OWCE NAŚLADUJĄCE PASTERZA - 5.08.2015
OWCE NAŚLADUJĄCE PASTERZA – 5.08.2015 – część 3
List do Filipian 4,13:
„Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.”
Możesz, bo Chrystus daje nam te możliwości. Możesz powstać i żyć dla Niego. Krew Jego jest tak mocna, aby pomóc ci natychmiast powstać i żyć dla Niego. Tylko w tobie musi powstać to - dla Niego jestem chrześcijaninem (chrześcijanką). Nie dla czegoś tam, ale dla Niego samego jestem powołany, żeby żyć dla Jego chwały. Nie będę chodził w nieprawości swego serca, lecz powstanę oczyściwszy swoje serce. Będę chodził w prawości, aby czynić twoje dobro Panie Jezu. Dla Ciebie, dla Twojej chwały. To jest miłość. Wiecie, to co musi być w nas, to miłość do Pasterza. Jeśli jest miłość do Pasterza, to ta miłość będzie takim posileniem, które pozwoli nam pokonać wszystkie przeciwności, aby zawsze być tam gdzie jest nasz Chrystus i zawsze czynić to co Jemu się podoba. Tylko miłość do Niego jest wystarczająco silna, by trzymać nas przy Jezusie. Nawet zbawienie, możecie zobaczyć, że jeśli nie ma miłości, to zbawienie potrafi opuścić Jezusa i czuć się zbawieniem bez Jezusa, już bez życia według woli tegoż Pasterza. Ale jeśli jest miłość, to miłość nie chce żyć bez Jego woli. Miłość kocha Jego rozkazy, miłość przyjmuje Jego rozkazy i rozkoszuje się czyniąc Jego rozkazy. I to jest potrzebne nam w Kościele - miłość do Jezusa, ta pierwsza miłość, która pomogła ci wyrwać się z tego świata, ze swoich nałogów, z obrzydliwych rzeczy, które czyniłeś, (czyniłaś). Ona potrzebna jest nam cały czas, żeby trzymać się Jezusa, bo jeśli tracimy miłość, my się Go puszczamy i zaczynamy żyć po swojemu. To już nie jest życie cząstki Jezusa, która buduje się z innymi na dom Boży. To jest życie cząstki, która zaczyna tracić krwioobieg, zaczyna tracić tlen z nieba, zaczyna tracić pokarm, którym jest chleb żywota. Ona zaczyna coraz bardziej powoli obumierać, bo traci to co najcenniejsze. Ona traci połączenie między cząstkami. Miłość do Pasterza! Wiecie, tak musi być! Musisz mieć pewność, że kochasz Go i z powodu tego Pasterza będziesz pilnować stanu swego serca, by na Jego pastwisku, w Jego ogrodzeniu czynić to co Jemu się podoba.
2List do Koryntian, 11 rozdział. Zobaczcie co przeżywa ten sługa, który poszedł za Pasterzem ślad w ślad. Mówi o tych różnych, którzy próbują mówić o sobie, że są sługami Chrystusa:
„Sługami Chrystusa są? Jako niespełna rozumu to mówię; daleko więcej ja, więcej pracowałem, częściej byłem w więzieniach, nad miarę byłem chłostany, często znajdowałem się w niebezpieczeństwie śmierci. Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści uderzeń bez jednego, trzy razy byłem chłostany, raz ukamienowany, trzy razy rozbił się ze mną okręt, dzień i noc spędziłem w głębinie morskiej. Byłem często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W trudzie i znoju, często w niedosypianiu, w głodzie i pragnieniu, często w postach, w zimie i nagości. Pomijając te sprawy zewnętrzne, pozostaje codzienne nachodzenie mnie, troska o wszystkie zbory. Jeśli kto słabnie, czy i ja nie słabnę? Jeśli kto się potknie, czy i ja nie płonę?” 2Kor.11,23-29.
Widzicie, i on dalej idzie. Co może być powodem, że on dalej idzie? Miłość Chrystusa, która napełnia jego serce. Jej nie zatrzymasz przeciwnościami, jej nie zatrzymasz biczowaniem, jej nie zatrzymasz zniewagami. Nawet zniewagami Kościoła nie zatrzymasz jej. Paweł był znieważany wszędzie. Ale nie znajdziesz w nim niechęci. Ta miłość wygrała ze wszelkim zniechęceniem, z wszystkimi pomysłami diabła, który też na pewno kusił go: "Pawle, daj sobie spokój, przecież tracisz swoje życie, a zobacz, że ci ludzie śmieją się z ciebie, że to nic nie jest warte, a jego mowa to w ogóle do niczego. A ty jeszcze za nich życie kładziesz?" Tak, bo Jezus jest życiem w Pawle. Jezus chce ich uratować, nie odda ich diabłu, dlatego, że oni w tej chwili są nierozumni. On dalej idzie do nich, żeby ich zbawić, uratować. On wie o co walczy, wie jakie miejsce już tam zajął diabeł, ale jest gotów walczyć. Mówi: "tak uderzam, żeby go trafić." Paweł nie walczy z tymi braćmi i siostrami, którzy w tej chwili pomylili się już i zamiast iść za Jezusem, idą za diabłem. On będzie walczył z diabłem, który odprowadza ich od Chrystusa, żeby ich z powrotem przyprowadzić do Chrystusa.
