Mój krzyż - Izajasza 53 rozdział

Mój krzyż - Izajasza 53 rozdział - część 1

     Chwała niech będzie Bogu! Niech Bóg posila was i wzmacnia, ale też niech zachowa was od letniości. Jest taka pieśń, „gdy Boży Duch porusza mnie, będę jak Dawid klaskał, tańczył, śpiewał Panu.” Jest to dla mnie sprawa niewyobrażalna, przebywać z Bogiem, pozostając nieporuszonym przez to, co On uczynił dla nas w Jezusie. Tęsknotą Pana jest, byśmy byli jak ptak, który unosi się do góry i nie jest sztuczny. On nie może stać się sztuczny, gdyż wtedy spadnie. Ptak we wspaniały Boży sposób porusza skrzydłami, steruje, widać, że frunie, jest w locie. Słowo Boże mówi, że ci, którzy ufają Panu, podnoszą się do góry jak orły, biegną, a nie ustają. To jest takie wspaniałe, gdy rozumiemy Boże pragnienia i rozumiemy, że On wyszedł nam naprzeciw, by one mogły być zrealizowane w nas. Nie bądźcie nigdy sztuczni przed Bogiem, nie godzi się być przed Jego Majestatem sztucznym. Godzi się nam być jak ludzie, którzy są poruszeni, jak ludzie którzy są szczęśliwi, jak ci, którzy zakosztowali tego dobra z nieba i chcą być naturalni przed Bogiem. Bóg otworzył ku temu możliwości, dając nam swego Ducha, abyśmy mieli Jego naturę - poruszenia, szczęścia, tej świętej świadomości, że jesteśmy przed Jego świętym obliczem, że mówimy do Niego, że rozmawiamy z Nim w modlitwie, że Jemu śpiewamy pieśni. To jest w Duchu i w prawdzie - Bogu tak bardzo podoba się to. On szuka takich, którzy oddawaliby Mu cześć w Duchu i w prawdzie.

Chciałbym, żebyśmy omówili z Księgi Izajasza, z 52 i 53 rozdziału pewne rzeczy. Wiecie co tu jest napisane i o czym to jest. Jest to o słudze Pana, o naszym Panu Jezusie Chrystusie - mówi prorok, natchniony przez Ducha Świętego. Będę czytał i rozważajcie te Słowa, a zarazem zawsze pamiętajcie jak wielką wartość mają one dla nas.

„Oto szczęśliwie powiedzie się mojemu słudze: będzie nader wywyższony i bardzo wysoko wyniesiony. Jak wielu się przeraziło na Jego widok – tak zeszpecony i niepodobny do ludzkiego był jego wygląd, a jego postać nie taka jak synów ludzkich, tak wprawi w zdumienie liczne narody, królowie zamkną przed nim swoje usta, bo zobaczą to, czego im nie opowiadano, i zrozumieją to, czego nie słyszeli.

Kto uwierzył wieści naszej, a ramię Pana komu się objawiło?” Izaj. 52,13-15. 53,1

To jest ważne, prawda?; kto uwierzył tej wieści i komu ramię Pana się objawiło? Wiemy, że Pan powiedział o ludziach prostych: chwała Ci Ojcze, że objawiłeś to prostaczkom, że objawiłeś to ludziom, którzy nie będą hamować się, nie będą przed Tobą robić „coś”, ale z całym szczęściem i radością będą Ci wdzięczni, że Ty im to objawiłeś. Nie będą stawiać naukowych barier, ale będą po prostu szczęśliwi, że dotarłeś do nich, że wskazałeś im coś, o czym oni nawet nie myśleli, ani o czym sobie nawet nie marzyli w najlepszych snach, że Bóg będzie przebywać w społeczności z nimi, w nich i pośród nich. Kto uwierzył wieści naszej? Uwierzył prosty lud, nauczyciele odrzucili Go. Nie był podobny do wielu ludzi, Jego wygląd nie był taki piękny. Ci, którzy patrzą na zewnętrzne rzeczy pomylili się. Nic takiego pięknego na zewnątrz, a słowa, czyny, oblicze jaśniejące w chwale.

