PRZYŁÓŻ SWOJĄ RĘKĘ DO BOŻEJ BUDOWY - 6.08.2015

PRZYŁÓŻ SWOJĄ RĘKĘ DO BOŻEJ BUDOWY - 6.08.2015 - część 1

Jak to już było wspomniane trochę wcześniej, że minął rok od poprzedniego obozu i mówimy znowu kolejne rzeczy, które Bóg chce nam dać, to są materiały odpowiednie do tego, żeby budowa Boża posuwała się dalej, a my jesteśmy tą budową Bożą. To są te materiały, które mają nam pomóc, abyśmy wykonali pracę, którą mamy do wykonania, bo my pracujemy, jesteśmy budowniczymi. Wszyscy uczniowie Pana Jezusa to budowniczowie. Mamy do wykonania pracę i będziemy dzisiaj o tym właśnie mówić, o naszej pracy, też o bardzo ważnej zasadzie pracy, która łączy się z tym co mówiliśmy też wcześniej - musimy robić to dla Pana.

         Księga Nehemiasza. Nehemiasz dostaje wiadomość, że ci, którzy widzieli Jerozolimę, widzieli ją w wielkim upadku. Rozbity mur, świątynia zburzona. Ten Boży człowiek rozpłakał się. Wiecie, jak ktoś coś kocha i usłyszy, że to jest w takim wielkim poniżeniu, to tego człowieka serce ściśnie i nie ma siły, żeby nie poszły łzy. To miasto było mu tak bliskie, to miasto było w jego sercu, to była jego ojczyzna. I chociaż nie był w najgorszej sytuacji w niewoli, miał tam w miarę dosyć dobrą pozycję, i na pewno nie żyło się tam mu najgorzej, jednakże jego serce płakało za miejscem, które Bóg im dał, aby tam mieszkali, aby tam składali ofiary, czcili Boga. Ołtarz. Wiecie dla tego człowieka było to wiadome, że nie mają ołtarza.

         Niech Pan mówi do nas i dociera do mnie i do ciebie jak wygląda nasz ołtarz modlitwy, w jakim jest stanie, jak Bóg patrzy na to miejsce, czy z upodobaniem i zadowoleniem, słysząc jak szukamy Jego oblicza i wzdychamy do Niego, jak składamy siebie samych Bogu jako ożywionych z martwych. Wiecie, powinno to być dla nas wielkim bólem i rozterką, i jest dla tych, którzy chcą, żeby Kościół był święty. I gdy widzimy, że ołtarz jest w wielkim poniżeniu i gdy widzimy brata czy siostrę, którzy nie składają siebie ożywionych Bogu codziennie dla Jego chwały, a żyją dla siebie samych, dla własnych pomysłów, dla własnych idei… Chociaż zostali wszczepieni w krzew winny i mają dostęp do tego samego Chrystusa, jednakże jest coś w życiu brata czy siostry, co blokuje przepływ tego życiodajnego soku z Chrystusa do brata, siostry.I człowiek ten nie jest pokonany przez miłość Chrystusa, nie jest zdobyty dla chwały Chrystusa.

         Czytamy tutaj, że Nehemiasz później przyjeżdża tam, bo z łaski Boga dostaje pozwolenie od króla, że może pojechać i jeszcze otrzymuje pewne polecające listy. I on przyjeżdża do Jerozolimy, i wychodzi w nocy, aby zobaczyć to wszystko. Wiemy, że ten wygląd był dla niego wielkim smutkiem, ale to nie był wygląd, który przeraził go. To był wygląd spustoszenia, ale to nie był wygląd, który go przeraził, bo on wiedział, że Bóg ma swój plan, swój zamysł. I Nehemiasz wiedział, że Bóg, który go posłał będzie Tym, który musi poruszyć serca innych Izraelitów, którzy tam są, żeby oni dołączyli do Bożego planu. On wiedział, że jeśli Bóg nie poruszy ich serc, to on sam nie jest w stanie tego zrobić. Nehemiasz potrzebował ich do wykonania Bożego planu. I na pewno była tam modlitwa do Boga: "Boże, porusz te serca, żeby oni zobaczyli to co Ty mi pokazujesz i żeby w ich sercu powstało pragnienie, aby dołączyć się do działania." I tak się stało. Nehemiasz wyjawił Boży zamysł i oni dołączyli się do niego. On pocieszał ich: "nie bójcie się, Boga mamy ze sobą".

