PO CO OJCIEC POSŁAŁ NAM SYNA - 30.07.2016 wieczorne
PO CO OJCIEC POSŁAŁ NAM SYNA - 30.07.2016 wieczorne część 1
Mówiliśmy o powierzaniu, o tym w jaki sposób Bóg chce, abyśmy doszli do stanu, w którym my powierzamy się Jemu. Nie jest to łatwe, widzimy, że im bliżej końca tych ziemskich wydarzeń, tym więcej przeciwności staje nam na drodze. Musimy zdać sobie również sprawę jakie było pragnienie Boga, kiedy posyłał nam Swego Syna Jezusa Chrystusa. Co On chciał przez to dla nas osiągnąć? To jest takie pytanie, że wydawałoby się, że wszyscy o tym wiemy, ale gdy chodzi później o doświadczenie, żeby osiągnąć ten cel, to człowiek bardzo często gubi gdzieś tą wartość posłania nam Syna przez Ojca. Rozumiecie, że można czasami dojść do tego, że człowiek literalnie wie po co Bóg posłał nam Syna, ale człowiek bardzo słabo orientuje się w tym w swoim codziennym doświadczeniu życia. Po co nam posłał Syna? Wiemy, że stary człowiek nie sprawdził się, że zawiódł na całej linii. Nawet najlepszy człowiek zawiódł. Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej.
Bóg, więc posyła nam Syna, żeby dać nam możliwość innego człowieczeństwa. Żeby stare miało gdzie umrzeć, powstał krzyż - śmierć starego człowieka na krzyżu Golgoty, śmierć grzesznika, każdego z nas w Jezusie Chrystusie, który przyjął nasze grzechy na siebie. Potem zmartwychwstanie i otworzenie drogi do nowego człowieczeństwa. Nowy człowiek z nowymi możliwościami, z otwartym niebem. Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.
Co Bóg chciał osiągnąć posyłając Syna? Rozumiecie, że człowiek ma zawsze tendencje do tworzenia religii. Ludzie już od dawna, dawna tworzyli różne religie, żeby skupiać się w nich i w różny sposób myśleli o Bogu i tworzyli sobie tego boga. Ale kiedy Ojciec posyła nam Syna, to co On chce z nami osiągnąć? Czy On osiąga to z nami? Czy pozwalamy Bogu na to, żeby On uczynił to co chciał uczynić w każdym z nas, kiedy posyłał swego Syna? Czy otworzyliśmy Mu wszelkie możliwości ku temu? To co powiedzieliśmy na koniec porannego zgromadzenia - czy powierzyliśmy się Bogu, ufając Jemu, że On to najlepiej uczyni? Czy odpoczęliśmy od siebie samych? Czy odpoczęliśmy od swoich strachów, lęków, obaw, od swoich żarliwości, od swoich lenistw, od różnych rzeczy? Czy odpoczęliśmy od tego kim się urodziliśmy z ciała? Wiemy, że po rodzicach wzięliśmy ciało grzechu, a więc ciało różnych pożądliwości, pragnień, spełnień, różnych, różnych rzeczy.
Wiecie, na wiele pytań ludzie chcieliby mieć odpowiedź i chcieliby znaleźć tą odpowiedź, a bardzo często na najważniejsze pytania człowiek nie szuka odpowiedzi w swoim codziennym życiu.
List do Filipian 2,12.13:
„Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie.”
Bóg podjął się, żeby wzbudzić w nas swoje własne chcenie i swoje wykonanie. Co potrafi uczynić Bóg? Nasze oczy widzą stworzenie Boże, widzimy siebie nawzajem jako stworzenie Boże. Co Bóg potrafi uczynić? Czy człowiek chce poznać Boga w Jego działaniu? Czy chcesz poznać Go na sobie samym, na sobie samej, co Bóg potrafi uczynić? Czy chcesz nadal poznawać Boga w swoim nowym życiu? Czy jest to dla ciebie czymś najbardziej fascynującym, co spotkało ciebie na ziemi – możliwość poznawania Boga i doznawania tego, co On potrafi uczynić, poznawania na sobie samym Jego możliwości? Nie musisz po to wyruszać w daleką podróż, nie musisz wejść na najwyższą górę, musisz chcieć poznać Boga.
