DZIECKO BOGA - 17.07.2016
DZIECKO BOGA – 17.07.2016 – część 2
I kiedy widzimy Marię w następnej sytuacji - Ewangelia Łukasza 2,39-50:
„A gdy wykonali wszystko według zakonu Pańskiego, wrócili do Galilei, do miasta swego Nazaretu. A dziecię rosło i nabierało sił, było pełne mądrości, i łaska Boża była nad nim. A rodzice jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. I gdy miał dwanaście lat, poszli do Jerozolimy na to święto, jak to było w zwyczaju. A gdy te dni dobiegły końca i wracali, zostało dziecię Jezus w Jerozolimie, o czym nie wiedzieli jego rodzice, a mniemając, iż jest pośród podróżnych, uszli dzień drogi i szukali go między krewnymi i znajomymi. I gdy go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy, szukając go. A po trzech dniach znaleźli go w świątyni, siedzącego wpośród nauczycieli, słuchającego i pytającego ich. A zdumiewali się wszyscy, którzy go słuchali, nad jego rozumem i odpowiedziami (odnoszeniami do ich odpowiedzi). I ujrzawszy go, zdziwili się. I rzekła do niego matka jego: Synu, cóżeś nam to uczynił? Oto ojciec twój i ja bolejąc szukaliśmy ciebie. I rzekł do nich: Czemuście mnie szukali? Czyż nie wiedzieliście, że w tym, co jest Ojca mego, Ja być muszę? Lecz oni nie rozumieli tego słowa, które im mówił.”
I Maria nie rozumiała już, że Ojcem jest ten Bóg, o którym była mowa? Ona nazywała już Józefa ojcem Jezusa. Co się stało? Wiecie, ja myślę, co myślała Maria. Ona mogła tak myśleć, że kiedy Bóg mówi, że urodzi się dziecko, to ono będzie piękne, będzie odróżniało się od wszystkich dzieci, i to będzie wspaniałe dla niej doświadczenie. Będzie mogła pokazać go wszystkim i powiedzieć: to mój syn. Ale On nie był piękny, On nie miał urody, był bardziej ludzki niż Boży i wcale nie było się kim chwalić. Bardziej pasował, że ojcem jest Józef, niż Bóg w niebie. W niej następowała zmiana. Dlatego w pewnym momencie widzimy ją dziwnie zachowującą się, jakby straciła rozum, jakby nie pamiętała już jak to się stało. Czasami my też nie pamiętamy jak to się stało. Zaczynamy zastanawiać się, czy to w ogóle Bóg dotarł do nas, a może to jakiś człowiek, może jakiś zwid pojawił się nam w głowie, a może to jakoś po prostu daliśmy się omamić. Nie o takim życiu myśleliśmy w chrześcijaństwie. Zupełnie inaczej myśleliśmy.
Ewangelia Marka 3,21.22:
„A krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów. A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że mocą księcia demonów wypędza demony.”
A potem:
„Wtedy przyszli matka i bracia jego, a stojąc przed domem, posłali po niego i kazali go zawołać.” Ew. Mk.3,31
Wszyscy zjawiają się po Niego. Nie pasuje do koncepcji, która była ustalona w ich głowie. Nikomu On nie pasuje. Czy tobie Jezus pasuje? Czy z Nim doznajesz, że jesteś nowym człowiekiem? Czy nie myślisz może, już o sobie, w ten sposób: „Chyba mi rozum odebrało, że ja dla tego Jezusa poświęcam całe życie. Przecież muszę zająć się pracą, jedzeniem, rodziną, wszystkim po kolei.” Wielu ludzi, chociaż tego nie mówi, tak dokładnie myśli. Jezus nie jest już bogactwem, już się im nie podoba tak jak na początku. Powiem wam, że jeśli komuś Jezus podoba się, to ten człowiek będzie z Nim całe życie. Ale jeśli już przestaje się podobać, to zobaczysz tego człowieka jak jest coraz dalej od Jezusa. Oni wszyscy oddalali się od Niego. Im Jezus szedł bliżej Boga, tym oni byli dalej od Niego. W sumie nikt nie rozumiał Go.