         Słuchajcie, i my mamy Boga, żeby On zmieniał nas na obraz swego Syna. Mamy Boga, który nie zawodzi i trzymajmy się Go całym sobą. Trzymajmy się Boga, który nie zawodzi i który ma moc zmienić nas, zmienić z ruiny na piękną budowlę Pańską, na świętą świątynię, która będzie chodziła w świętości po tej ziemi. Bóg ma moc! Jedynie On może sprawić to, że zobaczysz, czy więcej znaczy to co ty możesz, czy więcej znaczy to co On może. Czy więcej znaczy życie w sposób rozdwojony, czy życie w sposób ujednolicony dla Jego chwały. Czy więcej radości sprawia ci to co dzisiaj robisz, czy więcej radości sprawia ci to, kiedy Bóg robi w tobie to co jest piękne. Porównaj te dwie sprawy i zobaczysz, że będzie wynik zwycięski dla Boga. Teraz tylko, czy oddasz Mu wszystko, żeby On to zrobił jak chce do końca. Bo kiedy Bóg może w tobie działać, wtedy dzieją się dobre rzeczy. Widać, że budowla posuwa się do przodu. Bóg nie traci czasu. Jezus powiedział: "Ojciec pracuje i Ja pracuję."

         I teraz, żeby coś zobaczyć. Nie chodzi o to, by kogoś potępić, tylko jeśli ktoś będzie zasmucony w prawidłowy sposób, żeby porzucić to co przeszkadza żyć w taki sposób, o którym teraz będę mówił, to będę raczej zadowolony. Jeśli ten smutek przyprowadzi do upamiętania i porzucenia złego sposobu życia, tracącego czas i to kolejny raz, to chwała Bogu.

         Mógłbym czytać w jaki sposób oni zaczęli dzielić to. Czytamy 3 rozdział, wiersz 1a:         

         „Zabrał się więc arcykapłan Eliaszib wraz ze swoimi braćmi kapłanami do odbudowy Bramy Owczej, poświęcili ją, wstawiwszy w niej wrota;”

         Stają, więc arcykapłan i kapłani do odbudowy tej Bramy Owczej. Pasterz, owce - ważna brama. A więc teraz my, nauczyciele biblijni, którzy głosimy Słowo Boże i mówimy innym jak żyć. Jak przez ten rok wykonaliśmy pracę przy tej bramie, aby owce łatwiej i swobodniej mogły wchodzić na teren Pana? Jak ten rok wygląda? Jak posunęliśmy sprawę do przodu? A później dalej, następni. Jak wygląda wasz odcinek pracy przez ten rok? Jak wygląda ta budowa? Czy ona idzie równo, posuwając się? Czy mamy taką budowę, że wróg widzi - tu ziemia, a tam widzi dużą budowlę? Ale co z tego? Ziemia, prawie nic, można łatwo przejść, dostać się między wierzących. Rozumiecie, jeśli mur ma chronić miasto, to na całym obrębie muru musi podnosić się on do góry przynajmniej prawie równomiernie, że kiedy zacznie się już dokończać, to wszędzie mur jest równy i wróg napotyka w każdym miejscu na tą samą wysokość muru, to znaczy wysokość Chrystusa.

         Ale jeśli mur nie wygląda w ten sposób? Gdybyśmy wzięli każdego z nas i ten odcinek, na którym ty pracowałeś (pracowałaś) przez ten rok i zobaczyli, czy wróg otrzymał większą przeciwność, aby przechodzić. Jak wygląda twoja praca? To jest twoja i moja odpowiedzialność przed Panem. Jak my pracujemy? Jaki jest wynik tej pracy? Bo nie pracujemy tak sobie, byle jak, aby jakoś. Mamy zadanie do wykonania. To jest nowe miasto, święta Jerozolima, którą buduje Bóg, ale my jesteśmy tymi kamieniami żywymi. On z nami współpracuje. Co zrobiłeś (zrobiłaś) na swoim odcinku? Jeszcze jest czas, żeby pokutować i przeprosić Boga za marnotrawstwo, za to, że człowiek bawi się w chrześcijaństwo, zamiast żyć i obfitować dla chwały Boga i budować się na dom z innymi, dom, który jest chroniony.

         Zobaczcie jaki przykład dali ci Żydzi odbudowując Jerozolimę. Podjęli się pracy. I  zaczęło się to, że wróg zaczął szydzić, kpić z nich: "A co to za wielka robota, co ty tam wielkiego zrobisz? Twoja praca nic nie znaczy." A może ktoś przestanie działać, a może będzie to luka, przez którą zawsze przedostaniemy się do tego zboru i będziemy mogli niszczyć i demolować innych przez obraz tego upadłego chrześcijanina, czy upadłej chrześcijanki. Szydźmy z nich, kpijmy z ich pomysłów, żeby żyć jak prawdziwi wyznawcy Chrystusa. Może będą się krępować i będą się w ogóle bali poruszyć dalej, żeby przypadkiem nie okazało się, że to jest prawda. Dadzą się osaczyć diabłu, wykpić Chrystusa, moc krzyża. Zobacz, czy masz poważną, odpowiedzialną pracę w ciele Chrystusa. I każdy z nas odpowie za czas, który dostaliśmy, co z nim zrobiliśmy. Czy sprawa Pana posunęła się dalej? Pan nie będzie pytał co zrobiłeś w finansach, w remontach, w naprawach, w innych rzeczach. Pan zapyta: "Co zrobiłeś w Mojej sprawie? Co zrobiłaś w sprawie Mojej?"

