NAJDROŻSZE MIESZKANIE - 14.05.2016
NAJDROŻSZE MIESZKANIE - 14.05.2016 - część 1
Ewangelia Jana, 1,35-42:
„Nazajutrz znowu stał Jan z dwoma uczniami swoimi. I ujrzawszy Jezusa przechodzącego, rzekł: Oto Baranek Boży. A owi dwaj uczniowie, usłyszawszy jego słowa, poszli za Jezusem. A gdy Jezus się odwrócił i ujrzał, że idą za nim, rzekł do nich: Czego szukacie? A oni odpowiedzieli mu: Rabbi! (to znaczy: Nauczycielu) gdzie mieszkasz? Rzekł im: Pójdźcie a zobaczycie! Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i pozostali u niego w tym dniu; a było to około dziesiątej godziny. Andrzej, brat Szymona Piotra, był jednym z tych dwóch, którzy to słyszeli od Jana i poszli za nim. Ten spotkał najpierw Szymona, brata swego, i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza (to znaczy: Chrystusa). I przyprowadził go do Jezusa. Jezus, spojrzawszy na niego, rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazwany Kefas (to znaczy: Piotr).”
Widzimy, że w doświadczeniu tych ludzi pojawił się Chrystus Jezus i oni zapragnęli poznać, gdzie mieszka. Nie do końca rozumieli kim On jest i z czym przyszedł na tą ziemie. Ale usłyszeli o Nim, że to jest właśnie ten Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Chcieli wiedzieć gdzie On mieszka i jak On tam mieszka. Wiemy, że kiedy przyszli do Niego, po spędzeniu z nim iluś godzin, odeszli z stamtąd z przekonaniem, że On jest tym Mesjaszem. Co stało się w ciągu tych iluś godzin przebywania z Chrystusem? Oni spotkali na swojej drodze kogoś takiego, kogo nigdy wcześniej nie spotkali. Ten Chrystus nie był podobny do żadnego z ludzi. Jego sposób mówienia, Jego sposób działania, Jego mieszkanie było zupełnie inne niż można by było spotkać u każdego innego człowieka.
Będziemy chcieli dzisiaj właśnie mówić o mieszkaniu. Wiemy jak żył Chrystus tu na ziemi, będąc mieszkaniem dla swojego Ojca. Jak żył, w jaki sposób poruszał się, jak rozmawiał z ludźmi, jak odnosił się do nich. Zdajemy sobie również sprawę jak wyglądało przyjście do mieszkania uczonego w Piśmie, faryzeusza, człowieka mniemającego o sobie, że jest bardzo pobożnym człowiekiem. Była olbrzymia różnica między przyjściem do Jezusa, a przyjściem do takiego człowieka. Nie umył rąk przed jedzeniem, pomyślał faryzeusz. Zupełnie na co innego zwracali uwagę, o czym innym myśleli. Ale Jezus? Doskonale czysty. Kiedy przyszedłeś do Niego, spotkałeś tam miłość, dobroć, łagodność. Nie spotkałeś się z żadnym zarzutem. On nie wypowiadał słów jak oskarżyciel. Znając każdego człowieka, widział potrzebę człowieka, widział, że człowiek potrzebuje Jego jako Zbawiciela. Wiedział, że tego człowieka nie przekona nic. Wiedział, że dotrze do człowieka, gdy oczyści drogę do jego umysłu i serca poprzez własną krew, poprzez własną ofiarę. Ludzie mogli spotkać kogoś kto najlepiej rozumiał nas, kogoś kto przyszedł z góry.
W pierwszym rozdziale Ewangelii Jana czytamy:
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.”
„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas,”1,1.14a.
Inaczej, Słowo rozbiło sobie namiot na ziemi i zaprosiło wszystkich: "Chodźcie, poznacie Słowo i poznacie to, co chciałem cały czas osiągnąć dla was, z czym przyszedłem do was i w jaki sposób chcę do was dotrzeć, jak was uratować, jak wam pomóc, jak udzielić wam tego co jest wam potrzebne, abyście w tej ziemskiej pielgrzymce mogli mieć inne wnętrze, stać się innym mieszkaniem.
Wcześniej, nim Chrystus umarł na krzyżu, każdy człowiek był skażony grzechem, każdy człowiek miał skażony umysł, skażone serce, skażony sposób myślenia i działania. I pośród tych całych ciemności chodził Chrystus. Wiecie, kiedy pewien człowiek skierował do mnie napomnienie, że nie powinienem wrzucać do internetu Bożego Słowa, że jest tam zbyt wielkie bagno, zbyt wielki brud, żeby tam wrzucać Słowo Boże. Przyszło mi od razu na myśl właśnie to, że Jezus przyszedł do największego bagna jakiekolwiek może istnieć, do zbiorowiska na ziemi zepsutego do pełni człowieczeństwa. I gdyby był tak jak faryzeusze i uczeni, pomyślałby: "To są nieczyści, nie pozwolę się dotknąć im, nie pójdę między nich." A jednakże On przyszedł, aby ogłosić nam Słowo o miłości, o pragnieniu, żebyśmy stali się innymi ludźmi, żeby przemeblować nas całkowicie.
