Nienawiść i miłość Boga w nas - 25.06.2016.
Nienawiść i miłość Boga w nas - 25.06.2016. - część 1
Chrześcijaństwo jest bardzo poważne, ono nie jest zabawne, ono nie jest po to, żeby ludziom sprawić ludzkie przyjemności. Ono jest po to, żeby nas zbawić, uratować, wyzwolić z tego kim byliśmy bez Jezusa, abyśmy stali się nowym stworzeniem. Chrześcijaństwo jest poważne i trzeba poważnie do niego podejść i nie dobrze jest tracić czas, który Bóg podarował nam. Bez względu na to w jakim wieku zostałeś powołany, czy zostałaś powołana, Bóg dał ci czas wykupiony przez krew Jego Syna po to, aby poznawać Go i poznawać Jego Syna, bo to jest dla nas życiem wiecznym. Wykorzystujmy ten czas, nie marnujmy go. Niech to będzie w naszym sercu i myśleniu. Wiara powoduje to, że człowiek pewnym jest, że teraz i tutaj na tej ziemi decydują się losy naszej wieczności. Człowiek już teraz wie o co walczy. Ty już wiesz, że walczysz o wieczność z Bogiem i dlatego patrzysz na Chrystusa, który stoczył doskonale tą bitwę, i trzymasz się Go i nigdy nie spuszczając z Niego oczu twego oczyszczonego serca.
Ewangelia Łukasza 15,1-7:
„A zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać. Faryzeusze zaś i uczeni w Piśmie szemrali i mówili: Ten grzeszników przyjmuje i jada z nimi. Powiedział im więc takie podobieństwo: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie pozostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu i nie idzie za zagubioną, aż ją odnajdzie? A odnalazłszy, kładzie ją na ramiona swoje i raduje się. I przyszedłszy do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów, mówiąc do nich: Weselcie się ze mną, gdyż odnalazłem moją zgubioną owcę! Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania.”
Czy twoje życie jest już godne Boga, czy potrzebuje jeszcze upamiętania? Czy twoje życie potrzebuje jeszcze oczyszczania, uwalniania, wyswobadzania? Czy praca zbawcza już zakończyła się, a teraz możesz zająć się z powrotem swymi rzeczami? Jak wygląda nasze zbawienie? Wiecie, Jezus napotkał na dużo ludzi, którzy już byli sprawiedliwi w sobie samych. Oni myśleli: „o, co za grzesznicy, jak oni mogą w ogóle przychodzić do Jezusa, jak ich stan jest tak wredny?”, nie widząc już swego wrednego stanu, który był o wiele wredniejszy od stanu tych grzeszników, którzy byli świadomi swoich grzechów i potrzebowali Zbawiciela, niż oni, którzy nie potrzebowali Go. Wydawało im się, że przecież oni są sprawiedliwi, i że wszystko z nimi jest dobrze.
Czy wiecie ilu chrześcijan dzisiaj tak samo dokładnie czuje się? Tak samo myślą. To jest najbardziej wredny czas jakikolwiek był na tej ziemi. Wielu chrześcijan czuje się dokładnie tak samo. Patrząc na świat mówią: „ale żyją wrednie”. A sami żyją jeszcze wredniej, znając prawdę o Chrystusie. Gubią swoją rzeczywistość poprzez swoje jakieś tam działania, pragnienia, swoją pracę, swoje hobby, swoje zadowolenia, nie myśląc o tym Chrystusie, którego Ojciec posłał, ukochanym Bożym Synu. Nieustannie myślą cały czas o sobie, dla siebie, według własnego upodobania. I wiecie, nie idzie tych sprawiedliwych wydostać z ich stanu. Tak samo jak Jezus chodził po ziemi i On nie wydostał ich. Niewielu z tych faryzeuszy, uczonych nawracało się. Większość została tam gdzie byli. Chociaż Jezus głosił i czynił tak potężne rzeczy, oni pozostali w swoim stanie. Byli tak pewni swojego zbawienia, że mijali Słowa Jezusa, jedno za drugim i żyli dalej po swojemu. Dalej chodzili do tej świątyni, a nie widzieli już, że mają odstępcze życie. Mówili: "O, jak On może pozwolić, żeby ta nieczysta dotknęła się Go." Oni byli bardziej nieczyści od niej, ponieważ byli tak dumni, pewni siebie, że mijali Chrystusa w codzienności. A ta kobieta przyszła i tak była Mu wdzięczna za przebaczenie jej grzechów.
