KRZYŻ CHRYSTUSOWY W NAS - 17.09.2016
KRZYŻ CHRYSTUSOWY W NAS – 17.09.2016 – część 2
I po to jest ten krzyż, żeby diabeł nie mógł przez to krzywdzić nas jeszcze, żeby nie mógł uderzać w nas tak jak uderzał wcześniej, kiedy bolało nas to, kiedy chodziliśmy, zwieszaliśmy głowę i myśleliśmy: "Za co? Dlaczego? Co myśmy takiego złego komu zrobili?" Jezus powiedział: "Skoro mi zadawali cierpienia, i wam będą zadawać."
A więc chrześcijaństwo rozpoczyna się od wiary, ale zwycięskie chrześcijaństwo rozpoczyna się od śmierci. Tam na krzyżu odniesione jest zwycięstwo nad wrogiem. Zwycięstwo nad diabłem jest odniesione na krzyżu, gdzie umieramy dla jego władzy. Tak on jeszcze może próbować, kombinować, widzisz jeszcze w człowieku zamieszanie, widzisz, że jeszcze mieszają się pojęcia, jeszcze nie ma prawidłowych wyborów. Człowiek potrafi w jednej chwili śpiewać Bogu, a w drugiej brnąć w jakiś głupi grzech. Potrafi te dwie rzeczy spotkać ze sobą i nie czuje się wcale źle. Nie ma krzyża. Powłoka, skorupa starej cielesnej natury jest nieprzebita przez krzyż. Człowiek jest wierzący, tak jak wielu wierzących chodziło za Jezusem. Ale kiedy On postawił krzyż, który miał przebić ich powłokę, kiedy powiedział: "Kto nie będzie się karmił moim ciałem i krwią, nie będzie miał życia w sobie", oni odeszli i powiedzieli: "Trudna to mowa, któż ją zniesie?"
Wiemy, że na krzyżu następuje śmierć starego człowieka z jego grzechami, złością, upartością, stawianiem na swoim, zawiścią, niechęciami, samowolą, egoizmem, kłótniami, plotkami, obmowami. Ze wszystkim człowiek umiera na krzyżu. Przebija nas to i powoli powoduje to, że z krzyża spływa śmierć w środek nas. My umieramy dla siebie, umieramy dla tego kim jesteśmy. To jest konieczność, po to jest krzyż i to jest Boże działanie, to jest moc Boga, która chce nas uratować, zbawić. A więc krzyż musi wbić się w każde moje stare życie. W każdą cząstkę mojego starego życia musi wbić się krzyż. Każda cząstka mojego starego człowieczeństwa musi być przebita krzyżem Golgoty, na którym umarł Chrystus Jezus i ja w Nim. I twoja też każda cząstka musi być przebita tym krzyżem. Każda, która broni się przed tym, będzie otwarta na świat. Na tym krzyżu my musimy umrzeć dla świata, a świat dla nas.
A więc dzień w dzień ja muszę nosić ten krzyż w sobie; w moim myśleniu, w moim sercu, w moim sumieniu. W moich wszelkich działaniach musi stać krzyż. Nie ja, lecz Chrystus. Wiecie, chrześcijaństwo jest zbawienne, jest zwycięskie i ono zaczyna się od wiary, ale prowadzi na krzyż. Wiara, którą dostaliśmy na początku prowadzi nas zawsze na krzyż, na śmierć. Inna wiara nie jest wiarą. Wiara zawsze prowadzi na krzyż, na śmierć, abyśmy obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli. Wiara nie udoskonala człowieka, wiara prowadzi człowieka do śmierci.
Czy ty jesteś tą starą ziemią, urodzoną z ciała i krwi, w której stoi już wbity krzyż, a na nim jest umarły Chrystus i ty wiesz, że też jesteś tam w Nim? Czy twoja wiara sięgnęła już tego miejsca i dzisiaj z tą wiarą jesteś umarły dla siebie i dla świata, i dla grzechu? Jeśli nie, to musi być ten krzyż wbity w twoje myślenie i życie. Pamiętacie jak Paweł powiedział do Koryntian: „Przychodzę do was i widzę, że to co jest teraz potrzebne, to mowa o krzyżu, aby ten krzyż był mocno wbity w to kim jesteście, abyście umarli dla tego kim jesteście, aby Chrystus mógł być uwielbiony w was.”
