Rozważania Listu do Rzymian 6, 1-14

Rozważania Listu do Rzymian 6, 1-14 – część 2

10 kwietnia 2014 roku.

Dlatego apostoł Paweł mówi: „czy mamy pozostać w grzechu?” Jeśli Jezus znajduje swojego człowieka w grzechu, to co mówi? Kiedy Jezus pisał Listy do Kościołów w Księdze Objawienia to mówi: „zobacz, opuściłeś pierwszą miłość, już jest kłopot. Jeśli nie wrócisz do pierwszej miłości, przyjdę i potrząsnę wszystkim, żebyś upamiętał (upamiętała) się”. A więc Jezus wykazuje gdzie człowiek, czy ludzie, czy nawet cały zbór może zejść z pozycji Chrystus i wejść pod pozycję ciało. Później człowiek już robi pewne chrześcijańskie rzeczy, ale z grzechem, znaczy, że nie robi tego w czysty sposób. Cokolwiek robi w chrześcijaństwie, robi to z grzechem, ze swoim charakterem, ze swoim nastawieniem, ze swoim obrażaniem się. Robi dobre rzeczy, ale zawsze jest tam ten dodatek, zawsze jest ten kwas grzechu. Nie ma pełni.

Czy więc mamy pozostać w takim stanie? Przenigdy! Dlaczego przenigdy? Dlatego, że jest Jezus, który zwyciężył to wszystko. Dlatego „przenigdy”, bo gdyby nie było Jezusa, to, to słowo „przenigdy”, nigdy nie znalazłoby się tutaj. A więc, jeśli Słowo coś mówi do nas, to chce rozjaśnić nam tą sytuację, żebyśmy przypadkiem nie byli oszukani, żebyśmy nie chodzili sobie lekko i mówili: „ja też jestem wierzący człowiek, jestem w porządku”. Ale widać, że nie w porządku, widać, że zabrnięte tu, zabrnięte tu, brak tego szczęścia, brak zadowolenia, brak wdzięczności, brak ochoty do życia. Same braki, a człowiek mówi: „ja jestem chrześcijaninem.” A obok tego idzie jeszcze to, że robi coś po swojemu, buntuje się, złości się, jest niechętny (niechętna), ale „wszystko jest dobrze”. Ludzie, to znaczy, że Biblia kłamie, a człowiek mówi prawdę. To człowiek oszukany, albo oszukujący sam siebie, żeby mieć spokój ze swoim sumieniem, że coś złego zrobił, doszedł do stanu, w którym tak naprawdę pozostaje w grzechu, ale jest spokojny, bo pewnym jest, że łaska jest wystarczająca, żeby ogarnąć ten teren. Ale łaska nie pozwala żyć w grzechu.

A więc co ten wiersz mówi do nas? Czy mamy prawo pozostawać w grzechu? Jeśli to wiemy, to dlaczego pozostajemy w grzechu? Dlaczego pozwalamy sobie na pozostawanie w grzechu? Jak myślicie, czy gdyby trzej młodzieńcy z księgi Daniela jedli normalnie ze stołu króla, zanieczyszczali się różnymi rzeczami, a potem raptem wpadło im do głowy, żeby nie kłaniać się bałwanom, a tu pełno w nich grzechów. Zostają wrzuceni do ognia i co? Płoną. Ale, że oddzielili się, że żyli dla Boga, to Bóg okazał też temu królowi, że ci ludzie żyją dla Jego chwały. Bóg mógłby to zrobić, może zrobić wszystko co zechce, ale On wydał świadectwo też o tych ludziach. Mógłby zostawić ich, tak jak oni powiedzieli: „jeśli Bóg uzna za stosowne, to spłoniemy, ale nie wyprzemy się.” Ich serce jest czyste, sumienie jest czyste, oni chodzą z Bogiem i Bóg też poszedł z nimi do tego ognia i zachował ich przed ogniem na świadectwo, żeby król też mógł upamiętać się.

A więc widzimy, że nie wolno pozostawać nam w grzechu. Jest to pierwszy warunek chrześcijańskiego sygnału alarmowego, że jeśli pojawia się grzech, to nie wolno zostawać w nim. Grzech rodzi grzech, potem przychodzi śmierć. Jest chrześcijanin (chrześcijanka), ale jest duchowo martwy. Co zrobić z takiego człowieka? Słowo Boże mówi: „przyjdź, powstań, walcz, patrz na Jezusa, zacznij z powrotem trzymać się Jego”, wtedy On da ci powstać, aby znowu żyć dla Niego. Ale nie wolno ci pozostawać w grzechu.

Następny element, o którym apostoł Paweł mówi:

„Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy?” Rzym.6,2.

