Najważniejszy cel dla człowieka
Najważniejszy cel dla człowieka – część 3
Im więcej widzimy ciemności, tym więcej powinniśmy pragnąć, żeby w nas było widać Jego, oraz, Jego światło. Jezus tak gorliwie dbał o to, a uczniowie spali, a On nie spał, Jego uczniowie jedli, a On nie jadł. Pan zaniedbywał wiele tych fizycznych rzeczy, którymi ludzie są normalnie zainteresowani, aby w niczym nie zabrakło tego obrazu Ojca. Wiemy, że Jezus z płaczem i wołaniem stawał przed Ojcowskim obliczem. Toczył bój w tym ciele, to było ciało tak jak nasze, a więc musiał toczyć bój i musiał wygrać na całym polu, żeby nigdzie nie było zniekształcenia obrazu Ojca, żeby wszyscy mogli zobaczyć: „taki jest Ojciec”.
To jest poważna bitwa i kiedy my wkraczamy na teren Chrystusa, wchodzimy dokładnie w tą samą bitwę. Diabeł chce zniekształcić obraz i mamy ogromne doświadczenie. A więc nie można powiedzieć, że chrześcijaństwo to taka sielanka, czy coś w tym rodzaju. Widzimy, że odblask Jego istoty, to jest Jezus Chrystus. I więc Ojciec w ten sposób okazuje się jaki jest.
Otwórzmy 2 Mojżeszową, 33 rozdział, wiersze 18-23. Zobaczcie to pragnienie Mojżesza. Kiedy przechodzimy przez Biblię, widzimy wielu ludzi, którzy mieli to święte pragnienie. Wielu ludzi chodziło z Bogiem, żeby Go poznać, żeby z Nim być. Tu widzimy prośbę Mojżesza.
I rzekł Mojżesz: Pokaż mi, proszę, chwałę twoją! I odpowiedział Pan: Sprawię, że całe dostojeństwo moje przejdzie przed tobą, i ogłoszę Moje imię przed tobą, i zmiłuję się, nad kim się zmiłuję, i zlituję się, nad kim się zlituję. Nadto powiedział: Nie możesz oglądać oblicza mojego, gdyż nie może mnie człowiek oglądać i pozostać przy życiu. I rzekł Pan: Oto miejsce przy mnie. Stań na skale. A gdy przechodzić będzie chwała moja, postawię cię w rozpadlinie skalnej i osłonię cię dłonią moją, aż przejdę, a gdy usunę dłoń moją, ujrzysz mnie z tyłu, oblicza mojego oglądać nie można.
Widzicie, człowiek Boży stoi przed Bogiem i Bóg rozmawia z nim, jak rozmawia się twarzą w twarz, lecz oblicza Jego nie może zobaczyć. Najpokorniejszy z ludzi i nie może zobaczyć oblicza Boga. Nie jest gotowy, nie przeżyłby tego. Ale to pragnienie jest w ludziach: „chcę Cię zobaczyć, chcę Cię poznać, chcę skosztować jaki jesteś, chcę doświadczyć ile Ty możesz ze mną zrobić na tej ziemi, Boże. Chcę wiedzieć o Tobie więcej, jakim jesteś, dlaczego takim jesteś wobec mnie, jak bardzo wspaniała jest Twoja miłość do mnie, skoro gotowy byłeś pokonać tyle przeszkód, żeby zasiać w moim sercu pragnienie Ciebie”.
1 Królewska 19, wiersze 8-13. Widzimy tu piękne doświadczenie. Eliasz zawiódł, przestraszył się po tak potężnym objawieniu się Bożej chwały, kiedy ludzie wołali: „Bóg jest Bogiem, Bóg jest Bogiem”. Przestraszył się i sam z siebie mówił: „Boże, nie jestem godzien żyć. Jestem jak ojcowie, zawiodłem Cię. Miałem tyle doświadczeń z Tobą i przeraziłem się uciekłem.” I co Bóg robi w tym momencie? Zobaczcie, to jest cudowne i wspaniałe.
Wstał więc i posiliwszy się, szedł w mocy tego posiłku czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do góry Bożej Choreb. I wszedł tam do pieczary, aby tam przenocować. Lecz oto doszło go słowo Pana tej treści: Co tu robisz, Eliaszu? A on odpowiedział: Gorliwie stawałem w obronie Pana, Boga Zastępów, gdyż synowie izraelscy porzucili przymierze z tobą, poburzyli twoje ołtarze, a twoich proroków wybili mieczem. Pozostałem tylko ja sam, lecz i tak nastają na moje życie, aby mi je odebrać. Rzekł więc do niego: Wyjdź i stań na górze przed Panem. A oto Pan przechodził, a wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana. A po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana. Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana. A po ogniu cichy łagodny powiew. Gdy go Eliasz usłyszał, zakrył płaszczem swoją twarz (już wiedział, że to jest Pan) , wyszedł i stanął u wejścia do pieczary, a wtedy doszedł go głos: Co tu robisz, Eliaszu?
Bóg rozmawia z nim. Można powiedzieć, że w takim powiewie Bóg też przychodził do Adama i Ewy i z poranka przebywał z nimi. Ten sam powiew teraz postrzega Eliasz. Bóg tak przychodzi do niego, w łagodnym powiewie.
Jak wielu ludzi na tej ziemi doświadczyło spotkania z Bogiem, kiedy Bóg do nich mówi, okazuje im coś ze swojej chwały, pociąga ich do siebie, kiedy oni mają już o sobie nawet złe zdanie, że zawiedli, dodaje otuchy. A potem wiemy gdzie Bóg zabrał Eliasza. Do nieba.
Jak my potrzebujemy tego, żeby Duch Boży napełniał nas pragnieniem poznawania Ojca. To jest nasz problem, kiedy widzimy, że tak mało chcemy być z Nim, tak mało chcemy, żeby dotrzeć do celu, stanąć przed Bogiem i być z Nim. Widzimy, że nie jesteśmy zdeterminowani do wygrywania, do pokonywania przeszkód, do tej świadomości, że chcemy cenić każde słowo, które mówimy, bo On je słyszy, żeby to słowo było bliskie Jego sercu. Myślimy o Nim, cieszymy się, że dał nam Syna, dał nam drogę, dał nam możliwość oczyszczenia się, porzucenia zła, uświęcenia, bez którego nikt nie jest w stanie zobaczyć Go.

