DZIECKO BOGA - 17.07.2016
DZIECKO BOGA – 17.07.2016 – część 5
Wiecie, gdyby na początku drogi powiedział mi Bóg, co mnie czeka w chrześcijaństwie, pewno nie ruszyłbym się z miejsca. Ale Bóg nie mówi o tym na początku, raczej buduje z nami taką społeczność, żebyśmy zaufali Mu nawet wtedy kiedy już to jest przeciwko nam – „choćby mnie zabił, ufam”. To jest człowiek, który dochodzi do punktu, mówiąc: „Bóg co by nie zrobił, to i tak będzie dla mojego dobra”.
„Sprawiedliwy mój sługa wielu usprawiedliwi i sam ich winy poniesie. Dlatego dam mu dział wśród wielkich i z mocarzami będzie dzielił łupy za to, że ofiarował na śmierć swoją duszę i do przestępców był zaliczony. On to poniósł grzech wielu i wstawił się za przestępcami.” Izaj.53,11b.12.
Podążanie za Nim nie jest łatwe, ale jest jedyne, słuszne i prawdziwe. A więc porzućmy religijne myślenie, że jesteśmy jakąś częścią organizacji, jakiejś religijnej struktury, w której jesteśmy. To jest złe myślenie. My jesteśmy żywą częścią ciała Jezusa Chrystusa, o którą On osobiście będzie troszczył się, żebyśmy byli coraz bardziej według Jego upodobania. Nie jesteśmy żadną organizacją, jesteśmy częścią Jezusa Chrystusa, o którą On sam troszczy się i dysponuje nią jak chce. Zakończ swoje mrzonki o twojej wolności, oddaj swoją wolność Chrystusowi. On pomoże, wesprze, przeprowadzi, wszystko uczyni, nie obawiaj się. On jest gotów uczynić to co jest potrzebne. Jego działania mogą wydawać się nam dziwne.
I tak jak mogliśmy spotkać się z tym doświadczeniem. Pewne doświadczenia, które nastąpiły w życiu Kamila, mogłyby wyglądać w ten sposób, ale konsekwencja wydarzeń okazała się zupełnie inna. A więc w życiu każdego z nas, pewne wydarzenia wyglądają dziwnie. Czasami nawet zamknięcie jakiegoś dziecka Bożego do więzienia wyglądało dziwnie. Za co go tam wsadzili? A w tym więzieniu okazało się, że Bóg miał do wykonania pracę dla tego kogoś. A więc dziecko Boże w sumie nigdy nie ma straconego czasu. Zawsze ten czas wypełnia Bóg. Niech Bóg pomoże nam o tym pamiętać. Nie szukajmy aplauzu tego świata, nie szukajmy, żeby podobać się temu światu, bo jak będziemy chcieli podobać się temu światu, będziemy musieli usuwać obraz Chrystusa, usuwać życie Jezusa ze swojego życia. Inaczej nie można podobać się temu światu. Będziemy musieli zmieniać swoje życie, a więc zamykać Jezusa w więzieniu, aby świat nie widział Go w naszym życiu.
Nieraz mówiliśmy o tym ludziom, którym głosiliśmy ewangelię, że nie jest to łatwo czynić w tym kraju, a oni mówili, że tak nie jest, i że jak oni będą głosić o Chrystusie, to wszyscy będą zadowoleni". Mówiliśmy: "Idź i zobacz". I ktoś szedł i zaraz po tym doświadczeniu mówił: „Ty, ja nie wiedziałem, że mówienie o Jezusie jest u nas w takiej nienawiści.” Człowiek wyobrażał sobie, że jak będzie mówił o Jezusie, to wszyscy będą szczęśliwi, zadowoleni. Myślał sobie, że przecież oni wszyscy na to czekają. I już po pierwszych rozmowach z nimi o Jezusie okazuje się, że człowiek mówi: „Ty, ja nie wiedziałem, że oni są tak niechętni, że tak mało ludzi jest chętnych, żeby posłuchać ewangelii.” Tak to wygląda, taki jest świat i tacy my byliśmy, gdy byliśmy w świecie. Gdy ktoś nam mówił, patrzyliśmy jak na głupka, na człowieka, który zgłupiał i traci życie. Taka jest ocena świata. I tak samo patrzyli wtedy na Jezusa chodzącego.
Nie uciekaj od tego, gdy coraz bardziej tak będą patrzeć na ciebie z powodu tego, że coraz bardziej twoje życie jest podobne do Jezusa. Wiecie, niektórzy ludzie wchodzą w cierpienia z powodu swoich grzechów i mówią: "O, zobacz jak ja cierpię, jak ja znoszę te cierpienia". Z powodu grzechów to nic nie daje, to nie jest prawdziwe cierpienie. Z powodu Chrystusa - to jest jedyne cierpienie, które przekształca nas coraz bardziej i bardziej. Doznaj ochoty, gdyż On przyszedł z nieba, żeby ciebie i mnie zbawić. On nie będzie cię potępiał, ani oskarżał, nawet kiedy coś ci się nie udawało, kiedy zgłupiałeś, zgłupiałaś i zacząłeś, zaczęłaś Go zakrywać. On mówi: "To jest złe, to musi skończyć się. Pomogę ci zmienić to, pomogę ci wygrać bitwę z tym, który cię gdzieś oszukał i wlał w twoje serce zwątpienie, ale na pewno nie mogę zostawić cię w tym stanie." I wewnątrz siebie doznajesz, że najpiękniejsze co chciałbyś czy chciałabyś w swoim życiu, żeby zawsze móc spokojnie mówić o Jezusie w każdej sytuacji, w każdym miejscu.
