NADZIEJA DO KTÓREJ BÓG NAS POWOŁAŁ - 20.05.2016
NADZIEJA DO KTÓREJ BÓG NAS POWOŁAŁ – 20.05.2016 – część 2
Może sięgniemy na chwilę do Listu do Kolosan, do 1 rozdziału, od 24 wiersza.
„Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało Jego, którym jest kościół. Tego kościoła sługą zostałem, zgodnie z postanowieniem Boga powziętym co do mnie ze względu na was, abym w pełni rozgłosił Słowo Boże, tajemnicę zakrytą od wieków i od pokoleń, a teraz objawioną świętym Jego. Im to chciał Bóg dać poznać jak wielkie jest między poganami bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały”.
To nie jest więc tylko słowo "nadzieja", ale to jest Chrystus. Czy Chrystus może więc w czymś ciebie zawieść? Czy w Chrystusie jest jakaś ułomność, która staje się niewiadomą dla ciebie? Czy to jest Słowo: mam nadzieję dojść do wieczności? Czy Chrystus jest moją Nadzieją, że jestem już w wieczności? Zobaczcie, jak Paweł czy wszyscy Apostołowie pielgrzymowali? Czy oni sobie myśląc, mniemali, że dojdą do wieczności? Czy oni widzieli już siebie w wieczności w Chrystusie? Przecież Paweł pisał też w Liście do Efezjan: my już tam zasiedliśmy w Nim na tronie chwały! Jaka jest więc nasza nadzieja? Wiecie, ja spodziewam się jeszcze żyć tutaj 20 lat, mam nadzieję, że zdrowie mi pozwoli żyć tutaj jeszcze 20 lat, tak? Więc zdrowie jest moją nadzieją, że będę żył 20 lat, bo dzisiaj czuję się dobrze? A jutro? Wiecie, jestem taki zdrowy, krzepki, widać, że jeszcze długo pożyję na ziemi. Czy to jest pewna rzecz? Nie, to jest niepewna rzecz. Można skończyć w wypadku, może pęknąć jakaś żyłka, cokolwiek może się wydarzyć i zdrowy człowiek nagle zakończy swoją wędrówkę. A czy w Chrystusie można stracić wieczność? Czy można stracić zdrowie w Chrystusie? Czy można stracić połączenie z Ojcem w Chrystusie? Czy można stracić cokolwiek z tego, co Ojciec dał nam w Chrystusie? Czy można źle myśleć w Chrystusie? Czy można mieć złe plany w Chrystusie? Czy można się pomylić idąc tą drogą? Nie, w Chrystusie nie ma takiej możliwości! Ta możliwość jest tylko wtedy, kiedy odwrócimy oczy od Chrystusa.
A więc jaka jest nasza nadzieja? To jest Chrystus w nas, nadzieja chwały! Chrystus jest naszą nadzieją! To nie jest tylko słowo. Gdybyśmy wzięli słowo nadzieja-Chrystus, nadzieja ma na imię Chrystus. Nasza nadzieja ma imię, to jest Chrystus, Który nigdy nie zawodzi. Nikogo nigdy nie zawiódł. Chwała Bogu!
Masz nadzieję, która jest niezniszczalna, która sięga aż poza zasłonę. To jest Chrystus! Czy ktokolwiek, kiedykolwiek może powiedzieć, że zawiódł się na Nim? Nigdy! Przez całą wieczność nie pojawi się taki człowiek, który by powiedział: miałem w Nim nadzieję i się zawiodłem. Jeśli człowiek miał nadzieję w swojej nadziei, tak jak miał wiarę w swojej wierze, tak jak miał miłość w swojej miłości, tak jak miał ufność w swojej ufności, że to nie był Chrystus, to była ufność człowieka, nadzieja człowieka, miłość człowieka, ludzka, nasza. Mamy ludzką ufność, ludzką wiarę, ludzką nadzieję, ale ona nie jest skałą. Skałą jest tylko Chrystus i ta nadzieja, którą jest Chrystus, ona nigdy nikogo nie zawiodła i nie zawiedzie.
Mamy więc Chrystusa, pewnego Chrystusa, Bożego Syna. Chrystus powiedział: kogo Ja wyswobodzę, ten będzie wolny, a kogo ja uczynię wolnym, ten będzie synem czy córką. A kto jest synem, córką ten będzie mieszkać w domu Ojca. Zobacz jaką masz dzisiaj możliwość przychodzić do domu Ojca! Chwała Bogu!
Wiecie, kiedy człowiek przychodzi w Chrystusie przed oblicze Ojca, ten człowiek ma szczęśliwe myśli! On jest zadowolony, jest szczęśliwy, jest w domu Ojca dlatego, że jego nadzieja-Chrystus jest w domu Ojca! My nie mamy nadziei, że będziemy w domu Ojca, my nie myślimy sobie: „o, czy ja mogę wejść do domu Ojca”. Przez Chrystusa, przez Jego Krew już tam jesteśmy. mamy prawo być w domu Ojca zawsze! To jest nasz Chrystus, to jest nasza nadzieja!