Wielu ludzi broni się przed krzyżem. Mogą nosić drewniane, mogą nosić żelazne, mogą nosić jakiekolwiek, ale nie pozwolą, żeby krzyż wbił się w ich myślenie, w ich serce, żeby on decydował o miłości jaką to serce będzie miało. Z powodu śmierci dla miłości własnej musi być wbity krzyż. Niektórzy śpiewają o słodyczy krzyża. Krzyż niesie w sobie zbawienne uwolnienie nas. Niech Bóg pomoże, żeby jak najgłębiej ten krzyż i dzisiaj był wbijany mocą Ducha Świętego w każdą cząstkę tego kim jesteśmy z urodzenia z ciała. Abyśmy byli wolni od tego kim staliśmy się rodząc się z ciała.
1List do Koryntian 5,7.8:
„Usuńcie stary kwas, abyście się stali nowym zaczynem, ponieważ jesteście przaśni; albowiem na naszą paschę jako baranek został ofiarowany Chrystus. Obchodźmy więc święto (także świętujmy - to jest czas teraźniejszy, niedokonany, a więc nieustannie świętujmy) nie w starym kwasie ani w kwasie złości i przewrotności, lecz w przaśnikach szczerości i prawdy.”
Z powodu tego, że na tym krzyżu jest czysty, święty Chrystus, Jego czystość i świętość może uwolnić nas od kwasu naszej starej natury, zakwaszonej gleby, ziemi, która potrafi tylko niszczyć i demolować. Nie potrafi dać życia. A więc ten krzyż przebijający powłokę naszej cielesności pozwala też na to, żeby w nas płynęła jego czystość, jego przaśność. Jeśli to nie spłynie w nas, my dalej pozostajemy zakwaszoną glebą. Jakie ziarno wspaniałego Bożego Słowa nie wpadnie, ten kwas zniszczy to ziarno. To jest obłuda. My potrafimy zakryć Słowo swoim własnym działaniem, oszustwem, udającym, że przyjęliśmy to Słowo. Ale krzyż uwalnia nas od kwasu. Chwała Bogu! Niech on przebije każdą powłokę każdego z nas. Niech wbije się we wszystko kim staliśmy się rodząc się z ciała. Niech wbije się w nasze wyobrażenia o życiu, niech zniszczy, tak jak powinien zniszczyć to, co myślimy o sobie samych, bo krzyż pokazuje naszą rzeczywistość. Szyderstwo, kpina; "niech zejdzie, a uwierzymy".
I co słyszymy z tego krzyża od tego przaśnego Bożego Baranka: "Ojcze, przebacz im". Rozumiecie, jak to spływa z krzyża w tą zakwaszoną glebę: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią." I ten cały kwas płynie w stronę krzyża. Jezus przyjmuje cały kwas naszego starego złego życia. Potrzebny jest krzyż wbity w nas. Nie tylko myśl o krzyżu, ale krzyż rzeczywiście już w nas, wbity mocą Ducha Świętego, poprzez to jak widzimy mocą Ducha Świętego to, czego oczy nasze nie potrafią zobaczyć.
2List do Koryntian 4,10.11:
„zawsze śmierć Jezusa w ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło. Zawsze bowiem my, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy, aby i życie Jezusa w śmiertelnym ciele naszym się ujawniło.”
Nie tyle na ciele, co w ciele. Najpierw to słowo znaczy „w”, „w nas”. Codziennie musimy krzyż wziąć w nas. Jeśli on nie stoi w nas, dalej mamy swoje stare pragnienia. Rozumiecie, umarły człowiek nie ma już pragnień. Umarły pragnienia, dążenia, wszystko z tym człowiekiem umarło. Niech ten krzyż mocno, mocno będzie wbity i ogarnia całą naszą starą ziemię, która nie jest w stanie owocować. Nawet gdyby słyszała wiele Bożych Słów, to nie jest w stanie owocować, bo jest twarda, ubita latami, pokoleniami oszustw, zwodzeń, kłamstw, obłudy. „Przebacz im Ojcze, bo nie wiedzą co czynią."
Zwróćmy uwagę co spływa na nas z tego krzyża. 2List do Koryntian 5,17-19:
„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. A wszystko to jest z Boga, który nas pojednał z sobą przez Chrystusa i poruczył nam służbę pojednania, to znaczy, że Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał, nie zaliczając im ich upadków, i powierzył nam słowo pojednania.”