Czy ty rozumiesz Go? Czy przypadkiem z czasem nie zaczynasz uciekać od tego Jezusa, bliżej ludzkości, żeby nie być tak różnym od ludzi tego świata, bo to wstyd by było? I powoli człowiek nie mówi już, że jest dzieckiem Bożym, łatwiej powiedzieć: „jestem wierzącym”. Wszyscy są wierzący. „Dziecko Boże jesteś? I ty masz Boga za Ojca? To święty jesteś?” Lepiej się za daleko nie wychylać, lepiej być takim trochę lepszym człowieczkiem. Po co mają zarzucać: „Ty mówisz, że jesteś dzieckiem Bożym, a robisz to samo co my, tak samo głupio zachowujesz się jak my, z tego samego śmiejesz się, w to samo pakujesz się co chwilę”. Po co mówić, że jestem dzieckiem Bożym. Nazywanie się „Wierzący” jeszcze jakoś zmieści się w tym wszystkim.
A więc wszyscy chcieli Go zabrać od dzieła Bożego do domu cielesnego. Oni myśleli krytycznie: „Co On robi?” A Maria przecież wiedziała, że Jego Ojciec, to jest Bóg w niebie – „Synem Najwyższego będzie nazwany”. Ani Jego wygląd nie pasował jej, ani Jego postępowanie nie pasowało jej, chociaż zachowywała to w sercu swoim co mówił, czy czynił. Zwróciliście uwagę na chrześcijan, którzy dokładnie robią to co Maria? Zaczynają tego Jezusa zamykać gdzieś, żeby On nie wychodził za daleko, za wysoko, żeby nie ujawniał się za bardzo w ich życiu. Trzeba zamknąć Go, trzeba usunąć Go, bo On tworzy taką dziwną otoczkę, że ludzie patrzą na nas jak na głupków. I zaczęli działanie: „Schowaj się Panie Jezu, a teraz my będziemy reprezentowali Cię po swojemu na ziemi”.
A więc nasze wyobrażenie o chrześcijaństwie rozbija się o Bożą rzeczywistość i wtedy wielu ludzi odpuszcza sobie chrześcijaństwo. Nie umieją iść dalej za Jezusem, zaczynają wycofywać się z tego i zaczynają mówić: „Nie mogę tak różnić się od tego świata z każdym rokiem coraz bardziej” i zaczynają odnajdywać stare rzeczy, które uznali ponownie za dobre. Wielu powołanych, niewielu wybranych. A więc uważaj co robisz. Pamiętaj, że chrześcijaństwo nie jest ubrane w płaszczyk piękna, które ten świat będzie podziwiał. Ale z każdym rokiem, im bardziej będziesz przyobleczony, przyobleczona w Chrystusa, ten świat bardziej będzie patrzył na ciebie jak na coś nieprzyjemnego. To jest być dzieckiem Boga. Jeśli spodziewasz się, że wzrastając w łasce u Boga i ludzi, ty będziesz coraz bardziej przyjemny, przyjemna, to jesteś w wielkim błędzie. Światu nie podoba się to co podoba się Bogu. Dlatego im bardziej będziesz podobny do Jego Syna, tym bardziej świat będzie niechętnie na ciebie patrzeć. W oczach świata dzieci Boże coraz bardziej stają się głupcami.
