NAJTRUDNIEJSZY BÓJ

NAJTRUDNIEJSZY BÓJ - część 1

         Otwórzmy Ewangelię Łukasza 22, 39-44. Czytamy tu o doświadczeniu Pana naszego Jezusa Chrystusa, w którym jest to najtrudniejszy bój, jakikolwiek odbył się na tej ziemi, kiedy Chrystus Jezus poddaje się swemu Ojcu w tej najtrudniejszej dla Niego sprawie.

         „I wyszedłszy, udał się według zwyczaju na Górę Oliwną; poszli też z nim uczniowie. A gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: Módlcie się, aby nie popaść w pokuszenie. A sam oddalił się od nich, jakby na rzut kamienia, i padłszy na kolana, modlił się, mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie. A ukazał mu się anioł z nieba, umacniający go. I w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię.” Łuk.22,39-44.

         Kiedy pomyślisz sobie o jakiejś swojej bitwie, w której masz wykonać nie swoją wolę, lecz wolę Ojca w niebie, kiedy wróg ciśnie cię w kierunku, żebyś zrobił (zrobiła) coś inaczej niż chce Ojciec i odniesiesz zwycięstwo nad tym, to troszeczkę możesz wiedzieć o zwycięstwie Chrystusa w Jego doświadczeniu. Kiedy wróg ciśnie cię w przeciwnym kierunku i kiedy wszystko robi przeciwko temu, żeby poddać się woli Ojca, a ty mimo wszystko robisz to, co chce Bóg, kiedy doznajesz, że cię urażono, zrażono, opluto, znieważono, ktoś ma cię za nic, cokolwiek robi przeciwko tobie i w tym momencie wszystko ciśnie cię w tym kierunku, żeby zrobić coś wbrew woli Bożej - jeśli wygrasz, to wtedy troszkę wiesz o tym, co tam się stało. Bo jeśli ulegniesz temu kuszeniu to nie dowiesz się jak wygląda Chrystusowe zwycięstwo. To nie jest wtedy, kiedy wszystko idzie zgodnie z twoją wolą, kiedy wszystko jest dobrze i kiedy wszystko ci się układa, ale wtedy, kiedy ci się nie układa, kiedy wzbierają się w tobie emocje, kiedy próbuje powstać w tobie złość i niechęć, i chce unosić się w tobie coraz bardziej, a mimo to zrobisz to, co chce Ojciec - otworzysz usta i powiesz czyste słowo, zrobisz czystą rzecz. Wtedy będziesz wiedzieć cośkolwiek z tego zwycięstwa, a będzie to tylko jego namiastka. Bo to, co tutaj się stało, przerasta to wszystko, co my możemy przeżyć tutaj na ziemi

         Jezus nie chciał rozstania z Ojcem. Jezus, który cały czas był z Ojcem, wiedział, że kiedy weźmie nasze grzechy na siebie, wtedy nastąpi rozdarcie między Nim a Ojcem. I dla Jezusa to było straszne doświadczenie, lecz mimo tego, że wiedział, co się stanie, powiedział: "Ojcze, nie moja wola, lecz Twoja". I kiedy ty i ja mamy doświadczenie i kiedy coś w nas powstaje, to pomyśl sobie czy chcesz naśladować Jezusa. Bo Jezus mówi: "wyprzyj się siebie, weź swój krzyż i pójdź za Mną i naśladuj mnie". Łatwo się Go naśladuje, kiedy wszystko idzie po naszej myśli, kiedy masz przyjaciół, kiedy układa ci się w życiu. Ale kiedy ludzie opuszczają cię, kiedy stają przeciwko tobie, kiedy kpią z ciebie, gdy lekceważą ciebie, kiedy mają cię za nic, to wtedy iść dalej i naśladować Jezusa, jest dopiero tym, o czym myślał Jezus.