A więc w Chrystusie umarłym na krzyżu, Bóg świat z sobą pojednał. Tam złożone zostały wszystkie nasze grzechy. To musi być rzeczywistość. Bóg uczynił coś potężnego. Niech to dociera, niech to dociera i dociera. Łatwo byłoby nam wziąć drewniany krzyż, pójść tu na podwórze, wykopać jakiś dołek, wsadzić ten krzyż, jeszcze go trochę dobić, zasypać, czy obłożyć kamieniami. Mielibyśmy krzyż. Ale teraz chodzi o nasze wnętrze. Do naszego serca, do naszego sumienia, do naszego umysłu musi on być wbity. Jeśli jest wbity, to on pracuje, wykonuje swoją pracę codziennie, codziennie umieramy, by nikt już nas nie zranił, byśmy nie musieli oddawać złem za zło, byśmy nie musieli brać udziału w grzechach tego świata. Po to właśnie stanął ten krzyż i on ma moc wykonać to wszystko. Koryntianie potrzebowali tego nauczania i Paweł dawał im to nauczanie o krzyżu, ponieważ widział jak oni uzewnętrznili tylko to sobie, podczas gdy nie wpuścili tego do środka.
2List do Koryntian 5,14.15:
„Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli; a umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie samych żyli, lecz dla tego, który za nich umarł i został wzbudzony.”
Cały czas potrzebujemy wiary w tej sprawie. Rozumiecie, logicznie, rozumowo, możemy czytając rozumieć po polsku, ale my potrzebujemy wiary, by to wpuścić. Ta ofiara jest skuteczna w nas przez wiarę. Kiedy wierzę, że krzyż musi zniszczyć moje całe stare człowieczeństwo, to ja sobie zdaję sprawę, że Bóg po to dał krzyż, żeby zniszczyć mnie, żebym mógł rozpocząć nowe życie i ty też. Nowe życie każdego już dnia! Stare umarło, wszystko stało się nowe. Nowe życie, bracie i siostro! Stary krzyż musi skończyć nasze stare życie. To nowe życie musi być w nas każdego dnia. Ten krzyż musi być w nas każdego dnia. We wszystkim kim jesteśmy, musi stać krzyż Chrystusowy i my na nim w Chrystusie. To musi być nasza wiara i pewność każdego dnia, byśmy nigdy nie rozpoczynali już jak starzy ludzie, ale zawsze w Chrystusie, zawsze dla Jego chwały. A więc krzyż musi rozprawić się ze wszystkim kim jesteśmy i musi doprowadzić sprawę do kompletnej śmierci. Jeśli nie doprowadzi, to będziesz długo wierzącym i stale cierpiącym, stale będziesz miał, miała kłopoty z sobą i stale będziesz mieć żale i pretensje. To ma stary człowiek, nowy tego już nie ma. Nie ma żadnych żali, żadnych pretensji i niczego nie oczekuje dla siebie. Tak jak Chrystus. A więc musi stary umrzeć, żeby żyło nowe. Nie da rady tych dwóch rzeczy zmieszać ze sobą.
A więc zespoleni ranami na krzyżu, zadawanymi ranami sprzed krzyża, złączeni tym samym doświadczeniem zadawanego bólu, nie dlatego, że robiliśmy się gorsi, tylko dlatego, że staliśmy się naśladowcami Jezusa. Chcieliśmy żyć dzięki Niemu na tej ziemi. Te rany złączyły nas do śmierci. A potem po raz pierwszy odczuwamy, że uderzają w nas, a my nie czujemy, po prostu nie czujemy, nie mamy odzewu, nie ma żadnego złego odzewu. To jest doznanie śmierci. Może myślimy sobie: "Ale jakiś wspaniały jestem, normalnie nic tu nie działa, nie reaguję na to co wcześniej tyle wywoływało we mnie smutku, rozterki, narzekania, zupełnie nic. Chyba umarłem". Tak to wygląda. Dokładnie. W człowieku, który umarł ten krzyż wykonał pełne zadanie, nie czuje już bólu. Nowego człowieka już nie można zranić.
Diabeł wie, że może uderzać tylko w starego, nowego nie może ruszyć, nie może tknąć nawet. Dlatego wszelkimi środkami próbuje, żeby człowiek uwolnił z powrotem swoje stare życie. To wierzący człowiek musi sam to uwolnić, diabeł nie może tego zrobić. Diabeł może kusić, prowokować, straszyć, ale nie może spowodować odnowienia starego życia. Tylko ten, który umarł, codziennie przyjmując swoją śmierć, może zatrzymać w codzienności swoją śmierć, dając szansę diabłu, żeby uderzał. Najpierw diabeł będzie chwalił, pysznie pokazywał: "Zobacz, jesteś wspaniały, umiesz sobie radzić, widzisz, nawet bez krzyża potrafisz już". Będzie chwalić cię, żeby pozwolić ci pójść dalej, dalej, dalej. Niech Bóg pracuje. To jest Boża praca, to nie tak, żeby nas skrzywdzić. To jest to, żeby uratować nas, zbawić.

