I PODZIWIALI GO - 29.10.2016
I PODZIWIALI GO – 29.10.2016 – część 2
Musimy to wiedzieć do ostatniego tchnienia. Ile byśmy nie osiągnęli dzięki Jezusowi Chrystusowi, ile byśmy się nie uświęcili, oczyścili, ile przez nas nie dokonałoby się wspaniałych dzieł, to przy ostatnim tchnieniu nadal będziemy patrzeć na Jezusa jako na naszego Zbawiciela, dzięki któremu chcemy stanąć przed Ojcem. Choćbyśmy zrobili nie wiem jaki zapas najlepszych rzeczy, zwiastowalibyśmy ewangelię milionom ludzi na ziemi, to w ostatnim tchnieniu i tak będziemy patrzeć na Jezusa, bo tylko On jest wystarczający, żeby Ojciec przyjął nas. Zawsze, nawet przy końcu życia będzie mi chociaż ułamek brakować, żebym wszedł do wieczności. Nie będę doskonały, ale mam doskonałego Jezusa i to jest nasze Życie. Diabeł chciałby, żeby ludzie w pewnym momencie pomyśleli sobie: „O, to już jestem taki dobry, dobra, teraz już mogę sam, samodzielnie stanąć przed Bogiem i powiedzieć: Boże, widzisz moje życie to musiało Ci się pewnie podobać, dlatego będę już z Tobą Boże całą wieczność. Cieszysz się Boże?” A Bóg mówi: „Idź precz ode Mnie, jesteś nieczysty, nieczysta.” Nawet aniołowie w niebie nie są dla Niego zbyt czyści. Jego wzrok jest doskonały, On widzi wszystko. Czego my nie zobaczymy, On widzi. A w swoim Synu Jego doskonały wzrok widzi czystość, doskonałą czystość, którą jedynie On może przyjąć do swojej wieczności.
A więc żyjemy tylko w Nim, w Chrystusie. Choćbyśmy nie wiem co zdobyli, osiągnęli nie wiem jakie sukcesy, to jedynie w tym Jezusie jest nasze zbawienie. Nie ma inaczej. W Jezusie do końca będę wzrastał. Niemożliwe jest, żebym w Jezusie karłowaciał, karłowaciała. Niemożliwe jest, żeby moje duchowe życie upadało. Niemożliwe! Bo Chrystus jest żywy i On daje wzrost. Jeśli jest karłowacenie, to nie ma już Chrystusa. Chrystus nigdy nie doprowadza swoje latorośle do tego, żeby ich owoc karłowaciał, nędzniał, był jak ususzona śliwka. Będzie cały czas jędrny, ponieważ soki z życia Jezusa płyną w kierunku tej gałęzi w Jego krzewie i owoc jest wydawany, bo Jezus żyje. Słowo Boże mówi, że jeśli taki ktoś usycha, to zostaje odcięty, czyni miejsce dla drugiego, który będzie chciał owocować dla Pana.
A więc jak wygląda nasz podziw? Jeszcze raz powtórzę to, podziw można zobaczyć poprzez posłuszeństwo Jezusowi. Tylko przez to. Człowiek może mówić wielkie hasła na temat jak wspaniały jest Chrystus. Zobacz czy jest posłuszny, posłuszna, to ci wyjaśni temat. Posłuszeństwo jest Mu milsze od ofiary, od najwspanialszych słów. Wielu głosicieli wychodzi, opowiada o Jezusie, jaki wspaniały, mówię ci, gwarancja, nic ci nie będzie, choroby uleczy, wszystkie sprawy załatwi, nigdy nie będziesz głodował, będziesz miał super, najlepsze lóżko. On wszystko może, przecież On dysponuje wszystkim. I ludzie myślą sobie: "O, skoro będę mógł sobie żyć jak świat i jeszcze będę miał wszystko co najlepsze, no dobra, niech będzie, przyjmuję tego Jezusa." Nie. Jezus mówi: "Jak przyjdziesz do Mnie, to będziesz wiele cierpieć, bo w tobie jest wiele brudu i trzeba to oczyścić, a więc będę cię przetapiać, będę cię oczyszczać, będę cię próbować, żebym mógł cię wziąć do swojej wieczności. Będziesz wzrastać, Mój Ojciec będzie widzieć, że Ja jestem dla ciebie Panem, i że Ja władam twoim życiem. I Mój Ojciec wtedy powie: tak, ten człowiek może wejść, bo Ty, mój Synu, byłeś jego, jej Panem, oni Ciebie słuchali się, to co Ja powiedziałem, oni robili". I to będzie ważne. Pamiętamy tą opowieść gdzie Jezus opowiadał jak Ojciec wchodzi na salę weselną. Przepatruje jeszcze całą salę. Nim Syn wejdzie w związek małżeński, Ojciec bada całą salę i znajduje tam jednego człowieka bez szaty weselnej i każe go wyrzucić.