         Zobaczcie ilu ludzi wtedy wycofuje się, ilu ludzie rezygnuje, ilu ludzi przestaje pełnić wolę Ojca. Łatwo być bohaterem, kiedy wszystko się ma, ale trudno być bohaterem, kiedy się nic nie ma. Diabeł przez cały czas podsuwa nam propozycje: "oprzyj się na sobie, oprzyj się na tym, co tutaj w tym grzechu powstało". I kiedy tylko na tym oprzesz się, to od razu robisz złą rzecz. Nie masz chrześcijańskiego uczucia, nie masz chrześcijańskiego nastawienie, już masz nie chrześcijańskie nastawienie, starego człowieka. I gdyby może jeszcze nie ogłada chrześcijańska, to już byłoby widać zło starego człowieka. Ale tego już nie ma być, krzyż musi załatwić temat naszego starego człowieczeństwa. Jeśli śmierć, to śmierć. Jeśli będziesz ty czy ja oplucie traktował jak odznaczenia na polu bitwy życia do Chrystusa (mówiliśmy o tym wczoraj), to wtedy musisz już być jak Chrystus, bo bez Chrystusa nie dasz rady, nikt nie da rady. Wtedy odezwie się nasze "ja" i wtedy musimy po tym podeptać, odezwie się nasz honor i musimy po tym podeptać, odezwie się jak o nas będą ludzie myśleć i musimy po tym podeptać. Podeptać po wszystkim, co sprzeciwia się woli Ojca. Jeśli będziemy uczyć się deptać w tych mniejszych rzeczach, to powoli będziemy deptać w coraz większych, większych i większych. I Słowo Boże mówi, że jeśli będziemy posłuszni Bogu, to On rychło weźmie szatana pod stopy nasze. Ale my musimy posłuszeństwa Bogu nauczyć się w boju, bo jeśli my będziemy urażać się - urażony, urażona, już mamy doświadczenie, to gdzie my się wybieramy, na jakie pole bitwy? Diabeł tylko szturchnie, już nie ma wroga, bo już uwikłał się w grzechu, już człowiek chodzi, zaciśnięte usta, już człowiek ma problem.

         Chrześcijaństwo to nie jest zabawa, my wychodzimy na takie pole bitwy, gdzie wróg jest tak perfidny, będzie uruchamiał różne rzeczy wokół nas, żeby tylko zniszczyć w nas to, co przyszło w Chrystusie. To nie jest tak, że jesteśmy chrześcijanami i wyszliśmy sobie na takie religijne pole, gdzie trochę pobawimy się. Tacy ludzie mówią: "jaki bój, o czym ty w ogóle mówisz, przecież nie ma żadnego boju, jest spokój, miło, przyjemnie." A wojna jest taka, że bez uzbrojenia w Chrystusa, nie ma, co się na nią wybierać. Bo diabeł podejdzie takiego kogoś w każdej chwili. A to zlekceważysz kogoś, a to pominiesz kogoś, a to zrobisz sobie coś po swojemu, różne rzeczy będziesz robić niezgodne z wolą Boga. A Jezus? Sam czy sama przecież wiesz, że pójście za Jezusem to jest wyparcie się siebie. Człowiek o tym bardzo często czyta, ale kiedy przychodzi do doświadczenia, to człowiek wypiera się Jezusa, a nie siebie, bo dalej robi po swojemu. Stary instynkt działa wtedy silniej od świadomości Chrystusa. Gdy Chrystus jakby traci moc, a instynkt staje się tak silny, że wpływa silniej od Chrystusa to, co wtedy robi taki człowiek? Pokazuje, że grzech jest silniejszy od miłości do Jezusa, że jest w stanie zrezygnować z Chrystusa, ale nie z grzechu, który podkłada mu diabeł, i jak w diabelski sposób to coś zrobić.

         Jeśli będziemy uczyć się poważnego chrześcijaństwa, to będziemy coraz więcej widzieć, że nie wystarczy tylko czytać Biblię, nie wystarczy tylko modlić się, nie wystarczy śpiewać, trzeba wygrać z diabłem, kiedy on przychodzi, aby zniszczyć to co należy się Chrystusowi, co należy się Ojcu. I dla mnie i dla ciebie to jest ważna szkoła. Nauka o sprawiedliwości jest nauką dla dojrzałych chrześcijan.

