Uczniostwo w szkole Jezusa Chrystusa
Uczniostwo w szkole Jezusa Chrystusa – część 4
Kazanie z 5 sierpnia 1999 roku.
Czytam wam Słowa, których myślę, że wielu nie rozumie, a one są bardzo, bardzo proste.
Otwórzcie Ewangelię Łukasza 14,25-35:
„A szły za nim liczne tłumy, i obróciwszy się, rzekł do nich: (26) Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim.”
Czy wierzysz w to? "Kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego, matki, żony, dzieci, braci, sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim." Czy jesteś pewny, że Jezus ma rację? Ja jestem pewny, że tak. Dlaczego? Dlatego, że te doświadczenia, jakie przejdę w tej szkole będą prowadzone także i w tej sprawie; w sprawie mojego ojca, matki, żony, dzieci, wszystkiego. Muszę stanąć przed Jezusem, mówiąc: "Panie, należę do Ciebie, Ty się mną posłuż w tym wszystkim." I wtedy nikt cię nie zatrzyma; nie zatrzyma cię ani matka, ani ojciec, ani mąż, ani żona, ani dziecko. Nie zatrzyma cię. Jeżeli nie jest tak, to nie możesz być uczniem Jezusa, bo nie zdasz w tej szkole, nie wytrzymasz presji. Kiedy ludzie będą odciągać cię od Chrystusa i będą cię atakować i nęcić, to będziesz miał ich w nienawiści, i tu nie chodzi o takie nienawidzenie, że będziesz chciał ich zabić, nie. Tu chodzi o to, że będzie tak wielka różnica miedzy Jezusem, a nimi, że raczej będziesz gotów zrezygnować z nich, niż z Chrystusa.
Czy wiesz, że do tej szkoły przychodzi się jedynie wtedy, kiedy to zrobisz? Kiedy w sercu swoim powiesz: "tak Panie, należę do Ciebie całkowicie i choćby oni mnie odrzucili, to Ty mnie przyjmiesz". To jest warunek. Jeżeli nie spełnisz go, to nie będziesz mógł trwać w doświadczeniach, cofniesz się i nie będziesz mógł iść za Panem dalej.
„Ktonie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim.”
To jest śmierć. Jeśli nie umarłeś dla świata, dla siebie samego, dla tego wszystkiego, to nie możesz być uczniem Jezusa, bo cofniesz się. On chce prowadzić ciebie do poznawania Ojca. Jeżeli nie umarłeś, to cofniesz się. Nadejdzie twój dzień, kiedy powiesz: "dość". Będę czytał o takich ludziach, którzy powiedzieli "dość" i cofnęli się. Doszli do granicy swoich możliwości i cofnęli się, dlatego powiedzieli, że już dalej za Tobą nie pójdziemy. Oni nie umarli. Doszli do pewnego momentu, gdzie jeszcze mieli siłę iść za Jezusem, ale później już powiedzieli: "nie, tu się zatrzymamy i koniec".
Czy przyjąłeś swoją śmierć? Nasz Mistrz mówi: "kto jest pewien tego, że skoro On umarł, to wszyscy umarliśmy", to On go miłuje. Czy jesteś pewny, że z chwilą kiedy Jezus umarł na krzyżu i ty też z Nim umarłeś? Mówię naprawdę o poważnej szkole, o tak poważnej szkole, którą całe życie wypróbuje, czy w niej jesteś cały czas przy jednym Nauczycielu. Ale też jaki efekt!
W tej szkole poznaje się kogoś, kto stworzył niebo i ziemię, rzeczy widzialne i niewidzialne. A więc jak ona musi być pełna, ku Niemu zwrócona. W tej szkole poznaje się tego, którego On posłał.
Później Pan Jezus mówi dalej:
„Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, mówiąc: ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć. Albo, który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju. Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim. Dobrą rzeczą jest sól; jeśli jednak sól zwietrzeje, czym ją przyprawić? Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz ją wyrzucają. Kto ma uczy do słuchania, niechaj słucha.”
