Abym sam nie był odrzucony - 07.05.2016r.

Abym sam nie był odrzucony – 07.05.2016r. – część 3

 

1 Koryntian 9 rozdział, zwróćmy uwagę jak do tych słów podszedł apostoł Paweł. Moglibyśmy powiedzieć, że to jest człowiek, który, no przez to, co on uczynił to na pewno ma miejsce w niebie, nie ma nawet co mówić, przecież on na pewno przebił się do nieba, tylu ludzi, zborów założonych, troski, to ten człowiek na pewno ma miejsce w niebie, nie ma nawet alternatywy, żeby nie miał. Ale co on sam o sobie mówi? 9 rozdział od 24 wiersza: „Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci w prawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nie znikomy. Ja tedy tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę na pięści nie jakbym w próżnię uderzał, ale umartwiam ciało moje i ujarzmiam bym przypadkiem będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony”. Widzicie, on wiedział o czym mówił Jezus Chrystus, on wiedział, że jest posłany, aby głosić ewangelię, ale on wiedział, że to mu nie zapewnia wieczności. On wiedział, że służbę ma wykonywać, bo on ją dostał. Jeśli by jej nie wykonywał, to biada mu, ale ta służba nie dawała mu wieczności. Dawało mu to, jego czyste życie z Chrystusem, codzienne życie z Chrystusem, codzienne trwanie w Chrystusie dawało mu tą czystość. A więc gdyby przestał codziennie trwać w Chrystusie, a oparł się na swoich zasługach, to zgubiłby swoją wieczność. Uratowałby może jeszcze iluś ludzi, bo znał prawdę, mógłby ją głosić i ci ludzie by się nawracali, ale on sam pozostałby już nie zbawiony. Można znać prawdę i samemu być po drugiej stronie. Jezus mówił: to co mówią słuchajcie, zachowujcie, ale według ich życia nie żyjcie. Oczywiście Paweł nie mówił o umartwianiu jedzeniem i piciem, bo on w innym miejscu mówi, że cóż to pomoże człowiekowi, jeśli będzie umartwiał swoje ciało zatrzymywaniem jedzenia czy innymi rzeczami. On umartwiał je przez krzyż, on codziennie był martwy na krzyżu, codziennie trzymał siebie w śmierci dla świata, żeby Jezus mógł w nim żyć. Choćbyśmy pościli przez całe swoje życie, a w grzechu zostali to i tak nie wejdziemy do wieczności. Post nie wprowadza do wieczności. Post może być formą zbliżania się do Boga, ale nie oczyszcza nikogo z grzechów, krew Jezusa oczyszcza z grzechów. A więc trwanie w czystości, to jest oczyszczanie się w krwi Chrystusa Jezusa. Boga nie idzie przekupić, Bóg przyjął ofiarę oczyszczającą i to jest krew Jego Syna. Nic więcej nie oczyści nas z naszego grzechu, nic tylko krew Jezusa, nie ma innego środka, nawet fajne przemowy do Boga nic nie zmienią, jeśli ta krew nie oczyści to człowiek pozostaje brudny. Dlatego Jezus wstawia się z własną krwią przed obliczem Ojca za nami, abyśmy my nowe życie prowadzili. Dlatego też nie polegaj na tym, że jesteś już jakiś czas chrześcijaninem czy chrześcijanką, bo to cię nie zbawi. Trwaj w Chrystusie tak jak On powiedział, należ do niego całym swoim życiem, niech On zużywa ciebie według własnego upodobania. On jest Zbawicielem i On daje zbawienie. A więc apostoł Paweł mówi: nie dajcie się oszukać, nawet wasze najpiękniejsze świadectwa nic wam nie pomogą jeśli nie będziecie czyści. A więc dbajcie o czystość.

