Pokora

Pokora - część 1

 Przychodzimy do wiary, zaczynamy być wierzącymi ludźmi, zaczyna coś w nas poruszać się, zaczynamy doświadczać Słowa, doświadczać jacy jesteśmy, zaczynamy być szczęśliwi, że Bóg chce nami zająć się. Wszystko idzie pięknie. Kiedy rozwijamy się, w pewnym momencie wydaje nam się, że już wiemy o co chodzi, cieszymy się, że w wielu sprawach potrafimy sobie radzić. W tym, czasami dziwimy się, że zamiast wzrastać, jest coraz gorzej. Dlaczego? Ponieważ Bóg nigdy nie zaczyna od wielkich spraw w życiu człowieka. Na początku Bóg zajmuje się tymi sprawami zewnętrznymi, a kiedy człowiek dorasta Bóg zaczyna zajmować się sprawami głębszymi. Im starszy jesteś w wierze, tym Bóg będzie sięgał co raz głębiej. I bardzo często jest tak, że brak świadomości tego, że Bóg będzie zajmował się sprawami jeszcze głębszymi, powoduje to, że człowiek już zaczyna poruszać się samodzielnie w kościele. I wtedy człowiek zaczyna stygnąć. Nie ma już tej energii, żeby pobiec za Panem, nie ma już siły, by do Niego należeć. Zaczyna czuć się zmęczony chrześcijaństwem; już tyle rzeczy słyszałem, już to i tamto wiem. Człowiek robi się sceptykiem, a nie optymistą. Wcześniej był optymistą, chętnym, by chodzić z Bogiem, wiedział, że Bóg ma zamiar uczynić coś cudownego, optymistycznie podchodził do tego, że musi rozprawić się z pewnymi sprawami w swoim życiu, ale po pewnym czasie staje się pesymistą.

Jak to może wydarzyć się, że człowiek, który doświadczał tak wspaniale Boga, przechodzi na pesymizm i przestaje wierzyć, że Bóg może nadal dokonywać tych i jeszcze większych rzeczy, które doświadczył wcześniej? Czy nie jest to straszne, że w chwili kiedy światłość oświeca, człowiek zaczyna myśleć sobie; no już te sprawy zginęły, teraz mogę być nareszcie członkiem w zborze, częścią kościoła Pańskiego? Później zaczyna się narzekanie na to i na tamto. Człowiek nie widzi już wspaniałego Boga i wspaniałego kościoła, zaczyna już widzieć różne niedomagania i zaczyna się wokół tego kręcić, zajmuje to coraz więcej miejsca w jego sercu i umyśle, a później dziwi się, dlaczego jest taki słaby, kiedy ma czynić Bożą wolę. Czy kiedy dziecko idzie do zerówki, to czy nauczyciel uczy go od razu tych wielkich rzeczy? Uczy go małych, a jeśli w małych okazał się wierny, to powierza mu większe sprawy. Jeżeli w tamtych okazuje się wierny, pokazuje mu następne sprawy. I tak następuje wzrost. I nie czuje się poniżony z tego powodu, że wszystkiego nie wiedział od razu, jest szczęśliwy, że się rozwija. Takie szczęście musi towarzyszyć każdemu z nas. Jeśli to szczęście przestaje nam towarzyszyć, znaczy, że zgubiliśmy ten czas rozwoju w podziwie dla Boga. Zaczęliśmy rozwijać się samodzielnie, a tam zaczyna się już powrót do świata. Człowiek dobrze rozumie świat, bo kiedy żył bez Boga w świecie, rozumiał go. Później nawraca się i zaczyna rozumieć Boga i podziwiać Go i być szczęśliwy. Kiedy nie rozwija się dalej i sam zaspakaja się, znowu rozumie lepiej świat, a więc wraca do tego, co lepiej rozumie. Jak rozwiązuje swoje sprawy życiowe? W sposób światowy, bo rozumie jak świat rozwiązuje sprawy życiowe. Wcześniej potrafił paść przed Bogiem, powierzyć Mu wszystko, a później przyjść do zboru i powiedzieć: Bóg jest cudowny! Uczynił właśnie to, o co prosiłem. Czy Bóg przestał być cudowny? Nie. Człowiek przestał patrzeć na Boga tak, jak patrzał wcześniej, z podziwem, z radością, z chęcią poznawania Go.

