaciela, który miał duży ogród z przeważającą ilością drzew pomarańczy. Powiedział do mnie: „Czuj się jak u siebie w domu; jeśli zobaczysz coś, czego potrzebujesz, po prostu obsłuż się sam.” Kiedy chciałem trochę pomarańczy, nie szedłem do ogrodu i nie modliłem się do pomarańczy, żeby spadły do moich ust; po prostu wyciągałem rękę i brałem to, czego potrzebowałem. I tak jest z nami. Dlaczego mielibyśmy nadal prosić i błagać Boga, aby zmiłował się nad nami, skoro już dał nam Swojego Syna i Swojego Ducha Świętego? Tym czego potrzebujemy jest mieć złamane i skruszone serce oraz być gotowymi Go przyjąć. Problemem w nas jest to, że mamy zamknięte przed Bogiem drzwi naszych serc.
Dr Arnot zwykł opowiadać historię o biednej kobiecie, która była w wielkim nieszczęściu, ponieważ nie mogła zapłacić czynszu swojemu gospodarzowi. Doktor włożył trochę pieniędzy do kieszeni i poszedł do jej domu z zamiarem, żeby jej pomóc. Kiedy tam przyszedł zapukał do drzwi. Wydawało mu się, że słyszy jakiś ruch w środku, ale nikt nie podszedł żeby otworzyć drzwi. Pukał ciągle głośniej i głośniej, ale mimo to nikt nie przyszedł. W końcu kopnął w drzwi, co spowodowało, że jacyś sąsiedzi wyjrzeli, aby zobaczyć co się dzieje. Ale nie mógł wejść; i w końcu odszedł, myśląc, że uszy go oszukały i że tak naprawdę nikogo tam nie było. Dzień lub dwa dni później spotkał kobietę na ulicy i opowiedział jej, co się wydarzyło. Ona podniosła ręce i wykrzyknęła: „To byłeś ty Doktorze? Przez cały czas byłam w domu, ale myślałam, że to gospodarz i nie otwierałam drzwi!”
Wielu ludzi trzyma drzwi swoich serc zamknięte przed Zbawicielem w taki sam sposób. Mówią „Obawiam się, że będę musiał zrezygnować z tak wielu rzeczy.” To tak, jakby obdarty żebrak nie chciał oddać swoich łachmanów, żeby dostać nowy zestaw dobrych ubrań. Współczuję tym ludziom, którzy cały czas patrzą tylko z czego będą musieli zrezygnować. Bóg chce obdarzyć Swój lud Swoją cudowną łaską; i nie ma duszy, która uwierzyłaby w Jezusa, dla której Bóg nie miałby w zanadrzu obfitości łaski. Co powiedziałbyś o człowieku umierającym z pragnienia nad brzegami pięknej rzeki, której strumień przepływa u jego stóp? Pomyślał byś, że jest szalony! Rzeka Bożej łaski płynie bez ustanku; dlaczego nie mielibyśmy z niej skorzystać i iść dalej radując się?
Czy mówicie, że jesteście grzesznikami? Właśnie takim jak wy jest dana Boża łaska. Był pewien marynarz, którego matka od dawna się za niego modliła. Myślę, że modlitwy matek na pewno któregoś dnia zostaną wysłuchane. Pewnej nocy wspomnienie matki powróciło do tego człowieka; pomyślał o dniach swojego dzieciństwa i postanowił spróbować prowadzić inne życie. Kiedy dotarł do Nowego Jorku, pomyślał, że dołączy do Odd-fellows; wyobraził sobie, że to będzie dobry sposób na początek. Jakie żałosne błędy popełniają ludzie, kiedy próbują sami się ratować! Ten człowiek złożył podanie o przyjęcie do loży Odd-fellows; ale komisja stwierdziła, że jest pijakiem, więc wpisali go na czarną listę. Wtedy pomyślał, że spróbuje u masonów. Odkryli oni, jakim był człowiekiem, i również go wpisali na czarną listę. Pewnego dnia szedł ulicą Fulton, kiedy otrzymał zaproszenie na spotkanie modlitewne, które się tam odbywało. Wszedł i usłyszał o Zbawicielu; przyjął Chrystusa do swojego serca i znalazł pokój oraz moc, których pragnął. Kilka dni później stanął na spotkaniu i opowiedział historię, jak Odd-fellows wykluczyli go; jak masoni wykluczyli go i jak przyszedł do Władcy Jezusa Chrystusa, który nie wykluczył go, ale przyjął od razu. To właśnie uczyni Chrystus każdemu biednemu grzesznikowi, który pokutuje. „Ten Człowiek przyjmuje grzeszników”. Przyjdź do Niego dzisiaj, a On cię przyjmie: Jego cudowna, suwerenna łaska zakryje i odpuści wszystkie twoje grzechy.
Bardzo się cieszę, że mamy Zbawiciela, który może zbawić do końca. On może zbawić pijaka, człowieka, który całe lata był niewolnikiem swoich namiętności. Niedawno rozmawiałem z przyjacielem, który powiedział, że jeśli człowiek ma ojca i matkę, którzy byli pijakami, to on odziedziczy smak do picia i dlatego nie ma zbyt dużej szansy na zbawienie go. Chcę powiedzieć, że jest wielka szansa dla takich ludzi, jeśli oni zawołają do Jezusa Chrystusa, żeby ich zbawił. On może zniszczyć największy apetyt na picie. On przyszedł, żeby zniszczyć dzieła diabła; a jeśli apetyt na dżin lub whisky nie jest dziełem diabła, to chciałbym wiedzieć czym jest. Nie znam straszniejszego środka, jaki posiada diabeł, niż ten odurzający trunek.
