KRZYŻ CHRYSTUSOWY W NAS - 17.09.2016

KRZYŻ CHRYSTUSOWY W NAS - 17.09.2016 - część 1

 

Trudne zadanie przed nami ludźmi - dobiec do mety będąc nieskażonym przez świat, dobiec do mety w Chrystusie Jezusie.

         1List do Koryntian 1,18:

         „Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.”

         Skoro apostoł naucza Kościół tej prawdy, to znaczy, że taka jest prawda, że krzyż jest mocą Bożą działającą w tych, którzy nie mają zginąć, ale mają dotrzeć do wieczności z Bogiem. Będziemy chcieli dzisiaj mówić o tym krzyżu. Niech Bóg poprowadzi nas, abyśmy mogli sięgnąć w tą kosztowność ofiary Bożego Syna Jezusa Chrystusa na tym krzyżu i abyśmy mogli jeszcze lepiej doświadczyć tego co to znaczy nieść swój krzyż, idąc za Nim.

         Również w 1Liście do Koryntian 2,13-16 czytamy:

         „Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę. Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega niczyjemu osądowi. Bo któż poznał myśl Pana? Któż może go pouczać? Ale my jesteśmy myśli Chrystusowej.” 

         A więc musimy odnaleźć moc tego krzyża w duchowych wymiarach, które sprawią naszą gruntowną przemianę, gruntowna przemianę. Wiecie, na ziemi wielu ludzi zostało ukrzyżowanych, ale tylko ten Jeden ukrzyżowany na tym krzyżu ma dla nas znaczenie, bo On został ukrzyżowany z powodu naszych grzechów, nie z powodu swoich. A więc nasze oczy kierujemy na tego Jednego, nie na wszystkich ukrzyżowanych na ziemi, ale na tego Jednego ukrzyżowanego z powodu ciebie i mnie, aby odnaleźć to główne przesłanie, które ma pomóc tobie i mnie żyć każdego dnia, ale już nie według starego człowieczeństwa.

         Gdybyśmy dzisiaj mieli być tam, w tym miejscu gdzie Jezus Chrystus był ofiarowany za mnie i za ciebie, stalibyśmy tam i widzielibyśmy jak to się dzieje. Widzielibyśmy ten wbity w ziemię krzyż, na którym jest On z powodu ciebie i mnie. Mielibyśmy ogromne poczucie niesprawiedliwości, bo to my powinniśmy tam umrzeć, a nie On. Mielibyśmy głębokie poczucie, że to my jesteśmy winni, a On cierpi. I to jest to duchowe wkroczenie w nas nauki o krzyżu, kiedy w nas wchodzi nauka o krzyżu, kiedy ten krzyż zostaje wbity w moje, twoje, stare życie. Jesteśmy jak zeschła ziemia, bezpłodna, martwa. I w to miejsce zostaje wbity krzyż, w tą skorupę naszej cielesności duchowo zostaje wbity krzyż. Jeśli on zostaje wbity w ciebie, we mnie, wtedy my doznajemy, że w nas zaczyna się śmierć. To krzyż niesie śmierć; nam śmierć, naszą śmierć. Wiecie, że wielu ludzi próbuje fizycznie nosić krzyże, to nic nie da. Krzyż musi wejść do środka nas, musi wejść w nasze serce, w nasz umysł, w nasz codzienny wybór. W nasze codzienne decyzje musi zostać wbity krzyż, na którym jest Jezus Chrystus. Jeśli tak będzie, to ty będziesz martwy codziennie dla świata, dla grzechu i dla siebie samego. Ty będziesz martwa codziennie dla świata, dla grzechu i dla samej siebie. Ten krzyż musi być w nas. Dopóki on stoi tam na zewnątrz, w tej ziemi obok Jerozolimy, na Golgocie, dopóty ty możesz żyć swoim starym życiem. Ale gdy on stanie w tobie, w tobie jako ziemi, wtedy ty już nie umiesz żyć starym życiem. Masz świadectwo, które przenika cię do głębi. Ten krzyż przenika do serca, do sumienia, do ducha naszego. Musimy mieć głębokie poczucie, według ludzkiej oceny, że to jest niesprawiedliwe. Jeśli tego nie mamy według ludzkiego patrzenia, to krzyża nie ma w środku. Jeśli uważamy: "Fajnie, że Jezus umarł, to ja teraz mogę być chrześcijaninem, chrześcijanką, bardzo mi przyjemnie jest", to nie jesteś jeszcze świadomym krzyża chrześcijaninem, ani chrześcijanką.

