Gorliwość w miłości
Gorliwość w miłości – część 5
Bracie, siostro, uważaj. Nieraz wchodzimy sobie w oczy, zamiast Chrystusa, irytując się nawzajem swoimi egoistycznymi pragnieniami, napaściami, czy kombinacjami, oskarżeniami. Nawet często żądając dobra, wchodzimy sobie w drogę i zasłaniamy Jezusa. Musimy uważać, żeby nie zasłonić Go sobie nawzajem, bo bez Niego nic dobrego nie zrobimy sobie, tylko zło. Jeśli ja zasłonię ci Jezusa sobą, to zobaczysz mnie, może już w jakimś punkcie poddanego Panu, ale jeszcze gdzieś nie poddanego. I to co jest niepoddane będzie cię irytować i przeszkadzać iść do wieczności. Musimy uważać, żeby nie zasłonić Jezusa, nigdy nie zasłonić drugiemu Jezusa. Tylko Jezus może pomóc drugiemu. Jeżeli w nim widzimy grzech, żeby wyszedł z tego grzechu. Tylko Jezus może pomóc. My wiemy o tym, że tylko Jezus może dać czystą przestrzeń temu człowiekowi. My nie możemy dać tej czystej przestrzeni. Możemy tylko wskazywać na Jezusa, który daje czystą przestrzeń, Którego krew oczyszcza.
Chrześcijaństwo jest czymś najpiękniejszym. My ludzie nie jesteśmy zdolni do takiego chrześcijaństwa, dlatego Chrystus przyszedł uwolnić nas od naszego życia, żeby dać nam Swoje. Chrześcijaństwo jest czymś najpiękniejszym. W tym chrześcijaństwie możemy być tylko wtedy, kiedy my nie żyjemy, ale żyje w nas Chrystus. To jest chrześcijaństwo nowego człowieczeństwa. Nie możemy dać sobie miłości, jeśli nie dostaliśmy tej miłości od Boga. Apostołowie mogli powiedzieć: „to co mamy, to dajemy.” Jeżeli nie mam miłości od Boga, to co ci dam, albo co ty mi dasz, jeśli nie masz jej? Damy sobie prawo, które znowu będzie walić nas i rozbijać i niszczyć. Ale my potrzebujemy miłości. Nie możemy uciekać od Jezusa, ale lgnąć do Niego, przybiegać, kochać Go i cieszyć się Nim. On musi zawsze napełniać nasze wnętrzności radością. Umiłował nas do końca. Pan nigdy nie może stać się odpychający dla człowieka. Jeśli my sprawimy, że Jezus będzie odpychający dla człowieka i to my zrobimy, i nie tak, że człowiek nie chce Jezusa, ale my swoją osobowością, np. agresją, czy napaścią, gniewem, postawimy Jezusa jako odrażającego dla tego człowieka, to my będziemy odpowiadać wtedy, że ten człowiek odrzuci Jezusa.
Musimy zdawać sobie sprawę, że jesteśmy ambasadorami Chrystusa. Tak jak ambasador reprezentuje swego Króla, tak ludzie później widzą tego Jezusa. Złorzeczą, kpią sobie, bo widzą wielu ambasadorów, którzy żyją wbrew temu, co Jezus powiedział. Widzą jak kłócą się o to, czy o tamto. Wiecie, jak my potrzebujemy widzieć Jezusa, widzieć Pana? Ten ślepiec miał takie ogromne szczęście. Był ślepy, a na jego drodze stanął Jezus. Pan wysłał go do sadzawki Syloe, tzn. posłany. Później kiedy ten ślepy zdał sprawę z tego, że widzi, spotkał Jezusa, a Jezus mówi: „to jest Ten, którego już widziałeś”. On już widział Go, chociaż miał ślepe oczy i oddał Mu chwałę, padłszy na kolana i wyznając: „jesteś Panem.”
Chcielibyśmy mieć takie święte możliwości, by tak jak Jezus chodzić zawsze w czystej przestrzeni, żeby zawsze drugiemu móc dać to, co chce mu dać Bóg. Być czystym.
Słowo Boże mówi, że jeśli człowiek chce na coś użalać się, to niech użala się na swoje grzechy przed Bogiem: „Boże, to moje grzechy przeszkadzają, żebyś Ty mógł być uwielbiony. Chcę być czysty. Szukam oczyszczenia, potrzebuję oczyszczenia, potrzebuję czystej przestrzeni, by słysząc głos mojego brata (czy siostry) mieć możliwości zanieść mu pomoc Twoją, Boże. Mieć czyste serce, czyste nastawienia, czyste pragnienia, czysty umysł, żeby w czystości nieść Twoją miłość, żeby nie było w tym egoizmu, osiągnięcia czegoś dla siebie.”
Chwała Bogu za Jezusa! On bardzo jest nam potrzebny, ponad wszystko. Chrześcijaństwo to jest coś pięknego. Chciejmy potrzebować Jezusa ponad wszystko. Nie zatrzymajmy się na tym, że myślimy o sobie, że jesteśmy dobrzy, bo to jest pułapka. My potrzebujemy Jezusa więcej i dalej, dalej. My możemy żądać od ludzi, już sami nie żyjąc w ten sposób. Możemy stać się faryzeuszami, nawet nie myśląc o tym, że dołączyliśmy do złego grona. Potrzebujemy Pana, żeby móc powiedzieć drugiemu: „bracie, siostro”. Aby móc wyjąć źdźbło z oka brata, Jezus mówi: „obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego”. Zobacz, czy masz czystą przestrzeń, czy światło świeci twoim nogom, kiedy idziesz do brata, siostry, czy jesteś czysty. Czy możesz powiedzieć jak Jonadab do Jehu: „podaj mi swoją rękę. Moja ręka jest czysta. Jestem szczery wobec ciebie. Nie ma we mnie nic nieczystego. Nie ma szukania swego. Wszystko co chcę, to tylko twego dobra. Podaj mi swoją rękę. Bardziej interesuje mnie twoje dobro od mojego dobra. Podaj mi swoją rękę. Nie szukam swojej chwały. Szukam chwały Jezusa w tobie. Podaj mi swoją rękę. Mam czyste pragnienia, wszystko we mnie jest czyste.” Wtedy mogę powiedzieć szczerze: „podaj mi swoją rękę. Nie ma we mnie złego nastawienia. Nie ma we mnie nic. Pan oczyścił moje wnętrze. Nie będę twoim oskarżycielem, chcę ci pomóc. Podaj mi swoją rękę”.
Wiecie, jakie to jest ważne. Chciejmy tak żyć z Jezusem. Tego Jezusa pragnę. Ten pociąga moje serce. Taki „Jezus”, który żąda tylko ode mnie, to nie ten, który może mi pomóc. Potrzebuje Jezusa, który pomoże mi zrobić to, co On żąda. I widzę, że kiedy On przychodzi, to daje czystą przestrzeń i wtedy zdaję sobie sprawę: „teraz to staje się dla mnie możliwe.”

