Serce Świątyni Bożej
Serce Świątyni Bożej – część 2
A więc widzimy, że Bóg chce mieszkać w swojej świątyni, a jesteśmy świątynią przez ofiarę Jezusa Chrystusa, i dlatego jest to bardzo ważne dla nas, aby pamiętać, że teraz każdy z nas jest odpowiedzialny za stan świątyni. Nie możesz powiedzieć: „Ten brat był starszym i to on nie zadbał o to całkowicie, tak jak powinien zadbać.” Nie. Nie możesz na nikogo zrzucić winy za twoje serce. Nikt z nas nie ma takiej możliwości, by powiedzieć: „to z jego (jej) winy moje serce jest takie”. Nie ma takiej możliwości, nie ma usprawiedliwienia. Każdy z nas jest wprowadzony w stan kapłański i odpowiadamy za siebie osobiście jako świątynię. Jezus mówi przez apostołów, że kto niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg. Musimy uważać, żeby nie niszczyć.
Jak można zniszczyć świątynię Bożą? Wtedy, kiedy do świątyni wprowadza się bałwochwalstwo, swoje ego. Zaczyna się czcić własne „ja” i chodzić koło siebie, zamiast koło spraw Bożych. To jest niszczenie świątyni. A więc musimy bardzo uważać na to, że teraz sprawa jest już bardzo poważna. Oblicze Boga patrzy na mnie i na ciebie.
Przypowieści Salomona 27,19:
„Jak w wodzie odbija się twarz, tak serce jest zwierciadłem człowieka”.
Inaczej, jak widzisz serce człowieka poprzez to, co dzieje się na zewnątrz, to wtedy widzisz człowieka jakim on jest. A więc w jakim stanie jest nasze serce, tacy jesteśmy. Ważna sprawa, prawda? Jeśli nie będziemy troszczyć się o serce, to nie ma opcji „święty”. Nie ma opcji uczciwy, nie ma opcji sprawiedliwy, nie ma opcji wierny, nie ma. To wszystko stoi na zewnątrz. Bóg jest na zewnątrz. W sercu jest bałwochwalstwo. Z serca muszą być wyrzucone bałwany, serce musi być oczyszczone przez krew Syna Bożego i wtedy On będzie mógł mieszkać. Pamiętacie co Jezus mówi w liście do Laodycei, w Księdze Objawienia.
A więc czytamy, że serce jest zwierciadłem człowieka. Poczytamy o tym trochę więcej.
Księga Jeremiasz 24,7:
„I dam im serce, aby mnie poznali, że Ja jestem Pan. I będą mi ludem, a Ja będę im Bogiem, bo nawrócą się do mnie całym swoim sercem”.
Dam im nowe serce, aby zwierciadło było wyraźne. Kogo widać w zwierciadle? Jezusa. Już nie nas, tylko Jezusa. To jest piękne, kiedy zwierciadło pokazuje Jezusa, a nie stare człowieczeństwo, nie grymasy, nie złość, nie pychę, nie dziwne zachowania, na dystans. To jest wynik złego serca. Czy widzisz takiego Jezusa?
A więc Bóg mówi: „Ja muszę dać wam nowe serce, żeby wasz zły stan został zmieniony. W to serce będzie wpisane Moje prawo, żeby było widać Mego Syna, a przez Mego Syna, Ojca.”
Później czytamy też w Księdze Ezechiela obietnicę Bożą:
„I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań, moich praw będziecie przestrzegać i wykonywać je. Ezech.36,26.27.”
