NAJTRUDNIEJSZY BÓJ

NAJTRUDNIEJSZY BÓJ - część 2

A więc to nie jest tak, że będąc chrześcijaninem, chrześcijanką, możemy robić sobie, co chcemy i jesteśmy chrześcijanami. Nie. Mamy robić to, co jest napisane w Słowie Bożym. Ono jest ważne. Uczymy się Słowa Bożego nie tylko po to, by wiedzieć gdzie to jest napisane, ale po to, by móc tak żyć, żyć każdym Słowem, które z ust Bożych pochodzi.

         Zobacz ilu ludzi jest gotowych do tej bitwy, aby pójść dalej. Ilu ludzi po jakimś czasie ma już złe nastawienia, już ma problemy - z tym to ja nie mogę już pracować, z tamtym też. Nie jest łatwe, ale musi być to możliwe, kiedy my wszyscy zrezygnujemy ze swojej woli i wszyscy będziemy chcieli tylko jedną wolę pełnić, wolę Ojca. Wtedy jest już możliwe, żebyśmy byli sobie bliscy, żebyśmy wygrali w tych bitwach. Ale dopóki ktokolwiek z nas będzie pełnił swoją wolę, to będzie irytował innych swoją wolą, będzie bawić się emocjami innych, pokazując, że mnie stać na to, ale to jest bardzo ryzykowne, żeby uczyć się jak żyć w zgromadzeniu według swojej woli, jak pokazywać własne "ja".

         Zobaczcie, że Słowo Boże mówi, że nawet skąpstwo jest bałwochwalstwem. Skąpstwo to jest nasza wola. Gdyby Bóg był skąpy wobec nas, to ile by nam dał? Sto lat radości, czy tak? A dał wieczność, a więc dał obfitość wszystkiego. My, więc powinniśmy żyć obficie duchowo, a nie tak sobie dać troszeczkę dobra: "Dostałeś? W porządku". Tylko powinniśmy żyć coraz obficiej tak jak Jezus mówi, aby owoc był coraz obfitszy. Na ile my to pojmujemy? Na ile widzimy, do czego powołał nas Ojciec w swoim Synu, a na ile widzimy religię, której nauczyliśmy się od dzieciństwa i próbujemy przez cały czas tą religię przemycać do Kościoła. I wprowadzać ten bałwochwalczy kult między wierzących ludzi, że ludzie żyją według własnego upodobania, sami będąc bałwanami dla swojego życia i czcząc samych siebie, zamiast czcić Boga w niebie. I to jest tragedia, że wielu ludzi nie porzuca tego bałwochwalstwa, że cały czas trzymają swoje "ja" i uważają, że mają do tego prawo. A my musimy wygrać z tym i to wygrać w Boży sposób.

         Skoro, więc Jezus stoczył taką bitwę dla mnie i dla ciebie, to czy ja też chcę stoczyć taką bitwę dla ciebie, żeby wygrać ją dla ciebie, żebyś ty mógł mieć ze mnie dobro, a nie zło? Czy jestem gotów na tą bitwę, nie, dlatego, żeby mnie było wygodniej, ale żeby tobie było wygodniej? Żeby tobie umyć nogi, żeby było ci łatwiej żyć dla Boga. Widzicie, dopóki my szukamy, żeby nam było wygodniej, to patrzymy za grupą ludzi, która pasuje nam i wtedy: "o, jak mi miło, ta grupa mi pasuje, jest mi wygodnie tutaj." Nie patrzymy na to czy im będzie wygodnie z nami, ale na to, że nam będzie wygodnie z nimi, bo oni są tacy dla nas mili. Ale prawidłową postawą jest ta, która myśli o tym w ten sposób: Czy oni należą do Boga i co ja wniosę do tego miejsca, wchodząc w nie.

         A więc dojrzałość to jest pójście głębiej i głębiej. To nie jest łatwe. Chrześcijaństwo nie jest łatwe. Chrześcijaństwo jest łatwe, co do zbawienia, bo mamy je za darmo z łaski, nie z uczynków, aby się, kto nie chlubił, ale nie jest łatwe, co do wykonywania zbawienia,. Ale wykonywać zbawienie to jest trudność, bo na ziemi jest mnóstwo niezbawionych ludzi, którzy żyją według własnej woli, i ważnym jest, żeby nie poddać się tej woli, nie bać się ludzi, nie bać się człowieka, nie bać się stanąć wbrew ludzkiej woli, a żyć według woli Bożej. Widzimy Szczepana, który staje wbrew ludzkiej woli, ale staje według woli Bożej i on ogląda Jezusa, Syna Człowieczego, w chwale. Widzimy tych świętych ludzi, którzy zawsze stawali według woli Bożej wbrew woli ludzkiej. Niech Bóg pomoże zrozumieć nam to, bo to są sprawy, do których musimy dochodzić coraz głębiej i głębiej. My nie możemy zatrzymać się na pierwszym stadium chrześcijaństwa, w którym przestałem pewne rzeczy robić, ale musimy iść dalej i dalej w kosztowność Chrystusa, poznawać Jego kosztowność coraz bardziej.

