OWCE NAŚLADUJĄCE PASTERZA - 5.08.2015

OWCE NAŚLADUJĄCE PASTERZA - 5.08.2015 - część 1

Chwała Bogu za ten kolejny dzień, który dostaliśmy od Pana naszego i możemy dzisiaj też chwalić Jego. Tak jak dzięki Niemu tutaj sobie rozmawiamy i o czym też On do nas mówi, to Jego bardzo interesuje w jaki sposób my ze sobą postępujemy, co my sobie nawzajem robimy, w jaki sposób do siebie podchodzimy, jaki mamy nastrój serca. Czy to już jest Jego nastrój, czy może dla Niego jesteśmy gotowi zabić kogoś, albo skrzywdzić, dlatego, że uważamy, że ktoś nie robi tak jak powinien robić? Czy jesteśmy gotowi położyć życie tak jak On, by wygrać bitwę o kogoś i o ile to od nas zależy nie postawić nikomu żadnej przeszkody, która pozwoliłaby mu się ratować? Ale nieść pomoc, wspierać i czynić to co jest potrzebne. Będziemy dzisiaj mówić jak to wygląda w rzeczywistości. To nie jest tylko to, że człowiek będzie przymrużał oczy i udawał, że nic nie widzi i będzie fajnie, żeby tylko człowieka nie ruszyć. Ale tu jest zaangażowanie pełne miłości. On nas do końca umiłował. A więc jakakolwiek służba jest u naszego Pana, to my musimy dotrzeć do tego - do końca umiłować.

         Zobaczcie, jeśli wiemy, że Ojciec przyprowadził nas do Syna, a my razem jesteśmy jako zgromadzeni w jednym imieniu, to jeśli chcemy sobie usługiwać, to chcemy zobaczyć co Jezus robi wobec każdego z nas. Chcemy Go naśladować. Zobaczcie, że to nie jest tak, że wnosimy do Kościoła nasz charakter, nasze postawy; jeden jest ambitny, drugi mniej ambitny, itd.. Tutaj nasze cielesne rzeczy zupełnie giną. Uczymy się obserwować Pasterza, jak On podchodzi do każdej z tych spraw. Dlatego czytamy Biblię, słuchamy słowa. Chcemy naśladować Go, ponieważ to jest zbawienie.

         Wielu ludzi porywało się żyć dla Boga, jak Saul z Tarsu, i myśleli, że teraz właśnie robią dla Boga wiele dobrych rzeczy, ale Pan Jezus mówi: "dlaczego wierzgasz przeciwko Mnie?" A więc jeśli człowiek ma nawet wielkie zaangażowanie, ale to jest cielesne zaangażowanie dla Boga, to Bóg nie chce takiego czegoś. Musi być złamany sługa, służebnica, żeby być gotowym dla służby. Złamany, to znaczy gotowy na to, żeby Duch Chrystusowy działał w nim i przez niego, czy w niej i przez nią, żeby to nie było to co ja myślę, czy zamyślam, bo do tego zaraz przyczepi się diabeł i też będzie chciał służyć z nami dla Jezusa Chrystusa, ale używając swoich metod i swoich argumentów. Musimy bardzo uważać, kiedy jesteśmy w tym ogrodzeniu Pańskim, aby nie przypuścić do tego ogrodzenia niechęci do siebie nawzajem. Rozumiecie, jeśli jemy zdrowy pokarm, a przy tym mamy do kogoś niechęć, to wiecie czym to się skończy. Od niechęci przejdziemy do nienawiści, ponieważ będziemy jeszcze bardziej urażeni na kogoś. Ale Bóg mówi bardzo wyraźnie: "Czy ciebie skrzywdził ten ktoś? Czy ciebie obraził ten ktoś, czy Mnie?" A więc owca zaczyna się uczyć, że pomsta do Pana należy. My nie mamy prawa pomsty, nikt z nas nie ma prawa pomsty. Każdy z nas musi nauczyć się tej podstawowej rzeczy - Pan nie wymaga, żebyśmy mścili się. Jezus przyszedł zbawić, nie inaczej.

