ROZWAŻANIA EWANGELII JANA 12,37-42

ROZWAŻANIA EWANGELII JANA 12,37-42 - część 1

Na temat wiary można rozmawiać jak na temat różnych kolorów tęczy; jeden jest taki a drugi jest inny i jeszcze następny jest też inny. Ale cóż znaczy wiara, jeśli nie patrzy na Tego, który jest Wszechmogący, który czyni wszystko doskonale? Wiara, która zadowoli człowieka i sprawi tylko to, że czuje się lepszy od innych, to, co to za wiara? Ale wiara, która mi pozwala zobaczyć Tego, w którego wierzę, to jest wiara.

         Jaki jest nasz Bóg? Jaki On jest? Jaki On jest codziennie? Co może zrobić? Wiara musi być widoczna. Jakub powiedział, że ty mówisz o wierze, a ja ci pokażę uczynki, które z tej wiary wynikają. I to nie tylko takie uczynki, które uwidaczniają się poprzez uzdrowienia, czy inne cudowności, ale pokażę ci uczynki nowego człowieka, życie nowego człowieka na ziemi, człowieka, który należy już do Boga z urodzenia.

         Jaki jest nasz Bóg? Jesteśmy ileś lat wierzącymi, niektórzy krócej a niektórzy dłużej. Na ile poznaliśmy Boga już więcej niż poznaliśmy Go wcześniej? Chrześcijaństwo nie ma żadnego sensu, jeśli nie polega na poznawaniu Boga poprzez wiarę, którą dostaliśmy od Niego. Jezus powiedział: „poznawanie Ciebie, prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś, to jest życie wieczne”. Wiara, która nie poznaje Boga, to jest żadna wiara, to jest skupienie się koło siebie i chodzenie koło siebie. Ale wiara, która pozwala ci z każdym rokiem, z każdym dniem coraz bardziej Go znać i coraz więcej być przed Nim uniżonym, to jest wiara. Jeśli przeszedł następny dzień i nie jesteś bardziej uniżony przed Bogiem, to jesteś tym, który ma wiarę, ale tak jak niedawno mówiłem – ludzką wiarę, taką wiarę, która pozwala ci czuć się wierzącym. Ale jeśli masz wiarę, która pochodzi z Chrystusa, to ona daje ci podstawę, aby poznawać Ojca i Syna.

         Jak wygląda nasze poznawanie? Jak wygląda wzrost w kosztowności poznawania Boga? Ile ten Bóg znaczy dzisiaj w nas? Jak On jest potężny? Co On potrafi zrobić? W jaki sposób potrafi działać? Czy pewność rozmowy z Nim również wzrasta, pewność tego, że On jest i działa? Czy znajomość tego jak On będzie działał, a jak nigdy nie będzie działał też wzrasta? Bez wiary nie można podobać się Bogu, a więc nie mogę poznawać Boga bez wiary. Wtedy moje poznawanie Boga staje się takie dziwne, ludzkie. Jaki jest twój Bóg? Mogę zacytować coś z Biblii, ale czy znam Boga w życiu codziennym? Wierzących jest mnóstwo na ziemi, ileś miliardów. A ilu zna Boga? Wiara pozwala nam patrzeć tam gdzie są miejsca niewidzialne, kosztować się w nich i rozkoszować się nimi. Przez wiarę zaczynamy już kosztować tego, co nadejdzie.

Jak można pocieszać się powrotem Jezusa Chrystusa, skoro człowiek ma ludzką wiarę: „ja wierzę, że Jezus wróci”, a żyję tak jakby nigdy miał nie wrócić. Wiara, która jest prawdziwą wiarą przygotowuje się na spotkanie z Panem. Mówiliśmy, że możemy każdego dnia umrzeć. Kto więc wierzy tak, żeby każdego dnia być gotowym na spotkanie się z Panem? To jest wierzący człowiek, bo zdaje sobie sprawę, że żyje w miejscu, w którym każdego dnia może coś się wydarzyć, coś się stać, i że ten dzień może być ostatnim dniem ziemskiej pielgrzymki.