         Zwróćcie uwagę, że dzisiaj diabeł rozpracowuje dużo ludzi poprzez niechęci między sobą. Na ile my widzimy w tym wroga i nie chcemy poddać się mu, ale chcemy wygrać w tej bitwie?

         A więc Jezusa umacniał tam anioł, była to bardzo trudna bitwa, Jezus wygrał ją. Patrząc na Niego podziwiamy Go, bo widzimy swoje bitwy i myślimy: "Panie, jakiż Ty musiałeś być zdeterminowany, żeby zbawić nas, że gotowy byłeś wygrać tą bitwę. Panie, chcę uczyć się tej determinacji, chcę żyć w determinacji." Rozumiecie, my jesteśmy wierzącymi ludźmi, wielu z nas powinno już uczyć innych jak się żyje z Bogiem, jak żyje się w zwycięstwie. A bardzo często jest tak, że człowiek dochodzi do pierwszego stadium i uznaje, że to jest wystarczające stadium w chrześcijaństwie i później w tym stadium żyje aż do śmierci. W sumie już się cofa i ginie, gubi się, bo chrześcijanin musi rozwijać się, wzrastać aż do pełnej doskonałości, aż do wymiarów  Chrystusowych. A więc wzrastając ciesz się z tego, raduj się, ponieważ Bóg będzie stawiał przed tobą coraz większe przeciwności i coraz większe przeciwności będziesz pokonywać.

         Pamiętamy, to, co nieraz mówiliśmy, że człowiek, który opanuje gniew jest większym bohaterem niż zdobywca miasta. A więc łatwiej jest zdobyć miasto, niż opanować gniew. Jesteśmy tu na ziemi i musimy pojąć to, że mamy pomoc od Boga, Ducha Świętego, który chce pomóc nam w tych doświadczeniach. Nie jesteśmy w tym sami. Wiemy, że sami nie dalibyśmy sobie rady, bo diabeł ma takie przekonujące argumenty dla nas, że nie jesteśmy w stanie odeprzeć go swoim fizycznym „ja”. On ma tyle argumentów, żeby nas poprzeć, mówiliśmy, że to jest nasz „najlepszy przyjaciel”. On naprawdę stoi za nami, bardzo stoi za nami po to, żeby nas zniszczyć, zabić, żebyśmy odeszli od Boga. Stał tak, kiedy przyszedł do Ewy, stał za Ewą: „Bóg nie chce, żebyś miała to wszystko, ale ja chcę. Ewa sięgnij, będziesz to miała”. I Ewa sięgnęła i dostała to, później i Adam dostał. I mamy z tym dzisiaj problem jak sobie poradzić, bo znamy już dobro i zło, i musimy uczyć się jak odrzucać zło, a wybierać dobro. I chwała Bogu, że się uczymy, że nie jesteśmy pozostawieni sami sobie, że Pan dociera do nas i nie chce, żeby w nas powstał jakiś korzeń goryczy czy niewiara. Bo niewiara też jest powodem wypełniania własnej woli. W naszej woli jest niewiara, w naszej woli jest zamknięcie się na sprawy Boże. Ale w woli Bożej dane jest nam to, żebyśmy mogli korzystać z tego, co mamy od Boga i wygrać.

         To jest potężna rzecz, o której dzisiaj mówimy. Nie jest to, z powodu nas, takie łatwe dla nas sięgnąć w to, ale musimy w to sięgnąć, musimy nauczyć się sięgać w to, co mamy w Chrystusie, gdy wchodzimy w jakiekolwiek doświadczenia dzisiaj. Jeśli wróg napada na ciebie dzisiaj, to dzisiaj wygrywaj z tym, dzisiaj z tym wygrywaj. To jest to na ile Bóg dopuszcza, bez Bożej woli nic nie może się stać. Jeśli jakiekolwiek doświadczenia przyjdą na ciebie i na mnie, musimy dzisiaj sobie z nimi poradzić, bo dzisiaj jesteśmy do tego gotowi. Bóg nie pośle na nas więcej niż już nam dał. A więc to nie jest tak, że to nas przerasta. To jest dokładnie to, z czym Bóg chce żebyśmy się zmierzyli i wygrali. Tak jak wygrywał Jego Syn, tak my mamy wygrywać. Na tyle na ile dzisiaj masz, tyle wygrywaj. Nie bierz na siebie więcej, ani nie szukaj więcej. Przyjmuj to od Boga i z tym sobie radź razem z Bogiem. Wygrywaj razem z twoim Panem nad przeciwnościami. Jeśli coś się nie uda, przeproś Pana, oczyść się we krwi Jego ofiary i dalej zmierzaj do zwycięstwa. Nie opuszczaj rąk, ucz się wygrywać, Ucz się tak wygrywać, żebyś później miał już tylko jedno w głowie: "jest niemożliwe, żebym przegrał". I to jest wiara, która jest potrzebna, aby zwyciężać świat. Jeśli już masz to w głowie: "niemożliwe, żebym przegrał”, to idziesz dalej, ale jeśli wkalkulowujesz jeszcze porażki, to znaczy, że jeszcze nie jesteś pewny czy Chrystus jest wystarczająco silny i ważny w twoim życiu, czy nie. A więc nie wiesz czy Chrystus wygra z tobą w tej sprawie, czy ty będziesz musiał odeprzeć Chrystusa, żeby sięgnąć po to w swój własny sposób. Można powiedzieć, że za każdym razem jesteśmy jak Ewa, albo sięgamy po owoc zły, albo nie, albo bardziej słuchamy się Boga, albo bardziej słuchamy się swoich instynktów, swego ciała, swoich zmysłów, swoich myśli, które nie mają nic wspólnego z Bożymi.   