         „Wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie.” Łuk.22,42b.

         Dochodzimy do punktu, w którym mamy wolę, ale nie używamy jej. Mamy wolę, bo to nie jest tak, że Bóg odbiera nam wolę, możemy zrobić to, co chcemy, ale my jej nie używamy, żeby zrobić to co chcemy. Poddajemy się woli Bożej i to jest zwycięstwo. O tym zwycięstwie Ojciec mówi do nas, kiedy uwielbia swojego Syna: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie."

         Pomyślmy, my jesteśmy dziećmi Boga, jesteśmy żołnierzami na froncie, diabeł może atakować nas. Słowo Boże mówi o tarczy wiary, o przyłbicy zbawienia, o wszystkich tych rzeczach, żeby wygrać, żeby diabeł nie podszedł nas i nie sponiewierał, nie wyśmiał naszego Chrystusa, bo my sobie ulegamy emocjom, nastawieniom, czy innym rzeczom. Żołnierz na froncie, który ulega emocjom to jest głupi żołnierz. Żołnierz na froncie musi być trzeźwy, czujny.

         A więc Chrystus jest na pełnym froncie, On teraz toczy bój. To jest bój o to czy gotowy jest na to, żeby być rozłączonym z Ojcem z powodu ciebie i mnie. I znowu mamy miłość wzajemną. My myślimy, że miłość wzajemna to takie przyjemne uczucia wobec siebie, a może miłość wzajemna sięga dalej, żeby grzech nie rozdzielił nas, żeby jakieś złe nastawienia nie rozdzieliły nas, żeby nie rozdzieliło nas to, że człowiek czuje, że ma do tego prawo, by mieć złe nastawienia. My straciliśmy prawa do samych siebie, my otrzymaliśmy prawa bycia jednością w Jezusie Chrystusie. Pan o to modlił się. Straciliśmy prawa do demonstrowania swego "ja", które zawsze powoduje rozdarcie. Nasze "ja" powinno być zawsze ukrzyżowane. Powinno funkcjonować - to nie my, lecz Chrystus. Rozumiecie, można nie dorosnąć przez ileś lat chrześcijaństwa i cały czas być jak dziecko, jak niemowlę, które uraża się, obraża się, zniechęca się, wycofuje się, albo już jest zadowolone. W dziecku masz tysiąc emocji na dzień. Chwilę płacze i juz jest zadowolone, już się śmieje, znowu za chwilę płacze i znowu zadowolone, w zależności tylko od sytuacji. A dojrzały człowiek powinien zachowywać się stabilnie. Naszym zadowoleniem jest Chrystus.

         Bitwa, więc jest na tyle poważna, że jeśli to my wejdziemy w ten największy ucisk, to będzie to największe starcie. A więc człowiek musi być na tyle gotowy na to, żeby nie pozwolić swojej woli wyjść przed wolę Bożą. A naszą wolą może być nawet zemsta. Jeśli zobaczysz, że uderzają w kogoś, kogo kochasz, możesz chcieć się zemścić - to będzie twoja wola. Ale wolą Bożą będzie to - "zostaw pomstę Mi". Będziesz na tyle silny (silna), by ustąpić Bogu i oddać Mu chwałę. A to jest zwycięstwo, do którego nie dochodzi się tak łatwo, w jednym momencie. To są pomniejsze zwycięstwa, które wygrywamy, dochodząc do tego zwycięstwa. Ile wróg próbuje w codzienności położyć na tobie humorów - to są tylko przeciwnicy, z którymi musisz nauczyć się sobie poradzić, żeby żaden z tych przeciwników nie odprowadził cię od wypełniania woli Ojca. A to gdzieś w pracy, a to gdzieś na ulicy, wszędzie masz doświadczenie i w każdym musimy wygrać. Jeśli nie będziemy ćwiczyć się w pobożności, to będziemy podatni tym wszystkim rzeczom. Człowiek raz przyjdzie na zgromadzenie i jest szczęśliwy, zadowolony, drugi raz, a niech się dzieje, co chce, co mnie obchodzi to zgromadzenie, siądę sobie, chwilę posiedzę i tyle. Rozumiecie, to nie jest przyjście, żeby chwalić Boga, to nie jest żołnierz, który przychodzi, aby oddać chwałę Wodzowi, że Wódz przeprowadza go przez ten dzień. To po prostu jest taki bałaganiarz, który zmarnotrawił dzień; przyszedł, usiadł, co będzie to będzie. To nie jest poddanie się woli Bożej.