Wiara, więc, która jest prawdziwą, rzeczywistą wiarą, która pozwala nam wyjść na zewnątrz, to jest wiara coraz bardziej świadoma Boga. Mogę powiedzieć, że wierzący człowiek z każdym okresem, powiedzmy z każdym rokiem, staje się coraz bardziej świadomy Boga i coraz bardziej uniżony. Jeśli nie będziesz oglądać w wierzących ludziach, że oni coraz bardziej uniżają się przed Bogiem, są coraz bardziej skromni, coraz mniej afiszują się sobą, to znaczy, że to są ludzie, którzy mają ludzką wiarę, która nie sięga Boga. Bo jeśli wiarą patrzysz na Boga, to każdego dnia On jest tak święty, tak potężny, tak pełen chwały i Majestatu, że to cię normalnie stawia przed Nim w takim świętym uporządkowaniu. Im bardziej poznajesz Go, tym bardziej jesteś świadomy, kim jesteś wobec Niego. Twoja pycha wtedy nie ma gdzie się zmieścić, albo jest jej bardzo trudno się zmieścić, kiedy wiarą patrzysz na Boga, patrzysz na Jego posłanego nam Syna, patrzysz na zbawienie, na przebaczenie, patrzysz na krzyż, na którym widzisz przez wiarę ukrzyżowanego Chrystusa z powodu twoich, moich grzechów dla twojego zbawienia.

Z powodu tego, że ludzie mają taką wiarę, która jest schowana w środku, a nie, która wychodzi na zewnątrz, ci ludzie mogą przyjść na zgromadzenie, modlić się, śpiewać, a potem robić głupie rzeczy i nie ma to dla nich takiego znaczenia. Oni nie rozpoznają, że stają przed świętym Bogiem, nie mają rozeznania, jaki jest Bóg, a więc mogą złożyć Bogu to, co ślepe, kulawe i myślą, że to też przejdzie. Ale człowiek, który ma wiarę jest świadomy, że staje przed Bogiem, i że ten Bóg jest święty, jest sprawiedliwy i On chce odebrać chwałę. I wtedy taki człowiek zaczyna zastanawiać się – na ile jestem gotowy stanąć przed Jego obliczem. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że nie tyle to jest ważne, co inni ludzie czynią, ale to, co my, bo to my stajemy przed Bogiem. Czasami możemy myśleć o tym, o tamtym, i coś tam jeszcze, a nie myślimy czy my jesteśmy gotowi stanąć przed Nim, żeby On nas wysłuchał. Przecież od tego tak wiele zależy.

Widzimy tu taki urywek w Dziejach Apostolskich, gdzie opisany jest cud. I później apostołowie z powodu tego cudu mieli problemy. Wtedy apostoł Piotr powiedział:

„to niech wam wszystkim i całemu ludowi izraelskiemu wiadome będzie, że stało się to w imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, którego wy ukrzyżowaliście, którego Bóg wzbudził z martwych; dzięki niemu ten oto stoi zdrów przed wami.  On to jest owym kamieniem odrzuconym przez was, budujących, On stał się kamieniem węgielnym.  I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.” Dzieje Ap.4,10-12.