Wiecie, pycha to jest jak taki towarzysz, który tylko czeka, żeby iść z tobą dalej. Nie zniechęca się, jeśli przeszedłeś dzień w pokorze. Ona czeka na swój czas, kiedy w końcu przyjdzie czas, kiedy przestaniesz widzieć Boga, jakim On jest. Będziesz chciał bardziej zobaczyć siebie; i pycha jest już gotowa i zaczyna mówić: „jesteś w porządku, to inni są źli”. Pycha bardzo szybko powie, że gdyby na tym świecie nie było tych wszystkich złych ludzi, ty byłbyś najbardziej wspaniałym człowiekiem. Czy to prawda? Pycha zawsze kłamie. Jesteś złym człowiekiem, jeśli pycha może towarzyszyć ci, jeśli nie masz wstrętu do niej i nie czujesz odrazy, jeśli ona mówi ci: „jesteś fajny, a ktoś jest zły”.

Bóg zawsze mówi prawdę. Jeśli człowiek jest w złym stanie, Bóg mówi: „jesteś w złym stanie i chcę pomóc ci, ale musisz uniżyć się do Mnie, ukorzyć się, poddać się, bym mógł uczynić ci, co chcę.” Bardzo ciężko spotyka się długo wierzących ludzi, którzy jeszcze chcą uniżać się, gdyż nauczyli się już być wysoko ponad innymi i nie jest to łatwe być jak np. król Dawid, który obnażony tańczył z powodu Boga przed ludźmi. Jego żona powiedziała mu: „przecież jesteś królem, nie powinieneś się tak zachowywać”. A on mówi: „przed Bogiem tańczyłem, przed Bogiem”. Jego serce było czyste. Wiecie, Bogu nie chodzi o sceptycznych, sentymentalnych chrześcijan, Jemu chodzi o optymistycznych, zadowolonych ludzi, którzy pojęli, że zajął się nimi ktoś Najwyższy, ktoś najwspanialszy, ktoś kto może uczynić, dokończyć to, co zaczął. I to jest właśnie Boży szlak, po którym ty i ja musimy iść w pielgrzymce ku wieczności. Kiedy zagubiamy to, robimy się albo faryzeuszami, albo ludźmi, którzy tylko chodzą i mówią złe rzeczy o innych. Albo jesteśmy w podziwie wobec siebie; jacy wspaniali już jesteśmy w tym chrześcijaństwie, albo tylko stale mamy coś złego do powiedzenia o innych.

Ale takiego Chrystusa nie spotykamy. Czy chcesz być chrześcijaninem, który wygrywa? Musisz zobaczyć siebie osobiście wobec Pana i musisz zobaczyć, że jest Ktoś, kto jest zwycięzcą i może dawać nam zwycięstwo w każdym czasie. Ale On nie da nam go wcześniej, nim nie uniżymy się przed Nim, tak jak powinniśmy, nim nie zaczniemy szanować naszych ust, naszych działań; nie zaczniemy zważać na Niego, dlaczego robimy tak a nie inaczej. Pan nie da nam czegoś wcześniej, nim nie zobaczy, że przyjęliśmy i byliśmy wierni Mu w tym, co wiemy. Wielu wierzących ludzi latami boryka się ze swoimi problemami dlatego, że nie chcą uniżyć się przed Chrystusem. Naprawdę, nie wierzcie, że Pan nie chce dać im zwycięstwa. To jest tylko mowa ciała: „Pan mi chyba nie chce dać zwycięstwa, Pan chyba lubi, gdy jestem w takich doświadczeniach”, czy cokolwiek innego. To jest nieprawda. Czy ty lubisz, jak twoje dziecko przeżywa problem? A gdy możesz rozwiązać ten problem, czy nie chcesz, żeby właśnie do ciebie przyszło? Czy ty jesteś lepszy od Boga? Nie ma nikogo tak dobrego jak On.