Zwróćcie uwagę, że kiedy człowiek nie zna Jezusa Chrystusa, to jednym z głównych mebli w tym człowieku jest pycha. To jest najbardziej eksponowany mebel człowieczeństwa - pycha, wysokie mniemane o sobie. Tak jest najczęściej i taki człowiek kiedy tylko otwiera usta, okazuje najpierw ten swój najbardziej eksponowany mebel - pycha, wzniosłe mówienie, kłamanie nawet, żeby pokazać się w lepszym świetle niż się naprawdę jest, koloryzowanie w taki sposób, żeby ktoś zobaczył jaki wspaniały, wspaniała jestem. Widzimy, więc, że człowiek eksponuje to co ma, a uważając za dobre, pokazuje to innym.
Dlaczego tak mało ludzi pokazuje Jezusa? Dlaczego ta czystość, ta świętość jest takim zawstydzeniem dla człowieka? Dlaczego człowiek krępuje się otworzyć usta i powiedzieć o wspaniałym Chrystusie? Ale za to może mówić o wspaniałym człowieku, o sobie; jak to zrobił, zrobiła. Wiecie, jak ludzie opowiadają, to możesz zobaczyć jaki mebel wystawiają. Czy to jest Chrystus, czy to są oni. Nawet kiedy umieszczają tam Chrystusa, to On ma tam jakieś poślednie miejsce w tym wszystkim. Siebie stawiają wyżej, wtedy wiesz, że tam nadal mieszka pycha. W jaki sposób człowiek zdaje relacje, po tym możesz zorientować się czy ten człowiek już oddał chwałę Panu, czy nie.
A więc jak ważne jest to kim my jesteśmy. Kiedyś na drzwiach była zawsze tabliczka kto tam mieszka; nazwisko, pierwsze litery imion (teraz to coraz mniej funkcjonuje). A kto w tobie mieszka? Czy to jesteś ty, czy Jezus? Czy to jest nadal człowiek ze swoim "ja", czy to jest Chrystus Jezus? Dla kogo żyjemy dzisiaj i czyim jesteśmy mieszkaniem?
Jezus przyszedł i stał się mieszkaniem, żeby dać nam sposobność oczyszczenia, zbawienia, usunięcia tego co złe z nas, żebyśmy mogli nowe życie prowadzić. Jak my lubimy wyrzucać te stare rzeczy, które w ogóle nie pasują do Kościoła, do życia Jezusa Chrystusa? Kiedy oni poszli do domu Jezusa Chrystusa, ten dom był skromny, ale tam była miłość. Czasami dom może wyglądać okazale, a tam jest nędza i rozpacz, kłótnie, waśnie, odszczepieństwa, zawiści. Ludzie nieraz spacerują oglądając domy i myślą sobie: "O, jaki musi być bogaty człowiek, jaki pałac wybudował sobie." A tam grzech, rozpusta, zdrady małżeńskie. A czasami może być bardzo skromny dom, a tam miłość i radość, i wdzięczne serca. Gdzie wolelibyśmy zajść, w którym domu chcielibyśmy spędzić noc? Czy tak, jak oni spędzili z Jezusem? Pewnie nie mieli wygodnego spania, ale za to jak dobrze im się spało. Myśli ich zostały skierowane zupełnie gdzie indziej. Zwróćcie uwagę, że oni wiedzieli już - to jest Mesjasz, to jest Zbawiciel. W tych rozmowach między Nim a nimi musiało dojść do tego, że oni zaczęli widzieć, że On wie o nich to, co tylko Zbawiciel może wiedzieć. Jezus znał te ukryte w nich pragnienia, te modlitwy, które składali przed Bogiem, tak jak widzimy to, gdy widzimy Natanaela przychodzącego do Jezusa. Czy zależy nam na tym, żeby na oznaczeniu tego kim jesteśmy, było napisane - dom Jezusa Chrystusa?
Widzicie, kiedy czytamy 14 rozdział Ewangelii Jana, to widzimy tam Jezusa określającego dom, w którym On będzie chciał z Ojcem mieszkać i działać.
„Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie. Rzekł mu Judasz, nie Iskariota: Panie, cóż się stało, że masz się nam objawić, a nie światu? Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy.” Ew. Jana 14,21-23.
