Wolność chrześcijańska
Wolność chrześcijańska – część 4
Wracając, każdy z nas ma ileś lat chrześcijaństwa. Co jest pożyteczne, a co jest niepożyteczne? Kiedy się tego można nauczyć? Ile lat trzeba?
Paweł jest przyjacielem chrześcijan, on gotów był życie położyć za nas. On mówi do Tymoteusza:, „to co się nauczyłeś w tym już trwaj, a Bóg będzie ci dawał dalej”. Musimy się nauczyć trwania w tym, co już się nauczyliśmy, żeby nie być chwiejni. „No nauczyłem się, już wiem, już puszczam, już nie żyję tak, bo już wiem.” Prawda? Jeśli wiedza miałaby mnie zbawić, to jestem w porządku. Jestem zbawiony. Ale jeśli uczynki wiedzy, to wtedy jest ze mną kiepsko, jeśli tylko wiem.
Zobaczcie, możemy wiele rzeczy poznawać w życiu, bo one są ważne, ale najważniejsze dla nas to mieć rozeznanie, samemu wiedzieć, co jest pożyteczne, a co niepożyteczne, by pomóc innym, ostrzegając ich przed tym, co może im zaszkodzić, albo nakierowując ich na to, co by im pomogło.
Jeśli tylko będziemy religijnymi chrześcijanami, i nie będziemy wiedzieli co jest pożyteczne, a co nie jest pożyteczne, czy będziemy w stanie komuś pomóc? Nie. Przeszkodzić tak, ale pomóc nie. Bo zawsze zrobimy z nimi to, co zrobiliśmy z sobą i pokierujemy nie tam gdzie trzeba. Nie w taki sposób jak trzeba.
Od tego, który kieruje, zależy też bardzo dużo. Pan mówi, że poniesiesz za to odpowiedzialność, jeśli źle kogoś pokierujesz, zwiedziesz. A jeśli kogoś pokierowałeś prawidłowo, Pan powie: „Tak sługo wierny”. Nie możesz kierować kogoś jak chcesz: „bo mi się tak wydaje”. Za moje kierownictwo ponoszę odpowiedzialność. U Pana nie ma, że robię co chcę w Jego Królestwie. „Jestem wolny, wolno mi wszystko i mogę sobie powiedzieć: „a biegnij tam, albo tam”. Co mi do głowy wpadnie, to rób. Chociaż mi wszystko wolno, ale są w tym Królestwie rzeczy, które nie są pożyteczne.
Nie mogę zmarnować czyjegoś i swojego czasu. Nie mogę kombinować z kimś tak, jak lekarz: „A weź to lekarstwo. Nie pomogło? No to weź tamto. Też nie? To weź tamto. Też nie. To operację zrobimy.” W chrześcijaństwie tak nie ma. Jeśli komuś coś doradzasz, to musisz wiedzieć, czy to jest prawda, czy nieprawda. Nie możesz kombinować z drugim człowiekiem. Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Jezus nie kombinował z nami. Był wolny. Jeśli mówił, to było to dokładnie tak, jak być powinno.
Kiedy apostołowie przekazywali swoje nauczanie, mówili: „Mówimy wam to, abyście wiedzieli jaka jest prawda i żebyście korzystali z tej prawdy, nawet jak my odejdziemy. Bo ona zawsze będzie was kierowała do wieczności z Bogiem i zawsze będzie obdarzała wolnością.” Oni wiedzieli, że to zawsze będzie ich obdarzać wolnością. Skąd to wiedzieli? Bo się nauczyli z Jezusem.
Czy możemy sobie lekko potraktować zakon wolności? Czy możemy sobie powiedzieć, że nie jest najważniejsze znać zakon wolności? Ale jeśli on będzie ciebie i mnie sądził? To czy to jest ważne znać ten zakon? Jeśli coś mnie będzie sądzić, a ja tego nie znam, to skąd wiem jak to sądzi?
„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne.” Jest to bardzo ważne. Kogo potrzeba wśród wierzących? Potrzeba ludzi, którzy są nauczeni prawdy, którzy by innym pomogli iść do wieczności z Bogiem. Paweł mówi: „już powinniście być nauczycielami, a potrzebujecie wciąż mleka”. Paweł żałował, że ci ludzie nie są nauczycielami, żałował, że nie mogą powiedzieć komuś prawdy rzetelnie, bo sami jeszcze błąkają się i nie mają rozeznania co jest dobre a co złe. Mimo tylu lat chrześcijaństwa, nie mieli pojęcia, co jest dobre a co złe. Szkoda, że nie mieli pojęcia, bo przecież brakuje ludzi, którzy by autorytatywnie powiedzieli: „To jest złe.” I byłoby to naprawdę złe. „To jest dobre” - i naprawdę byłoby dobre.
Weźmy rodziców. Urodziło się dziecko i rodzic zaczyna eksperymentować. Tak? Jaki rodzic eksperymentuje na swoim dziecku? Chyba szalony, obłąkany! Stracił rozum. Człowiek zdaje sobie sprawę, że temu dziecku musi dać odpowiedni pokarm, żeby nie skrzywdzić. Ten rodzic musi być na tyle dojrzałym, żeby móc to zrobić, bo inaczej skrzywdzi swoje dziecko.
To samo jest z chrześcijanami. Nie ma znaczenia ile lat jest ktoś chrześcijaninem. Tylko czy już opuścił głupotę, czy zmądrzał, czy stał się człowiekiem trzeźwym, rozważnym. Czy może dać to, co jest potrzebne nie czyniąc szkody?
Myślę, że każdy z nas zaczyna sobie zdawać sprawę, że działanie na drugim człowieku nie jest proste, a jest bardzo skomplikowanym działaniem. Jeśli człowiek nie będzie umiał pracować, to może łatwo skrzywdzić drugiego człowieka i uczynić coś, co może temu człowiekowi zamykać drogę do wieczności. Dlatego potrzeba ludzi, którzy wiedzą co jest dobre, a co złe.
Czasami masz kłopot i nie wiesz jak coś zrobić i dzwonisz np. do kogoś aby zapytać jak to ugotować. I pytasz kogoś „dojrzałego” w gotowaniu: Czy to można zmieszać z sobą czy nie można? Jaki efekt będzie tego? Czy można wlać wodę po ogórkach do mleka? Można. Ale co potem? Ja kiedyś też w gorliwości zrobiłem Eli miksturę na przeziębienie. Przeziębienie to już nie było tak straszne, jak zwracanie po tym. W tym momencie, przeziębienie nie było już tym najgorszym. Nie miałem pojęcia: sok z czarnej porzeczki, mleko i jeszcze czosnek... chciałem jak najlepiej. Rozumiecie? To, że ty chcesz, aby było jak najlepiej, to nie znaczy, że jest dobrze. Muszę wiedzieć. Mogę mieć ochotę czynienia dobra, ale przy tym wiele złego narobię. Dlatego muszę wiedzieć czy to jest korzystne, czy niekorzystne. W innym momencie zrobiłem rzecz korzystną. Kiedy Ela była w ciąży i brakowało czerwonych krwinek, dowiedziałem się, że trzeba zrobić buraki, chleb razowy, zalać wodą, postawić na tydzień, zebrać chleb z pleśnią z góry i dać do picia. I piła, i hemoglobina bardzo skoczyła do góry, bez tabletek. Tu zadziałało, to nie była kombinacja, tylko ktoś wiedział co mi radzi, i wiedział, że to będzie dobre.