A więc twoim i moim doświadczeniem jest, jak sobie nawzajem pomóc, by być z tym Bogiem. Uniżyć się przed Panem, spenetrować swój teren życia; czy ja żyję prawidłowo, czy moje życie charakteryzuje się obecnością Boga, czy Bóg może realizować Swój zamysł w moim życiu. Jeśli może realizować, to ja będę wiedział, że jestem uniżony, że nie prowadzi mnie pycha, duma, arogancja, lecz, że pokora przyobleka moje serce i wiem, że jest ktoś, kto jest większy ode mnie. Pewna osoba podała taki prosty przykład: kiedy małe dziecko przybiega i mówi: ”tata daj mi na lizaka”, to czy ono jest pełne wątpliwości, niepewności – tysiąc razy przemyślało, jak tata będzie reagował, czy też jest spontaniczne i wie, że tata może mu dać? Jak my przychodzimy do Boga? Czy traktujemy Boga w sposób spontaniczny, otwarty, oddający Mu chwałę, w taki sposób, by On mógł dać nam to, co może dać? Czy jest coś niemożliwego dla Boga? Bóg mówi: „jedyna rzecz, to wtedy, gdy ty ograniczasz Moje możliwości swoją nieprawością, grzechem, niechęcią do uniżenia się, poddaniu się Słowu Bożemu.” Słowo Boże jest cały czas takie samo i mówi do nas ludzi takie same wartości. Lecz, abyśmy mogli korzystać z tych wartości, to musimy poddać się Bogu. My próbujemy czynić te słowa sami i wtedy mówimy: „a to nie ma sensu”. To znaczy, że nie uniżyliśmy się, bo gdybyśmy uniżyli się, to Bóg dałby nam siłę, by wytrwać w tym słowie i wygrać.

Człowiek powinien uniżyć się, nim cokolwiek zaczyna. Zaczynasz bój, uniż się. Toczysz walkę o coś, najpierw uniż się. Jeśli wystąpisz z pozycji, kim jesteś, na pewno przegrasz. Jeśli chcę załatwić sprawę z drugim człowiekiem, ale jestem pewny siebie, że jestem wspaniały, to parę słów i będzie „po temacie” i będzie konflikt. Ale kiedy uniżam się przed Bogiem i błogosławię kogoś, walczę przed Bogiem o teren, na który będę chciał wkroczyć, żeby Bóg wszedł tam przede mną, przygotował ten teren, wtedy ja jestem uniżony, a Bóg wywyższony. A kiedy wydaje mi się, że już wiem, że mogę pozwolić sobie na pewne postępowanie, wtedy okazuje się, że mam porażkę za porażką. Powoli przyzwyczajam się i uczę się nazywać porażkę zwycięstwem. Nie jest to dobry sposób na rozwiązywanie problemu, lepiej nazwać go po imieniu i wygrać. Bóg jest gotów. Chwała Panu!

I w dzisiejszych czasach jest ten straszny problem osobowości człowieka. Uzależniamy się od innych ludzi. Patrzymy na różne ludzkie miny; posępne, czy uśmiechnięte „ponad programowo”, czy wiele innych. Jeżeli będziemy patrzeć na ludzi i uzależniać się od nich, to nigdy nie będziemy mogli żyć, cały czas będziemy mieli kłopoty, ponieważ cały czas ludzie będą panować nad naszym życiem. Musimy zostawić to, w jaki sposób człowiek podchodzi do Boga, musimy zobaczyć, czy jest to dobry sposób. Jeśli nie, to nie poddać się złemu sposobowi przychodzenia do Boga i uczyć się żyć osobiście w sposobie Bożym, żeby być prawdziwie szczęśliwym człowiekiem z powodu Boga.

Chciałbym, żebyśmy otworzyli psalm 29:

„Oddajcie Panu, synowie Boży, Oddajcie Panu chwałę i moc!”