O Boże, daj nam tak właśnie, aby być takimi ludźmi, których nic nie zatrzyma. Na ciebie ktoś krzywo spojrzy i już się urażasz, już masz powody do czegoś tam. Pomyśl, jesteś zbity (zbita), zmaltretowany, wyrzucony precz, wrzucony do jakiejś jamy, gdzieś pobity, wrzucony do więzienia, i nadal kochasz tych ludzi. To jest miłość Chrystusa, to jest miłość Pasterza. Ona jest nie do podrobienia. Dlatego Paweł mówił: "Braćmi są, chrześcijanami? Gdzie świadectwo miłości Chrystusa w nich?" Mogą być może pogubionymi braćmi, ale nie tymi, którzy znają Jezusa. Paweł też walczył o pogubionych i mówi: "Dla tych, którzy są pod zakonem, jakobym był pod zakonem". A przecież to byli ludzie, którzy się nawrócili, ale dalej wypełniali przykazania zakonu. Zostali ochrzczeni, ale nadal wypełniali zakon. I Paweł, żeby ich ratować mówi: "to tak jakbym żył pod zakonem dla nich, żeby docierać do nich i wyrwać ich, żeby chodzili w wolności Chrystusa." Piękne!
Pomyśl, ile twoje życie dostaje piękna w Chrystusie? Ale możesz oddzielić się od tego piękna, jeśli pozwolisz tym starym diabelskim emocjom mieszkać w sobie. To one oddzielają od służby. To one powodują zablokowanie, zatrzymanie się. Ale powiedz, gdybyś widział swoje dziecko w coraz większej tragedii i co wycofasz się? Pójdziesz ratować z narażeniem własnego życia, bo masz miłość. I o tym mówi miłość Chrystusa do nas, że nawet gdybyś miał stracić życie, to będziesz ich ratować, nawet gdybyś miał zapłacić cenę, że nie uznają ciebie, ty będziesz ratować ich. Tak jak już Dawid rozpoznał tą miłość i mówi: "oni mnie nienawidzą, a ja się za nimi modlę, oni mają problem, a ja wstawiam się u Ciebie, żebyś pomógł im, a oni coraz bardziej nienawidzą mnie." Ale Pan mówi, że jeśli będziesz zgarniać to dobro na głowę człowieka, to pewnego dnia ten ogień dobra może przeniknąć tą blokadę diabelską i w umyśle i sercu człowieka powstanie zrozumienie: "Boże, kimże ja jestem, że tyle okazujesz mi dobra przez tego człowieka?" I to jest Boże wejście, nie włamanie, tylko Boże wejście.
Tak, że zobaczcie, ile piękna jest przed nami, kiedy patrzymy na Jezusa i podziwiamy Go, wtedy rozkosz naszemu sercu daje to, żeby wygrać, żeby pokonać. Te strzały diabelskie, one latają i tu na obozie. Mamy tarczę wiary, żeby wygrać, żeby nie przyjąć czegoś takiego. Musimy to zrozumieć. To Pasterz nas zebrał razem. Jeśli ktokolwiek z nas jest już bardziej obznajomiony z naśladowaniem Jezusa, niech służy innym. Zobaczcie, że to jest właśnie to, że im więcej znasz Jezusa, tym więcej służysz, tym więcej znosisz, tym więcej dźwigasz, tym więcej widać w tobie Chrystusa. Niech Bóg pomoże nam, bo to jest bardzo ważne. W tym miejscu, gdzie jest Pasterz i owce, On mówi: "niczego ci nie zabraknie." To właśnie przez nas On chce dawać. Rozumiecie? W pewnym momencie Bóg mówi: "nie znalazłem nikogo, kto by się wstawiał za nimi". I co wtedy mówi? "Ja sam stanąłem". Jeśliby nie znalazł między nami nikogo, kto by Go znał i rozumiał, żeby w ten sposób nieść pomoc, tylko tu wszyscy bylibyśmy pokłóceni, obrażeni na siebie, każdy by myślał, że ma rację, że ma prawo do tego, to On sam by tu przyszedł, aby zacząć do nas docierać. Może przyszedłby bardziej oficjalnie, może zaczęłaby się bardziej objawiać moc Jego działania, żeby uprzytomnić nam to kim On jest i żeby przywrócić nas to do porządku. On chce działać w ciszy i zaufaniu. On chce, żeby ujawniała się Jego moc poprzez ciebie i przeze mnie.