2 List do Koryntian 5 rozdział, od 1 wiersza: „Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba.” Wiemy, że chodzimy w tym ciele i jesteśmy oddzieleni przez to ciało od Boga. Kiedyś otrzymamy ciało podobne ciału Jezusa Chrystusa, ale na razie wzdychamy, wiemy, że poruszamy się pośród tego świata. Widzimy jak to ciało jest atakowane przez różne rzeczy z tego świata. Dlatego wzdychamy, bo nie chcemy być znalezieni zewleczeni z Chrystusa i z powrotem w tych ciałach tylko, bo to będzie beznadziejne już wtedy, to będzie życie w oszukiwaniu samego siebie czy samej siebie. „Jeśli tylko przyobleczeni a nie nadzy będziemy znalezieni. Dopóki bowiem jesteśmy w tym namiocie, wzdychamy obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni lecz przyobleczeni, aby to co śmiertelne zostało wchłonięte przez życie. A tym, który nas właśnie do tego przysposobił jest Bóg, który nam też dał rękojmię ducha, więc też zawsze jesteśmy pełni ufności i wiemy, że dopóki przebywamy w ciele jesteśmy oddaleni od Pana, gdyż w wierze, a nie w oglądaniu pielgrzymujemy.” Więc jest to czas, kiedy wiemy o tym przez wiarę, że Bóg tylko czystych wpuści. Nasze ciało może sobie myśleć co chce, ale Bóg powiedział: tylko czyści tam wejdą, nic nieczystego tam nie wejdzie. A więc wiara mówi nam, że jeśli pozwolimy na to, żebyśmy pożyli sobie trochę jak świat, to sobie zamkniemy wieczność. Było tu czytanie o Salomonie, który chciał sobie sprawdzić wszystko i to sprawdzanie wszystkiego doprowadziło go do tego, że ugrzązł między bałwanami, wśród odstępstwa. Po co mamy sprawdzać czy świat nadal tkwi w złym, jeśli już wiemy, że świat tkwi w złym. Po co mamy szukać szczęścia w świecie, który jest ogarnięty grzechem, bezbożnością. Szczęście jest tylko w Chrystusie. Ale wielu chrześcijan nadal szuka jakiegoś szczęścia w świecie i coraz częściej swoje zadowolenie znajdują w świecie a nie w służbie dla Jezusa. Życie ich, już nie jest tak jak wcześniej spożytkowane dla Pana, ale spożytkowane jest już z powrotem dla świata, dla zasobów świata, dla zysków świata, dla życia według sposobu świata. Ich życie nie jest prowadzone dla Chrystusa, jako Mu należne. Człowiek ma sam dla siebie swoje życie, a wycedza Jezusowi coś z tego życia, jakieś ułamki z tego życia wycedza Jezusowi i myśli, że to jest wciąż w porządku, i że będzie dobrze. Duchowo będzie ten człowiek coraz bardziej martwy, coraz bardziej oddalony od Boga i od prawdy Biblijnej. To jest bardzo niebezpieczny stan. Jeśli człowiek wzdycha i zdaje sobie sprawę, że nie chce być znalezionym w nieczystości i chodzi przed Bogiem i troszczy się o to, to znaczy, że człowiek wie co, to znaczy być w nieczystości. Ale człowiek, który pozwolił sobie na nieczystość i powoli się do niej przyzwyczaja, jest teraz człowiekiem, któremu to nie przeszkadza, aby nadal stawać przed Bogiem i śpiewać Mu pieśni, oraz mówić Mu wzniosłe rzeczy i dalej żyć w nieczystości. Uciekaj jak najdalej od wszelkiego grzechu, uciekaj od wszelkich sposobności na grzech. Uciekaj z każdego miejsca, gdzie możesz zgrzeszyć dlatego, że sam się wystawiasz, czy sama się wystawiasz, na tą pokusę, aby dojść do stanu w którym zgrzeszysz. To sam człowiek jest sobie winien, jeśli porusza się nie tam, gdzie chce Chrystus.

Pierwszy Tymoteusza może na chwilę otwórzmy, 4 rozdział, 15 i 16 wiersz: „O to się troszcz, w tym trwaj, żeby postępy twoje były widoczne dla wszystkich. Pilnuj siebie samego i nauki, trwaj w tym, bo to czyniąc i samego siebie zbawisz i tych, którzy cię słuchają.” Apostoł mówi bardzo wyraźnie: pilnuj siebie samego i nauki, którą usłyszałeś ode mnie, tak uratujesz siebie i tych, którzy cię słuchają. To znaczy, że człowiek, który ma nauczanie Boże musi żyć według tego nauczania, a jeśli zrezygnuje z tego, aby żyć według tego nauczania to odchodzi od prawdy Biblijnej i wchodzi w kłamstwo, a gdy pozostanie w nim, wtedy już nie uratuje siebie. Bardzo ważne dla mnie i dla ciebie: nigdy nie polegaj na swoim chrześcijaństwie, nigdy nie odpocznij w tym co osiągnąłeś czy osiągnęłaś bez Jezusa. Dalej pracuj w kierunku tego, żeby należeć do Pana i wzrastać w Nim dzięki Duchowi Świętemu, bo bez Ducha Świętego nie byłoby to możliwe.