Kto uwierzył wieści naszej? Pan musi być realny i rzeczywisty. Wiara to pewność, że On jest, wiara to pewność, że to o moim i o twoim Panu teraz czytamy. Jak zawiadamia Boży prorok – przyjdzie taki sługa, który wykona wolę Pana i zamysł Boży spełni się. Chwała Bogu. Żyjemy w świecie ciemności, diabeł otacza tą ziemię kłamstwem, jak tylko potrafi, a Słowo Pana jest światłością, która oświeca ziemię i mówi: to jest mój sługa. Kto z was wierzy, komu objawiło się to ramię Pana, który jest gotowy przeprowadzić was przez wszystkie doświadczenia i próby, abyście już dzisiaj mogli być z Nim szczęśliwi i wielbili Go.

Jest to doświadczenie dni chodzenia z Bogiem. Jest to doświadczenie krzyża, które każdy z nas musi przeżyć równo z Panem Jezusem Chrystusem, bo wieść wiary mówi, że On poszedł i myśmy w Nim poszli. On umarł i myśmy umarli. Wieść wiary mówi: i wy tak codziennie umartwiajcie, trzymajcie w śmierci swoje ciała. Droga Golgoty, Jego droga, to jest także nasza droga; droga cierpień, pohańbienia, szyderstw. Jak ona wygląda, jak wygląda przeżycie, gdy idę na krzyż? Jak wygląda moje codzienne przeżycie, gdy idę na krzyż, tak jak Pan Jezus poszedł na krzyż? Czy jest we mnie codziennie realna droga krzyża? To musi być tak bardzo realne - krzyż musi zajmować centralne miejsce w moim życiu, aby nowe życie zajmowało centralne miejsce w moim sercu. Czy przeżycie krzyża jest doznaniem, które przeżywacie? Czy jesteście tak zdecydowani w tym, jak Pan Jezus Chrystus, który szedł na ukrzyżowanie? On szedł i wiedział, gdzie idzie. Czy wy wiecie też gdzie idziecie i dlaczego tam idziecie codziennie? On wiedział, że szedł tam, aby nasze grzechy zanieść. To jest miejsce codziennie dla nas, aby grzechy nasze były martwe. Czy jesteście tak rzetelni w ukrzyżowaniu, czy odczuwacie codziennie świadectwo krzyża w swoim życiu, kiedy on umartwia was? Czy jesteście tak zdecydowani jak Jezus, który szedł na krzyż, bo wiecie, że nie ma dla was innego wyjścia? Jezus Chrystus, nasz Pan wiedział, że nie ma dla nas innego ratunku, jak tylko ten, by zanieść to wszystko, co myśmy uczynili złego w tamto miejsce i abyśmy my wszyscy także byli tam z Nim.

To musi być w nas realne, to nie jest bajka. To nie jest taka sobie bajeczka o ukrzyżowaniu Chrystusa i to było kiedyś, a my dzisiaj mamy życie. Widzimy, że owoc tej „bajeczki” dla wielu jest taki, że żyją, jak chcą; błądzą w grzechach, nieprawościach i mówią: dlaczego mi się tak źle dzieje, dlaczego nie mam szczęścia, dlaczego nie przeżywam błogosławieństwa społeczności z Bogiem, dlaczego tyle we mnie jest sztuczności, nienaturalności? Wiecie, że stary Adam jest nienaturalny przed Bogiem, on stale buduje sobie jakieś ołtarzyki, gdzieś na górach, w miejscach nie wyznaczonych zupełnie przez Boga i nie jest przyjmowany. Ten krzyż musi być realny codziennie w naszym życiu, to nie jest bajeczka. Prorok nie opowiadał bajek, on mówił prawdę.

