DZIECKO BOGA - 17.07.2016

DZIECKO BOGA – 17.07.2016 – część 3

Otwórzmy na chwilę 1List do Koryntian 1,18-24, później wrócimy jeszcze do Izajasza.

         „Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą. Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę. Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie. Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują, my zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, natomiast dla powołanych - i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą.”

         I to co powinno nas, jako Boży lud zawsze oznaczać: "Panie, pomóż mi przyjąć Ciebie więcej, pomóż mi nie cofać się przed tym pięknem Twego Syna, którym wzgardza ten świat. Daj mi odwagę, Boże, pozostać i oczekiwać Twojego dalszego wpływu na moje życie, żebym sam nie uciekł od Twojego piękna i nie dołożył do szlachetności Chrystusa swojej ohydy, żeby świat nie patrzył na mnie tak źle".

         „Bo głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza niż ludzie.  Przypatrzcie się zatem sobie, bracia, kim jesteście według powołania waszego, że niewielu jest między wami mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu wysokiego rodu,” 1Kor.1,25.26.

         Pamiętacie co o Jezusie mówili. „Gdzie On się tego nauczył, przecież nie chodził do szkół”. Dziwili się Jego mądrości, bo przecież nie chodził do ich szkół, a tym co mówił, byli sami zaskoczeni. A więc kiedy dziećmi Bożymi jesteśmy, wchodzimy w to samo doświadczenie. Bóg, który przemawia przez nas, okazuje Swoją mądrość wobec tego świata. Wtedy już nie my mówimy, lecz Bóg mówi w nas. Ale żeby tak było, to my musimy pozostać dla Niego. A więc Jezus nie chodził do żadnych szkół, nie był uczonym, pochodził z ubogiego domu, nie był bogaty. Niewielu możnych. Nie był wysokiego rodu, nie urodził się z jakiejś księżniczki, urodził się w rodzinie cieśli. Czytajmy dalej:

         „ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne,  i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg,” 1Kor.1,27.28a.

         Masz opis Jego Syna, Jezusa Chrystusa. To co w Chrystusie Bóg wybrał sobie. To co nie ma wysokiego mniemania o sobie, co nie doznaje, że jest jakieś możne, bogate, nie ma jakiegoś wielkiego imienia, którym mogłoby się cokolwiek chlubić, ale jest wzgardzone. To wybrał Bóg.

         Wiecie, my powinniśmy jak najwięcej pomóc sobie nawzajem w tej sprawie, nie przez to, że my chcemy namówić siebie do odstępstwa od Chrystusa. Wielu demonstruje i pokazuje to, że można żyć po swojemu i jest się chrześcijaninem, chrześcijanką. Żebyśmy nie głosili fałszywej ewangelii swoim życiem, ale głosili prawdziwą ewangelię - chcemy być jak Jezus, to nas interesuje. Chcemy nawzajem modlić się o to, chcemy szukać Pana, żeby być jak On, łącznie ze wzgardą.

         „w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić,” 1Kor.1,28b

         A więc skąd to wysokie mniemanie o sobie, czy myślenie o sobie, że jestem lepszy, czy lepszą, cokolwiek, jeśli w Jezusie tego nie widzimy? Rozumiecie, Żydzi myśleli, że Mesjasz to będzie wódz, który uwolni ich z niewoli Rzymian, czy czegokolwiek innego. Maria mogła myśleć, że dziecko z tego Boga Ojca będzie piękne i wspaniałe, otoczone całą troską i wszystko będzie się wokół niego działo. A patrzy, że wszystko wygląda inaczej, wszystko inaczej. Chrześcijaństwo to jest wszystko inaczej niż myśleliśmy. My nigdy nie znaliśmy tej drogi, zaczynamy uczyć się jej i uczymy się jej dalej. Nigdy wcześniej tędy nie szliśmy. My to rozpoznajemy i jeśli nie będziemy dalej poznawać Jezusa, jeśli uznamy, że ta droga już nam nie pasuje, wtedy zatrzymamy się i zaczniemy się cofać. Słowo Boże mówi, że Bóg nie ma upodobania w tych, którzy się cofają i giną.