Co mamy oddać? Lepiej tego nie brać na siebie samego i nie stworzyć sobie własnej chwały i mocy i w tym żyć. Oddaj Panu chwałę i moc! On ma chwałę i moc, by przeprowadzić cię przez wszystkie twoje doświadczenia. Oddaj chwałę i moc Bogu, a zyskasz teren, którego nie potrafisz zdobyć własną chwałą i mocą.

„Oddajcie chwałę należną imieniu Jego! Złóżcie Panu pokłon w świętej szacie!”

Najpierw każdy z nas musi zobaczyć: jak żyję przed Bogiem, czy według Jego woli, czy mam z Nim społeczność, czy krew Jezusa oczyszcza mnie, czy ja z tego korzystam, a wtedy przychodzę przed Boże oblicze i szukam Boga i wiem, że On wysłucha mnie. Ale jeśli nie badam swego życia, nie chodzę przed Bożym obliczem prawidłowo, a później przychodzę sobie i mówię: „Boże musisz mnie wysłuchać, przecież mówiłeś, że będziesz mnie wysłuchiwał” - to co wtedy? Moja chwała, moja moc, moje imię i moja szata. Odejdę nic nie osiągnąwszy.

Poważna sprawa czeka nas z Bogiem każdego dnia, bracie i siostro. Nawrócenie się do Boga jest wspaniałą sprawą, ale życie z Bogiem codziennie jest jeszcze wspanialszą sprawą. I trzeba w tym życiu wytrwać, rozumieć i uczyć się Boga. To jest prawda, że to od Boga zależy, to On uczy nas Siebie. Gdyby On nie zechciał uczyć nas Siebie, wszystkie nasze zabiegi nic nie dałyby. On nie musiał tego chcieć, ale zechciał, więc oznajmił: „a teraz ty słuchaj Mnie.” Jaka jest święta szata? Czy to jest Chrystus? Czy jesteśmy przyobleczeni w Chrystusa? Weszliśmy na teren największej bitwy, jakakolwiek może toczyć się tu na ziemi, w bitwę człowieka Bożego z diabłem. Ludzie tego świata nie mają tej bitwy, ponieważ nie należą do Boga i diabeł nie atakuje ich w ten sposób, jak Boże dzieci. On wie, że czasu ma niewiele i próbuje, jak zwieść dziecko Boże, by zeszło z Bożej drogi i nie należało do imienia Jezus, tylko do swego imienia. A więc próbuje człowiekowi wmówić, że poradzi sobie w chrześcijaństwie, że będzie umiał, bo już wie pewne rzeczy. To dlaczego nie żyje tymi rzeczami? Dlaczego serce człowieka jest skażone, zgnite i nie wydaje dobrego owocu?

Przeczytajmy dobrze znany tekst z listu do Rzymian 13,14:

„Ale obleczcie się w Jezusa Chrystusa i nie czyńcie starania o ciało, by zaspakajać pożądliwości.”

Po co mamy przyoblekać się w Jezusa Chrystusa, czy nie mogę być sobą? Czy ty, bracie i siostro, nie możesz być sobą, takim jakim byłeś kiedyś w świecie, z natury dzieckiem kłamstwa, złości, nienawiści, obmowy? Czy nie możesz być sobą i zarazem chrześcijaninem? Nie możesz, ani ty, ani ja. Kim mamy być? Mamy być przyobleczeni w Niego. Czy dobre jest to, co Bóg mówi do nas? Dobrze powiedział ten brat Niczytajło, że wielu przychodzi mówiąc; pomódl się o mnie, mam złe myśli itp., ale nie chcą zrezygnować z tego, nie chcą stoczyć dobrego boju, nie chcą uniżyć się przed Bogiem. Chcą w pysze otrzymać od Boga uwolnienie i dalej żyć po swojemu. Ale jeśli ktoś rozumie to, że przecież atakuje mnie wróg, jestem w niebezpieczeństwie, to wołam: „Boże, ratuj mnie”. A On przychodzi i od razu widzisz, że to Bóg przyszedł z dobrem i uwolnieniem dla ciebie. Wiesz, że to Bóg. (...)

Jan 14:23