List do Rzymian 7 i 8 rozdział
List do Rzymian 7 i 8 rozdział – część 4
Więc to są tak ważne prawdy. Paweł nie chce, by ktokolwiek został w ciemności. On , używając prawdy ewangelii oświeca wszelkie ciemności, żeby człowiek, który chce się uratować, mógł uratować się, mógł wiedzieć, gdzie jest jego zbawienie, czego ma trzymać się. Wiedzieć, że żyje jeszcze w namiocie, który potrzebuje codziennie krzyżować. Wiecie, jak to jest ważne?! Z powodu nie krzyżowania samego siebie, kiedy już tylko wstaję, jestem gotowy (gotowa) niszczyć. Ale jeśli codziennie krzyżuję samego siebie z własnymi pragnieniami, dążeniami, potrzebami, pożądliwościami, wtedy Chrystus może być uwielbiony. Dobrze jest znać tą lekcję i wiedzieć, jak to naprawdę działa.
Jeżeli wstaję i nadal żądam od innych ludzi czegokolwiek dla siebie, to znaczy, że wstałem bez krzyża. Ale, jeśli nie żądam niczego dla siebie, a żądam i szukam u Pana tego, co jest potrzebne tym, wśród których przebywam, to żyję już dla Pana. Proste, taka jest prawda. Ciało zawsze żąda czegoś od innych. Duch jest gotów dawać.
I po co pisze to Paweł? Po to, aby uratować. On nie pisze tego listu do kościoła w Rzymie, czy gdziekolwiek indziej, po to, żeby ten kościół zgnębić, wykazać ich beznadziejność, żeby poszli sobie przecz. On pisze, by ratowali się w Chrystusie, gdy zobaczą, że trwają w takim złym miejscu. My wiemy jacy jesteśmy. Nie musimy udawać nie wiem kogo, wiemy jaką bitwę mamy, ale musimy wygrać ją. Musi być widać Chrystusa w nas, Króla chwały. I to jest cenne, by to słowo dotarło do mnie i do ciebie i rozjaśniło wszelkie ciemności, gdyż wróg nasz lubi ukrywać się pod płaszczykiem dobrego doradcy.
W tym momencie Paweł pisze tak w 7 wierszu:
Cóż więc powiemy? Że zakon to grzech? Przenigdy! Przecież nie poznałbym grzechu, gdyby nie zakon; wszak i o pożądliwości nie wiedziałbym, gdyby zakon nie mówił: Nie pożądaj!
Jeśli mam umrzeć dla czegoś, to musi być w tym coś złego, prawda? „I więcej nie będę o zakonie mówił, bo to jest coś złego mówić o tym”. Nie, zakon nie jest grzechem. Zakon jest dobry, pożyteczny, potrzebny. Pan mówi: „Ja nie przyszedłem usunąć zakon, lecz wypełnić”. Zakon nadal funkcjonuje i jest dobry, ale to człowiek żyje w grzechu, a zakon pokazuje mu te miejsca, w których żyje wbrew Bogu, po to, by człowiek zobaczył, jak straszny jest grzech. Człowiek może dowiedzieć się, że to Bogu nie podoba się i nadal to czynić.
A więc nie musiałem być uwolniony od zakonu, dlatego, że to jest grzech, tylko musiałem umrzeć dla zakonu, żeby on otrzymał swoje zadośćuczynienie. On jest dobry, jego prawo jest dobre. Czy nie zabijaj, to zło? Czy miłuj bliźniego swego, to zło? Czy nie kradnij, to zło? Czy nie złorzecz, to zło? Zakon jest dobry, to ciało zostało skażone grzechem. Nie muszę uznać: „nie mówmy nic o zakonie, zakon jest zły, trzeba go odrzucić”. Nie, zakon jest dobry. Jeśli tylko opuszczam strefę Chrystusa, zakon od razu, znowu pokazuje mi kim jestem dzisiaj. Zakon jest dobry. Dobrze, że Pan Jezus nie usunął go, prawda? Bo opuszczając Jezusa, nie wiedziałbym już, że opuszczam Go. Zakon jest dobry, bo wtedy wykazuje mi już, że żyję w mocy swego ciała. Po co mi to zakon pokazuje? Żeby przywołać mnie z powrotem do Chrystusa, żebym w Nim trwał i czekał na spotkanie z Bogiem. Cudowny zakon. Piękna praca. Ale zakon nie był w stanie uczynić tego, co Chrystus, a więc on nie może ogarnąć mnie i powiedzieć: „otulam cię swoją miłością i uratuję cię”. Zakon nie może tego zrobić, może tylko i aż pokazać mi, że jestem w złym miejscu i potrzebuję Jezusa. Któż pokaże mi to? Człowiek mówi do człowieka: „a, co tam, przesadzasz”. Otwórz zakon, a zobaczysz. Znajdziesz tam to słowo, które mówi: „to jest zło”. Zakon jest więc dobry i pożyteczny, ale z zakonu nie można być zbawionym, bo zakon nie może uwolnić mnie od mojego ciała grzechu. On może wydać to na śmierć, ale nie może uwolnić mnie. Uwolnić może tylko Jezus Chrystus. Piękne to jest; kiedy czytam apostoła Pawła widzę, jak on pięknie prowadził rozjaśnianie tej rzeczywistości i on wiedział, że ci ludzie przecież żyją na tej ziemi i będą rozumieli, co on do nich pisze, jeśli nie chcą się dalej ukrywać w ciemności.
W 8 wierszu czytamy: Lecz grzech przez przykazanie otrzymał bodziec i wzbudził we mnie wszelką pożądliwość, bo bez zakonu grzech jest martwy.
Tak pomyślałem sobie, że zakon oświecił całą sferę grzechu, a grzech wtedy przebudził się do jeszcze większej presji, próbując zgasić wszystko. I często w człowieku, który słyszy: nie kradnij, rozbudza się jeszcze więcej pomysłów, jak sobie ułatwić życie. Nie kłam – jeszcze więcej sposobów, jak uniknąć mam odpowiedzialności. A więc zakon, oświecając grzech, spowodował, że grzech zaczął momentalnie rozrastać się, żeby zasłonić tą światłość, żeby ta ciemność ogarnęła jeszcze bardziej człowieka, żeby człowiek nie widział w zakonie swojego przewodnika. Lecz zakon jest nieustępliwy. Grzech, jakby nie walczył, jakby nie próbował, zakon jeszcze bardziej pokazuje, że jest grzechem. Czasami człowiek już dochodzi do punktu, mówiąc: już tyle zła zrobiłem, bez sensu jest cokolwiek zmieniać. Zakon nadal pokazuje, że warto, że choćbyś popełnił niewiadomo ile grzechów, jeśli upamiętasz się, Pan przebaczy ci je wszystkie. I znowu zakon nakierowuje na Jezusa Chrystusa.
Paweł pisze dalej, 9 wiersz: I ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył.
Człowiek, który nie usłyszał zakonu, żyje w ten sposób i wcale nie widzi, że to jest złe. Paweł pisze: „czyż w sercu pogan nie było zakonu, który osądzał ich uczynki i oni usprawiedliwiali się, tłumaczyli się z tego, co czynili?” Po tym można było rozeznać, że zakon był w nich. Gdyby nie zakon, oni tego nie robiliby. A Izrael, który miał zakon, jakże często nie przejmował się tym, co robi, dlatego żyjąc wbrew zakonowi, poginęli.
Wiersz 10: A ja umarłem i okazało się, że to przykazanie, które miało mi być ku żywotowi, było ku śmierci.