Widzimy, że później Maria i bracia Jezusa, jednakże nawracają się. Są już tam, gdzie Duch Święty zstępuje. Ale Marii nie było łatwo, rozumiecie, nie było jej łatwo. Bo jej myślenie wyglądało właśnie inaczej niż myślenie Boga i było w niej tak jak Bóg powiedział: „Moje myśli, to nie myśli wasze”. Maria była normalną kobietą, człowiekiem. Ona myślała inaczej, niż myśli Bóg. My też myśleliśmy, że to będzie inaczej. Zaczęliśmy chwalić się naszym Jezusem, a ludzie patrzyli na nas jak na głupców i zaczęli mijać nas. Zrozumieliśmy raptem, że to co nam się podoba, im w ogóle nie podoba się. I co wtedy zaczął człowiek robić? Co wtedy człowiek robi? Zatrzymuje piękno Chrystusa, żeby nie różnić się od świata. I co wtedy człowiek robi sobie? Zatrzymuje chwałę. I później masz takich chrześcijan, w których nie widzisz coraz bardziej Chrystusa, tylko coraz bardziej widzisz człowieka, coraz ładniejszego, coraz ładniej ubranego, coraz bardziej modelowane włosy, coraz lepiej pachnącego, cokolwiek. Ale to nie jest Chrystus. Woń Chrystusa to jest zupełnie coś innego niż pachnidła tego świata.
A więc im bardziej stajesz się prawdomówny, tym bardziej świat nienawidzi cię. Świat nienawidzi prawdy. A więc świat żąda od ciebie, żebyś przestał, przestała mówić prawdę, i żebyś zaczął, zaczęła kłamać. Tak jak świat, wtedy będzie dobrze. To jest bitwa.
Czytamy dalej Księgę Izajasza, 53 rozdział:
„Kto uwierzył wieści naszej, a ramię Pana komu się objawiło? Wyrósł bowiem przed nim jako latorośl i jako korzeń z suchej ziemi. Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy i nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać.” Izaj.53,1.2.
Tak samo i Marii. Nie dziwię się jej. Myśląc po ludzku, kiedy nawracałem się, też nie myślałem sobie o tym, że tak wygląda bycie dzieckiem Boga. Wydawało mi się, że cały świat będzie pod wrażeniem przemiany jaka następuje we mnie. A świat zaczął zgrzytać na mnie zębami i żądać zmiany, ale w kierunku świata. I okazywało się, że większym wstydem dla świata było to, że stawałem się podobny do Chrystusa, niż to, że byłem jak świat. Mogłem pić, palić, przeklinać, złorzeczyć, wszystko to mieściło się w normie tego świata. Ale gdy przestałem to robić i zaczynałem mówić o Chrystusie, świat zaczął patrzeć na mnie coraz bardziej z niechęcią - co nam się tu przytrafiła za zakała rodzinna? Rozumiecie, że świat nie może normalnie patrzeć na piękno Chrystusa, bo piękno Chrystusa jest dla świata ohydą. Nie dziw się temu. Jezus przestał być dla ciebie ohydą tylko dlatego, że została w tobie wzbudzona wiara i zacząłeś widzieć w Nim piękno zmiany swojego życia. Zacząłeś odnajdywać w Nim Zbawiciela, Odkupiciela, który może uwolnić cię z tego uzależnienia od egoizmu, od samowoli.
„Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi,” Izaj.53,3a
Wiecie, my często uciekamy od tej wzgardy, boimy się tej wzgardy i dlatego zaczynamy uwsteczniać nasze chrześcijaństwo. My sami zaczynamy zatrzymywać je, ponieważ nie chcemy, aby tak daleko pójść. Rozumiecie? A Słowo Boże mówi, że jak zaczęliśmy iść w Chrystusie, tak idźmy dalej. Ale człowiek boi się iść dalej w Chrystusie, boi się tego co ten świat będzie myślał o mnie czy o tobie. Zobaczcie, że Jezus nie atakował świata, jak wielu ludzi atakuje. Wielu ludzi w szaleństwie tej walki próbuje atakować ten świat i uderzać tym samym jak świat uderza - kontr uderzać na uderzenia tego świata. Ale to nie jest walka Chrystusa, to jest obrona człowieka, który nie wie jak naprawdę bronić się, wtedy zaczyna atakować świat. Jezus nie atakował, Jezus był pośród tego świata zwiastując Królestwo Boże. Wzgardzony i opuszczony.