Kiedy my opieramy się na nadziei, którą diabeł nam wytwarza, to mamy niepewności, wątpliwości, stale się borykamy i nie umiemy być w domu Ojca tak jak Chrystus. Zachowujemy się jak niewolnicy, którzy są niepewni i zastanawiają się cały czas, kiedy ten właściciel tego domu wypędzi nas stamtąd. Kiedy Chrystus jest Tym, który napełnia nas Sobą, wtedy my jesteśmy Bożymi dziećmi. A gdy jesteśmy napełnieni nadzieją-Chrystusem, wtedy jesteśmy w domu Ojca już zawsze, bo Chrystus czyni nas wolnymi.
Zwróćcie uwagę o co może chodzić diabłu. Kiedy on odbierze nam prawdę, którą jest Chrystus, wkładając w to miejsce swoje kłamstwo, które skupi się na nas i będzie chciało z nas wykrzesać wiarę, z nas nadzieję, z nas pewność zbawienia, to wtedy uda mu się to, że my puścimy Chrystusa i złapiemy się siebie, a wtedy on ma już sposobność jak nas pokonać i zrobić z nas nędznych chrześcijan, którzy potrafią się tylko kłócić, mieć waśnie, nastawienia, złośliwe pomysły, pychę, dumę, arogancję i mówić o sobie, że są dziećmi Boga. Diabeł bardzo lubi, jak ludzie tak mówią żyjąc w jego pułapce. Bardzo lubi, kiedy mówią, że tak właśnie wyglądają dzieci Boga: złośliwe, zajęte tylko sobą, mniemające o sobie wzniośle.
Kiedy napełnia nas Chrystus, napełnia nas zupełnie coś innego. O, chwała Bogu, że jest Chrystus, że jest prawdziwa nadzieja, która nie jest rozchwiana ani troszeczkę. Nie śmiałbym, ani ty nie śmiej polegać na sobie w tak ważnej sprawie. Chrystus wszystkim w nas.
Wróćmy do Listu do Efezjan, otwórzmy 2 rozdział od 11 wiersza. Trochę wspomnień, ale takich, które prowadzą do dobrych rzeczy.
„Przeto pamiętajcie o tym, że wy niegdyś poganie w ciele nazywani nieobrzezanymi przez tych, których nazywają obrzezanymi na skutek obrzezki dokonanej ręką na ciele, byliście w tym czasie bez Chrystusa”.
Bez czego byliśmy, bez kogo? Bez Chrystusa, ale też i bez nadziei.
„Dalecy od społeczności Izraelskiej i obcy przymierzom zawierającym obietnicę, nie mający nadziei i bez Boga na świecie”.
Tacy byliśmy. Bieda totalna, nasz stan to ruina, po której przechadzał się diabeł i śmiał się z naszego człowieczeństwa. Szydził tak sobie w każdej chwili: „Wy jesteście ludźmi stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga? Wy jesteście kreaturą, która myśli o sobie, że jesteście kimś wielkim, kimś znaczącym. Wkładam w was mój sposób myślenia i wy musicie tak myśleć. Musicie się cieszyć z tego, co ukradniecie, a smucić kiedy wam coś ukradną”.
Nasz stan był bardzo nędzny, diabeł mówił do nas tak dużo, a my tak łatwo go słuchaliśmy.
„Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez Krew Chrystusową”.
Jak potężne Słowa pisze teraz Apostoł! Wy, którzy byliście daleko, oddaleni na odległość waszych grzechów od Boga, bez nadziei i bez Boga, oto staliście się Mu bliscy. Przez co staliśmy się bliscy Ojcu? Przez Krew Jego Syna! Czyż nie jest to potęga i majestat tej nadziei, Chrystus w nas? Blisko Boga! My, którzy byliśmy daleko staliśmy się bliscy Bogu przez Krew Jego Syna. A więc Bóg zapłacił tą cenę, żeby nas oddalić od diabła, a przybliżyć do siebie. Ponieważ Bóg jest Święty, nie mógłby mieć z nami społeczności z powodu naszych grzechów. Bóg zapłacił za nasze grzechy Krwią Swego Syna, aby móc mieć nas blisko siebie! Po co? Abyśmy mogli już myśleć jak Bóg, żeby myśli Boga były w nas, myśli, które przyniósł nam z nieba Chrystus Jezus. Dlatego mamy być myśli Chrystusowej. Mamy myśleć już o tym co w górze. Myśl o tym, co w górze, żyjąc tu na ziemi. Chociaż żyjemy tu nadal i na różne rzeczy napotykamy, myślmy w ten sposób, żeby te rzeczy nie zdobyły naszego serca, żeby nie zdobyły naszego umysłu, żeby nie odwiodły nas od Chrystusa, bez Którego staniemy się znowu nędzni, bez nadziei i bez Boga na tym świecie.