Zobaczcie, jak wielu ludzi dzisiaj nie ma już w ogóle wdzięczności, żyją po swojemu, jakże zadowoleni ze swojego życia, nie potrzebują wzrostu Bożego. Nie chodzi mi o potępiające działanie w swoim życiu, mnie chodzi o pozytywny wpływ Chrystusa, który nieustannie będzie wołał: "wyżej, wyżej i wyżej, bliżej, bliżej i bliżej." I będziesz coraz więcej cenić ten czas, który potrzebujesz, aby spędzić go z Nim.
Apostoł Paweł napisał w Liście go Rzymian potężne słowa: "Czy mamy pozostać w grzechu dlatego, że jest łaska? Przenigdy!” Zobaczcie ilu sprawiedliwych pozostaje w grzechach swoich. Jakie to są grzechy? Grzech nieposłuszeństwa. Człowiek zna Biblię, wie co jest napisane i jest nieposłuszny, nieposłuszna, dalej żyją w nieposłuszeństwie. A Bóg mówi, że nieposłuszeństwo jest tym samym co czary. A więc zobaczcie, ilu ludzi w chrześcijaństwie jest czarownikami, czarownicami? Nie słuchają się Boga, nie chcą być Mu posłusznymi, zajmują się swoim życiem i mniemają, że są w porządku. Coraz mniej ludzi jeszcze jest świadomych tego co się dzieje. Zobaczcie jak diabeł oszukuje i zwodzi, jaka straszna bitwa się toczy o świadomość, o chodzenie w światłości. Jak wielu ludzi diabeł omotał, zwiódł i prowadzi w swoim orszaku niewolników, a oni mówią, że są chrześcijanami i należą do Boga. Po co się dać tak oszukiwać diabłu? Lepiej słuchać co Jezus mówi, a Jezus mówi o innym życiu, o życiu oddanym dla Jego chwały, o życiu, w którym będzie owoc Jego działalności.
Czy, więc mamy pozostać w grzechu, bo jest łaska? O ilu grzechach mówimy na zgromadzeniach i jak wielu ludzi opuszcza tą sferę złego życia? A jak wielu ludzi po zgromadzeniu dalej robi to samo? Jak wielu ludzi w Kościele słucha potężnych kazań, a potem robią dalej swoje? Nie mają na tyle determinacji, żeby podjąć się i ruszyć głębiej za Jezusem. Dlaczego? Dlatego, że zostali zwiedzeni i oszukani przez diabła, mają własną sprawiedliwość, która pozwala im żyć po swojemu. Dlatego nie muszą się już starać o to, mają swój własny układ z Bogiem bez Jezusa, bez nowego życia. I to jest bardzo niebezpieczne. Jezus mówi, że niebo bardziej raduje się z jednego grzesznika, który odwróci się od swego złego życia, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu tak zwanych sprawiedliwych, którzy dalej brną w swoim odstępczym życiu.
Diabeł bardzo lubi kiedy chrześcijanie porzucają drogę Bożą i zaczynają się zajmować swoimi sprawami i gdy ciężko jest ich ruszyć w kierunku Boga. Są tak jak warownie, obwarowani i sami jeszcze pilnują tych warowni, bronią przed prawdą ewangelii, przed światłem, mówiąc: „My jesteśmy w porządku. Co my złego robimy? Przecież my jesteśmy porządni, nikogo nie krzywdzimy. Powiedz nam Panie Jezu, co myśmy złego zrobili? Ja nic nie widzę co bym złego robił”. Powiedz mi co dobrego robisz, ile Kościół ma pożytku z ciebie? Czy potrzebujesz nosić swoje ciało jako balast? Czy potrzebujesz ręki, żeby ona ci służyła? Czy cząstki ciała Kościoła są tylko balastem, obwolutą dla wypełnienia ciała, czy cząstkami żywymi, które mają budować się nawzajem w jednym duchu, żyjąc dla chwały jednego Króla? A więc jeśli nie będziesz mieć tego w sercu, że żywe cząstki budują się nawzajem, to szybko diabeł omota cię, zwiedzie i będziesz samozadowolonym, samozadowoloną i będziesz chodzić własnymi drogami, i będziesz coraz bardziej odporny, odporna na ewangelię. Słowo łatwo będzie ci odepchnąć i dalej mówić: „jestem w porządku”. Po wysłuchaniu Słowa ludzie mówią: „o, jakie dobre słowo było”, i zaraz robią swoje, mówią o swoim, zajmują się swoim, gdyż tak naprawdę nie zrozumieli co było mówione, bo gdyby zrozumieli, to przeraziliby się nad stanem swojej duszy, nad stanem swojego życia i chcieliby koniecznie jak najszybciej pokutować, żeby Bóg nie znalazł ich w takim stanie chociaż sekundy dłużej. Ale dlaczego mieliby tak uczynić, przecież są sprawiedliwi. Niech słuchają i pokutują pijacy, narkomani, cudzołożnicy. Tu ludzie są sprawiedliwi, pełno po zborach sprawiedliwych ludzi, którzy wysłuchają i dalej robią swoje.