I kiedy to chcenie było w apostole Pawle, czytamy to w Liście do Filipian 3,1-12:
„Ponadto, bracia moi, radujcie się w Panu. Pisać do was jedno i to samo nie przykrzy mi się, dla was zaś jest to zabezpieczeniem. Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się przesady w obrzezywaniu. My bowiem jesteśmy obrzezani, my, którzy czcimy Boga w duchu i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a w ciele ufności nie pokładamy. Chociaż ja mógłbym pokładać ufność w ciele. Jeżeli ktoś inny sądzi, że może pokładać ufność w ciele, to tym bardziej ja: obrzezany dnia ósmego, z rodu izraelskiego, z pokolenia Beniaminowego, Hebrajczyk z Hebrajczyków, co do zakonu faryzeusz, co do żarliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany. Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania. Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa.”
Widzicie, człowiek może zanudzić się w chrześcijaństwie i szukać później atrakcyjności w świecie, ale człowiek, który poznaje Jezusa nigdy nie będzie doznawał znużenia, ponieważ poznawanie Jezusa jest najbardziej wspaniałym, najkosztowniejszym poznawaniem. Kosztując Jego, poznajesz coraz więcej kim On jest, kiedy dokonuje swoje dzieło w tobie. Widzicie, nasze ciało jest mdłe i uczniowie spali kiedy Jezus walczył. Ludzie potrafią spać nawet wtedy kiedy ktoś walczy o ich wieczność, ponieważ myślą sobie: "No cóż pozostaje jak zasnąć." Ale Pan mówi: "Nie zaśnij, tylko odpocznij", to znaczy nie śpij, tylko odpoczywaj. To jest innego rodzaju zalecenie, bo kiedy śpimy, to wtedy w nocy śpimy. A tak nie ma być, mamy być czujni i trzeźwi, mamy uczyć się.
Jak bardzo widzisz to w swoim życiu - potrzebę poznawania Boga? Widzicie, chrześcijaństwo staje się bardzo niebezpieczne dla ludzi, jeśli oni nie pragną poznać Jezusa Chrystusa. Czytając Biblię, do pewnego momentu może coś poznajesz. Ale później, już to przeczytałeś, to przeczytałaś i co jeszcze możesz tam przeczytać? I raptem okazuje się, że tak potężne prawdy mijasz, idziesz dalej i nie czujesz, nie doznajesz, co one do ciebie mówią. Ale kiedy poznajesz Pana, wtedy doznajesz jak wiele znaczy dla ciebie to co przeżywali ci ludzie już przed nami. Jak potężne było pragnienie - poznać Pana. W sumie całe chrześcijaństwo apostoła Pawła, to było poznawać Jezusa jeszcze więcej. Poznać Go w doświadczeniu, kiedy przeprowadza przez różne próby, w jaki sposób daje mądrość wypowiedzi, jak pozwala docierać do ludzi, jak otwiera serca.
„Bracia, ja o sobie samym nie myślę, że pochwyciłem, ale jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie. Ilu nas tedy jest doskonałych, wszyscy tak myślmy; a jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi; tylko trwajmy w tym, co już osiągnęliśmy. Bądźcie naśladowcami moimi, bracia, i patrzcie na tych, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie.” Filip.3,13-17.