Kto uwierzył wieści naszej? Ci, którzy zrozumieli, że w takim stanie nie mogą być w społeczności z Ojcem, dlatego muszą przeżywać krzyż. Jak wygląda droga krzyża? Czy myślałeś o tym, a jeśli myślałeś, to jak widzisz drogę krzyża? A jeżeli widziałeś i doznałeś, jak w twoim życiu funkcjonuje droga krzyża? Co ona z tobą robi codziennie, czy niszczy ciebie codziennie, po to, by nowy człowiek mógł uwielbiać Boga w duchu i w prawdzie? Czy rozumiecie, że wiele zła jest z powodu tego, że ludzie nie przyjęli z wiarą tego? Wiedzą, że Jezus był na ziemi, umarł tu, ale nie przyjęli z wiarą krzyża. To jest trudna rzecz iść na krzyż z całą świadomością, że tam cię zabiją, że tam będą z ciebie się śmiać, szydzić, kpić i ty będziesz przybity do tego krzyża. Nie jest to łatwe dla tego ciała iść tą drogą. Pan Jezus mówi: i wy codziennie, codziennie, nie tylko raz w ciągu waszego życia, kiedy uwierzyliście we Mnie, weźcie krzyż. Pan mówi: i wy codziennie bierzcie swój krzyż i idźcie. Gdzie? Na Golgotę. Codziennie, rozumiesz? Codziennie ten krzyż i przeżycie krzyża musi być w twoim życiu, abyś mógł uwielbiać Boga nowym życiem. W twoim życiu ten krzyż musi być tak naturalny codziennie, tak prawdziwy, żeby nowy człowiek mógł funkcjonować.

Paweł mówi: aby śmierć Chrystusa wykonywała swoje dzieło codziennie we mnie, aby też życie Jezusa mogło codziennie wykonywać swoje dzieło w tych, wśród których przebywam. Musi być w nas to przeżycie i tragedia krzyża codziennie. To nie jest coś, o czym można sobie tylko pośpiewać. To jest tragedia, która wydarzyła się na ziemi, że Boży Syn, który nigdy nie powinien znaleźć się w tym miejscu, znalazł się z naszego powodu, który nigdy nie musiał znosić cierpień, znosił je, który nigdy nie musiał znosić pohańbienia, szyderstwa, śmiechu, znosił je. To jest tragedia krzyża, to nie jest coś o czym można sobie lekko powiedzieć i pójść dalej, to jest wielkie wydarzenie tutaj na ziemi.

Wszystko było skupione wokół tego krzyża, prawda? Ludzie, którzy chcieli ściągnąć z niego Pana, mówiąc: zejdź z niego, my wtedy w ciebie uwierzymy, diabeł, który szalał, próbując różnych rzeczy, żeby tylko zatrzymać Jezusa.

To samo dzieje się w twoim i moim życiu, bracie i siostro. Diabeł szaleje, żebyś przestał myśleć o krzyżu, jako o tragedii, żebyś mógł lekko sobie traktować go, żebyś mógł o nim piosenki pośpiewać, ale żeby on nie miał w twoim życiu tej tragedii. Rozumiesz, to była tragedia. Ojciec poświęca Swego Syna umiłowanego, mówiąc: ty poniesiesz za nich konsekwencje, bo oni nie mogą tam siebie złożyć, nie mogą być przyjęci przeze Mnie. Jesteś tym, który jedynie jest święty i możesz tam pójść. Bóg przyjmuje świętą ofiarę, czystą, nic skalanego, nic nieczystego. Jedynie Boży Syn mógł tam za nas pójść. Chwała niech będzie Panu. Nie śmiał się, nie mówił: o jakie radosne mam dla was wieści, idę na krzyż. Powiedział: Ojcze, jeśli to możliwe oddal ode mnie ten kielich. To była tragedia dla Bożego Syna. To było miejsce, gdzie Bóg Ojciec zostawił Syna. Jezus wołał: Boże mój, Boże mój dlaczego mnie opuściłeś? Dlaczego tak daleki jesteś od głosu wołania mego? Nie po to, żeby później jakieś ładne piosenki układać o krzyżu, ale wielu ludzi zrozumiało to i napisało pieśni przeżycia.