Kto ma Chrystusa, ten ma nadzieję, ten ma życie. Co dalej?
„Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni”.
Powiedzmy, był taki czas tutaj w Niemczech, kiedy był mur rozdzielający ten naród na dwie części, były Niemcy Federalne i Demokratyczne. Ten mur rozdzielał ten naród na dwie części, ale nastał taki dzień, w którym ten mur został zburzony i ci ludzie z tych dwóch stron mogli podejść do siebie i podać sobie rękę.
Dzięki Bogu, teraz my możemy podać sobie rękę! Byliśmy sobie nawzajem wrogami, żyliśmy w nędzy i rozpaczy, podzieleni przez diabła, oddzieleni od siebie nawzajem takimi murami i jeszcze pomagaliśmy diabłu je budować, a Jezus zburzył wszelki mur nieprzyjaźni i możemy być sobie przyjaciółmi. Czy to nie zmienia sposobu naszego myślenia? Czy to nie daje nam swobody bycia ze sobą na innych warunkach? Już nie przez jakieś mury nieprzyjaźni, ale przez połączenie w Chrystusie, oczyszczenie Jego Krwią, od naszego sposobu patrzenia na siebie. Diabeł jest oskarżycielem braci naszych, a Jezus? Wstawia się za nami przed Obliczem Ojca, a Krew Jego silniej o tym ogłasza niż oskarżenie diabła.
„On zniósł zakon przykazań i przepisów”. Zobacz to! Kto nie wypełni chociaż jednego winien jest wszystkiego. Gdyby zostawił nas z wiedzą o Nim, a dalej mielibyśmy to wykonywać, co byśmy zrobili? Dalej mielibyśmy wykonywać te przykazania, te przepisy, to wszyscy pojechalibyśmy tam do Jerozolimy, w tamte tereny, żeby być narodem Boga? Ale On to znosi, znosi to, co dostał tamten naród, aby chodzić przed Bożym Obliczem w ten sposób. I czyni pokój, aby czyniąc pokój stworzyć w sobie samym z dwóch jednego nowego człowieka.
Teraz spójrzmy na nowego człowieka. Nowy człowiek to Chrystus. A więc jacy to są ludzie? Jacy my możemy być wobec siebie, gdy Jezus mieszka w nas, gdy nasza nadzieja mieszka w nas. Nadzieja na wszelkie dobre chwile tu na ziemi i na całą wieczność z Bogiem! Jak my wtedy chodzimy po tej ziemi? O czym myślimy? Jak chodził Jezus i o czym On myślał? Czy chodził w złych humorach i mówił: do mnie dzisiaj się nie zbliżajcie, dzisiaj nie mam humoru? Nawet, jak był zmęczony, ulitował się nad nimi, a widząc ich potrzebę wyszedł naprzeciw nich.
Nadzieja nie zawodzi, nigdy nie zawodzi. Każdy, kto chce Jezusa, aby żyć dzięki Niemu, na pewno będzie Go mieć, ponieważ On właśnie po to przyszedł. Jak bardzo potrzebujemy myśleć o Nim w taki sposób, jak Duch Święty przyszedł Go uwielbić, abyśmy byli odnowionymi w duchu umysłu swojego. Myśleć o Chrystusie w taki sposób, aby te myśli nas zajęły, zajęły nam całe nasze życie ziemskie. Myślcie o Chrystusie! O dobrym, wspaniałym Pasterzu! O miłosiernym Królu, który gotowy był życie swoje położyć za wszystkich swoich poddanych, żeby ich uwolnić z niewoli, w której oni wcześniej żyli.
Gdy myślimy o Chrystusie i miłujemy Chrystusa coraz bardziej, nasz umysł jest chroniony! On jest napełniony pełną, wspaniałą ochroną. Niech Pan nas napełnia tym, żebyśmy byli napełnieni każdą Jego myślą, coraz więcej, więcej i więcej. Coraz więcej i więcej Chrystusa w nas, jako nowym człowieku z odnowionym umysłem, napełnionym myślami Bożymi.
„I pojednać obydwóch z Bogiem w jednym ciele przez Krzyż, zniweczywszy na nim nieprzyjaźń”.
Wiecie skąd nieprzyjaźnie są między ludźmi wierzącymi? To jest z ich winy. Nieprzyjaźń nie jest wynikiem pracy Chrystusa. On nie przyszedł przynieść nieprzyjaźń. Przyniósł nieprzyjaźń, ale między nami a diabłem, a nie między nami ludźmi. Kiedy więc pojawia się nieprzyjaźń, a tym bardziej z Bogiem, to na pewno nie jest to Chrystus.
