Co to znaczy modlić się
Co to znaczy modlić się – część 3
Ewangelia Mateusza 14, 22.23:
„I zaraz wymógł na uczniach, że wsiedli do łodzi i pojechali przed nim na drugi brzeg, zanim rozpuści lud. A gdy rozpuścił lud, wstąpił na górę, aby samemu się modlić. A gdy nastał wieczór, był tam sam.”
Jezus odprawia swoich uczniów, odchodzi sam na górę, aby być ze swoim Ojcem i modli się. Jezus czegoś uczy nas. To jest Jego komora, to jest Jego sam na sam z Ojcem. Nie jest napisane o czym rozmawiał On tam ze swoim Ojcem, ale na pewno była to ważna i bardzo cenna rozmowa; każde słowo warte wieczności. Tu czytaliśmy, że Jezus wołał ze łzami. Możemy zobaczyć Go, jak On staje przed Bogiem, co się dzieje w Jego sercu, jak woła za nami i płacze.
Widzimy Jezusa kiedy zapłakał. To nie było jakieś tam płakanie. Zapłakał nad Jerozolimą, która nie poznała czasu swego nawiedzenia. A więc płacze, woła i to jest życie modlitewne. To jest coś, co pociąga Go, co pcha Go przed oblicze Ojca, żeby rozmawiać, szukać rozwiązania dla nas w tej społeczności z Ojcem. To nie jest tylko takie zwyczajowe porozmawianie, tam jest prawdziwa walka o ciebie i o mnie. Kiedy czytasz, że Jezus wstawia się za tobą i za mną, to może myślisz, że to tylko tak: „Ojcze, miej wzgląd na niego.” To jest naprawdę wołanie! Ile razy doznajesz, że Bóg powinien już wyrzucić cię i zakończyć cały temat, bo wiesz, że straszliwie zaniedbałeś to, co powinieneś (powinnaś) utrzymać. Ale to właśnie wstawiennictwo Syna zachowuje cię i daje ci jeszcze nadzieję. Tak jak Jezus powiedział: „Ojcze zachowaj, jeszcze okopię, jeszcze pochodzę koło niego, czy koło niej, aby okazało się, że ten człowiek jeszcze wyda owoc.”
Gdzie jest owoc? Jezus nie chce mieć bezowocowych drzew, nie chce mieć w swoim sadzie drzew, które nie rodzą owocu. Ten owoc musi być na nas. To nie może być tak, że nie musisz miłować, że nie musisz przebaczać, nie musisz być radosnym (radosną), że możesz być chrześcijaninem, a tego nie mieć. Nie może być, że jesteś chrześcijaninem (chrześcijanką), a nie masz owocu. Nie może tak być. U Boga to jest niedopuszczalna rzecz. Kiedy Jezus nie znalazł figi na drzewie figowym, to przeklął to drzewo. Kiedy zbliża się do mnie i do ciebie, chce znajdować owoc.
Wiecie, gdyby dzisiaj zaczął się tu wielki pożar i oddzieliłby nas ogień od każdego wyjścia i nie mielibyśmy wyjścia, tylko widzielibyśmy jak ten ogień zbliża się i za chwilę spłoniemy i wiedzielibyśmy, że już nic nie jest w stanie pomóc nam, to jak wtedy wołalibyśmy do Boga? Nie widzisz diabła, nie widzisz demonów, nie widzisz tego całego zagrożenia i dlatego nie podchodzisz poważnie do modlitwy. Ale gdybyś widział, jak demony osaczają cię i jak chcą cię już dopaść i zniszczyć i gdybyś widział gdzie chcą cię zawlec i co chcą, żebyś miał w swoim dalszym bycie, jeśli staniesz przed sądem i nie będziesz znany w Księdze Baranka, to wtedy człowiek byłby przerażony.
Wiem, że dla dzisiejszego człowieka to nie jest takie proste pojąć i zrozumieć w jak wielkim jesteśmy zagrożeniu, niebezpieczeństwie, jak łatwo jest zginąć na tej ziemi i zgubić Bożą drogę. Jak bardzo potrzebujemy Bożego Ducha, który prowadzi nas, żebyśmy nie zgubili się w tym.
A więc znajdujemy Jezusa, który odchodzi na bok.
Ewangelia Mateusza 26,36-40:
„Wtedy idzie Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemane, i mówi do uczniów: Siądźcie tu, a Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił. I wziął z sobą Piotra oraz dwóch synów Zebedeuszowych, i począł się smucić i trwożyć. Wtedy mówi do nich: Smętna jest dusza moja aż do śmierci; pozostańcie tu i czuwajcie ze mną. Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się i mówił: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty. I wrócił do uczniów, i zastał ich śpiących, i mówił do Piotra: Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną?”
Co przeżywał wtedy, kiedy się modlił? Słyszymy jedno krótkie zdanie: „nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną?”
„Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe. Znowu po raz drugi odszedł i modlił się, mówiąc: Ojcze mój, jeśli nie może mnie ten kielich minąć, żebym go pił, niech się stanie wola twoja. I przyszedł znowu, i zastał ich śpiących,” Mat.26,41-43.
Taki jest człowiek. Kiedy Wódz walczy, żołnierz śpi. Wydaje mu się, że nic przecież nie grozi, jest spokojnie, a Wódz mówi: „módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie”
„albowiem oczy ich były obciążone. I zostawił ich, znowu odszedł i modlił się po raz trzeci tymi samymi słowami.” Mat.26,45.
Czy Jezus był wielomówny? Nie. To jest rzeczywistość boju modlitewnego. Stawał przed Ojcem i prosił. Wiemy jaką odpowiedź dostał. Ale zobaczcie, że Jezus odchodzi.
W Ewangelii Łukasza 22,41 napisane jest, że oddalił się jakby na rzut kamieniem. Ile jesteś w stanie rzucić kamieniem, 30, 40 metrów? Tak oddalił się Jezus od nich i modlił się. Odchodził na samotnię. I chociaż tych trzech wziął bliżej siebie niż tą resztę, jednak odszedł również od nich i modlił się tak do Ojca. Gdyby nie Duch Święty, nie wiedzielibyśmy o co się modlił. Gdyby Jezus tylko powiedział do nich to zdanie i zaraz wrócił, to nie zdążyliby zasnąć. A więc w jakim doświadczeniu Jezus mówi to zdanie? W jakim boju jest? Ma na siebie wziąć to, co oddzieli Go od Ojca. Nasz Król jest w wielkim doświadczeniu.
Ewangelia Łukasza 9,18-20:
„I stało się, gdy modlił się na osobności, że byli razem z nim uczniowie, i zapytał ich tymi słowy: Za kogo mają mnie ludzie? A oni odpowiadając, rzekli: Za Jana Chrzciciela, a inni za Eliasza, inni jeszcze za jednego z dawnych proroków, który zmartwychwstał. I rzekł do nich: A wy za kogo mnie macie? A Piotr odpowiedział, mówiąc: Za Chrystusa, Syna Bożego”.
I znowu widzimy, że Jezus modli się na osobności i później przychodzi do uczniów i zadaje im pytanie: „za kogo mnie uznajecie?” Ile razy uczniowie wiedzieli, że Jezus odchodzi od nich, aby się modlić? Wiedzieli, że to jest coś najważniejszego dla Niego. Gdyby modlił się na pokaz, zostałby z nimi i jeszcze może zwołałby iluś faryzeuszy, żeby widzieli jak pięknie modli się. Ale On odchodzi.
Ewangelia Łukasza 9,28-32:
„A mniej więcej w osiem dni po tych mowach zabrał z sobą Piotra i Jana, i Jakuba i wszedł na górę, aby się modlić. A gdy się modlił, wygląd oblicza jego odmienił się, a szata jego stała się biała i lśniąca. I oto dwaj mężowie rozmawiali z nim, a byli to Mojżesz i Eliasz, którzy ukazali się w chwale i mówili o jego zgonie, który miał nastąpić w Jerozolimie. A Piotra i jego towarzyszy zmógł sen. A gdy się obudzili, ujrzeli chwałę jego i tych dwóch mężów, którzy przy nim stali.”
Zobaczcie jak oni często śpią. Co rusz czytamy o tych uczniach, że oni zasypiali. Dzisiaj też tak jest. Wielu ludzi zasypia na kazaniach. Ludzie normalnie zasypiają i nie walczą o trzeźwość. Nie widzą tej wojny w jakiej są, żeby wygrać. Gdyby śmigały kule, to człowiek nie pozwoliłby sobie na to, żeby zasnąć. A zobaczcie, jak uczniowie szybko zasypiali. Weszli na górę, Jezus zaczyna się modlić, a oni śpią. Co ich tak strasznie męczyło? Ani nie pracowali, chodzili z Nim. To Jezus przez cały czas wykonywał pracę, to Jezus nie mógł dospać w nocy. Zobaczcie, że często człowiek jest zmęczony dlatego, że nie pracuje dla Pana i brakuje mu sił, które są od Boga, które dają mu możliwości wygrania, przejścia przez doświadczenie.
A więc widzimy Jezusa, który odchodzi…
„A gdy się obudzili, ujrzeli chwałę jego i tych dwóch mężów, którzy przy nim stali.”
Gdyby Jezus nie obudził ich, to nawet nie wiedzieliby przy czym byli, nie widzieliby tego wszystkiego.
A więc spotykamy Jezusa, który odchodzi na bok, aby się modlić. Czego możemy z tego nauczyć się? Czy chcemy praktykować to? Jest wiele zadań do wykonania w ciągu dnia, lecz najważniejsza jest modlitwa.