Wiecie, kiedy człowiek nawraca się, bardzo często jest tak, że kiedy otwierają się te drzwi wiary i człowiek zaczyna patrzeć i podziwiać, i doznawać odpowiedzi tego Chrystusa, którego nie widzi, jest zafascynowany, opowiada ludziom, mówiąc: „Wiesz, ten Chrystus żyje, ja myślałem, że to po prostu jest bajka, a On żyje, ponieważ On odpowiada, On działa.” Ale po jakimś czasie człowiek coraz bardziej układa się, układa i zasypia duchowo w chrześcijaństwie. Już ten Jezus nie jest fascynujący, już człowiek mówi: "To wiem, to czytałem, co jeszcze nowego, chyba już więcej się nie dowiem, z tym miałem już do czynienia, z tym miałam już do czynienia". I później widzisz, jak to chrześcijaństwo robi się takie byle jakie. Powodem jest tylko to, że człowiek przestał potrzebować poznawać Pana.
Co zrobił apostoł Paweł, żeby więcej poznać Jezusa? Wyruszył za Tym, który powołał go i także zaczął doznawać podobne rzeczy, które On też doznawał.
Księga Rut 1,15.16:
„Następnie rzekła Noemi: Oto twoja szwagierka wraca do swojego ludu i do swojego boga; zawróć i ty za swoją szwagierką. Lecz Rut odpowiedziała: Nie nalegaj na mnie, abym cię opuściła i odeszła od ciebie; albowiem dokąd ty pójdziesz i ja pójdę; gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam; lud twój - lud mój, a Bóg twój - Bóg mój.”
Widzicie, ta Moabitka miała taką potężną mądrość, takie potężne chcenie bycia z Noemi. Ona była gotowa opuścić swój rodzinny dom, swojego ojca, matkę, może rodzeństwo, znajomych i wyruszyć z Noemi w nieznane. Dlaczego? Dlaczego nie zrezygnowała tak jak Orpa? Bo to było dla niej cenniejsze od wszystkiego innego. Za Jezusem naprawdę idzie się, kiedy to kim On jest, jest cenniejsze od wszystkiego. Zwróćcie uwagę, że chrześcijaństwo nie da rady być chrześcijaństwem przez ileś lat, jeśli Jezus nie będzie cenniejszy od wszystkiego, jeśli kosztowność Chrystusa nie będzie cenniejsza, gdy nie będziesz miał, miała już zamiaru zamieszkać tam gdzie On, aby Bóg Jego był twoim Bogiem. Jezus odchodząc powiedział: „Idę do Boga mego i do Boga waszego, do Ojca mego i do Ojca waszego”. A więc chcenie, pragnienie, dążenie, szukanie, chodzenie za Nim, nieustanne wykorzystywanie czasu, by poznać Go jeszcze więcej w tym, co On zrobi w tym momencie, co On zrobi w tamtym.
Ludzie nie idą dalej za Jezusem, ponieważ uznają, że ich chrześcijaństwo jest na tyle już wystarczające, że nie potrzebują poznać Go w następnych rzeczach, a wręcz nawet chyba boją się pójść dalej, bo obawiają się co się może stać. Zaczynają już chodzić koło tego co wcześniej zostało zdobyte. Tak samo jakby ta Rut chodziła sobie koło tego, że była przecież żoną jednego z ludu wybranego. Ale jej serce było w kierunku Boga. I zwróćcie uwagę, do czego doszła Rut idąc za Noemi? Doszła do tego, że była prababką Dawida, króla w Izraelu. A potem była w rodowodzie Jezusa. Skąd ona mogła wiedzieć? Nie wiedziała o tym, ale jej pragnienie było czyste i Bóg przyznał się do tego. A więc chciała być tam. Później została doceniona i powiedziano o niej, że jest dzielną kobietą. Boaz był bardzo bogatym człowiekiem, ale Dawid już nie urodził się w bogatym domu. Dawid miał jednakże inne bogactwo - on miał serce według serca Bożego. To było bogactwo Dawida, był bardzo bogaty. Potrafił wiele znieść, wiele przebaczyć, poznając Boga w doświadczeniach, na które napotkał. Nabywał coraz więcej świadomości jak potężny jest Ten, który zajął się nim.

