KRZYŻ CHRYSTUSOWY W NAS - 17.09.2016

KRZYŻ CHRYSTUSOWY W NAS – 17.09.2016 – część 3

Dzieje Apostolskie 2,36.37a:

         „Niechże tedy wie z pewnością cały dom Izraela, że i Panem i Chrystusem uczynił go Bóg, tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście.  A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi”

         Oto właśnie stało się to, wniknęło to w nich: "Wyście Go ukrzyżowali, wyście byli tymi, którzy spowodowali Jego śmierć". I to ich przeniknęło, stało się dla nich świadomością - to jest niesprawiedliwe co się stało. On nie umarł z powodu tego, że był winny. To my byliśmy winni, a On umarł z powodu nas. I to ich przeniknęło, uderzyło w tą skorupę i od razu potrzebą ich było dowiedzieć się co czynić.

         „i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?  A Piotr do nich: Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego.” Dz.Ap.2, 37b.38.

         Otrzymacie dar Ducha Świętego, tego Ducha, który prowadzi dalej i dalej, i dalej. Wiecie, kiedy człowiek nawraca się, widzisz jeszcze mieszankę. Widzisz już pojawiające się wspaniałe Chrystusowe doświadczenie, ale również jeszcze wiele starego człowieka. I wiesz, że to jest normalne. Ale nienormalne jest kiedy to jest po iluś latach. Krzyż pracuje po to codziennie, żeby zniszczyć nas jak najszybciej, usunąć to wszystko co przeszkadzałoby nowemu życiu chwalić Boga.

         A więc nie wzdrygaj się, niech on przeniknie wszystko kim byłeś, kim byłaś wcześniej i to wszystko co robiłeś, robiłaś bez Jezusa. Niech przeniknie krzyż i zniszczy to - obrazy, pożądliwości, wypełnianie pożądliwości, szukanie zaspokojenia starego człowieka z rytmami, z obrazami, z czymkolwiek. Umierasz, interesuje cię melodia nieba, nie rytmika diabła. Interesuje cię piękno chwalebne Jezusa Chrystusa, a nie to co wytworzył diabeł dla grzeszników, aby ich zaspokoić.

         I Pan dał to z czego Janek mógł dzisiaj skorzystać, dał w chrzcie miejsce przyjęcia śmierci.

         List do Rzymian 6,3-7:

         „Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?  Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.  Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania,  wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.”

         Albo usprawiedliwiony jest od grzechu. Pierwszy śmiały krok - chcę być martwy, chcę być martwa. Śmiały krok – „Panie, wiem, że to w Tobie jest mi dane. Przyjmuję to przez wiarę i chcę umierać, chcę uczyć się Ciebie, chcę, żeby krzyż coraz głębiej, głębiej i głębiej wnikając, usuwał to co naprodukował diabeł, kiedy żyłem, żyłam bez Ciebie.” I śmierć zaczyna przenikać od dzisiejszego dnia także Janka. Będzie przenikać śmierć Chrystusa, dopóki tylko będzie w nią wierzył, że ona jest rozprawieniem się z tym wszystkim co stało się w odstępstwie od Boga, aż do pełni, aż krzyż zajmie centralne miejsce w starym człowieku. I już nie będzie miejsca dla starego człowieka, krzyż wypełni sobą wszystko. I to będzie pierwszy dzień, w którym już nikt cię nie zrani. Będziesz wiedzieć od razu, to będzie pierwszy dzień, kiedy będziesz wolny, wolna od zranień. Będziesz już wiedzieć - krzyż wykonał pracę. Teraz tylko codziennie trzymać to co wykonał ten krzyż, codziennie być martwym dla świata grzechu, dla własnej sprawiedliwości, dla własnych wyobrażeń o życiu chrześcijańskim. Śmierć. Im szybciej, tym lepiej, bo im dłużej to trwa, to ludzie chodzą później z goryczą w sercu. Rozgoryczeni chrześcijanie chodzą, bo nie pozwolili, żeby krzyż zniszczył ich, a więc dopuścili do tego, że z latami narosła gorycz. Są złośliwi, niechętni, czegoś stale żądają dla siebie – to jest to nadal stary człowiek. Nowego nie będziesz słyszeć w ten sposób, nowy człowiek ma wszystko w Chrystusie, wszystko co jest potrzebne do życia i pobożności. Dlatego chwała Bogu! Niech Bóg to czyni. Wierz, tylko wierz. Wiara to jest dzieło Boże. Przez wiarę przyjmujemy to wszystko. Przez wiarę Duch Święty działa w nas i pracuje w tej jednej wspaniałej sprawie - nie my, lecz Chrystus.