A więc każdy, kto już polega na swoim chrześcijaństwie i odpoczywa w swoich zasługach jest zwiedzionym, który myśli o sobie, że doszedł do końca swego rozwoju. Gdybyś umarł czy umarła to byłby to rzeczywiście koniec. Gdy żyjesz bez Jezusa, to żyjesz już na konto swoje, a nie na konto Chrystusa, i zbierasz dla siebie, a nie dla Pana. Już nie Chrystus stoi z przodu, ale twoje życie, twoje pragnienia, już jesteś zwiedzionym, zwiedzioną, już odchodzisz od Chrystusa drogą zatracenia. Idziesz, a diabeł ci mówi: „dobrze, dobrze wybrałeś, nie musisz być taki święty, Pan i tak cię kocha i tak cię weźmie, naprawdę nie jest źle”. Jaki to miły głos słyszysz wtedy, a jak bardzo uciekasz wtedy od głosu Ducha Świętego, który mówi: gdzie idziesz?; giniesz, to jest matnia diabelska, po co tam się pchasz, po co tracisz swoją wieczność dla jakiejś przemijającej chwały. Ale ten głos uważasz już za potępienie, i że to diabeł chyba tak mówi do ciebie, bo ciebie potępia teraz właśnie. Nie! To Duch Święty cię ostrzega co cię czeka. A diabeł chce cię pociągać głębiej i głębiej i mówi: „nie, nie ma potępienia nad tobą przecież, możesz tam iść, Pan Jezus osłania ciebie wystarczająco”. A więc diabeł chce zwieźć i oszukać i zgubić. Jeśli trwamy w nauce Chrystusa Jezusa i apostołów, to jest ten fundament Kościoła, wtedy rośniemy, wzrastamy, rozwijamy się. Naprawdę pilnujmy siebie samych i nauki i widocznego wzrostu, rozwoju, żeby inni widzieli, że wzrastamy, żeby byli pewni tego, że my stoimy w Panu. To utwierdza innych, kiedy my wzrastamy, to utwierdza innych, że jest prawidłowo, kiedy wzrastamy w czystości i uświęceniu, kiedy żyjemy dla chwały Jezusa i widać jak to życie On spożytkowuje. Wtedy upewniamy innych, że stoimy w Panu i nie chodzimy bocznymi drogami, tylko idziemy tą prostą drogą ku wieczności z Bogiem.

I w drugim Tymoteusza 2 rozdział, od 19 wiersza będę czytał: „Wszakże fundament Boży stoi nie wzruszony, a ma tę pieczęć na sobie: zna Pan tych, którzy są Jego i  niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy kto wzywa imienia Pańskiego. W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane, jedne służą do celów zaszczytnych, a inne pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego. Młodzieńczych zaś pożądliwości się wystrzegaj, a zdążaj do sprawiedliwości, wiary, miłości, pokoju, z tymi, którzy wzywają Pana z czystego serca. A głupich i nie dorzecznych rozpraw unikaj, wiedząc, że wywołują spory, a sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy i że wyzwolą się z sideł diabła, który ich zmusza do pełnienia swojej woli.” A więc sługa Pański ma być gotowy zawsze trwać w czystości, żeby Duch Święty mógł się posłużyć tym człowiekiem według Bożego upodobania. Wystrzegać się tego, co chciało by ciało. Rozumiecie, jeśli ciało weźmie Biblię dla siebie, to ciało wyszuka z Biblii co pasuje temu ciału, a jeśli wiemy, że potrzebujemy się uratować, to wtedy czytamy Biblię całą i widzimy co Bóg chce z nami uczynić. Musi, więc być owoc widoczny w nas, że należymy do Boga. Musi być widoczny. My musimy być ukorzeni, jeśli tylko doznajemy, że rośnie nasza pycha, to rośnie nasz wróg, który nas zniszczy, zabije. Jeśli możesz sobie pozwolić na lekceważenie życia dla Pana to znaczy, że ty już rośniesz dla własnej zagłady. Ale jeśli uniżasz się i poddajesz się Panu i kosztujesz z tych słów i upodobanie masz w tych słowach, wtedy Pan może cię prowadzić dalej. Kto miłuje prawdę, tego Bóg zachowa przed złem, które dzieje się na świecie. Ale kto nie miłuje prawdy ten się da oszukać i pójdzie za zwiedzeniem. 

Jan 14:23