A więc widzimy, że stan serca jest dla Boga bardzo ważny, ponieważ my jako Jego świątynia mamy miejsce, w którym spotykamy się z Bogiem. Arcykapłan mógł tylko raz do roku wchodzić do miejsca Najświętszego i musiał mieć przygotowane kadzidło, by kadząc przed Bogiem wydobywała się miła woń. Gdyby wszedł tam drugi raz, zginąłby. Tylko raz wchodzimy w Chrystusa. Jeżeli stracimy to wszystko, co dostaliśmy w Chrystusie przez niedbalstwo, lekkomyślność, różne złe rzeczy, to drugi raz już nie pozwolono nam wejść. Czy rozumiemy to? Słowo Boże mówi bardzo wyraźnie w Liście do Hebrajczyków, że Chrystus tylko raz umarł za nas. I kiedy dostaliśmy to prawo, by być kapłanami Żywego Boga, to pilnujmy się. Można potknąć się gdzieś przez grzech, ale już nigdy nie wolno odwrócić się do Boga plecami. Można leżeć, być w jakimś grzechu, Bóg może podnieść. Ale jeśli człowiek z własnej woli odwróci się od Boga, to drugi raz już nie wróci. To jest rozmyślne pozostawienie. Kiedy człowiek spotkał się z Bogiem w wielu wspaniałych rzeczach, został podniesiony w te duchowe warstwy i widział wiele rzeczy, do których mają wgląd tylko duchowi ludzie, a potem lekkomyślnie idzie sobie w świat, to Paweł nazywa takiego człowieka wrogiem krzyża.
A więc stan naszego serca jest bardzo ważny i Słowo Boże musi być jak miecz obosieczny, który wnika w nasze serce i oddziela to, co się nie nadaje, żeby Pan miał tam zawsze miejsce. Słowo Boże nie może być podawane jak jakiś kwiateczek – powąchałeś, ładnie pachnie, ale Słowo Boże musi być jak lekarstwo, jak balsam, ale też jak rozbijający młot. Nie raz to przydało się ludziom, kiedy Słowo Boże było jak rozbijający młot. Pamiętamy modlitwę Dawida: „Boże, Ty człowieka skruszonego serca nie odrzucisz.” Kto skruszył serce? Człowiek sam sobie nie skruszy, ale to Słowo Boże jak młot skruszyło serce i człowiek doznał, że w sercu pojawiła się skrucha. Niemożliwe jest być człowiekiem skruszonego serca bez Słowa Bożego. Tak ważne jest Boże Słowo.
2 Mojżeszowa 35,21.29:
„Potem przychodził każdy, kto miał ochotne serce, i każdy, kogo duch pobudził, i przynosili dar ofiarny Panu na wykonanie Namiotu Zgromadzenia i na wszelką służbę w nim, i na święte szaty”.
„Każdy mężczyzna i każda kobieta z Izraela, których pobudziło serce, składali się na wszelkie dzieło, jakie Pan nakazał Mojżeszowi wykonać, i przynosili dobrowolne dary dla Pana.”
I teraz następny obraz. Każdy z nas osobiście jest świątynią Boga, ale również wszyscy jako te świątynie budujemy się na jedną świątynię. Każdy z nas staje się wtedy częścią tej świątyni i wtedy czy ty wnosisz z ochotnego serca to co czyste, święte, dla Boga. Masz ochotę, by budować się z innymi na świątynię dla Boga, na dom Boży. A więc troszcząc się o swoje serce chcesz budować z innymi z tych cennych, świętych Bożych Słów, dodawać otuchy. Przynosisz czyste materiały, przychodzisz na zgromadzenie i przynosisz czystość, w której chodzisz, by budować się z innymi. Przynosisz te dobre materiały z ochotnego serca, bo przecież żyłeś dla Boga i teraz przynosisz to przed innych. Inni też przynoszą i to jest wystawiane: świadectwo, psalmy, pieśni pochwalne, hymny duchowne, niesienie pomocy, wspieranie, modlitwa, objawienie, wskazanie, jakkolwiek. To jest budowanie się na dom Boży.
A więc pilnujesz siebie, pilnujesz swojego serca, aby być Jego świątynią, ale też po to, by budować się z innymi na dom Boży. Czynisz to z ochotnego serca, gdyż wiesz, że na tym zależy Bogu. Nie czynisz tego w taki sposób: „muszę budować się z tym bratem, z tą siostrą, a nie lubię ich za bardzo. Nie wiem dlaczego Bóg wziął ich do swego Kościoła.” Skoro Bóg znosi tyle rzeczy, to i do nas mówi, abyśmy znosili te przeciwności. To są trudne rzeczy, ale czy chcesz pokonać przeciwności dla Boga? Czy masz ochotę zrobić to dla Boga? To jest ważne.