         Gdy widzisz, że sprawa Boża posuwa się do przodu i widzisz, że rośniesz dzięki Panu, że stajesz się coraz mniej przepuszczalny (przepuszczalna) dla diabła, to ciesz się, bo to jest chwalebne. To oddaje chwałę Budowniczemu, który miał czas z tobą i mógł z tobą zrobić to co On potrafi. To jest obraz pracy Boga nad tobą. Pan chce współpracować, ale my musimy nieustannie do Niego należeć.

         Zobaczcie, to musi mieć fundament. Mur czy miasto nie może sobie tak stawać na piasku, ale musi mieć fundament. Fundamentem jest nasza śmierć w śmierci Chrystusa. Innego fundamentu nie znam. Jeśli nie jesteś umarły (umarłą) w Chrystusie, to nie budujesz wcale na fundamencie. Każda twoja budowla jest na piasku i rozleci się. Dopiero, gdy budujesz, jako umarły (umarła) w Chrystusie, to wtedy budowa jest zachowana. Wtedy budujesz jako nowy człowiek. Czy rozumiesz to? Jeśli nie umarłeś (umarłaś) w Chrystusie, to przez cały czas budujesz po staremu ze starymi pomysłami, partacko, jak ci wpadnie do głowy - tak wydaje ci się, że jest dobrze. Ale kiedy umarłeś (umarłaś) w Chrystusie, wtedy budowla posuwa się w nowym człowieczeństwie i wszystko jest tam dla chwały Bożej. Dopiero nowy człowiek buduje prawidłowo. Stary zawsze będzie paskudził w tych sprawach. 

         A więc co powinniśmy zrobić między sobą, jeśli chcemy, żeby cały mur był prawidłowy, żeby cała budowa rosła prawidłowo? Co musimy zrobić? Musimy doprowadzić do tego, że każdy z nas będzie martwy w Chrystusie. Musimy przypominać sobie, że nie jesteśmy tak sobie, ale mamy się budować na dom dla Boga. Znamy zamysły diabła, że będzie chciał przeszkadzać, będzie chciał kpić z nas, żartować sobie. Będzie chciał odwracać naszą uwagę. Będzie chciał, żebyśmy nie oczyścili się z przedtem popełnionych grzechów. Bo jeśli nie oczyścisz się z przedtem popełnionych grzechów, to twoja budowa na nic jest. Wszystko co robisz idzie w proch. Pan nic z tego nie przyjmie, bo to wszystko jest skażone twoim grzechem. Nic. Możesz budować sto lat i to wszystko idzie od razu w śmietnik. Musi być oczyszczenie. To są ważne rzeczy, bo budujemy z Bogiem, a Bóg jest święty. A więc najpierw oczyszczenie, a potem powstanie. Jesteś bratem, jesteś siostrą, zostałeś ochrzczony, ale nadal nie możesz normalnie budować. Musi przyjść do oczyszczenia. Wtedy rozpoczyna się normalna praca. Czysty umysł, czyste ochotne serce, prowadzi cię do tego, żeby Jezus był uwielbiony w każdym słowie, w każdym czynie, żeby nikt nawet nie miał śmiałości zarzucić, że ty zaniedbujesz sprawy Chrystusa.

         Oni byli wyszydzani, wykpieni, żartowano sobie z nich, a nawet zagrożono im atakiem. I co oni wtedy zrobili? Uzbroili się. Tak? W jednej ręce miecz, w drugiej narzędzie budowlane, żeby być gotowymi do odparcia ataku. A więc mieli w sercu to, żeby nie tylko być zadowolonymi, że się rozpoczęło budowę i powiedzieć: "Panie Boże, widziałeś, rozpoczęliśmy, ale wróg jest zbyt liczny i nie możemy jej dokończyć, musimy poddać się. Jakby coś to jesteśmy usprawiedliwieni. Naprawdę dobrze chcieliśmy." Nie. Oni posłuchali się Nehemiasza, chociaż serca ich drżały, tak samo jak nieraz słuchającym kazania drżą serca, bo się boją, że to za wysokie, może okazać się nie do osiągnięcia. Nie bójcie się, z Bogiem wszystko powiedzie się, tylko trzeba trzymać się Go. Bóg nasz potrafi poradzić sobie ze wszystkim. Nie bój się, przestać grzeszyć, i bój się grzeszyć. Jak przestaniesz grzeszyć, to niewiele stracisz, ale jak będziesz grzeszyć, to stracisz wszystko. A więc bój się grzeszyć. To jest podstawa.

Jan 14:23