         Kiedy otworzymy Ewangelię Jana 6 rozdział i 37 wiersz, to czytamy w nim:

         „Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz;”

         Panie, to nas przerasta. Gdybyś Ty nam dzisiaj nazgromadzał jakiś ludzi, z których jedni są tacy, drudzy inni, to my byśmy ich sobie posegregowali i tych, co nam pasują wzięli, a resztę odrzucili. A Ty mówisz do nas: "kogo Ojciec do Mnie przyprowadzi, tego przyjmę." Chwała Ci Panie Jezusie Chrystusie.

Dzięki temu, jaki Pan Jezus jest, jesteś dzisiaj zaakceptowany przez Niego, bo gdyby On po ludzku decydował, to wiesz, co zrobiłby z tobą, po prostu by cię nie wziął, bo nie pasujesz do Jego kolekcji. A jednak wziął ciebie i wziął każdego, którego dał Mu Ojciec, aby zbawić go. A więc Jezus mówi bardzo wyraźnie: "Ja zawsze jestem gotów czynić wolę mojego Ojca".

         „zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełniać wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał.” Jan 6,38

         Gdybyśmy wzięli to według cielesnej woli, to naprawdę nie jesteśmy chętni do wielu ludzi, ale według woli Bożej? Jak Bóg patrzy na mnie, na ciebie, jeśli zrodził nas ten sam Ojciec? Co Ojciec mówi? Żyjcie w zgodzie między sobą, miłujcie się, wygrajcie, jeśli wróg napadnie, wygrajcie z wrogiem, nie pozwólcie, żeby zdusił was, żeby oszukał was, że jest silniejszy od Chrystusa, od miłości Chrystusa do was. Ale w pobożności trzeba ćwiczyć się każdego dnia. Ćwiczymy się codziennie w jedzeniu, w piciu, raczej codziennie, czujemy taką potrzebę, a więc robimy to. Tym bardziej powinniśmy ćwiczyć się w tych duchowych doświadczeniach. Nigdy nie odpuszczajmy sobie tego, bo od tego zależy też jak daleko zajdziemy w tej bitwie.

         „A to jest wola tego, który mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co mi dał, nic nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym.” Jan 6,39

         Widzimy, że mnóstwo ludzi chodziło za Jezusem i wielu odeszło, ale to nie byli ci, których dał jemu Ojciec. On wiedział, którzy to są i żadnego z nich nie stracił, prócz syna zatracenia, który i tak był skierowany w tym kierunku, ponieważ nie chciał porzucić swojego starego życia, próbował oszukiwać Pana Jezusa i w końcu Go zdradził.

         „A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.” Jan 6,40

         Jeszcze raz powtórzę, że chrześcijaństwo jest dla dojrzałych, dorosłych ludzi, którzy wiedzą, co to znaczy oddać swoje życie w ręce Chrystusa, co to znaczy oddać komuś takiemu jak Chrystus swoje życie, który to życie obróci według woli Ojca. Co to znaczy oddać Mu swoje życie? Dorośli ludzie, którzy wiedzą, co to znaczy oddać Mu swoje życie, nie będą chcieli zabrać Mu tego życia. Powiem wam, że kiedy Jezus swobodnie panuje nad nami, to nie ma kłótni, nie ma sprzeczek, nie ma złych nastawień, nie ma tych rzeczy. To jest wynik ciała. Jakub napisał, że jeśli widzimy to, to jest to produkt ciała, a nie działalności Chrystusa Jezusa. To człowiek pozwala sobie na to, żeby ciało decydowało o chrześcijaństwie, a nie Duch Święty. A więc jeśli takie rzeczy się jawią, to jest twoje ciało, to jest to, co potrzebuje być ukrzyżowane i tam zniszczone. Jezus przyjął nas takimi, jakimi byliśmy, ale musimy być poddani przemianie, bo czytamy, że On chce żebyśmy byli czyści, święci, nieskalani, a więc to jest Jego praca. Niech Bóg pomoże nam w tym wygrać. Mamy tylko trochę czasu na ziemi i możemy ten czas zmarnować albo wykorzystać. Albo dać się oczyszczać od naszego "ja", albo pozwolić na to, żeby nasze "ja" funkcjonowało. 

Jan 14:23