Wolność chrześcijańska

Wolność chrześcijańska – część 5

Jeśli ktoś dobrze poradzi i zrobisz to, to da dobry efekt. Tym bardziej, że jest to oparte na Słowie Bożym. Chrześcijanin nie może eksperymentować, co jest korzystne a co nie korzystne. Musi wiedzieć, że nigdy nie możemy radzić ponad to, co sami wiemy. Możemy powiedzieć: „Słuchaj, tego nie wiem, nie rozumiem, nie mogę autorytatywnie powiedzieć, że tak jest”.

Były takie sytuacje, które poznałem, więc mogłem powiedzieć, że jeśli wejdziesz w tą sytuacje, diabeł cię tam dopadnie i zrobisz, co on będzie chciał. I dokładnie się stało, tak jak powiedziałem. Wiedziałem, że człowiek już nie idzie za wolą Bożą i otwiera miejsce dla diabła i jego ataku i diabeł na pewno to wykorzysta. Wiedząc, mogłem powiedzieć: „na pewno cię to spotka”, nie będąc prorokiem, ale wiedząc.

I wtedy ostrzegam kogoś naprawdę i ten ktoś, jeśli mnie nie posłucha spotka go to, co mu powiedziałem. Wtedy moje ostrzeżenie było prawdziwe. Tak jak Bóg mówi: „jeśli nie posłuchasz Mnie, to spotka cię to”.

Jak widzimy, wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne.

 

Młody wierzący zabiera się za prowadzenie zboru. Czy jest to pożyteczne? Nie. Młody wierzący zabiera się za nauczanie innych. Czy jest to pożyteczne? Nie. Dlaczego? Nie jest przygotowany, żeby znieść przeciwności, za to, że podjął się takiego zadania. To jest zadanie dobre, bardzo ważne, cenne, ale człowiek nie jest jeszcze gotowy znieść przeciwności od ludzi, którym będzie usługiwać. I w tym momencie nie da rady, bo te wszystkie przeciwności spowodują, że zablokuję się i zatrzyma. Zamiast spokojnie iść dalej, będzie zamknięty w potępieniu diabelskim. Może jeszcze w tym czasie powie coś, co zupełnie nie jest prawdziwe i ktoś za tym pójdzie i wpadnie w jakąś chorobę duchową. I ten człowiek będzie wiedział, że doradził komuś coś, co nie było prawidłowe i ten ktoś z tego powodu cierpi. Jak teraz wydostać tego człowieka? Można robić tyle różnych rzeczy, ale bez świadomości czynionego zła.

Młody człowiek może się podzielić Słowem Bożym, bo to jest budujące, kiedy wszyscy się dzielimy Słowem. Ale kiedy coś autorytatywnie twierdzimy, że jeśli to zrobisz, będzie dobrze, jeśli tego nie zrobisz będzie źle, to znaczy, że już jesteśmy nauczycielami.

Jakub mówi: „Niech niewielu z was będzie nauczycielami, bo większą odpowiedzialność poniesiemy za to.” Jeśli mówimy komuś, że to jest złe i zatrzymamy kogoś, a to tak naprawdę będzie dobre, i ktoś mógłby wiele dobra uczynić, czyniąc to, ale tego nie czyni, bo usłyszał, że to jest złe – możemy ograniczyć ludzi swoim nauczaniem, albo wpędzić ich w tarapaty. Tak samo jak rodzice, kiedy otaczają dziecko zbyt wielką troskliwością, to co to wywołuje u dzieci? Uzależnienie. Dzieci wtedy nie rozwijają się już normalnie i nie uczą się tego, czego już powinny się uczyć. Są zablokowane.

I to co wydaje się dobre, okazuje się złym doświadczeniem. Dlatego trzeba otaczać i miłością, i troską, ale trzeba też pozwolić na przechodzenie przez doświadczenia.

