Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? - 19.11.2016

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? – 19.11.2016 – część 2

Chciałbym żebyśmy na chwilę zajrzeli do Ewangelii Łukasza, 15 rozdziału. Jezus opowiada o synu marnotrawnym. Od 11 wiersza:

 

„Potem rzekł: Pewien człowiek miał dwóch synów. I rzekł młodszy z nich ojcu: Ojcze, daj mi część majętności, która na mnie przypada. Wtedy ten rozdzielił im majętność. A po niewielu dniach młodszy syn zabrał wszystko i odjechał do dalekiego kraju, i tam roztrwonił swój majątek, prowadząc rozwiązłe życie. A gdy wydał wszystko, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli owego kraju, a ten wysłał go do swej posiadłości wiejskiej, aby pasł świnie. I pragnął napełnić brzuch swój omłotem, którym karmiły się świnie, lecz nikt mu nie dawał.”

 

Widzicie ten człowiek dochodzi do punktu uświadomienia sobie, że potrzebuje jedzenia a nikt mu nie jest w stanie to jedzenie dać. I nikt mu nie chce dać tego jedzenia. Nie był złodziejem. Nie chciał kraść. Oczekiwał, że ktoś mu pomoże i nie spotkał pomocy. Kiedy zmarnotrawił to wszystko co miał, zrozumiał, że skąd jedynie może dostać pomoc? Pomoc moja jest od Pana. Rozumiecie, pokuta to jest zmiana myślenia. Człowiek najpierw szuka pomocy gdzieś po ludziach, ale kiedy dochodzi do punktu, że żaden człowiek nie jest w stanie dać tego, co daje Bóg w tym momencie człowiek zaczyna kierować się tylko do Boga. Nie chodzi o to, że uznaje ludzi za nic nie wartych. On wie, że potrzebuje tego od Boga.

 

„A wejrzawszy w siebie, rzekł: Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: (…)”

 

I teraz Jezus wkłada te słowa w usta tego syna marnotrawnego:

 

„(…) Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich.”

 

Wstał i zrobił to. Co pomyślał to też zrobił.

 

„Wstał i poszedł do ojca swego. A gdy jeszcze był daleko (…)”

 

Zwróćmy uwagę na pewne rzeczy. Syn marnotrawny opuszcza dom ojca. Jak więc ojciec opuszcza syna? Ojciec opuszcza też i syna, ale poprzez pozostanie w domu. Ojciec nie idzie za synem, aby chodzić z nim w jego grzechach. Ojciec pozostaje w domu, a więc w sumie opuszczają się nawzajem. Ojciec nie biegnie za synem, a syn odchodzi od domu ojca. Ale ojciec jest tym, który czeka na powrót. Ojciec nie opuszcza syna, żeby przestać o nim myśleć, żeby nie zawracać sobie głowy, żeby na tym synu już mu nie zależało. Ojcu zależy na synu, ale syn musi wrócić do domu ojca. A więc dlaczego ojciec opuszcza syna? Dla jego dobra. Żeby syn miał gdzie wrócić. Bo gdyby ojciec poszedł za synem nie było by już domu. Nie było by gdzie wrócić. Ojciec ma w sercu syna, ale syn musi wrócić do domu. Dlatego my też wracamy do domu Ojca. Mamy dom Ojca. Ojciec opuścił nas, ale nie tak jak syn marnotrawny opuścił dom. Myśląc o czymś, o jakiś świeżych przeżyciach. Ojciec opuszcza go, dlatego żeby być dla niego zawsze gotowym, aby go przyjąć. I zwrócie uwagę, że kiedy ten syn wraca, co czyni ojciec.

 

„A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec, użalił się i pobiegłszy rzucił mu się na szyję, i pocałował go.”

 

Jezus stawia pozycję ojca, jako wyczekującego, wypatrującego, kiedy nastąpi powrót. Kiedy ten syn dojdzie do złamania, czy córka, aby wrócić do Boga. Kiedy te rzeczy tego świata zrobią taki wyłom w życiu tego człowieka, ze ten człowiek zobaczy, że nie znajdzie w świecie radości? Że wszyscy w świecie są w grzechach. Wszyscy patrzą na radość, żeby czerpać z kogoś innego, sami nie umiejąc jej dawać. Ojciec całuje syna. Ojciec nie wypomina. Ojciec wie, że to całe doświadczenie przydało się jego synowi. Ten syn już nie jest dumny. Ten syn jest złamany. Już wie, że nie jest godzien się nazywać nawet synem. Pozycja człowieka: „Nie jestem godzien się nazywać człowiekiem. Zezwierzęcało moje serca. Tak daleko odszedłem od ciebie Boże. Zacząłem się zachowywać jak zwierzę wobec Ciebie, a Ty mi dałeś Swego Ducha żebym mógł należeć do Ciebie, Boże!” Wtedy Bóg mówi: „Jesteś dalej człowiekiem. Czekałem na ciebie tyle czasu. Nie po to żeby cię oskarżyć i potępić, ale po to by cię przywitać. Żebyś miał gdzie wrócić, żebyś miała gdzie wrócić.” I Ojciec po pocałowaniu syna tak reaguje na jego słowa:

 

„Syn zaś rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim. Ojciec zaś rzekł do sług swoich: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie też pierścień na jego rękę i sandały na nogi (…)”

 