Jakiż to zaszczyt! Ale przecież mieszkanie zostało określone. Ono musi być uwolnione od zła, bo jednym z tych przykazań jest: "odwróć się od swoich grzechów, porzuć je i poddaj się oczyszczeniu, a następnie przyjmij to co jest czyste, święte i nieskalane”. To są przykazania Jezusa. "A wtedy Ja i Ojciec będziemy traktować cię jako swoje mieszkanie na ziemi." Nic lepszego nie może spotkać nas tu na ziemi, żadne te skarby. Zobaczcie jak ludzie się cieszą; ktoś dostał więcej pieniędzy, więcej sobie pozwoli, ktoś coś taniej załatwił. Ludzie cieszą się z takich rzeczy, cieszą się, że mogą sobie coś kupić, cieszą się, że mogą gdzieś pojechać, dorabiają się jakichś majątków. Ale pomyśl sobie, że kiedy chodzisz normalnie z Bogiem, widzisz znikomość tego wszystkiego. Przecież pewnego dnia ci ludzie umrą. Kiedy widzisz oczami Chrystusa tą całą ziemię, to widzisz bezsens tego ścigania się, tych rządzących ludzi, którzy dzisiaj cieszą się władzą, a jutro będą leżeć w prochu i czekać na sąd. Ludzie nie rozumieją, że jedyne szczęście to Chrystus. Biegają za różnymi rzeczami, cieszą się różnymi rzeczami i wierzący ludzie tak samo biorą udział w tym ślepym pędzie za czymś, bo nie ma w nich uwidocznionego przebywania Chrystusa.
Zwróćcie uwagę, że kiedy oni byli u Chrystusa, z czym wyszli od Chrystusa? Oni zaczęli mówić to co naprawdę człowiek powinien zacząć mówić: "Spotkaliśmy Mesjasza, spotkaliśmy naszego Zbawiciela, który jest tym właśnie Chrystusem." Zaczęli mówić do rzeczy. Ich słowa miały wartość. A więc ci, którzy wypełniają przykazania. Kto ma klucze od twojego mieszkania? Ty masz, tak? Nie chodzisz za każdym razem do sąsiada, żeby dał ci klucz do twojego mieszkania, bo ty tam właśnie chcesz wejść. Czy Jezus może mieszkać w nas w każdej chwili? Czy musi prosić nas o to? Czy może w nas mieszkać? Na ile pozwolimy Mu, na tyle będzie mieszkał. Jezus jest tym, który staje się Właścicielem, On przejmuje klucz, tak jak właściciel przejmuje klucze. I od tej chwili masz największe szczęście być domem Bożym, świątynią Boga żywego, którą On otwiera po to, żeby ludzie mogli Go poznać. My zamykamy drzwi, wstydzimy się, krępujemy się, a Jezus chce otworzyć, żeby ludzie mogli poznać dobrodziejstwo, kiedy Bóg zamieszka w nich. Dlaczego nie wstydzimy się powiedzieć o tym, że zarobiliśmy więcej, że kupiliśmy sobie jakiś ciuch, że mamy w planie pojechać gdzieś jeszcze? A po prostu krępujemy się powiedzieć, że Chrystus przebaczył nam nasze grzechy, że Chrystus przyniósł do nas miłość, że Chrystus pojednał nas z Bogiem w niebie. Ludzie w ogóle nie znają tych mebli, nie znają tego umeblowania mieszkania. Znają co innego, pychę - zobaczcie, powiodło mi się.
Wiecie jak wielu ludzi w internecie pisze na temat Boga, a tak naprawdę są biedni? Biedni. Oni wylewają tam co chcieliby, aby było w nich, ale tego nie mają. I są cały czas biedni dlatego, że nie wpuszczają tego Jezusa do środka. Chcieliby, ale chcą to osiągnąć w inny sposób, a więc piszą coraz lepiej i coraz mniej przeżywają społeczności z Bogiem. Niektórzy próbują z pobożności ciągnąć zyski, a im więcej ludzi sięga do ich miejsc, tym bardziej określają warunki sięgania, a więc zostaw coś dla mnie kiedy sięgasz. Czy Chrystus też to robił? Darmo wzięliście, darmo dawajcie.
Jak wygląda mieszkanie Chrystusa? Na pewno ci ludzie, którzy przyszli do Niego wyszli już z innym przekonaniem w sercu. Kiedy ludzie spotykają nas, co mają po spotkaniu się z nami? Jakie mają przekonanie inni ludzie o nas? Kogo spotkali na swojej drodze? Czy dumnego chrześcijanina czy chrześcijankę, afiszującego się swoją znajomością Biblii, czy człowieka miłującego tak jak Chrystus, umiejącego w Boży sposób dotrzeć do drugiego człowieka? Czasami są ludzie, którzy chcą na siłę wtłoczyć Jezusa w kogoś i nic innego nie można spotkać po drugiej stronie, jak tylko obronę. Człowiek będzie bronić się przed takim Chrystusem. Zwróćcie uwagę, że kiedy Jezus stoi na zewnątrz i puka, mówi: "Wpuść Mnie, będę z tobą wieczerzać." Nie włamuje się w człowieka i nie otwiera na siłę drzwi. Jest podtrzymującym wszystko Słowem swojej mocy i mógłby wejść. A On chce, aby człowiek zaprosił Go, aby człowiek był otwarty na to co chce uczynić Chrystus. A On chce naszego dobra, naszego zbawienia.