Pewien Anglik wyjechał z Anglii do Chicago i stał się jednym z największych pijaków w mieście. Jego ojciec i jego matka byli pijakami przed nim. Człowiek ten powiedział, że kiedy miał cztery lata jego ojciec zabrał go do gospody i włożył trunek do jego ust. Z czasem nabrał smaku; i przez kilka lat był nałogowym pijakiem. Stał się tym, co w Ameryce nazywamy „włóczęgą”. Spał poza domem. Pewnej nocy, nad brzegiem jeziora, obudził się ze snu i zaczął wzywać Boga, aby go uratował. Tam, o północy, ten biedny, nędzny, nieszczęsny obiekt odniósł zwycięstwo nad swoim grzechem. Ostatnim razem, kiedy go spotkałem, był trzeźwy od dziewięciu i pół roku. Od tej pamiętnej północy, powiedział, nigdy nie miał ochoty dotykać ani smakować mocnego napoju. Bóg strzegł go przez wszystkie te lata. Jestem tak wdzięczny, że mamy Ewangelię, którą możemy zanieść do domu pijaka i powiedzieć mu, że Chrystus go uratuje. To jest właśnie to, po co przyszedł.
Bunyan przedstawia moc łaski, pokazaną przez jej pierwszą ofertę dla jerozolimskich grzeszników, morderców Chrystusa, w następujący sposób: „Pokutujcie - każdy z was – i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów, a otrzymacie - każdy z was - dar Ducha Świętego”.
„Ale ja byłem jednym z tych, którzy spiskowali, by pozbawić Go życia. Czy mogę zostać przez Niego zbawiony?”
„Każdy z Was”.
„Ale ja byłem jednym z tych, którzy krzyczeli, Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj Go! I którzy pragnęli, żeby morderca Barabasz raczej żył niż On. Co się ze mną stanie, jak myślisz?”
„Mam głosić pokutę i odpuszczenie grzechów każdemu z was.”
„Ale ja byłem jednym z tych, którzy pluli Mu w twarz, kiedy stał przed Swoimi oskarżycielami. Byłem także jednym, który szydził z Niego, kiedy w udręce wisiał krwawiący na drzewie. Czy jest dla mnie miejsce?”
„Dla każdego z was.”
„Ale ja byłem jednym z tych, który powiedział tuż przed Jego śmiercią: Dajcie Mu do picia żółć i ocet! Dlaczego nie miałbym oczekiwać tego samego, gdy dotyka mnie ból i udręka?”
„Pokutuj za te twoje niegodziwości; a oto jest odpuszczenie grzechów dla każdego z was".
„Ale ja Go zwymyślałem; znieważyłem Go; nienawidziłem Go; cieszyłem się, widząc, jak inni z Niego szydzą. Czy może być dla mnie nadzieja?”
„Może; dla każdego z was.”
Och, jak błogosławione jest to „Dla każdego z was”! Jak chętnie Piotr i Mistrz Jezus Chrystus - przez posługę Piotra, byli gotowi - złapać tych morderców słowem Ewangelii, aby mogli być pomnikami łaski Bożej!
Oczywistym faktem jest, że każdy, kto przyjmuje ofertę Ewangelii, może zamknąć i zaryglować drzwi swojego serca i powiedzieć Mistrzowi Jezusowi Chrystusowi, że odmawia wpuszczenia Go. Ale jest również błogosławioną prawdą, że możesz otworzyć te drzwi i powiedzieć Mistrzowi Jezusowi „Witaj! Po trzykroć witaj, Synu Boży, w moim sercu!” Oto jest pytanie: Czy pozwolisz Chrystusowi wejść i zbawić się? To nie jest kwestia tego czy Chrystus jest w stanie. Kto otworzy swoje serce i pozwoli Zbawicielowi wejść?
Nieznajomy jest przy drzwiach:
Wpuść Go dziś!
Był tam już niejeden raz:
Wpuść Go dziś!
Wpuść Go dziś, zanim odejdzie;
Wpuść Go, to Jedyny Święty,
Jezus Chrystus, Ojca Syn:
Wpuść Go dziś!
Teraz serce otwórz Mu:
Wpuść Go dziś!
Jeśli zwlekasz, pójdzie On:
Wpuść Go dziś!
On jest Przyjacielem twoim;
Chętnie duszę twą obroni;
I zachowa cię do końca:
Wpuść Go dziś!
Słyszysz Jego czuły głos?
Wpuść Go dziś!
Teraz, teraz, wybierz Go:
Wpuść Go dziś!
On wciąż stoi u twych drzwi;
Radość chce przywrócić ci,
Byś wciąż wielbił imię Jego:
Wpuść Go dziś!
Gościa z nieba teraz wpuść.
Wpuść Go dziś!
Ucztę On urządzi ci:
Wpuść Go dziś!
On odpuści grzechy twe,
Ziemskie więzy spadną wnet,
Weźmie cię do domu w niebie,
Wpuść Go dziś!
Wielebny J.B.Atchinson