Zobaczcie co mówi apostoł: „jak to może być, że skoro my umarliśmy grzechowi, jeszcze mamy w nim trwać! Jak to może być?!” Zobaczcie w jaki sposób apostoł pisze te słowa? Czy to jest dzisiejsza mowa? Czy dzisiaj to jest normalne, żeby chrześcijanie tak mówili? Czy to jest normalna rozmowa chrześcijan dzisiaj? Skoro grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy? Dzisiaj raczej ludzie są zgodni, że nie można wymagać od człowieka tak wiele. Zobaczcie jaka ewangelia ogarnia dzisiaj serca i umysły, a wtedy zobaczycie wynik tej ewangelii – ona nie zbawia, nie ratuje. Ta ewangelia zostawia człowieka w grzechu, gdyż nie może wyrwać go z grzechu, bo to nie jest ewangelia Jezusa. Albo wierzymy temu Słowu i wtedy ono uwalnia nas, tak jak powiedział Jezus, albo wierzymy jakiejś osobistej, swojej ewangelii, cielesnej ewangelii i wtedy mamy swój własny spokój.

Skoro umarliśmy grzechowi, to jak możemy grzeszyć?! Czy wiecie na czym polega całe doświadczenie? Polega na uwierzeniu. Kiedy Abrahamowi zostało poczytane to za sprawiedliwość? Wtedy, kiedy uwierzył. Całe doświadczenie polega na uwierzeniu. Jeśli uwierzymy w to, co tu jest napisane, to Bóg potwierdzi to, ale jeśli będziemy wierzyć w swoją ewangelię, w swój sposób, to wtedy my potwierdzimy to, co jest przeciwko ewangelii Bożej, że niemożliwe jest to, co tu jest napisane. Trzeba to czytać, ale trzeba to przetłumaczyć sobie na nasze – „jak umrzemy fizycznie, wtedy przestaniemy grzeszyć.” Już nie będziemy obrażać się, nie będziemy się złościć, nie będziemy szukać własnej chwały.

Ale Bóg postanowił trochę inaczej to zrobić. Postanowił załatwić ten temat szybciej i nie czekać aż umrzemy fizycznie. Bóg postanowił, abyśmy umarli jeszcze za życia i jeszcze trochę pożyli dla Jego chwały. Umarli dla grzechu, a żywi dla Boga.

Czy wierzysz w to, czy cieszy cię to, że Bóg zamierzył takie coś? To jest fascynująca ewangelia, to jest coś, co podnosi nas z ziemi i stawia nas w niebiańskich sferach i mówi nam, że dziećmi Bożymi jesteśmy, ale wtedy kiedy my wierzymy Bogu, kiedy uznajemy, że Bóg może zrobić co zechce z nami też. Czy może? Czy chce? Powiedział, że ma taki zamiar. Komu wierzymy, sobie, czy Bogu? Dlaczego lata mijają i jest tak kiepsko? Czy Bóg jest taki powolny i ma tyle zajęć, tylu chrześcijan na ziemi i nie ma czasu zająć się każdym w jednym momencie i tak dobiega; 15 minut temu, 15 minut następnemu, a później znowu czeka przez 20 lat, aż Bóg przyjdzie do niego. Czy tak? Czy nie? Czy Bóg może pracować w jednej chwili nad wszystkimi? Czy może? Nad tobą też?

A więc, czy Bóg mógł zrobić, żebyśmy umarli za życia i powstali do życia? Czy Bóg mógł tak zrobić? Czy Bóg mógł zrobić, żeby w naszej głowie zmienił się sposób myślenia, żebyśmy to już nie my żyli, ale żeby w duchu umysłu naszego nastąpiło odnowienie, żebyśmy myśleli po Bożemu, a nie po ludzku? Czy Bóg mógł tak zrobić? Mógł i zrobił tak i każdy z reguły doświadcza tego. Ale później przychodzi diabeł ze swoimi pomysłami, ze swoją fałszywą ewangelią, ze swoją kierunkowością na ciało. I po pewnym czasie człowiek patrzy: „a tutaj nie udało mi się, tam mi nie dostaje”. I powoli zaczyna patrzeć na te cielesne rzeczy i z nich zaczyna budować swoją ewangelię.

Wiecie, jak małe dziecko sepleni to jest normalne, ale jak stary zaczyna seplenić, to znaczy, że traci mowę, albo rozum. Chrześcijanin, który ma już ileś lat, nie może wracać do sposobu niemowlęctwa, nieświadomości. Musi wiedzieć dlaczego jest chrześcijaninem, żeby w tym żyć i funkcjonować, bo inaczej gdzie jest wykonywane Słowo Boże, gdzie ten miecz, który pracuje dla naszego dobra?

Paweł teraz przechodzi i chce pokazać ten obraz, o którym mówił:

„Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?” Rzym.6,3.

(Kto tutaj nie był ochrzczony w Chrystusa Jezusa? Jeśli ktoś nie był ochrzczony, to nie dotyczy go ten fragment, ale ochrzczonych dotyczy). O jaką wiedzę chodzi apostołowi Pawłowi? Czy tylko o taką filozoficzną wiedzę, czy chodzi mu o wiedzę, która daje zwycięstwo? Powiem wam, że gdyby ludzie wierzyli w to, skakaliby z radości. Wielbiliby Boga dniami i nocami, ile by tylko wlazło za to, co On uczynił. Paweł był tak szczęśliwy z Bogiem: „nie poznalibyście mnie jaki jestem, ale dla was jestem przy trzeźwym umyśle”. Jak małe dziecko, szczęśliwi, zadowoleni. 

Jan 14:23