Jeśli doznajemy krzyż w swoim życiu, to wiemy, że to jest tragedia, którą przeżywa człowiek dlatego, że zgrzeszył. Krzyż to jest miejsce tragedii, którą przeżywamy dzisiaj, bo on ma powodować w nas to, że codziennie mamy być martwi, rozumiemy to prawda? Niech dotrze to do naszych serc: codziennie muszę przeżyć tragedię krzyża, dlatego, że jestem w takim ciele, żeby nie odzywały się we mnie stare rzeczy i żebym nie chodził przed Bogiem, próbując coś robić, ale bym codziennie umarł, by móc stanąć jako nowy człowiek. Zupełnie nowy, świeży, pełen radości, emocji i pełen szczęścia człowiek z Bogiem. Codziennie muszę przeżyć to, że wszystko, cokolwiek we mnie jest cielesnego, musi umrzeć. I ja z tym idę i muszę być zdecydowany w tym. Wiem też, że jeśli nie pójdę, to nie powiedzie mi się ten dzień. Nie będzie on błogosławieństwem, nie będzie chwałą, radością i szczęściem. Może to być dzień zasłaniania i mówienia w inny sposób o krzyżu.

A więc muszę być zdecydowany tak, jak nasz Pan. Ta sama decyzja: Ojcze, nie moja, lecz twoja wola niech się stanie. I w nas tak samo: Ojcze nie moja wola, lecz twoja. A Bóg Ojciec mówi: codziennie, codziennie ukrzyżowany, rozumiesz? Niech Bóg nam pomoże. To wymaga wiele odwagi: codziennie ukrzyżowany, wymaga świadomości krzyża w nas, wymaga tego uwielbienia, że Pan uczynił to dla nas. Decyzja Pana była konkretna i prawdziwa. Uczniowie nie rozumieli krzyża. Pan wiedział, co to jest i mówi: codziennie naśladujcie Mnie. Zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż i naśladować Jezusa.

Z powodu grzechu musimy codziennie przeżyć tą tragedię, żeby grzech nie zamazał się przed nami i nie zaczął jawić się jako ten, który nie może w rezultacie nic nam zrobić, bo już wszystko mamy załatwione. Widzicie co grzech robi z ludźmi dlatego, że tragedia krzyża została odsunięta, żeby nie przeżywać jej. Grzech wrócił z powrotem do panowania i ludzie mówią różne rzeczy, ale krzyż kończy grzech.

Aby grzech nad nami nie panował, krzyż musi być codziennie w nas. Codziennie musimy przeżyć tą tragedię, bo przecież nie chcemy skrzywdzić nikogo. Nie chcemy nikomu uczynić czegoś złego, ale wiemy, że jeśli nie pójdziemy z krzyżem codziennie, to zło wyjdzie z nas. Bóg otworzył nam tą możliwość, żebyśmy wiedzieli, co przeżył Boży Syn i co dla nas osiągnął w krzyżu. Nie wystarczy wziąć go raz, dwa, trzy w swoim życiu. Codziennie mówi Pan, a Pan mówi prawdę.

A więc bierzmy go codziennie, bądźmy zdecydowani, a więc codziennie martwi. Ileż wtedy jest dobra dla nas, dla nowych ludzi, bo kiedy ten stary miesza się do nowego, to wiecie ile zła z tego wychodzi, ile niedobrych rzeczy, ile braku uwielbienia. Mamy tak otwartą drogę do uwielbienia, ale krzyż musi być codziennie, a wtedy radość, szczęście, uwielbienie nowego życia - to coś tak naturalnego, tego nie trzeba wywoływać. Kiedy umarłeś, a Jezus żyje w tobie, to naturalna jest radość, szczęście, uwielbienie Ojca, śpiew i chwała, czynienie dobra. Bóg mówi: natura moja zamieszkała w was, w tym nowym życiu. Chcemy, aby natura Boża mieszkała w nas, a więc codziennie mamy być martwi. Bóg nie pomiesza dwóch natur.