         A więc zobaczmy, że my w chrześcijaństwie musimy najpierw nauczyć się, że Pan nie potrzebuje naszego cielesnego zaangażowania, ponieważ to jest duchowa sprawa. Bardzo często ten, który stoi po stronie Boga, jak tych trzech, co stanęło przeciwko Jobowi - oni stanęli "po stronie" Boga, i jak oni osądzili Joba. I do czego doszło w końcu? Przyszło na nich Boże napomnienie. Musieli pójść do sługi Bożego Joba, żeby Job prosił za nimi Boga, żeby nie zginęli.

         A więc może ktoś myśleć sobie, że broni Boga, bo broni Bożych spraw, a tak naprawdę to Boga w tym nie ma. Dlaczego? Bo metody są nie Boże. Musimy zbadać nasze metody, którymi posługujemy się, gdy funkcjonujemy w Kościele. Jeśli chcemy komuś pomóc, to czy to są metody Boga, czy metody nasze? Jak tego uczymy się? Uczymy się tego z Biblii, patrząc na Jezusa, na Jego postępowanie, ale też uczymy się w jaki sposób On postępuje z nami. Czy Jezus ma niechęć do ciebie?

         Słuchajcie moi drodzy bracia i siostry – człowiek, i to chcący żyć z Bogiem, może naprawdę zacząć niszczyć dzieło Boże, jeśli tylko nosi do kogoś niechęć. Jesteśmy jak naczynia, które mogą służyć do celów zaszczytnych, albo pospolitych. Jeśli tylko dopuścimy niechęć do kogokolwiek do naszego serca, w tym momencie jesteśmy już brudnym garnkiem. Bóg nie wleje tam swojego piękna, objawienia swojego Syna. My zaczniemy łączyć to, co nauczyliśmy się z Biblii, z naszą niechęcią i będziemy podpierać się Biblią, że mamy do tego prawo. Nie mamy prawa, ponieważ myśmy umarli. Umarły człowiek nie chodzi w niechęci. Myśmy umarli wraz z Chrystusem na krzyżu, żeby nigdy nie chodzić w niechęci do nikogo. Dopiero wtedy możemy służyć Jezusowi, bo niechęć zawsze będzie ograniczać służbę. Będziemy rozróżniać między tymi, którym chętnie uczynimy dobro i między tymi, którym bardzo niechętnie, albo wcale nie będziemy chcieli uczynić dobra, bo na nich nam na przykład nie zależy. A chociaż jesteśmy w jednej zagrodzie. Czy może być różnica między owcami w jednym ogrodzeniu? Czy Pan to zniesie? Nie. Pan tego nie chce. Pan chce jedności wszystkich owiec.

         A więc co każdy z nas musi robić, aby Pan mógł działać przez nas? Musimy niszczyć wszelką niechęć. Diabeł będzie przychodził z niechęcią. To jest pokuszenie, to jest kuszenie nas do tego, żeby wejść w układ z nim. Bo jeśli wejdziemy w układ z nim, wtedy on będzie mógł ograniczyć nasze działanie, a może i całkiem spowodować, że nie będziesz mógł (mogła) w ogóle służyć Chrystusowi. Zaczyna się to od niewielkich rzeczy. Wiecie, że gniew nie rodzi się w moment, musi mieć podłoże; jakaś niechęć, kogoś nie lubię. Pamiętajmy. Mamy chronić się przed tym, co jest pospolite, bo to jest pospolite. Niechęć jest tak pospolita na ziemi, jest jej pełno. Niechęć rośnie tutaj bardzo obficie. Niech na polu naszego umysłu i serca nie ma dla niej miejsca. To jest stary chwast. I diabeł będzie często budował ci bazę, że masz rację, i że masz prawo mieć niechęć. Ani ja, ani ty nie mamy racji. Nigdy nie możemy pracować dla Jezusa z niechęcią w sercu. To jest tak jakbyś do diesla wlał benzynę. To paliwo i to paliwo. Mechanicy wiedzą czy i jak taki samochód pojedzie na paliwie, tylko że innego rodzaju. A więc możemy nalać takie "paliwo" - niechęć, ale dla Pana już nie pojedziemy, to już nie będzie jazda dla Pana.