         Chodzi, więc o to, żeby dalej iść do przodu. „Panie, ja wiem, moje nogi mi drżą, wszystko we mnie boi się, ale Ty w mocy Swojej prowadź mnie dalej.” My nie chcemy oskarżać się nawzajem, potępiać. My chcemy, aby  ten jeden Chrystus napełniał nasze pragnienia, abyśmy chcieli być jak On. Po to On przyszedł. Nie mniemajmy, że ludzie będą otaczać nas niewiadomo czym. Na pewno będą to w jakiś sposób doceniać, ale będą to też nienawidzić. Cenili Jezusa kiedy czynił im dobro, ale nienawidzili Go za to co mówił i jak żył.

         Mógłbym spytać się jak małych dzieci: „Kim chcesz być bracie, siostro?” I to jest właśnie to na co musimy sobie odpowiedzieć. Być jak On i tylko to powinno nas interesować i w tym kierunku powinniśmy się modlić o siebie, troszczyć, starać, ponieważ po to właśnie On przyszedł. Bóg mógłby dać mu ciało pięknego chłopczyka, pięknego młodzieńca, pięknego mężczyzny, za którym oglądałyby się kobiety i myślałyby sobie, że jaki wspaniały i jeszcze cuda czyni. One wiedziały, że On czyni cuda, one widziały co On czyni, ale Jego wygląd nie był przyjemny, nie podobał się oczom. Jeśli ktokolwiek szedł za Nim, szedł dlatego, że odkrył Jego szlachetność, Jego czystość, Jego świętość, Jego miłość, Jego uczciwość, Jego ochotę, żeby podnieść człowieka z niemocy i dać mu życie. I to samo za chrześcijaninem, czy chrześcijanką nie powinni iść ludzie z powodu wyglądu zewnętrznego, ale z powodu tego, co w środku, tego wewnętrznego, szlachetnego człowieka, Chrystusa Jezusa. To jest najważniejsze. Nie znaczy to, że nie mamy dbać odpowiednio o siebie. Mamy wyglądać czysto, schludnie, mamy dbać o Bożą świątynię, ale nie tak jak ludzie tego świata. Nie biegać za modą tego świata, nie chodzić jak żebrak, ale jak ten, który ma od Boga to co potrzebne, żeby wyglądać schludnie, czysto i tak, żeby nie hańbić imienia Pańskiego. Świat może ubierać się jakkolwiek, jak chce, a dzieci Boże pamiętają, że należą do Boga. To, że to nie jest według naszego myślenia, nie znaczy, że Bóg nie chce, żebyśmy to posiedli. Bóg chce, żebyśmy to posiedli, Bóg chce, żebyśmy takimi właśnie byli.

         Otwórzmy na chwilę Ewangelię Jana 8,40:

         „Lecz teraz chcecie zabić mnie, człowieka, który wam mówił prawdę, którą usłyszałem od Boga.”

         Jezus powiedział, że mówi to co usłyszał od Boga, nic innego nie mówił. Inaczej, Jezus mówi: "Szkoła moja jest u Ojca w niebie. Ojciec nauczył mnie co mam mówić." Gdzie jest twoja i moja szkoła? Czy ona jest w niebie? Tam siedzi nasz Nauczyciel i On uczy nas jak żyć przez Ducha, który jest nam posłany, aby wprowadzić nas w rozkazy, które otrzymaliśmy. Wspaniały Chrystus i wspaniały Kościół.

         Ewangelia Jana 7,18:

         „Kto od siebie samego mówi, ten szuka własnej chwały; ale kto szuka chwały tego, który go posłał, ten jest szczery i nie ma w nim nieprawości.”

         A więc Ojciec posłał, Ojciec nauczył, i Ojcu za wszystko oddawał Syn chwałę.

         Ewangelia Jana 3,11-15:

         „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, co wiemy, to mówimy, i co widzieliśmy, o tym świadczymy, ale świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeśli nie wierzycie, gdy wam mówiłem o ziemskich sprawach, jakże uwierzycie, gdy wam będę mówił o niebieskich? A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy, i jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.”