W Słowie Bożym powiedziane jest o gaszeniu Ducha Świętego, albo o „płomienni Duchem Panu służcie”. Patrzcie na Pana codziennie, jak On szedł na krzyż, jak szedł w to miejsce. Ludzie płakali nad nim. Jezus mówi: nie płaczcie nade mną, o nie, nie ma litości dla tego człowieka, który musi umrzeć na krzyżu. Stary Adam musi umrzeć, nie płaczcie nade mną, nad sobą płaczcie. Niech nigdy nikt z was nie przyjmie litości, gdy ktoś będzie płakać nad wami; o jaki ty jesteś biedny człowieku, bo ty musisz codziennie umierać, ty codziennie musisz w tym trwać, jaki jesteś biedny, dlaczego ty musisz codziennie przyjmować ten swój krzyż, przecież możesz raz pozwolić sobie, żeby odpowiedzieć w swój sposób. Boże pomóż nam codziennie dźwigać swój krzyż. Ile razy coś robiliśmy po swojemu, a potem mówiliśmy: Boże, co za głupota, co za nieszczęśliwa rzecz nam się przydarzyła. Bóg pokazuje: pamiętaj o krzyżu. Niech Bóg będzie uwielbiony za krzyż.

To jest prawda, to jest miejsce tragedii. Ciemność zasłoniła ziemię, gdy Pan Jezus umarł na krzyżu. Niech to będzie w nas każdego dnia. Niech każdy z nas będzie odważnym człowiekiem, który wie: zasłużyłem dzisiaj na krzyż i każdego dnia, zasłużyłem na krzyż do ostatniego mojego dnia; zasłużyłem na krzyż.

Zasłużyliśmy sobie na krzyż i ten grzech jest w nas, abyśmy codziennie brali swój krzyż. Bracie, to jest tragedia i musimy przeżyć ją wspólnie razem. Ten grzech może ożyć w każdym dniu, jeżeli nie przeżyjesz tej tragedii, jeżeli potraktujesz go lekko i powiesz: grzech? Tak, grzech ożywa, gdy nie ma krzyża. Skąd potem w ludziach bierze się ta własna sprawiedliwość, samouwielbienie, zwracanie uwagi na siebie i robienie tak, jak wyobrażam sobie? Krzyż przecież zakończył te rzeczy. Czy rozumiemy to?

Jesteśmy bliscy sobie poprzez krzyż, tu jesteśmy jedno. Każdy z nas musi wziąć swój krzyż, jeżeli chcemy być błogosławieństwem dla siebie, musimy codziennie umrzeć. A wtedy myślenie o Panu, o tym nowym życiu nie musi być wymuszone, to staje się czymś naturalnym, bo przecież Duch Święty jest tym, który codziennie odnawia życie Chrystusa w nas, coraz mocniej, wyżej, piękniej, wspanialej. Ja biorę swój krzyż, a Duch Święty ma wtedy możliwość czynić to ze mną dla chwały Ojca, dla chwały Jezusa.

Zobaczmy jak wygląda krzyż. Będę czytał 53 rozdział księgi Izajasza:

„Wyrósł bowiem przed nim jako latorośl i jako korzeń z suchej ziemi, nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy i nie był to wygląd, który by się nam mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na niego.”

Rozumiesz? Twoje codzienne chodzenie z krzyżem nie będzie wzbudzało w kimś wielkiego aplauzu, nie czekaj, że ktoś będzie chwalił cię za to; jaki wspaniały jesteś, jak wspaniale wyglądasz. Nie. Idąc na to miejsce, idziesz dlatego, że to jest twoje miejsce grzeszniku. Codziennie miejsce dla ciebie i dla mnie, żeby być martwym grzesznikiem, a żywym chrześcijaninem.

„Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie, a my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony.”

Tragedia, prawda? Wygląda, że człowiek został opuszczony, pozostawiony sam sobie. To jest wielkie doświadczenie. Ten, który bierze codziennie swój krzyż wie, jakie to jest doświadczenie. Jeremiasz mówi: kiedy jarzmo jest na ciebie wkładane, to nadstawiaj swój policzek. Bądź gotowy przyjąć pohańbienie, bo to jest droga, żeby ktoś taki jak ty i ja chlubił się tylko z jednego, z Jezusa Chrystusa. Choroby nasze nosił na sobie. On nie musiał nigdy być chorym człowiekiem, nigdy nie musiał czuć bólu. (...)

Jan 14:23