         Czy masz niechęć do kogoś? To nie ten ktoś jest winien. Można powiedzieć, że pośrednio to tak, bo widzisz jak żyje, jak funkcjonuje, jak się zachowuje, w jaki sposób cię lekceważy, w jaki sposób działa. Ale pamiętaj jedno, że niechęć jest początkiem tracenia służby u Jezusa. Chroń się przed niechęcią, chroń się przed ludzkim gniewem na kogoś, że wypowiedziałbyś (wypowiedziałabyś) nawet obraźliwe słowa, ponieważ nasze usta nie należą do nas, tylko do Pana, aby z naszych ust wychodziło Słowo Boże, które może ratować, zbawić, nie zatracać.

         A więc zobaczcie, jak bardzo ważne jest, by jako owce tego Pasterza nauczyły się od Niego jak żyć, by czynić to co się Jemu podoba, by wypełniać wszystkie Jego przykazania. Pan mówi: przyjacielem Moim jesteś wtedy, kiedy kładziesz życie za owce, tak jak Ja położyłem swoje życie. A kiedy kładziemy życie za owce? Wtedy kiedy do końca umiłujemy je z ich ułomnościami. Nie tylko, że umiłuję tylko to dobro, ale umiłuję cię całego, tak jak całego umiłował mnie i ciebie też Chrystus. Ale w tej miłości nie znaczy, że Chrystus jest lekkomyślny i pozwoli nam pozostać w grzechach. Ale musimy umiłować się tacy jacy jesteśmy, jeśli chcemy sobie pomóc. Bo wróg przez to czego nie robimy prawidłowo będzie chciał nas zniszczyć.

         Musimy patrzeć na Jezusa, co On nam uczynił. Musimy nauczyć się, że On przyszedł złączyć nas w jedno. Diabeł będzie chciał nas rozdzielać przez różne złe, stare uczucia, jak fałszywa skromność i tym podobne rzeczy, które będą się pojawiać i z którymi musimy się rozprawić. My musimy mieć otwarte serce i gotowość do pracy w Duchu Chrystusowym. Wtedy jest prawidłowo. Słudzy muszą służyć w Duchu Chrystusowym, a nie w duchu własnego "ja", bo nasze własne "ja" będzie uzurpowało sobie prawo do stanowienia w jaki sposób wymierzać sprawiedliwość. Podczas gdy Chrystus określił w jaki sposób On chce, by była wymierzana sprawiedliwość w Jego Kościele. Niechęć nie słucha się Jezusa, niechęć słucha się diabła. Niechęć szuka nie u Pana Jezusa odpowiednich słów i czynów, tylko ona bierze je od diabła. I wtedy w Kościele Chrystus nie zyskuje uznania, tylko diabeł czyni dalsze spustoszenie.

         Zobaczcie jak musimy być czuli na to w jaki sposób postępujemy z sobą. Wiecie, że łatwo jest urazić człowieka, a bardzo trudno jest przywrócić go z urażenia do stanu pokoju, jedności, prawda? Czasami wystarczy jedno, czy dwa słowa i urazisz człowieka nawet do śmierci (mówiliśmy o tym). Jak trudno jest wyrwać człowieka z tego stanu. A więc my nie chcemy brać udziału w tym, żeby wprowadzać ludzi w zły stan, żeby później męczyć się, męczyć się, i męczyć się, żeby z tego stanu wyrwać ich. Bo nie o to nam chodzi w Kościele, żeby zasiewać sobie pole chwastami, a później wiele pracować, by powiedzieć: "o, zobaczcie, ile pracy wykonaliśmy." Ale najpierw cośmy zachwaścili i po co, skoro powinniśmy siać ziarno Bożego Słowa.