         Wolą Bożą jest to, że gdy zgromadzamy się, aby chwalić Boga, to mamy uwielbić Go w duchu i prawdzie, w jedności stanąwszy przed Jego obliczem. To jest wolą Bożą.

         A więc kiedy spotykamy Jezusa w tym miejscu, spotykamy Go w pełnej bitwie, w największej bitwie, która przerasta bitwę nas wszystkich razem wziętych. A zobaczcie, jakie, każdy z nas ma problemy, żeby ukrzyżować własne "ja", żeby nie pozwolić swojej woli stanąć poza wolą Bożą, żeby nie robić czegoś po swojemu, żeby zrobić tak jak Jemu to się podoba. Zobaczcie, możemy robić nawet tak: "ja nie robię nic złego". Ale, Bóg mówi: "Ja chcę, żebyś robił dobro, żebyś chwalił Mnie, wielbił Mnie, czcił Mnie z czystego serca, z nieobłudnych warg. Przecież po to dałem ci swego Syna, oczyściłem cię, żebyś teraz chwalił (chwaliła) Mnie”. A więc wolą Bożą jest to, żebyśmy chwalili Go, żebyśmy uwielbiali Jego Syna. To nie jest tak, że mi się chce, albo nie chce. To tak jakby w niebie powiedzieli: "dzisiaj mamy wolne, nam się nie chce Boga chwalić". Tam nieustannie słychać: "święty, święty, święty". A więc jeśli chcemy być dołączeni do tego anielskiego chóru, musimy też mieć chór w sobie, w sercu, należeć do Boga.

         Nie jest to łatwe, aniołom też nie było łatwo, dopóki diabeł szalał tam, ale już mają koniec, wygrali. Diabła już nie ma tam, jest tu na ziemi. Oni wiedzą, że nam teraz nie jest łatwo, oni znają to doświadczenie, kiedy diabeł kusił aniołów, żeby zbuntowali się przeciwko Bogu i słyszymy, że skusił jedną trzecią. Kusił, żeby oni podjęli swoją wolę, stanęli przeciwko Bogu. A więc my mamy bitwę, jesteśmy w bitwie, jesteśmy ludźmi, którzy cały czas są narażeni. Przypali ci się coś, już złościsz się. Czy to jest Boża wola? A może przypaliło się, bo zaniedbałeś (zaniedbałaś)? Nie przypilnowałeś, zająłeś się swoimi rzeczami. Czy to jest wolą Bożą, aby człowiek działał w swoim gniewie? Może człowiek już nie złości się tak, ale pokaże sobą, na przykład – „nie okażę ci przyjaźni, bo nie chce mi się, bo dzisiaj nie mam takiego nastawienia, żeby okazać ci przyjaźń”. To też jest poddanie się swojej woli, to nie jest wola Boża. Bóg chce, żebyśmy byli sobie bliscy, bo jesteśmy Jego dziećmi. On chce, żebyśmy wzajemnie miłowali się, żebyśmy budowali się na dom dla Niego.

         A więc to nie jest tak, że będąc chrześcijaninem, chrześcijanką, możemy robić sobie, co chcemy i jesteśmy chrześcijanami. Nie. Mamy robić to, co jest napisane w Słowie Bożym. To jest ważne. Uczymy się Słowa Bożego nie tylko po to, by wiedzieć gdzie to jest napisane, ale po to, by móc tak żyć, żyć każdym Słowem, które z ust Bożych pochodzi.

Jan 14:23