         Ewangelia Mateusza 15,13:

         „A On odpowiadając rzekł: Wszelka roślina, której nie zasadził Ojciec niebieski, wykorzeniona zostanie.” 

         Jaka to jest pierwsza roślina w tobie? Jezus Chrystus. Wszystko inne będzie wyrzucone precz. Od tego zaczyna się nasze nowe życie. To jest ta latorośl, która zaczyna w nas wydawać święte, uczciwe, poddane Ojcu, duchowe życie. Chwała Bogu! Wiecie chrześcijanie, jeśli tego stanu człowiek nie osiągnie, to nie dojdzie do tego stanu. I to nie muszą być lata, naprawdę, to tylko dlatego tak długo trwa, bo człowiek odkłada to z diabłem na później, na później, i to jest główny problem. Bóg dosyć sprawnie pracuje w kierunku zakończenia naszego starego człowieczeństwa, bo Bóg nas miłuje, On nie bawi się. Bóg bardzo sprawnie kończy. To my wzdrygamy się przed tym i dlatego chodzi o to, żeby to zrozumieć i nie wzdrygać się przed krzyżem. „Zniszcz mocą tego krzyża wszystko, co stało się bez Ciebie, Ojcze. Nie chcę żyć ja, nienawidzę swego ja, nienawidzę swoich pomysłów, sposobów, swoich możliwości osiągania swoich celów, nienawidzę. Zniszcz to Ojcze.” Szybko to się dzieje. Przedłużamy tylko wtedy, kiedy my odciągamy to. My chcemy jeszcze tego świata, my chcemy jeszcze coś z tego świata pozostawić sobie, żeby jeszcze to mieć. To nie Bóg, to człowiek odwleka uwolnienie. Bóg jest solidny i chce zrobić to bardzo sprawnie i szybko. Jeśli przestaniesz myśleć o krzyżu, to będzie twój pierwszy dzień, kiedy zaczniesz coraz więcej doznawać jak ludzie są źli, jak nie umieją cię zrozumieć jaki ty jesteś wspaniały, wspaniała, itd., itd. I gromadzenia, i gromadzenia - krzyż musi to zniszczyć, to jest bardzo ważne dla mnie i dla ciebie.

         Ewangelia Jana 15,1-5:

         „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest winogrodnikiem. Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc. Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem; trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie.”

         Kiedy coś ma być wszczepione, a my jesteśmy tymi dziczkami wszczepionymi w Chrystusa, to najpierw nacina się krzew, w który chce się wszczepić tą gałązkę. A następnie nacina się tą gałązkę i tymi nacięciami zespaja się te obydwa - krzew i tą gałązkę. Krzew przyjmuje i zaczyna przesyłać soki. Muszą być rany przed krzyżem. Jeśli ich nie będzie, to jest źle. To nie chodzi o to, żeby ich szukać. Słowo Boże wyraźnie mówi: miecz przyjdzie. Jeśli tylko idziesz i zaczynasz żyć tym Chrystusem, zaczynasz kosztować Jego, to już wrogowie będą szybko gotowi do akcji. Wtedy dziękuj Bogu nie za to, że oni cię ranią, dziękuj Bogu, że możesz doznać na sobie jak ty raniłeś Chrystusa, kiedy On szedł do krzyża. Co On czuł, zaczynasz ty czuć - smutek, że najbliżsi, których kochasz ranią cię. Zaczynasz doznawać to co Chrystus. Coraz bliżej i bliżej stajecie się sobie bliscy. Tak zaczyna się poznawanie Jezusa, coraz dalej i głębiej. Dlatego apostołowie pisali: "Dziękujcie, nie dziwcie się gdy was to spotyka, to jest potrzebne."