Widzicie, ludzie w tamtych czasach mieli, między sobą, różnych filozofów greckich, różnych mądrych ludzi, których mogli słuchać godzinami, zastanawiać się, rozmyślać o tym, co usłyszeli. Widzimy też tych czarnoksiężników, którzy uprawiali różne magiczne rzeczy, zadziwiali ludzi i ludzie myśleli o nich, że to wielka Boża moc działa w tym człowieku. I przychodzi taki Boży człowiek i od razu zmienia się sytuacja. Ludzie wiedzą, że to nie jest takie zwyczajne imię, bo za tym imieniem idzie zmiana, zmiana w życiu, zmiana, co do grzechów, co do ustawienia się wobec życia. Jezus zmienia życie. Imię Jezus to nie jest takie imię, które mówisz, a ono cię nie zmienia. Jezus zmienia życie tego, który wzywa tego imienia, bo kto będzie wzywać imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Kto wzywa szczerze, będzie uratowany, pisze psalmista. A więc mamy zbawienie w tym imieniu i to imię znaczy więcej dla nas niż wszystkie imiona tego świata. To jest wiara, która sięga do Jezusa i wzywa Tego, w którego wierzy, że siedzi na tronie chwały, Tego, którego oczami fizycznymi nie widzę, ale nieustannie duchowymi przeglądam to niebo za Nim i patrzę za Nim, za tym moim Chrystusem, który siedzi na tronie chwały. I myślę jak On wróci, jak się spotkam z Nim. Rozumiecie? Wiara, która pozwala mi sięgać do tronu chwały i trzymać się tego Jezusa i oczekiwać Jego powrotu, to jest wiara, która pozwala mi zwyciężać świat.

Ale jeśli moją wiarą nie patrzę na tron chwały, tylko patrzę po rzeczach ziemskich, to nie wystarczy mi ta wiara, żeby dojść do wieczności. Ona nie zmieni mnie. Bo jeśli nie widzę Chrystusa swoją wiarą, to, kto mnie zmieni? Będę widział tych braci, siostry, i różnych ludzi. Tak jak w czasach apostolskich. Było dużo wierzących, ale kiedy na nich popatrzyłeś, to oni mieli swoje prywatne życie i wiarę. Ale kiedy widzisz wiarę Jezusa, to tam nie było prywatnego życia. Tam była wola Ojca i amen, i koniec. Wiara, która pozwala ci żyć prywatnym życiem, to nie jest wiara Jezusa, to jest wiara ludzka. Mnóstwo ludzi wierzących jest na ziemi, ale ich życie nie jest przemieniane. A jest niemożliwe, żeby wierzący w Jezusa Chrystusa miał nieprzemieniane życie. Jest niemożliwe, żeby Duch Święty nie pracował, aby ten człowiek poznawał coraz bardziej Boga. Niemożliwe! Bo Bóg po to właśnie posłał Syna, żeby nas zmienić, żeby kształtować nas.

Widzimy, więc, że potrzebujemy tego, żeby sięgnąć do tego miejsca chwały, i żeby móc przeglądać się w tym Jezusie. Potrzebujemy wiary, która sięga nieba, potrzebujemy wiary, która minie cały ten kosmos, te rzeczy widzialne, i trafi w te rzeczy niewidzialne i wie, że tam jest nasz Chrystus, tam jest nasz Zbawiciel, nasz Odkupiciel, i On nas słyszy. Wtedy zdajesz sobie sprawę jak potrzebujesz Jego pomocy. Nieraz klękasz na kolana i nie doznajesz, że jesteś poruszony do modlitwy, ale chwytasz się tego Jezusa i On rozgrzewa twoje serce, bo myśli coraz bardziej kieruje do nieba, coraz wyżej i wyżej. I znowu doznajesz jak cię posilił Pan, możesz iść dalej ku wieczności z Nim.

Cały czas liczysz więc na Pana Jezusa – to jest wiara. Oni uwierzyli w Niego, ale nie uwierzyli w to co On znaczy, kim On jest dla niech. Dlatego wstydzili się tego Jezusa. A więc kiedy wstydzimy się Jezusa, mamy wiarę, bo wstydzimy się Go, ale nie mamy wiary, żeby się Go nie wstydzić. Potrzebujemy wiary, która nie wstydzi się Jezusa, która aż chlubi się Jezusem, raduje się Nim, wiedząc, jaki On jest, zna Jego cechy. Tak jak Piotr pisze: „chlubimy się cnotami tego Chrystusa.” To jest wiara, która przegląda tego Oblubieńca, patrzy na Niego i widzi coraz więcej chwały w Nim. I zaczyna mówić z rozkoszy serca, a nie z wymuszonego zwiastowania ewangelii. Można klepać literę po literze, literę po literze i nic z tego nie ma, jeśli nie ruszy się to w sercu człowieka. Gdy człowiek zaczyna podziwiać swego Zbawiciela i kiedy mówi o Nim zakochane serce, to, choć mogą być podobne słowa, ale jest zupełnie inne brzmienie tych słów, inne działanie, inaczej usta wypowiadają te słowa do innych. Oni mogli powiedzieć: „znamy Jezusa”, no, bo znali Go, kiedy chodził między nimi. Ale czy znali Go tak, żeby On zmienił ich życie?