To jest poważna rzecz, prawda? To jest problem, naprawdę problem wielu ludzi. Jezus powiedział, że wielu wychodzi, lecz niewielu znajduje. Wielu wychodzi, naprawdę, podążają nieraz w drodze do trzech czwartych. Tak jak ta trzecia gleba, aż tak daleko posuwają się. Lecz rzeczy tego świata odciągają ich. Nie znajdują tej drogi. Jedynie ci, którzy znają Pana i rozumieją co On mówi. To znaczy uczniowie, którzy Go znają i rozumieją Jego naukę, ci wydają owoc trzydziesto-, sześćdziesięciu- i stukrotny. To jest prosta nauka, prawda? Jeżeli ci, którzy przy Nim wytrwają do końca, wydają owoc, bo Ojciec troszczy się o nich w tej szkole.
Jeżeli chcemy być uczniami Jezusa, musimy mieć spełnione te warunki. Nie wystarczy tylko powiedzieć: "ja chcę być w tej szkole". Jest jeszcze egzamin, egzamin codzienności, czy naprawdę pokochałeś Jezusa i Jego naukę. Czy pokochałeś Jego przykazania? Tak jak mówiliśmy wczoraj, jako cząstka jego ciała, czy pokochałeś Jego rozkazy, Jego przykazania? Czy są ci miłe, bo jesteś w Chrystusie i żyjesz dzięki Niemu? To jest dobra szkoła, naprawdę, nie znam lepszej, tyle człowiek może się w niej nauczyć.
W tej szkole przeżywasz takie doświadczenia, że wszyscy cię porzucą, wielu nie będzie cię rozumieć, spora część będzie cię nienawidzić, a niektórzy powiedzą, że masz demona w sobie, potraktują tak jak twego Mistrza. A ty będziesz nadal szedł i wzrastał, jak twój Mistrz, dlatego, że wyrzekłeś się wszystkiego co masz i wszystko należy do Jezusa. Dlatego nie oskarża cię to, że ktoś cię oskarża. Nie niszczy cię to, że ktoś na przykład ciebie nie lubi, nie chce, nie uznaje. Po prostu wszystko dałeś Jezusowi, dlatego to ciebie już nie dotyka. Tak jak powiedział Paweł: "Wszystko przekazuję Jezusowi, jestem wolny, On przyjął mnie do szkoły, wziął wszystko na siebie." Wszystko daje Jemu, mogę iść dalej. Mogę wzrastać, mogę poznawać Go, jestem wolnym człowiekiem, swobodnym, bo Bóg wie o mnie wszystko.
W tej szkole wszystko jest jasne. Chodzimy w najjaśniejszej szkole, bo cały czas za dnia. Tam nie ma nocy, tak żeby można było gdzieś ukryć się i coś zrobić sobie po ciemku.
Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim. Dobrą rzeczą jest sól; jeśli jednak sól zwietrzeje, czym ją przyprawić? Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz ją wyrzucają. Kto ma uczy do słuchania, niechaj słucha.”
Te słowa wyglądają z gruntu bardzo groźnie: nienawidzić, zostawić, wszystko Jemu przekazać. Słowa te po ludzku biorąc, wyglądają bardzo groźnie, ale znajduję w nich miłość mego Pana, bo On dbając o mnie, wiedząc na jakie doświadczenia wychodzę w tej szkole, mówi mi co muszę zostawić za sobą, żebym mógł iść dalej za Nim, dla mojego dobra. Ja Mu wierzę, bo inaczej nie pójdę za Nim dalej, niż tylko mogę. Jeden może więcej, drugi jeszcze więcej, trzeci, czwarty jeszcze więcej, ale jedynie ten, który zostawił wszystko może najwięcej, bo może pójść aż poza śmierć dla Pana.