         W 1Liście Piotra przeczytamy to o czym właśnie mówiłem:

         „Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu, ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili. Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was. A niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako człowiek, który się wtrąca do cudzych spraw. Wszakże jeśli cierpi jako chrześcijanin, niech tego nie uważa za hańbę, niech raczej tym imieniem wielbi Boga. Nadszedł bowiem czas, aby się rozpoczął sąd od domu Bożego; a jeśli zaczyna się od nas, to jakiż koniec czeka tych, którzy nie wierzą ewangelii Bożej?” 1Pio 4,12-17.

         Rozumiesz, uciekanie od krzyża jest gubieniem swojego zbawienia. Przyjmowanie krzyża jest posłuszeństwem woli Ojca, aby mógł mnie zbawić. Jeśli nie potrzebna była by śmierć moja i twoja, Jezus nie umarłby na krzyżu. Przyszedłby tylko opowiedzieć ewangelię i odszedłby do nieba. Ale potrzebna była śmierć i dlatego Jezus umarł. O kim powiedzielibyśmy, że był najmocniej zespolony z Jezusem? Który z apostołów był najmocniej zespolony z Chrystusem? Paweł był tym, któremu najwięcej zadano ran. A więc każda rana - bliżej, każda rana - bliżej, każda rana. Coraz bardziej umiesz się poruszać między ludźmi.

         Powiem wam, że każdy człowiek, w którym krzyż nie wykonał zadania, jest jak taka boja na wodzie, która wzywa cię, żeby się zaczepić i odpocząć od świętego życia. I wystarczy tylko, że przyczepisz się do tej stojącej na wodzie boi, i powoli ten boi grzech zacznie przenikać i ciebie. Wielu jeszcze służy diabłu. Są jak nieporuszające się boje. Ich grzechy powodują to, że ktoś może być kuszony do tego, żeby doczepić się do tej boi. Wiecie jak się doczepiamy do ludzi: „Dlaczego jesteś taki zły, skoro powinieneś być inny?” I powoli, powoli zaczynamy się angażować w rozmowę z boją na temat zbawienia, usprawiedliwienia, uwolnienia. Boja się tłumaczy, powoli zatrzymujemy się bliżej, powoli chcemy boję wyrwać, ale boja bez krzyża jest tak silna, że nie wyrwiesz jej. Tracimy siły i jeśli się nie uwolnimy, giniemy. Tak grzesznik chrześcijański niszczy innych ludzi wierzących, powodując to, że zaczepia ich tym grzechem, przyciąga ich uwagę do siebie.

         Dlatego kiedy widzimy Jezusa, gdy idzie, to Jezus nie pozwolił nikomu sprowokować się, ale im mówił: „Kogo Ojciec do mnie nie przyprowadzi, sam nie przyjdzie”. A więc idąc za Chrystusem powoli doznajesz, że nie wyrwiesz tej boi, jeśli ona sama nie przyjmie krzyża. Nie będziesz już szamotał się z ludźmi, którzy dalej są na stojących wodach. Idziesz dalej, bo wiesz, że to jest twoja droga za Jezusem. Ale po co być taką boją mówiącą: „O, tu mnie diabeł uziemił, tu mnie diabeł uziemił, tam mnie diabeł uziemił”? Czy nie lepiej być tym, który porusza się swobodnie za Jezusem, który umarł i ten krzyż codziennie wbity, powoduje w nim - On umarł i ja umarłem? Jezus miłuje nas z tego powodu.

Jan 14:23