Zobaczmy, więc, do czego my jesteśmy powołani, do jakiego wzrostu jesteśmy powołani? Do tego, żeby coraz więcej doznawać, że nie wystarczy nam, że jesteśmy na zgromadzeniu, nie wystarczy nam, że czytamy Biblię, nie wystarczy nam, że się modlimy. Musimy codziennie mieć Jezusa, musimy wzrastać, musimy rozwijać się. Nasi bracia i siostry muszą widzieć nas w coraz lepszej kondycji duchowej, muszą oglądać jak żyjemy, jak obfitujemy coraz bardziej Chrystusem. Widzieć, jak On spełnia te wszystkie rzeczy, które oni potrzebują dostać od nas, jako cząstek tego samego, co oni, ciała.

Wiara, która nie sięga w doświadczenie Kościoła, który buduje się na dom Boży, to nie jest wiara, która pochodzi z Chrystusa, ona jest ludzką wiarą. Ta ludzka wiara nie pozwala, żeby czynić wszystko, co świat czyni, ale też nie pozwala, żeby żyć dzięki Jezusowi i dalej rozwijać się duchowo. Można z nią pozostać i być w miarę moralnym człowiekiem, ale nie można z nią zwyciężyć diabła. Dlatego potrzebujemy tą wiarę, która sięgnie dalej i głębiej, która pozwoli, że stajemy się innymi ludźmi. Jesteśmy coraz bardziej świadomi, że chcemy dostać się tam gdzie jest nasz Pan, chcemy tam dojść i chcemy znać warunki dojścia. Poznając tą wąską drogę, którą idą sprawiedliwi, coraz bardziej doświadczamy jak ważne jest, co my zrobimy sobie nawzajem. Co my damy sobie nawzajem? Czym usłużymy sobie nawzajem? To są bardzo ważne rzeczy dla nas wierzących, bo Jezus mówi, że co jednemu z tych najmniejszych uczyniłeś, Mnie uczyniłeś. A więc sprawa jest ważna, bardzo ważna. I stąd masz wiarę, która pozwala ci szukać Pana, aby tak było, jak Jemu się podoba.

Ale gdy widzisz człowieka, który mówi, że jest wierzący i nie widzisz w nim, że szuka tego, co Chrystusowe i nie widzisz jak to dokonuje się w jego życiu, to znaczy, że ten człowiek, choć jest wierzącym, nie można powiedzieć, że nie jest, ale nie na tyle, żeby się uratować. Mówiliśmy już nie raz o apostole Pawle, który przecież miał objawienie Jezusa Chrystusa, który wiedział, kim jest Jezus Chrystus, ale nieustannie w jego wnętrzu było, żeby poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania Jego i uczestniczyć w Jego cierpieniach, stając się podobnym do Niego w Jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania. Nieustannie było: „chcę Go więcej poznać.” Jak znasz Chrystusa? Ile dzisiaj o Nim powiesz twoim życiem? Nie chodzi mi o takie literalne opowiadanie, bo przeczytałem coś w Biblii. Ile jest Go dzisiaj w twoim życiu? Ile możesz o tym Jezusie powiedzieć dzisiaj, swoim życiem? To jest sprawa priorytetowa. Można być ileś lat wierzącym i nie poznać Go, nie mieć czystych pragnień, by poznać Jezusa w swoim osobistym doświadczeniu.

Jan 14:23