Gorliwość w miłości

Gorliwość w miłości – część 4

Kiedy czytam te przykazania, nie chcę być sam z tymi przykazaniami. One przerastają mnie ponad nie wiadomo co. Ale kiedy Pan jest ze mną, On tworzy przestrzeń czystości, abym mógł czynić miłość. Do czynienia miłości potrzebna jest czystość. Nieczysty nie może czynić miłości Bożej. Jezus musi dać mi przestrzeń dla czynienia miłości, a to jest czystość. Muszę być czysty tak jak On jest czysty, by czynić to, co jest Boże.

„Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił zakon”. To słowo „bliźniego” dokładnie znaczy „blisko, w pobliżu, tuż obok, sąsiad.” Kto czyni to temu, którego ma teraz przed oczyma swymi, z którym jest, z którym przebywa. Łatwo jest kochać kogoś daleko, ale jeśli kocha kogoś blisko, ten zakon wypełnia. Jeszcze raz wrócę. My ludzie jesteśmy drażliwi. Każdy z nas ma w sobie drażniące działania, mniej, więcej, ale gdzieś jeszcze mogą się ukrywać takie rzeczy. Najlepiej kiedy krzyż zniszczy to i przestajemy być drażniącymi. Potrafimy być drażniącymi, lekceważąc drugą osobę, pokazując, że niewiele znaczy dla nas ta osoba, że możemy minąć ją i zrobić tak jak chcemy. Możemy to zrobić, potrafimy to robić, później powiedzieć: „zapomniałem, czy zapomniałam”, chociaż dobrze wiemy, że wcale nie zapomnieliśmy, tylko chcieliśmy pokazać, że możemy robić to, co chcemy sami.

Kiedy słyszymy o ciele Chrystusa, kiedy cząstki mają o siebie jednakie staranie, nie widzimy tego, że mogę zrobić to sam i co zechcę i zlekceważyć drugą osobę, żeby pokazać: „nie jestem twoim niewolnikiem, czy niewolnicą.” W tym Prawie tego nie ma, a to jest prawo irytacji. To jest prawo, które powoduje, że ja irytuję cię do tego, żebyś zniechęcił się do chrześcijaństwa. Ustawiczne robienie swoich grzechów ma zniechęcić mnie, ciebie do chrześcijaństwa, które poddaje się przykazaniom Chrystusa. Jakieś dziwne chrześcijaństwo, w którym nabiera się jakiegoś narkotyku i przestaje zajmować się drugimi ludźmi. Im bardziej ukrzyżujemy nasze „ja”, tym mniej będziemy przeszkadzać innym, by chcieli żyć w Boży sposób.

Jesteśmy odpowiedzialni za to wobec siebie. I to jest właśnie prawo miłości. Usuń to, co przeszkadza, niech wejdzie to, co podciąga, co zachęca. Kiedy Boży ludzie byli w różnych doświadczeniach, ich życie było zachęcające, pociągające do tego, żeby naśladować ich. Boże prawo jest najpiękniejszym prawem, ale możemy zniszczyć je naszą cielesnością, mówiąc to prawo, mówiąc słowa, które będą uderzać, a zarazem irytując się nawzajem. Możemy żądać od siebie miłości wzajemnej, nacierać na siebie, żebyśmy się miłowali, oskarżać się, że nie miłujemy się, ale nie potrafimy dać ją sobie. To może zrobić tylko Chrystus w nas. Najpierw On musi mieć miejsce w nas, by mógł przez nas dać to drugiemu.

Czy wiecie ilu oskarżycieli jest w Kościele? Ilu ludzi, którzy są obrażeni, ile ludzi, którzy są zniechęceni, ilu ludzi, którzy mają do siebie pretensje, ludzi, którzy noszą w sobie gorycz? A powód jest tylko jeden: nie pozwolili oczyścić się Jezusowi Chrystusowi od samego siebie. Bo gdyby Pan dał im czystą przestrzeń, wtedy oni mogliby dawać innym miłość, nie żądając nic w zamian. A że mają nieczystość w sobie, więc żądają coś w zamian. Jeśli nawet dadzą coś, zaraz wymagają, żeby zaraz oddać im to. Chrystus nie czynił tego. On miał czysto. Nie żądał niczego w zamian. On dając miłość, tak jak Bóg jest Dawcą, czynił ludzi dawcami.

To jest właśnie ta czysta przestrzeń, że twoje nogi mogą chodzić po tej przestrzeni. Tam jest jasno! Nie ma twoich rzeczy, które powodują, że przewracasz się o samego siebie, a później masz żal do innych. Ale my jesteśmy odpowiedzialni za krzyż. To jest nasza odpowiedzialność, by wyprzeć się siebie i wziąć krzyż. To jest nasza odpowiedzialność. My musimy zobaczyć, że jesteśmy irytujący. Musimy zobaczyć, że jesteśmy prowokujący do zniechęcenia swoją postawą i zachowaniem. Łatwo usprawiedliwiamy siebie, a innych mniej łatwo i potykamy się o to, kiedy mamy dać miłość.

A więc dla nas dobrą rzeczą jest, że Chrystus przyszedł do nas wszystkich jednakowo, aby umrzeć za nasze grzechy na krzyżu Golgoty. Dobrą rzeczą jest, że przyszedł Ten, który jest doskonale czysty, żeby pomóc tobie i mnie oczyścić całe nasze wnętrze – ducha, duszę i ciało, aby dać możliwości nowego życia. Im więcej wymagamy od siebie, nie dając z siebie tego, tym bardziej stajemy się irytujący dla siebie nawzajem. Wiecie, jak faryzeusze i ci, którzy żyli jako grzesznicy, irytowali się nawzajem? Grzesznicy mieli dość faryzeuszy, a faryzeusze mieli dość grzeszników. Jednych i drugich w tym samym gronie nie spotkałeś. Dlaczego tak rozdzielili się? Bo jedni mówili, ale nie żyli, a drudzy mieli już dość takiego gadania bez życia.

I przyszedł Jezus, który mówił i żył i grzesznicy zaczęli lgnąć do Niego, bo zobaczyli, że jest możliwe żyć, tak jak mówi Słowo Boże. Dlatego my tak mocno potrzebujemy Jezusa, by widzieć Tego, który żyje tym, co tu jest napisane w Biblii. Mieć widzialnego Mesjasza, widzieć Jezusa.

Kiedy tak myślę o Bożych ludziach, kogo widział Szczepan? On widział Jezusa. Szczepan widział Go już, kiedy Jezus umarł i zmartwychwstał i poszedł do Ojca. Szczepan będąc pełnym Ducha Świętego widział Jezusa stojącego po prawicy Boga. Jakie to jest ważne! Muszę widzieć Go, Tego, który jest doskonale czysty i nie mogę stracić Go sprzed oczu. 

Jan 14:23