Pamiętajmy, wspaniały jest Bóg. Dając Syna okazał swoją najwspanialszą miłość do nas ludzi. Ale Bóg pysznym przeciwstawia się, pokornym łaskę okazuje. Jego Syna nie przyjmuje się z łaski, nie przyjmuje się, bo "a, niech będzie". Jego Syna przyjmuje się jako Drogę zbawienia, jedyną Drogę zbawienia, jako jedynego, który uczynił coś tak wspaniałego, przeżywszy całe życie na ziemi bez grzechu. Przy końcu przyjął nasze grzechy na siebie. I z powodu naszych grzechów umarł na krzyżu, abyśmy my obumarłszy tam z Nim, nowe życie prowadzili. On zrobił to dla mnie i dla ciebie. Biada tym, którzy tym wzgardzą i nie pójdą za tym Jezusem. To trzeba mieć w podziwie, że ktoś tak bardzo nas umiłował, że dał siebie samego, żeby nas uwolnić. Nie zmarnuję już ani dnia. Nie wiem co będę robił gdy będę umierał, mam nadzieję, że nadal będę pracował dla Niego do ostatniego tchnienia. Mam nadzieję, że moje życie będzie zużyte dla Pana, inaczej nie ma sensu żyć.
Żyć dla siebie kiedy znam Jezusa? Jakaż to obelga! Być wierzącym i nie żyć dla Jego chwały. To jest obelga, jeśli ja mienię się wierzącym i nie żyję dla Jego chwały, to ja czynię coś obrzydliwego. To lepszy jest ode mnie ten niewierzący, który nie zna Jezusa, który może stara się jakoś żyć, stara się w jakiś sposób pomagać ludziom, i nie jest w tym obłudnikiem. Jeśli już mówię, że wierzę, to musi być widać moją wiarę. I to jest wojna, w której bierzemy udział. Diabeł bardzo lubi wierzących, którzy nie żyją według Jezusa. To jest dla niego najlepsza reklama: „Widzisz, tacy wierzący, a zobacz jak żyją”. Ale nie pokaże świętego, świętego to oczernia: „Zobacz jaki święty, nie pije, nie pali, nie przeklnie nawet, jaki święty, dużo się modli, opowiada o Bogu, cieszy się Nim.” Swoich chwali, a Boży lud oczernia tak jak oczerniał Jezusa.
Może nim pójdziemy dalej w kierunku chwały, otwórzmy List do Efezjan 2,1-10:
„I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych.” Ef.2,1.2.
Zwróćcie uwagę, ludzie naśladują diabła; złoszczą się, złorzeczą, okłamują, zwodzą, zdradzają, naśladują diabła i żyją w ten sposób.
„Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni;” Ef.2,3.
Tacy sami byliśmy. Oby było to "byliśmy". To jest ważne.
Ef.2,4. „Ale Bóg”
I to jest ta chwała, i co robi Bóg? Powiem jedną rzecz, wiara pozwala mi zajrzeć w to miejsce i oddać Mu chwałę. Co czyni Bóg takim ludziom, zgubionym naśladowcom diabła, jak my? Co byś dał człowiekowi, który jest przeciwko tobie, złorzeczy ci, kpi z ciebie, układa żarty o tobie i pokazuje, że ma cię za nic? Co byś zrobił takiemu człowiekowi? Zobaczmy co robi Bóg.
„ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem - łaską zbawieni jesteście” - Ef.2,4.5.
To nam zrobił Bóg. Chwała Bogu! Tak czy nie? Chwała Bogu, że nam to zrobił. My może zrobilibyśmy inaczej. Wiemy co mówimy o takich ludziach, których mamy dość. A On zmiłował się nad nami, ulitował się, łaskę okazał nam. Czy jest godzien podziwu Ten, który działa całkowicie niekonwencjonalnie? Nie tak jak my ludzie? Czy za to będziemy Go czcić do końca swych dni, że się nad nami zmiłował? Czy pozwolimy diabłu odebrać chwałę, która Mu się za to należy, że darmo przebaczył nam nasze grzechy, że nie musieliśmy zapłacić za chociaż jeden? To Chrystus zapłacił całą cenę. Czy będziemy wdzięczni Bogu za to co nam uczynił? Czy będziemy chcieli być w chrześcijaństwie literalnym, takimi ziomkami chodzącymi w swoich mrzonkach, i marnujące dni swego nawiedzenia? A wysoko mniemający o sobie, że są lepsi od innych? Czy będziemy naprawdę inni, jak Chrystus, wdzięczni Bogu za łaskę? Każdego dnia już wdzięczni i nigdy nie zabierzemy Mu swego życia, żeby chociaż jeszcze trochę to życie pożyło po staremu, ale zawsze będziemy Mu wdzięczni, zostawiając w rękach Jego Syna całe nasze życie, żeby On je miał dla chwały Ojca i swojej. Nie chcemy już grzeszyć. Dzieci Boże nie chcą już grzeszyć. Nie podoba nam się stare życie i stare sposoby. Podoba nam się Chrystus i to co On dla nas uczynił. On nie tylko przebaczył nam nasze grzechy. Co jeszcze zrobił?
„wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie,” Ef.2,6
Gdzie teraz jesteś bracie, siostro? Nie chodzi mi o literę, chodzi mi o rzeczywistość. Czy jesteś w niebie? Czy siedzisz w niebie na tronie chwały wraz z Chrystusem i to cię tak pociąga, że nie chcesz na ziemi już żyć inaczej jak tylko w ten sposób, jak Jemu się podoba? Ty już siedzisz tam na tronie chwały, Bóg cię tam posadził w Chrystusie. Dopóki do Niego należysz to jest twoje miejsce i moje. Jak rezygnujesz z Chrystusa na konto życia ziemskiego, to rezygnujesz z tronu chwały. Paweł mówi o tym, że do wrogów krzyża dołączają ci, którzy myślą o rzeczach ziemskich, a nie o Chrystusie, nie o tym co w niebie.
„aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie.” Ef.2,7