         A więc zobaczcie do jakiej wspaniałości zostaliśmy wezwani w Chrystusie i jak bardzo wspaniały jest nasz Pasterz, i jak Bóg chce, żeby wszystkie owce uczyły się od Pasterza. Możemy powiedzieć to w ten sposób, że prawidłowo będzie przygotowana do służby każda owca, gdy będzie jak jej Pasterz. Pan powiedział, że prawidłowo będzie przygotowany Jego uczeń, gdy będzie jak jego Mistrz. On jest zarazem Pasterzem jak i Mistrzem.

         Zobaczcie do jakiej wielkiej wspaniałej służby przeznaczył nas Bóg. To przerasta nasze pojmowanie; takich nieudaczników w dobru, On wzywa w Chrystusie do wspaniałej służby. Takiej służby, w której Chrystus ujawnia się przez ciebie i przeze mnie. I wiemy, że wróg na pewno będzie chciał stoczyć z tym największą bitwę, żeby nie było widać Jezusa w nas. On bardzo cieszy się, gdy wierzący ludzie są na siebie nastawieni, urażeni, noszą w sobie jakieś dziwne pamiętliwe wydarzenia i chodzą z nimi cały czas i kiedy spojrzą na tego kogoś, to tak z przymusu są jeszcze w stanie zaakceptować go (ją).

         Teraz mówimy o naszym stanie ducha, o naszym stanie patrzenia i myślenia. Potem będziemy mówić o tym w jaki sposób funkcjonuje też to, kiedy człowiek ma odpowiednie nastawienie do Pana i do służby. Wiemy, że na pewno ten człowiek ucierpi bardzo dużo, ale ten człowiek oddaje chwałę Jezusowi w każdym czynie i słowie. Jezus powiedział: "Ja cierpiałem i ty cierpieć będziesz." Ale w miejsce Chrystusa dzisiaj wypełniamy służbę. Jezus chce być przez nas widoczny. A więc ja muszę zbadać swój nastrój serca. Zbadaj siebie i doświadcz siebie, czy Chrystus jest w tobie. To nie jest tylko takie sobie słowo, ale zobacz czy masz nastrój Chrystusa, czy kochasz braci i siostry, mimo tego, że wiesz dobrze, że sobie już kopią dołki, żeby się zagrzebać i umrzeć na zawsze. A ty będziesz ich kochać, żeby im w tym przeszkodzić. Nie zostawisz ich z tą łopatką zasypywania samego siebie (samą siebie), ale będziesz gotowy do tego, żeby ta łopatka wypadła im z ręki i żeby ich ręce podniosły się ponownie do Pana. Zniesiesz wiele wojny, bo diabeł wystąpi przeciwko tobie. Będzie chciał zniechęcić ciebie, będzie chciał wystawić na zewnątrz te złe cechy, żebyś powiedział w końcu: "to bez sensu, to nie ma racji bytu, to się nie powiedzie." Diabeł chce tego i walczy o to. Jeśli uda mu się nas zniechęcić, wtedy my poddajemy się, chociaż sprawa nie jest przegrana. Myślę, że diabeł tak samo również zniechęcał bardzo silnie Pana Jezusa: "Zobacz na tych wszystkich ludzi. Czy oni są godni, żeby za nich umierać? Czy oni są godni, żeby oddać za nich życie?” A Jezus wiedział, że nikt z nas nie jest godny tego, żeby oddać za nas życie, że wszyscy zasłużyliśmy na śmierć i sprawiedliwy to jest wyrok. Ale umiłował nas w naszych grzechach i nie dlatego, żeby miłować nasze grzechy, ale miłując nas, wydostać nas z naszych grzechów.

         Kochani, mamy potężną pracę, ale do tej pracy musimy być gotowi. Musimy mieć czyste ręce, czysty umysł, czyste serce, zdolność życia jak Chrystus. Żeby nie wchodzić w to po swojemu, bo wtedy wiemy, że staniemy się ludźmi ograniczonymi w naśladowaniu Chrystusa, bo będziemy mieli wiele przeciwności ku temu, żeby zrobić to co chce Chrystus i będziemy uważali, że mamy rację, ale to już nie będzie Chrystus, to będzie diabeł. To on będzie tłumaczył, żeby tego nie robić.

Jan 14:23