A więc stan naszego serca przejawia się również w ochotności naszego serca, żeby to, co dostajemy od Boga móc dać innym. Słowo Boże mówi: „darmo dostaliśmy, darmo dawajmy.” Przynośmy z ochotnego serca te święte materiały, którymi Bóg ubogacił nas. Nie zawsze muszą to być pieniądze, naprawdę. Uboga wdowa nie przyniosła wiele pieniędzy, ale Pan był zadowolony. Więcej znaczy twój uśmiech na twarzy, twoje pogodne oblicze, twoja ochota wsparcia, dodania otuchy, niesienia pomocy, niż te pieniądze. To znaczy o wiele więcej niż kasa. Wieczności nie wykupimy sobie, ale miłujące serce już ma wieczność. Oczywiście czytamy, że w Bożej sprawie brały udział również pieniądze, bo przynosili również materialne rzeczy na świątynię. My również jesteśmy fizycznymi ludźmi, a więc również potrzebne są pieniądze, ale więcej znaczy miłość, niż wszystkie pieniądze, dobroć, niż wszystkie pieniądze, łagodność, niż wszystkie pieniądze, miłosierdzie, niż wszystkie pieniądze. Rozumiecie? Możesz dać komuś pieniądze, aby kogoś odepchnąć, żeby ten ktoś dał ci spokój, ale miłosierdzie pociąga, aby człowieka wydostać z czegoś. Stan naszego serca jest bardzo ważny w tej świątyni. Wiemy, że kiedy Duch Boży zstąpił na Kościół, pojawiła się obfitość, ochotne serca. Ci, którzy uwierzyli sprzedawali swoje mienie, przynosili wszystko do stóp apostołów i radowali się, że Kościół rośnie, że Kościół dostaje od Pana to, czego potrzebuje. Nikomu niczego nie brakowało. Co oni mieli takiego szczególnego? Mieli jedno serce i to powodowało, że doznawali, że są jedno.
To twoje serce decyduje, że ty czujesz się jedno. Jeśli będziesz miał zdemonizowane serce, to będziesz miał różne jaźnie i będziesz różnie zachowywał się. Ludzie w świecie potrafią być miłujący, jak i złośliwi, w zależności od tego, co im podoba się. Takie jest ich serce. Ale kiedy jest to czyste, święte serce, to wtedy jesteś zawsze taki sam (taka sama), bo taki jest Bóg.
Kiedy widzimy w czymkolwiek brak, możemy ten brak uzupełnić przez oczyszczenie w krwi Chrystusa i przyjęcie z Chrystusa tego bogactwa. To jest bardzo ważne dla nas, gdyż żyjemy nie dla siebie, ale dla Pana, a więc stan naszych serc jest bardzo ważny dla Jezusa, bo On chce przez nas błogosławić, a nie przeklinać, nie złorzeczyć, nie rozpierać, ale zgromadzać. Pan mówi, że kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza. Pan mówi wyraźnie, że jeżeli nie masz serca, by ze Mną zbierać, to ty rozpraszasz już i czy chcesz, czy nie chcesz powodujesz odpychanie. A więc stan serca jest bardzo ważny.
Hojność serca jest bardzo ważna. Czasami ważysz te dobre słowa dla kogoś, ale kiedy weźmie cię gniew, to też ważysz słowa? Idą nie wiadomo skąd. Obyśmy tak w dobrym nie ważyli słów, ale z obfitości tego dobrego działania Bożego, którym Bóg ubogaca nas, dawali też hojnie innym. Bóg uczył w Izraelu, by nie zbierali z całego pola, bo kiedy przyjdzie ubogi, to też zbierze. Jeśli masz obfite serce w Panu, nie zbierasz wszystkiego, zostawiasz ubogiemu i z obfitości twojego serca skorzystają inni. Bogactwo, którym Bóg ubogaca cię zostawiasz też innym. Pozwalasz innym korzystać z tego czym Bóg błogosławił cię. I cieszy cię to, że ktoś może skorzystać z tego. I to jest piękne, by tym cieszyć się.