Wygraj bracie! To jest największa bitwa chrześcijanina i chrześcijanki, by nie walczyć z ciałem i krwią. To jest największa bitwa - nie walczyć z ciałem i krwią. Wiecie o czym mówię. Czy w domach, czy poza domem nie walczyć z ciałem i krwią . To jest twoja największa bitwa. A z władztwami ciemności walczy Pan. To jest bitwa krzyża w naszym życiu. Żeby nie odpowiedzieć złem na zło, żeby umieć znieść przeciwność, my musimy kochać Jezusa. To jest najwyższe uczucie, które pozwala nam nie przegrać, kiedy jesteśmy atakowani przez diabła, bo miłość do Jezusa zasłania wiele grzechów. Zasłania w nas wiele grzechów i nie pozwoli im wyjść na zewnątrz. Już kiedyś o tym mówiliśmy. Miłość Jezusa oddziela nas od rzeki diabelskiej, która by wpływała i wpływała do naszego serca z nowymi obrzydliwymi rzeczami. To jest zatruta woda. Jeśli miłujemy Jezusa, to ta miłość chroni nas przed tym. Tak samo jak Chrystus dał się w miłości na ofiarę i ta krew oddziela nas od martwych uczynków.
Paweł był gotów to znieść. Paweł mówi: "naśladujcie mnie, bo ja naśladuję Jezusa." Naprawdę, to nie jest proste. Jeśli nie będziemy uczyć się tego dzisiaj, to wiecie jaka trudna będzie bitwa za rok, za dwa? Coraz gorsza. Będzie coraz gorzej, coraz trudniej będzie się poruszać naśladując Jezusa. Ujawni się tyle zła pośród wierzących. I wytrwać do końca, żeby nie walczyć z ciałem i krwią. To jest piękna rzecz.
A więc chcemy mówić o naszym Chrystusie, o pięknie i wspaniałości Chrystusa, o spływającym blasku Jego chwały na nas, objawiającym się Synu Bożym, który chce mieszkać w nas obficie, żeby pozwolić nam po tej ziemi chodzić po wężach i skorpionach i żeby nam nic nie zaszkodziło, żebyśmy już mieli odpowiednie obuwie na stopach, które zabezpieczy nas przed tymi ukąszeniami. To jest prawda ewangelii w nas, to jest piękna ochrona.
List do Filipian 2,17.18:
„Ale gdyby nawet krew moja miała być dolana do ofiary i obrzędu ofiarnego wiary waszej, raduję się i cieszę razem z wami wszystkimi; z tego tedy i wy się radujcie i cieszcie razem ze mną.”
Apostoł mówi: "Nawet gdyby miała być przelana moja krew, aby tylko wam pomóc, jestem gotowy przelać krew. Nie cenię swojego życia w ogóle, jeśli tylko ono może posłużyć waszemu dobru. Jestem gotów znieść wszystkie zniewagi, wszystkie obraźliwe słowa, wszystkie uderzenia, wszystkie cierpienia, aby tylko wam pomóc." To jest miłość. Ona nie da się zatrzymać.
Niech ta miłość spływa na nas. Słowo Boże mówi że nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych. Zobaczcie, że to jest największy oręż Kościoła - miłość Boża w sercach naszych do Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Wiecie, że Pan przyszedł dać nam wyswobodzenie, abyśmy uciekali od złego do dobrego. Bóg nie ma upodobania w tych, którzy się cofają i giną, ponieważ oni zamiast wzrastać do obrazu Chrystusa, tracą ten obraz. Ale czy Pan zabija ich od razu? Jeszcze wychodzi, jeszcze ich przywraca, jeszcze woła ich z powrotem raz, drugi, trzeci, jeszcze ich wyrywa i daje możliwości. Ale mówi: "już nie rób tego, nie ryzykuj swoją wiecznością."
Jest źle, gdy są urazy noszone w sercu, bo mnie ten brat uraził, tamta siostra uraziła. Wiecie czyjś grzech jest obrzydliwością, jeśli patrzysz na grzech, ale on nie może cię urazić. Czyjś grzech nie może cię urazić. Takie dam porównanie - gdyby chirurga urażała twoja choroba i nie mógłby patrzeć na nią i zamykał oczy kiedy cię operuje, to czy chciałbyś, aby ciebie on operował? Nie, niech on to widzi i operuje. I chociaż doskonale nie pomoże, bo pacjent i tak pewnego dnia umrze, ale może na ten czas pomoże. Podczas gdy my mamy patrząc na grzech, nie urażać się na grzech, ale myśleć jak wygrać z tym grzechem, żeby on został usunięty spośród Kościoła. Szukać Bożych rozwiązań. I kiedy my przyjmiemy rozwiązanie od Boga, to Bóg stoi za tym rozwiązaniem i wtedy my jesteśmy spokojni. Nawet kiedy są drastyczne rozwiązania, my jesteśmy spokojni, bo Bóg wie co robi. Kiedy my służymy Panu i należymy do Niego codziennie, wtedy świadomi jesteśmy, że są drastyczne posunięcia i sami myślimy: "Boże, czy to nie za mocno?" Nie. Bóg wie. Tak musi być, żeby uratować. Zatrzymałbyś się, przestraszyłbyś się, że może ryzykujesz czyimś życiem. Bóg nie ryzykuje. Bóg wie co robi. I chwała Bogu, że gdy uczy nas chodzić z sobą, to i te drastyczne posunięcia są potrzebne. I zdajesz sobie sprawę: "Boże to Ty jesteś w tej sprawie. To nie ja, to nie moja niechęć, to Ty wychodzisz by ratować mego brata, moją siostrę."