         Sprawa zaczyna się od rozliczenia naszego starego życia. Tam właśnie na krzyżu Jezus umierał za mnie i za ciebie. Tam sprawa naszego starego życia została włożona w Niego, abyśmy mogli obumrzeć naszemu życiu. A więc ten krzyż musi wbić się w tą skorupę naszej cielesności, naszej ziemskości, naszych ziemskich pragnień, ziemskich dążeń. Tak jak śmierć przenika człowieka i człowiek umiera, tak krzyż musi wnikając w nas, powodować w nas śmierć starych pragnień, starych marzeń, starych dążeń. Wszystko co stare musi umierać.

         Rozumiesz, kiedy uwierzyłeś, uwierzyłaś, zacząłeś doznawać cierpień. Jeszcze nie własnej śmierci, ale zacząłeś, zaczęłaś doznawać, że ktoś zadaje ci ból, ktoś zadaje ci rany z powodu tego, że uwierzyłeś, uwierzyłaś. Może myślałeś, myślałaś, że ludzie będą szczęśliwi z tego powodu, że jesteś teraz wierzącym, czy wierzącą. Ale okazało się, że wcale tak się nie stało. Zaczęli ranić cię, zaczęli oskarżać cię o zdradę wiary ojców, zaczęli oskarżać cię o to, że nie miłujesz ich, że zostawiasz ich, zaczęli zadawać ci rany. Te rany są bardzo potrzebne. Przez te rany łączymy się z Chrystusem. Nie połączymy się z Krzewem winnym, jeśli nie będzie ran. A więc rany nie są przekleństwem. Rany są raczej Bożym obdarzeniem dla mnie i dla ciebie, żebyśmy i my otworzyli się dla Chrystusa. A więc cierpienia, które spadają na mnie czy na ciebie z powodu Chrystusa, okazują się dla nas drogocenne. Drogocenne jest to, że najbliżsi teraz już z powodu Chrystusa mogą nazywać nas w jakiś brzydki sposób, raniąc nasze serce. I kiedy myślimy sobie: „To jesteście gotowi zaufać obcym ludziom, których w ogóle nie znacie, a nie jesteście gotowi zaufać mi, chociaż jestem waszym ojcem, matką, bratem, siostrą, dzieckiem? Ufacie komuś obcemu?” I twoje serce jest ranione i te rany otwierają cię na Chrystusa coraz więcej i więcej. Jesteś coraz głębiej zespolony z Nim, coraz więcej doświadczasz jak bardzo potrzebujesz śmierci, śmierci w Nim.

         A więc Jezus jest raniony przed krzyżem, jest bity już przed krzyżem. Te rany otwierają się w Nim już przed krzyżem. I w nas też przed krzyżem rany otwierają się. Coraz głębiej jesteśmy ze sobą spojeni, w bólu i świadomości, że ta śmierć jest koniecznością. Jego i moja śmierć jest koniecznością, żebym mógł opuścić ten zły świat z grzechem, bezprawiem, złośliwością, ze wszystkim. Coraz bardziej złączeni w tym - świat uderzał w Jezusa, teraz uderza we mnie z powodu Niego. Łączymy się coraz bliżej. Moja i twoja droga do krzyża rozpoczęła się od chwili kiedy uwierzyliśmy, nasza droga do krzyża, do własnej śmierci, przyjęcia tej śmierci z całkowitą świadomością, że to jest konieczne. A więc te rany przed ukrzyżowaniem zaczęły nas łączyć. Jezus stawał się nam coraz bliższy. Nasza skorupa została przebita. W naszą skorupę wkroczył krzyż, wbił się głęboko do serca, do sumienia, do myślenia. Wbił się krzyż, świadomość śmierci krzyża zaczęła tak nas przenikać, że nic jeszcze nie przenikało nas tak jak świadomość krzyża, świadomość potrzeby śmierci dla siebie, dla tego kim jestem bez krzyża, dla tego jak jeszcze potrafię reagować w zły sposób na to czy na tamto.

