Wolność chrześcijańska
Wolność chrześcijańska – część 8
Nie szukać własnej korzyści lecz korzyści bliźniego. Tak czynił Jezus.
Widzimy, że to jest poważne i cenne. Chrześcijaństwo to poważna sprawa, ale i piękna. W tym chrześcijaństwie można rosnąć do wolności, do bycia swobodnym człowiekiem na ziemi, który może chodzić po tej ziemi i być nie skażonym przez ten świat.
Czyż nie jest to piękne? Ale tego nie osiągnie się nigdy, jeśli chrześcijaństwo jest drugoplanowe. Nigdy. To musi być pierwszoplanowe. Coś najważniejsze. Jeśli tylko wolny człowiek będzie w domu Ojca na zawsze, to czy dla nas najważniejsze jest bycie wolnymi ludźmi? Być wolnymi - czy to jest najważniejsza sprawa? Jeśli możemy być wolnymi, jeśli Jezus obiecuje nam wolność, jeśli będziemy trwali w Jego Słowie, to poznamy Go i On nas wyswobodzi. Pan gwarantuje nam wolność. Czy trwanie w Jego Słowie jest czymś potrzebnym nam?
Czy masz świadectwo trwania w Słowie, które On potwierdza? Przez co Pan potwierdza Swoje świadectwo? Po tym, że coraz swobodniej poruszasz się po świecie i nie doznajesz, żeby kąsania diabła mogły cię dosięgnąć. To jest to, co daje Jezus. Chodziłbyś i wypiłbyś coś trującego, a nie zaszkodzi ci to. Nie może to przeniknąć w twoje wnętrze, nie może to zniszczyć twojego duchowego chodzenia z Bogiem. Nie może to uczynić przeszkody w chodzeniu z Chrystusem. Wiecie jakie piękne to jest?
Często człowiek, ucząc się w szkole, identyfikuje chrześcijaństwo ze szkołą. O co chodzi w chrześcijaństwie? Nabyć wiedzę w szkole, którą rzadko kiedy się używa? Używam matematyki, tylko dlatego, żeby się nie dać oszukać, używam dla siebie samego. Nie dlatego, żeby dobrze wymierzyć komuś, żeby otrzymał to co mu się należy, tylko, żeby samemu nie być oszukanym.
My znamy smak zwycięstwa, kiedy zaczynamy cieszyć się z tego, że komuś dzieje się dobrze. To jest przełom, to jest coś pięknego. Tak żył Jezus. Tak żył Paweł i mówił : „Żebyście byli królami, a my nie! Obyście wy byli królami! Jesteśmy gotowi życie położyć, żebyście wy byli królami. Tym rodem królewskim, który króluje, zwycięża, chodzi w prawdzie i żyje zwycięskim życiem. Gotowi jesteśmy nawet krew swoją przelać, żeby to osiągnąć”. I myślę, że to jest piękne zwycięstwo w człowieku, który już nie żył dla samego siebie, ale życie jego było poddane Chrystusowi i Kościołowi, a później napisał o innych, którzy też się tak nawrócili.
I my tego bardzo potrzebujemy. Musimy umieć rozwiązywać problemy, ale nie według własnego schematu, ale według Słowa Bożego. Ci w Barei byli na tyle mądrzy, że patrzeli w Biblię, czy tak się rzeczy właściwie mają, czy to może być Chrystus. No tak, wszystko wskazuje, że to On. To się wykonało, to się wykonało. To musi być On. Oni zajrzeli w Biblię i nie osądzili tego na zasadzie tradycji. Bo wielu osądziło na zasadzie tradycji i powiedziało, że to nie może być Chrystus. Albo też osądzili na podstawie wiedzy fizycznej: „No przecież skąd On pochodzi? Z Nazaretu. A skąd będzie pochodził Mesjasz? Z Betlejemu. A więc nie może to być Chrystus.” Brak wiedzy nie pozwolił im dostrzec w Chrystusie Chrystusa i osądzili w sposób cielesny. Uznali, że to nie może być On, chociaż całe świadectwo, które przy Nim było wydane, świadczyło o tym, że to jest On. Wiedzieli co było w Starym Testamencie i jakie rzeczy będą towarzyszyły Mesjaszowi.
Mówiliśmy ostatnio na zgromadzeniu o umywaniu nóg. Jeśli kogoś skrzywdziłem, to nogi tego człowieka nie są chętne, aby w tym kierunku iść. I jakoś dziwnie chcą mnie zawsze minąć. A kiedy zdaję sobie sprawę, że skrzywdziłem kogoś, mogę mu umyć nogi zwyczajnym przyjściem i powiedzeniem: „Słuchaj przebacz mi, przepraszam. Naprawdę skrzywdziłem cię, bo spowodowałem to, że twoje nogi zaczęły nie dobrze się czuć, kiedy zbliżały się do mnie. Przebacz mi.” I kiedy ktoś przychodzi do ciebie i ze szczerym sercem mówi: „Przebacz mi”, to co się dzieje z twoimi nogami? Kierują się po to, żeby przytulić, a wcześniej był mur.
Umycie nóg, jest wtedy kiedy ukorzę się, kiedy się poddam, przeproszę. I raptem te same nogi już inaczej funkcjonują. Są różne doświadczenia, które sam przechodzę. Jeśli ktoś cię tyle razy zwiódł, powiedział, że ci pomoże, a ci nie pomógł, to jak twoje nogi idą do tego człowieka? Niechętnie. Człowiek raz, czy drugi oszukany zaczyna omijać takiego człowieka. Jeśli zobaczysz, że ktoś cię omija, zastanów się, co zrobiłeś w tej sprawie?
Jeśli wiesz, że twój brat ma coś przeciwko tobie, jak to rozegrać? Wcześniej biegł szczęśliwy: „Chwała Bogu bracie!”, a teraz? Mina jakaś dziwna, ręce nie wyciągają się. Co jest? Coś jest, co go blokuje.
Ktoś może być wrogiem, nie dlatego, że ja go skrzywdziłem, ale jeśli mogę to naprawić, to próbuję to naprawić. Ale np. mogę nie dać rady naprawić w tym momencie, bo ten drugi nie chce zaakceptować, nie chce przyjąć.
Ale jeśli jest to człowiek, który nie jest wrogiem omotanym przez diabła, ale jest po prostu skrzywdzonym bratem czy siostrą, to serce jest czułe i człowiek jest otwarty na to, by dążyć do pokoju.
Jezus powiedział: „jeśli skrzywdziłby cię jakiś brat i przyszedł przeprosić, przebacz mu”. A jeśli ty byś skrzywdził kogoś, to co byś zrobił? Idź go przeproś. I wydawało by się, że to jest zbyt proste, że „przepraszam” takie sprawy rozwiązuje. Otwiera się droga. Pan Jezus nawet mówił, że jeśli by cię przeprosił i zrobił ponownie coś podobnego i znowu by cię przeprosił, przebacz mu. Ile Panie? Czy do siedmiu razy? No już chyba wystarczy! A Pan podnosi to tak wysoko, 77 razy, że Piotr myśli, kto to zdzierży? Kto da radę? Da radę tylko ta osoba, której Pan daje wolność, wolność przebaczenia. Potrzebujemy Pana.
Amen.