Ale jeśli my nie chcemy dołączać do tych, którzy opuścili już Pana i miłość do Jezusa, to pilnujmy się prawdy. Nie uwierz, że możesz być uczniem Jezusa, kiedy nie widać cię w budowaniu Kościoła. Nie wierzmy w takie rzeczy. Słowo Boże mówi, że wszyscy Jego budowniczowie to są Jego uczniowie. A uczniowie to są naśladowcy Jezusa. Nie idzie naśladować Go tak sobie. Albo naśladujesz Go całym sobą, albo to jest tylko sztuczka.
Słyszymy, więc, że przychodzili do Niego grzesznicy, celnicy i On z nimi rozmawiał. On przyszedł zbawić grzeszników, nie zostawić w grzechach, ale zbawić grzeszników. I teraz, jeśli my rozumiemy, co to znaczy, zbawić nas od tych różnych złych rzeczy, a także zbawić nas do dobrych rzeczy, to stale będziemy widzieć siebie nawzajem w sprawach Bożych, bo wiemy, że jeszcze nam potrzeba więcej Pana, jeszcze więcej potrzebujemy Jezusa i Jego siły.
Wiecie, kiedyś człowiek zatrzymałby się na wielu rzeczach. Dzisiaj ten człowiek przejdzie przez te rzeczy. Ostatnio tak do mnie dotarło w moim doświadczeniu, że każde dziecko Boże, przechodzi przez kolczaste krzaki chrześcijaństwa, nie tyle świata, co chrześcijaństwa. Wielu chrześcijan ma kolce i kolą. Przechodzisz przez te kolce, i pokłuty nimi, idziesz dalej, bo się nie zatrzymasz z tego powodu, że te krzaki rosną obok ciebie, bo wiesz, że musisz iść dalej. Chwała Bogu, że to jest Chrystus. On też był kolony przez tych ludzi, którzy Go otaczali i szedł dalej, bo wiedział, że celem jest zbawić ciebie i mnie, nie zatrzymać się. A diabeł chciałby zatrzymać właśnie przez te kolce, powiedzieć: „widzisz, taki Kościół?” Nie, właśnie będziesz jeszcze bardziej walczył, będziesz jeszcze bardziej zdeterminowany, zdeterminowana, żeby nie ustąpić, żeby trwać na stanowisku Chrystus. A ludzie będą ci to wybijać z głowy swoim życiem, swoim postępowaniem, a ty i tak pójdziesz dalej. Będziesz śmiać się powoli z wroga, który stawia na twojej drodze chrześcijan, którzy zgubili sprawiedliwość Chrystusa i którzy stoją do służby diabłu, żeby powstrzymywać cię przed dalszym pójściem za Panem. Będziesz śmiać się z diabła, który używa wszystkiego, żeby cię zatrzymać, a ty będziesz szedł dalej za Panem. Dochodzisz do punktu, jak żołnierz na froncie, kule śmigają, a ty się śmiejesz, bo wiesz, że nic nie może cię zabić. To jest piękne. Gdy idziesz za Chrystusem, nabywasz cech Chrystusowych, ale kiedy za Nim nie idziesz, to stajesz się flegmatykiem chrześcijańskim. Byle co, ty już masz swoje zajęcia, swoje sprawy, Kościół i tak bez ciebie poradzi sobie. Prawda, poradzi, Kościół da sobie radę. Ale dla ciebie to jest tragedia, bo jeśli nie widzisz, że jesteś potrzebny, potrzebna Kościołowi, to już jest coś nie w porządku.
Czy mamy, więc pozostać w grzechu, czy mamy uczyć się sprawiedliwości Bożej? Nauczanie o sprawiedliwości jest dla dojrzałych ludzi, którzy rozumieją co to jest sprawiedliwość. Człowiek kiedy nawraca się, może jeszcze nie rozumieć sprawiedliwości, ale mija jakiś czas i człowiek powinien rozumieć już sprawiedliwość. Ten człowiek będzie miał świadomość: nie będę ryzykował zwady z Bogiem, nie będę ryzykować łamania Jego prawa, bo wiem jaki jest Bóg. Człowiek, który dorósł już, rozumie jaka kara jest za grzech. Człowiek ten nie będzie wchodził w grzech, bo wie co tam go czeka, wie z czym spotka się po drugiej stronie. Dlatego Paweł mówi: "Czy mam grzeszyć dalej? Przenigdy!" Nie wejdziesz w to miejsce.

