Gorliwość w miłości
Gorliwość w miłości – część 6
Ale spotykam brata (siostrę) i irytuje mnie. Zaczyna wzbudzać się we mnie zniechęcenie, mam dość takiego chrześcijaństwa, dość dojrzałych chrześcijan, którzy irytują się nawzajem. Potrafią zlekceważyć, pokazać, że mogą zrobić co zechcą. I znowu chwieje się moja postawa. Jak potrzebni są ludzie, którzy nie wywołają tego w tobie, ale dodadzą ci jeszcze więcej otuchy w podążaniu w czystości, którzy nie lekceważą kogoś. Paweł mówi: „nie będę jadł mięsa na wieki, jeśli miałoby to zgorszyć kogokolwiek. Mogę jeść mięso ile chcę, ale nie zjem ani troszeczkę, jeśli miałoby to zgorszyć brata.” „Dla ciebie zrezygnuję z wszystkiego, jeśli to mogłoby ci pomóc przyjść do Pana Jezusa i pokochać Go całym swoim sercem.” Nie jestem reprezentantem człowieczeństwa. Jestem reprezentantem Syna Człowieczego, Jezusa Chrystusa. On przyszedł w miłości, żeby zabawić nas. Chcę żyć dla Jego chwały.
To wysoko, prawda? Tak, jak mówił psalmista: „wprowadź mnie na skałę wyższą ode mnie”. Kiedy tam szedł, był przerażony wspaniałością. To jest zachęcające dla nas. I to jest możliwe tu na ziemi, bo Jezus czyni to możliwym. Pragnijmy tego z całego serca. Pamiętajmy też, że wróg przez takie irytacje, przez złe postawy chrześcijan próbuje zniechęcać, zniechęcać. Musisz uważać komu służysz. Musimy uważać na słowa, na czyny, musimy czuwać. To jest poważny bój. Mamy zachęcać się nawzajem przez swoją świętą postawę wobec pragnień Chrystusa. Mamy oczyszczać się, ale w taki sposób, jakby sam Chrystus był między nami.
Musimy pamiętać też, że jesteśmy ludźmi i potrzebujemy codziennie wypierać się siebie i brać swój krzyż. Słowo Boże mówi bardzo wyraźnie, że nie możesz miłować Boga, którego nie widzisz, jeśli nie miłujesz brata, którego widzisz. Wiecie, gdyby wielu chrześcijan, zajęło się samymi sobą nim zajmą się drugim, w sensie: „miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”, żeby mieć czysty umysł, czyste serce, czyste pragnienia, ile to więcej korzyści byłoby dla Kościoła? Człowiekowi bardzo szybko wydaje się, że może poprawiać drugiego, sam będąc jeszcze nie poprawionym.
Naprawdę, jest duży zysk, jeśli chrześcijanin, który się nawrócił, spędza mnóstwo czasu z Panem, żeby Pan napełniał go swoją czystością, żeby kiedy wejdzie między braci czy siostry, nie wnosił tam nieczystości swojego starego „ja”. Apostołowie pisali: „skąd kłótnie waśnie i inne rzeczy między wami? Wychodzą z waszego ciała.” Gdyby Pan mógł czynić tylko we mnie, w tobie, dokładnie to co chce, stan naszego funkcjonowania w społeczności z ludźmi wierzącymi byłby diametralnie piękniejszy, wspanialszy z każdym dniem. Piękne, prawda? Bo Bóg czyni to. On powiedział, że współdziała ze wszystkimi, którzy umiłowali Go. A jak możesz miłować Go, skoro nie miłujesz tego obok siebie? Bóg mówi: „nie możesz miłować Mnie, jeśli nie miłujesz tego obok siebie.” A więc nie ma wzrostu. „Jak mogę Panie miłować tego obok siebie, skoro w nim jest tyle drażniących rzeczy?” Bóg mówi: „w tobie jest również mnóstwo drażniących rzeczy, a Ja ciebie miłuję i mogę tą swoją miłość rozlać w twoim sercu, żebyś mógł miłować też tych obok siebie i wtedy będę pracował dalej i dalej.” Czy chcesz takim być? Jezus jest wystarczający. Kto będzie wzywał imienia Pańskiego, zbawiony będzie.
Musisz pragnąć tego, co dostałeś (dostałaś) w Nim. A więc musisz widzieć. Jeśli widzisz brata swego w potrzebie, a mijasz go mogąc pomóc mu, to co wyrażasz wtedy? Jakie są potrzeby? Jakie potrzeby przyszedł rozwiązać Jezus w nas ludziach? Głównie duchowe. Jeśli widzisz brata, który grzeszy, to możesz pomóc mu. Słowo Boże mówi, żeby modlić się za nim. To jest pierwsza, najszybsza pomoc. Później idź i porozmawiaj z nim, staraj się rozwiązać problem, abyś mógł uratować brata swego. Jeśli widzimy coś, niech serce nasze będzie otwarte.
Potrzebujemy czystej przestrzeni w każdej sprawie. Bo jeśli pomoglibyśmy tylko fizycznie, ale nie pomogli duchowo człowiekowi, to tak jakbyśmy tylko doraźnie dali mu coś, a nie poprowadzili go do doświadczenia życia wiecznego. Mamy nieść pomoc tymi zewnętrznymi rzeczami, ale najważniejsze tymi wewnętrznymi, duchowymi, budując się nawzajem, dodając sobie otuchy, wzmacniając się.
Pomyśl zawsze. Będziemy dzisiaj szli przez pewne rzeczy, które pomogą nam to jeszcze bardziej zobaczyć, zrozumieć. W Ewangelii Jana Pan Jezus mówi: „kto Mnie nienawidzi, Ojca mego nienawidzi”. „Nie na widzi” – a więc widząc, nie chce uznać. Jeśli nie chce uznać Chrystusa, nie chce uznać też Ojca, nie chce widzieć Go. Jezus mówi w ten sposób, że jeśli robisz coś Jezusowi, robisz to również Ojcu. Jeśli miłujesz Jezusa, miłujesz też Ojca, bo Jezus mówi: „kto Mnie miłuje, tego też Ojciec miłuje”. I okaże mu jeszcze większe wspaniałości.
Teraz przechodzimy do następnego pouczenia. Jeśli cokolwiek czynisz jednemu z tych najmniejszych, Mnie to czynisz – mówi Jezus. A jeśli czynisz to temu najmniejszemu, a czynisz przez to Jezusowi, to przez Jezusa czynisz to znowu Ojcu. A więc, jeśli miłujesz tego nawet najmniejszego i wspierasz, niesiesz pomoc, czynisz wszystko, jako byś samemu Jezusowi czynił, to poprzez to czynisz jako byś samemu Ojcu czynił. Ojciec miłuje tych, którzy miłują Jego Syna, a Jezus mówi: „i którzy pokazują miłość do Mnie, miłując nawet tych najmniejszych, może najtrudniejszych”.
A więc, jak chcesz pokazać, że miłujesz Jezusa? Musi być to uwidocznione – „widząc Pana w tobie, pomagam, jako samemu Jezusowi”. I oto chodzi Jezusowi – „tak miłujcie się, żebyście widzieli jedni w drugich Mnie, abyście Mnie to czynili. Ja odpłacę.”