         Wiem, że nie wystarczyło tylko to, że uwierzyłem i zadano mi cierpienia z tego powodu. Coraz bardziej miałem świadomość, że ja potrzebuję śmierci, by umrzeć już dla tych rzeczy. Dlaczego umrzeć? Dlatego, żeby już nie można mnie było zranić. Wiecie, my jako starzy ludzie jesteśmy bardzo czuli na ból, na to co ktoś o nas myśli, na to w jaki sposób nas traktują i to jest bardzo trudny przeciwnik do pokonania. Dlatego ta śmierć, żeby już więcej o tym nie myśleć.

         Wiecie, dopóki Jezus był raniony przed krzyżem, odczuwał ból. Ale kiedy wbito mu włócznię w bok po śmierci, już nie czuł bólu. A więc kiedy jestem umarły w Chrystusie na krzyżu, to już mnie nie boli. Tak ważna jest śmierć. Bolało mnie kiedy najbliżsi ludzie stawali przeciwko mnie, bolało mnie i smuciło to, i Bóg słyszał moje westchnienia do Niego. Ale to nie ratowało mnie od tego kim jestem. Jezus mówi: "Jeśli nie znienawidzisz..." i tak idzie po kolei, aż dochodzi do ciebie - "dopóki nie znienawidzisz samego, samej siebie, nie możesz być Moim uczniem".

         Rozumiecie, chrześcijaństwo rozpoczyna się kiedy uwierzyłem, ale zwycięskie chrześcijaństwo zaczyna się kiedy umarłem. Do momentu śmierci jeszcze świat i ja nie jesteśmy rozerwani, jeszcze świat ma sporo swojego miejsca we mnie. Uwierzyłem, zacząłem iść za Jezusem Chrystusem, ale moje rozstanie ze światem jeszcze się nie rozegrało w pełnym akcie zerwania przez śmierć. A więc Duch Święty prowadzi do krzyża, do śmierci.

         Otwórzmy na chwilę Ewangelię Jana 19,16-18:

         „Wtedy to wydał go im na śmierć krzyżową. Wzięli więc Jezusa i odprowadzili go.”

         Wtedy to wydał go im na śmierć krzyżową. Wzięli więc Jezusa i odprowadzili go.

         „A On dźwigając krzyż swój, szedł na miejsce, zwane Trupią Czaszką, co po hebrajsku zwie się Golgota,  gdzie go ukrzyżowali, a z nim innych dwóch, z jednej i z drugiej strony, a pośrodku Jezusa.” 

         Widzicie, jeśli ten krzyż nie wbije się głęboko w całe nasze jestestwo, my nie mamy świadomości tego co tam się stało. To jest dla nas obraz daleki od naszego codziennego życia. Ale kiedy to duchowo, w mocy tego wykonania wejdzie w nas, przebije powłokę naszej cielesności, przebije powłokę naszego zamknięcia, naszego cielesnego grobu, przebije te wszystkie kamienne przeszkody i wbije się w twoje, moje sumienie, wtedy rozpoczyna się moc krzyża, wtedy rozpoczyna się dzieło krzyża w nas. Wtedy nie chodzę i nie myślę: "O, ten mi coś zrobił, tamta coś mi zrobiła, dlaczego oni mnie tak traktują, przecież powinni mnie inaczej traktować, dlaczego oni w ten sposób do mnie podchodzą, a dlaczego nie podchodzą w ten sposób?" Tak chodzi człowiek, który jeszcze nie zna mocy krzyża niszczącego stare człowieczeństwo. To musi zniszczyć nas. Krzyż jest po to by zniszczyć nas, żeby już nas nie bolało, gdy ludzie nas za nic mają. Nie musimy szukać tego, żeby ludzie mieli nas za nic. Ale jeśli będziemy szli z mocą krzyża działającego w nas, to już nie będzie nas to bolało. Umarłego możesz położyć na środku drogi i nie boi się, już go nie boli. 

Jan 14:23