I powiem jeszcze jedną rzecz, żeby też nikt nie czuł się potępiony, czy oskarżony, mówię to z doświadczenia – to głównie my sobie nawzajem odbieramy siły, nie świat. My chrześcijanie odbieramy sobie siły przez wzajemne atakowanie się, oczernianie, złe myślenie o sobie. My sobie odbieramy siły. Bo kiedy nawracamy się i rodzimy, to mamy taką ochotę zwyciężać świat z jego pokuszeniami, czynić dobro, żeby zbawiać tych ludzi. Ale potem w środku te wewnętrzne bitwy, te dziwne działania ludzkie, te walki o stołki, te walki o pozycje, powodują, że ludzie zaczynają niszczyć się nawzajem i później idziesz na zgromadzenie, i nie wiesz co cię tam czeka tak naprawdę. Od świata wiesz, a między wierzących nie wiesz. I to jest to czego Pan nienawidzi i nie chce tego. Ale diabeł bardzo to lubi, ludzi, którzy opuszczają teren zwycięskiego życia, a potem kiedy mówią, wygląda jakby żyli w zwycięstwie.
Dlatego mówiliśmy o autentyczności, rzeczywistości tego w jakiej pozycji ktoś jest. Rozumiecie, przyszedł faryzeusz i celnik. Jeden mówił wydumaną modlitwę, na którą Bóg nawet nie wejrzał, a drugi modlił się z pozycji, w której rzeczywiście był i Bóg wysłuchał. Bogu nie zależy na tym, żeby tworzyć wydumane rzeczy. Chodzi o prawdę. Jeśli jesteś w takim stanie, przyjdziesz do Boga, On nie jest wrogiem, przebaczy, oczyści, pomoże iść dalej. Musimy wygrać w tej bitwie, musimy zobaczyć, że droga, którą jest Chrystus będzie prowadziła nas do coraz trudniejszego życia na ziemi, nie do coraz łatwiejszego. Ale z drugiej strony będzie nam coraz łatwiej poruszać się. Przeciwników będziemy mieli coraz więcej. Jak myślicie, ilu przeciwników miał Paweł gdy się nawracał? A ilu miał kiedy kończył swoje życie? Myślę, że przeciwników pewnie było więcej niż on nawrócił ludzi do chrześcijaństwa, bo nawet spośród tych nawróconych stawali się jego przeciwnikami.
Jeśli zbór, Kościół ma się uratować to musimy wzrastać w łasce u Boga i u ludzi. Musimy wzrastać, poruszać się dalej i dalej. I niech Bóg będzie z tobą i ze mną w tym, abyśmy patrząc na tego Chrystusa, zdawali sobie sprawę, że z tym Chrystusem na pewno nie będziemy podobać się światu. Na pewno. I z tym Chrystusem na pewno nie będziemy podobać się ludziom religijnym. Na pewno. Komu będziemy sie podobać? Bogu. I o to tu właśnie chodzi. Syn podobał się Ojcu. Ojciec miał w Nim upodobanie. Niech Bóg będzie z tobą i ze mną.
Nie potępiaj się i nie oskarżaj. Nie o to chodziło tu, kiedy mówiliśmy o tym. Chodziło o zachętę, że na tej drodze nie możemy uwsteczniać się. Widzę nieraz braci i siostry, którzy zachowują się coraz mniej przyjemnie wobec innych braci i sióstr. To nie jest wzrost, to nie jest rozwój. Rozumiecie, jeśli po iluś latach ktoś myśli pysznie o sobie, że jest taki wspaniały, wspaniała, że bez tego człowieka to wszystko by się zawaliło, to nie jest rozwój Chrystusowy. Pan Jezus codziennie był do dyspozycji Ojca, nie okazjonalnie. My też bądźmy do dyspozycji Pana naszego Jezusa Chrystusa codziennie. Wtedy, kiedy my wzrastamy, jesteśmy coraz bardziej podobni do Chrystusa, to ludzie, którzy potrzebują Jezusa, kiedy spotkają nas na swojej drodze, zaczną ochotniej patrzeć w kierunku nieba. Zobaczą, że jest możliwe nie bać się iść dalej. Niech Bóg będzie z tobą i ze mną w tym wspaniałym doświadczeniu, do którego powołał nas Bóg.
Wiecie, kiedy zbór naprawdę rośnie, on staje się coraz większą ohydą na tej ziemi i kiedy przychodzą ludzie ze świata, patrzą: "co ci ludzie, oni powariowali wszyscy, żeby stawać przed Bogiem tyle czasu, czy klękać czy cokolwiek innego, tak się poniżać, co oni z siebie robią?" Widzicie nieraz tych wierzących ludzi, którzy siedzą sobie gdy się modlimy, ponieważ "gdzie się będą poniżać, na kolana, kto to widział?" Myślą sobie: "jacyś dziwni ludzie, umartwiają się widocznie". Mogą myśleć różne rzeczy.
Ale zobacz Jezusa, jak On modli się do Ojca. On leży na twarzy. Syn Boży leży na twarzy i woła do Ojca. Głębiej nikt z nas nie umie się uniżyć. Możemy uczyć się, poznawać uniżenie Chrystusa i dobrze byłoby, żebyśmy poznawali je coraz bardziej. Wiele mamy do poznania w Panu. Niech Bóg pomoże tobie i mnie. Nie wiem ile życia ci zostało, ale tyle ile ci zostało, przeznacz na poznawanie Ojca i Syna. Amen.