„I przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko i pokój tym, którzy są blisko, albowiem przez Niego mamy dostęp do Ojca jedni i drudzy w jednym Duchu”.
Czyż to nie jest potęga i wspaniałość tego, co mamy w Chrystusie, jako naszej nadziei? Mamy dostęp do Boga, a przecież byliśmy oddaleni od Boga.
Wiecie, mówię o takich skarbach, ale umysł ludzki tego nie przyswaja. Musi być Duch Boży, który te skarby przenosi do umysłu ludzkiego i człowiek jest pod takim wrażeniem Chrystusa, że nie może już normalnie żyć tu. Już by chciał być z tym Panem jak najszybciej, ale wie, że musi jeszcze żyć tu na ziemi dla Jego chwały. To zbawienie będzie przyoblekało nasz umysł i będzie nas napełniał Chrystus, abyśmy mogli myśleć o tym co dobre, miłe i pożyteczne. Wiecie jak my potrzebujemy, aby Chrystus mieszkał w nas, jako nasza nadzieja i żebyśmy mogli dać sobie dobro, już nie zło, żebyśmy nawet nie chcieli i nie myśleli czynić sobie coś złego. A jeśliby to się wyrwało z tego ciała bez naszego udziału, to natychmiast to skończymy i nie pozwolimy, żeby diabeł władał nami. Jak ważne jest umieć radować się w Panu i to zawsze.
„Tak więc już nie jesteście obcymi i przychodniami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga”.
Pomyślmy sobie: my jesteśmy dzisiaj w domu Ojca naszego. Co prawda fizycznie jeszcze tam pielgrzymujemy, ale my już tam jesteśmy. My idziemy tam, gdzie już jesteśmy. Ja nie idę do miejsca, w którym nie wiem czy jestem. Ja tam jestem, dlatego tam idę, bo jestem pewny, że jestem tam w Chrystusie! Gdybym nie był pewny to nie znałbym wyników. A mój wynik jest znany, Chrystus jest moim wynikiem. On jest gwarantem mojej pewności, że ja już tam jestem. Dopóki On jest gwarantem, dopóty ja mam prawo tam iść. Jeśli ja mniemam, że tam dojdę według własnego sposobu myślenia, czy działania, to jest moje domniemanie. Ja domniemywam, że dojadę bezpiecznie do Gdańska, ale ja wcale nie muszę dojechać bezpiecznie do Gdańska. Jeśli Chrystus w Gdańsku czeka na mnie, to i ja tam bezpiecznie dojadę. Choćby wszystkie smoki i wszystko wylazło, i tak tam dotrę. Skoro Pan powiedział Pawłowi „przed cesarzem stanąć musisz”, statek mógł się topić, wszystko mogło być, a on i tak tam stanął, bo to było Słowo Chrystusa. Na Słowo Chrystusa Piotr wyszedł z łodzi i chodził po wodzie. Jego umysł został zmieniony totalnie, bo my myśląc normalnie, nie wyszlibyśmy, bo byśmy wiedzieli, że zaraz utoniemy.
Umysł musiał zostać zmieniony, żeby Piotr mógł pomyśleć, że może iść po wodzie, ale kiedy odwrócił oczy od Chrystusa, umysł wrócił do swego starego rozumu, przestraszył się i wtedy zaczął się kłopot. Diabeł wie, że jeśli odwróci nasze oczy i nasze myślenie od Chrystusa, wtedy jest szansa, że zacznie nas straszyć i wywoływać złe rzeczy w nas.
„Zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na Którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu, na Którym i wy się wespół budujecie na mieszkanie Boże w duchu”.
Tak myślmy! Staliśmy się budowniczymi, staliśmy sie udziałowcami wspaniałej budowy. Tak myślmy! To jest piękna budowa! Budowa, na której pracują święci, czyści, oddzieleni dla Boga ludzie, którzy są zbawieni w Chrystusie, którzy już są niebiańskimi ludźmi tu na ziemi, którzy mają miłość wzajemną i troskę o siebie nawzajem, bo Chrystus ich tym napełnia. My jesteśmy jak naczynie gliniane, ale skarb jest potężny, wspaniały. Ten skarb zabezpiecza nas, takie gliniane naczynia, tak doskonale, że pójdziemy na wieczność do Boga. To jest nasza radość i nasze zadowolenie każdego dnia: Panie gdyby nie Ty, ale to Ty wprowadziłeś mnie w te niebiańskie tereny i dzisiaj pokazujesz mi niebo coraz bardziej i bardziej.
Ile dzieci Boże dostają z tych niebiańskich rzeczy, już tu na ziemi? To czego oko nie widziało, ucho nie słyszało, to Duch Święty objawia tym, którzy miłują Boga. Chwała Bogu!