         A więc Chrystus Jezus mówi o sobie: „Ja przyszedłem do was z nieba. Ja odejdę z powrotem do nieba, aby wrócić po was”. Ale na ziemi, niech Bóg da nam siłę. Módlmy się o siebie szczerze i prawdziwie, nie pozwólmy, żeby fałszywi nauczyciele wykręcili, wypaczyli obraz Chrystusa. On jest jeden i cały czas ten sam. A my mamy możliwość wspierać się nawzajem w tym jednym kierunku. Im bardziej będziesz podobny, podobna do Chrystusa, tym więcej będziesz cierpieć i więcej będziesz Go znać. W tej szkole zawsze cierpienie równoważy się z poznawaniem. To nie jest szkoła przyjemniaczków, którzy sobie chodzą do tej szkoły dla przyjemności ciała. Tam ciało niezbyt dobrze siedzi na lekcjach. Ale człowiek, który chce być jak Jezus, ma serce, aby przyjąć to Słowo, to nauczanie Pańskie. Kosztem jest zniewaga, wzgarda, odrzucenie.

Jeśli szukasz w świecie przyjaźni, to stajesz się nieprzyjacielem Boga, bo w świecie nie znajdziesz jej. Chyba, że odwracasz się od Boga. Świat nie zaakceptuje Chrystusa inaczej, dopóki nie zobaczy w Nim Zbawiciela i sam nie padnie na kolana przed tym Chrystusem. Wszelka przyjaźń ze światem to jest zniewaga wobec Boga, bo świat należy do diabła. Dzieci Boże wiedzą o tym. Jezus przyszedł zbawić świat, ale nie był przyjacielem w takim sensie, że był podobny też do świata, żeby nie było różnicy, żeby ten świat też nie myślał, że Ja jestem taki inny. On cały czas był inny i ta inność właśnie spowodowała, że umarł za mnie i za ciebie na krzyżu.

         A więc Jego prawdziwym pięknem, Jego siłą było posłuszeństwo Ojcu. I to samo jest z nami, dziećmi Bożymi. Prawdziwą siłą dziecka Bożego jest posłuszeństwo. Prawdziwie silne dziecko jest posłuszne swemu Ojcu. Taką siłę miał Jezus i w tej sile, w posłuszeństwie doszedł do doskonałości. Świat żyje w nieposłuszeństwie i myśli sobie, że jest w tym mocny i ma siłę. To jest właśnie nędza tego świata. Ale prawdziwa siła jest wtedy, kiedy możemy słuchać Boga i według tego postępować.

         Czytamy dalej Księgę Izajasza:

         „Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz,” Izaj.53,3a.

         Jezus mówi: „Uczniowie, wy będziecie jak Ja i to samo co Ja doświadczałem przyjdzie na was.” Niech Bóg pomoże nam. Gdy coś takiego w pewnym momencie spada od świata, również religijnego, religijny świat też kpi z Jezusa, to człowiek zaczyna myśleć: „Może mi się coś pomyliło, może mnie wydaje się, że tak powinno być. Przecież nie może tak być, że ja, dziecko Boże, tylko cały czas wywołuję konflikty i ludzie są źli na mnie, niechętni, czy cokolwiek innego. Powinno inaczej być, że ludzie powinni być zadowoleni, że jestem między nimi, a stale mają kłopot ze mną.” A czy mieli kłopot z Jezusem? No też mieli. A z solą jest kłopot, kiedy idzie na ranę? Rozumiecie, jest kłopot. A z czystym sumieniem ludzie mają kłopot, kiedy chcą żyć w nieczystości? Im bardziej my jesteśmy podobni do Jezusa, tym bardziej świat będzie miał z nami kłopot. I właśnie to jest ten moment, żeby nie zatrzymać się, żeby iść dalej, umacniać się bracia i siostry, modlić się o siebie, a nie stawać się chrześcijanami, którzy latami siedzą na stołkach i nie rosną. To już jest ograniczenie, bo człowiek nie chce narazić się światu, a więc woli pozostać. „Ja to jestem takim chrześcijaninem drugiego sortu”. Już mówiliśmy, nie ma drugiego, jest tylko jeden - na podobieństwo Chrystusa.

Jan 14:23