A więc widzimy ojciec miał to przygotowane, kiedy wróci syn, aby był znowuż ubrany w szaty synów. Jakże chwalebny jest ojciec. I Jezus właśnie o tym mówi: „Boże mój, Boże mój dlaczego żeś mnie opuścił?” Ojciec nie opuszcza nas w ten sposób żeby nas wyrzucić i nigdy nie mieć z nami nic wspólnego. Ojciec opuszcza nas a po to abyśmy mogli w chwili, kiedy dociera do nas prawda Boża, wrócić do Niego On ma przygotowaną szatę i pierścień. Namaszczenie Swego ducha i radość w niebie. Chwała Bogu, że jest to prawdą. I o tym Jezus chciał zawiadomić wszystkich stojących przed krzyżem i nas, w każdym pokoleniu. Nawet tam na krzyżu udzielał lekcji, myśląc o nas. Wiedział o tym, ze z powodu naszych grzechów będzie konsekwencja. Kiedy przyjmie nasze grzechy ten czysty Boży Baranek, będzie konsekwencja, że znajdzie się dokładnie tak jak my, w tej samej pozycji jak my wobec Ojca. Ale wiedział, ze ojciec nie opuścił nas żeby nas zgubić. Ojciec opuścił nas żeby nas zbawić. A więc Jezus jest pewny, ze trzeciego dnia wstanie z martwych. Wie, dlaczego Ojciec to zrobił i jest pewnym tego jak postąpi Ojciec przyjmując Jego.

 

Weźmy na chwilę Ewangelię Mateusza 3 rozdział 17 wiersz. Widzimy tu wypowiedź, którą Ojciec, o Swoim Synu, ogłasza z nieba:

 

„Ten jest Syn mój umiłowany, którego Sobie upodobałem.”

 

A w Mateusza 17 rozdziale czytamy w 5 wierszu:

 

„Ten jest Syn mój umiłowany, którego Sobie upodobałem, Jego słuchajcie.”

 

A potem, w konsekwencji przyjęcia naszych grzechów, opuszcza Go. Widzimy jak Boży Syn idzie w kierunku krzyża, jak dokładnie wypełnia wolę Ojca. Jak przychodzi do tego centralnego miejsca, gdzie rozgrywa się najważniejsza bitwa o mnie i o ciebie. Jak myślisz, jak mogą żyć ludzie, którzy znają pytanie i znają odpowiedź? Gdzie ich znajdziesz zawsze? Już nie znajdziesz ich nigdzie indziej jak tylko przy Panu Jezusie. Ich życie to już jest Chrystus. Oni wiedzą, że Ojciec tylko ma w Synu upodobanie i tylko w Synu można wejść do wieczności. Wiele rzeczy dzieje się na ziemi, wiele słów czy myśli próbuje atakować nas, lecz musimy mieć świadomość, że jeśli pozwolimy żeby w naszym umyśle coraz częściej pojawiały się myśli nie Chrystusowe, wtedy zaczniemy błądzić. Mamy być jednej myśli i tylko ta myśl pozwala nam sięgać w głębokość serca Bożego i dowiadywać się, co raz więcej, o tym kim jest nasz Bóg. Jak wiele dla nas znaczy to, co On czyni. Lecz ludzie odrzucają to. Tak jak kiedyś Izrael odrzucał to. Co było dobre w oczach Boga, oni lekceważyli sobie.

 

Księga Ozeasza 8 rozdział od 1 do 4 wiersza:

 

„Przyłóż trąbę do swoich ust jak stróż w domu Pana! Złamali bowiem moje przymierze i sprzeniewierzyli się mojemu zakonowi! Krzyczą do mnie: Znamy cię, Boże! Izrael odrzucił to, co dobre, niechże go ściga nieprzyjaciel! Powołują królów, lecz beze mnie, ustanawiają książąt, lecz bez mojej wiedzy. Ze swojego srebra i złota uczynili sobie bałwany na własną zgubę.”

 

Krzyczą do Boga znamy Cię i odrzucają to, co Bóg im kazał czynić. Rozumiecie? I tak pokolenie za pokoleniem są ludzie, którzy mówią: „przecież znamy Boga, Bóg jest w niebie” i odrzucać Jego wolę, Jego słowa, Jego oddanie nas Jego Synowi. I próbować po swojemu żyć na tej ziemi mniemając, że można zlekceważyć Boga i osiągnąć wieczność. W ten sposób wróg duszy naszej wielu ludzi już sprowadził na manowce, którzy sobie myśleli, że Boga można wpisać w jakieś tam miejsce w swoim życiu i będzie dobrze. Człowiek nie rozumie, że my zostaliśmy odłączeni od Boga, że myśmy opuścili Boga, a On opuścił nas. Człowiekowi się wydaje, że przecież nic wielkiego się nie stało, więc jeśli tylko trochę będę lepszy to Bóg już będzie zadowolony. Jak widzimy nie jest zadowolony z tego, że ktoś jest trochę lepszy, czy z trochę lepsza. Jego zadowoleniem jest Jego Syn. Bóg nie bez przyczyny zgodził się na to żeby syn marnotrawny opuścił dom. Bóg nie bez przyczyny zgodził się na to żeby diabeł kusił Adama i Ewę.

            U Boga, kierunek i cel Jego zawsze zmierza do czegoś piękniejszego, wspanialszego. To, co w raju było, było bardzo dobre. Ale to nie było wystarczające dla Boga. I dochodzimy do Syna, który jest doskonały. A więc to, co wyglądałoby na wielkie odstępstwo, opuszczenie, Bóg potrafi tak docierać do ludzi, żebyśmy zrozumieli, że poprzez to doświadczenie i zobaczenie jak bardzo potrzebujemy Boga, abyśmy uchwycili się Jego Syna całym sercem, całą myślą, duszą i siłą należąc do Niego a przez Syna należąc do Ojca.

Jan 14:23