Kiedyś było tak, że kiedy dziecko przychodziło ze szkoły do domu, a nauczyciel miał do tego dzieciaka obiekcje, to rodzic z gruntu, nawet nie pytając, dał dziecku w skórę, bo wywołuje kłopoty rodzinne w szkole. I dzieciak wiedział, że nie można skarżyć się na nauczyciela, narzekać, że w szkole jest źle. Jak dzieciak będzie sprawiać kłopoty w szkole, to rodzic, z powodu tego, że imię rodziny jest naruszane, jeszcze wywrze konsekwencje na dziecku. I każde dziecko wiedziało, że jak dostało linijką po ręku, to nie przyszło i nie mówiło: „nauczyciel jest do niczego”, bo dostałoby jeszcze od taty paskiem na tyłek, że narzeka na nauczyciela. Zawsze tak było. Potem się zmieniło, że już można było narzekać itd., i rodzice biegli do szkoły, żeby co zrobić? Nakrzyczeć na nauczyciela. I dziecko wtedy rosło w pychę, dumę, arogancję wobec starszych itd. I wydawałoby się, że rodzic spełnia swoje zadanie, otacza troską swoje dziecko w każdym doświadczeniu, ale przez to czyni mu krzywdę.

I tak również chrześcijaństwo łączy się z ojcami, z ludźmi, którzy dorośli do tego, żeby wiedzieć, kiedy pomóc, a kiedy zostawić kogoś w doświadczeniu, aż to doświadczenie pojmie i zrozumie.

Paweł miał wiele dzieci i wiele troski o te dzieci, widać to po listach. Pisał do Tymoteusza, wskazywał mu na to, na tamto. Czy to co mówił do Tymoteusza było dobre? Paweł wiedział, co mu pisze. Nie pisał jakiś dziwactw, tylko konkretne rzeczy. Miał mu pomóc, żeby sam nie zgubił się w tym działaniu Bożym. To nam teraz również pomaga. Kiedy czytamy listy do Tymoteusza i do Tytusa znajdujemy piękne pouczenie. Piękna sprawa. Ta pomoc jest wieczna, ona przechodzi dalej z pokolenia na pokolenie.

Ktoś mi powiedział, że ludzi nie powinno się słuchać, a ja się słucham. Pawła się słucham, Piotra. To są dla mnie super autorytety. Kiedy przeczytam List Judy, to mówię: „Rację masz bracie, trzeba toczyć bój o wiarę, raz na zawsze przekazaną świętym. Nie można bez wiary wykonać pracy. To jest prawda.” Dobre i pożyteczne, aby się tego trzymać.

Czy jest to ważne abyśmy rozeznawali, co jest pożyteczne, a co nie, kiedy wzrastamy w chrześcijaństwie? Bardzo ważne. Ja myślę, że szkoda zaniedbywać tego chrześcijańskiego życia, stracić czas, a potem być kimś, kto doradza bez rozumu. Trzeba zdawać sobie sprawę jak jest naprawdę.

Czyta się Słowa naszego Pana. Czy Jego porady są złe? Poprzestań na małym? To jest tragedia ludzka. Ja po latach pojmuję, o co Panu chodziło. Im więcej mam czegoś, tym więcej mam kłopotów, bo się często psuje, niszczeje, trzeba tego pilnować, koło tego chodzić. Niby ułatwia życie. Wsiadamy w samochód, jedziemy przez całą Polskę. Kiedyś jeździliśmy pociągami i było trudniej, ale nie trzeba było naprawiać pociągu. Pociągami się kto inny zajmował. My śpiewaliśmy pieśni, ludzie słuchali, można było rozmawiać o Panu. Ułatwiło się nam życie, że możemy się szybciej przemieścić. Czy wracać do prostoty, czy próbować umiejętnie wykorzystywać to, co mamy – tu trzeba mądrości od Pana, żeby być wolnym, że to co chcemy zrobić, chcemy zrobić dla Pana Jezusa.

Jan 14:23