Gorliwość w miłości
Gorliwość w miłości – część 2
Nikomu nic winni nie bądźcie, prócz miłości wzajemnej: Jak bardzo jest nam to potrzebne. Jezus pierwszy nas umiłował. Ale jak my możemy miłować się, jeśli On nie rozleje tej miłości w sercach naszych? To tak, jakby od ślepego żądać, by poprowadził nas w kierunku wieczności. Człowiek musi widzieć, jeśli proszą go o taką przysługę, żeby wiedział dokąd idzie.
A więc Pan chce otwierać oczy ślepym, uszy głuchym, żeby człowiek mógł wiedzieć dokąd jest prowadzony przez Pana, który widzi.
Ogólnie napotykamy na potężne doświadczenie w naszym życiu na tej ziemi, przerastające wszystkie nasze możliwości, ponieważ znamy swoje nastawienia, swoje irytacje, znamy swoje niechęci, swoje zamknięcia, znamy swoje nieczyste tereny, na których nie jesteśmy w stanie być tymi, którzy dają drugiemu to, co mu się należy. Musimy być totalnie wolni, musimy pomóc sobie, żebyśmy byli wolni dla Chrystusa, wolni od nastawienia, że mi się coś należy. Muszę widzieć, że dostałem coś najcenniejszego od Boga w Chrystusie. Muszę zobaczyć ten skarb. Muszę doznać ubłogosławienia w moim wnętrzu, że jestem bogaty, by móc dawać drugim. Jeśli mam tylko dzbanek, a nie ma tam płynu, to mogę przechylać tan dzbanek ileś razy i nigdy z niego nic nie poleci. Nic. Możesz się dziwić: „przecież to dzbanek”. Ale w nim nic nie ma.
Pan chce mieć ciebie i mnie jak naczynia do celów zaszczytnych i chce przechylać, a w nich (w nas) rozlana jest Jego miłość. Potrzebujmy sobie pomóc, a często przeszkadzamy sobie swoimi nastawieniami, prowokacjami. Powinniśmy prowokować się do wdzięczności Bogu za nas, a my prowokujemy się do zniechęcenia, do odwrócenia się od spraw Bożych.
Często chrześcijanie prowokują się do tego, żeby zrezygnować z chrześcijaństwa, a nie do tego, żeby być wdzięcznymi za siebie nawzajem. Czy prowokujesz mnie do jeszcze większego oddania się Bogu, czy twoje życie jest takie prowokujące dla mnie, że jesteś tak szczerze, tak prawdziwie oddany Bogu, taki zakochany, wdzięczny, taki posłuszny, gorliwy, zawsze otwarty, żeby czynić to, co chce Pan? Czy prowokujesz mnie, by żyć tak? To jest właśnie to, o co chodzi Jezusowi.
Pan prowokował do takiego życia. Jego życie było prowokujące dla wszystkich, wśród których przebywał. Apostołowie byli szczególnie zachęceni do tego, by naśladować Chrystusa. Wszyscy wiedzieli, że Pan nie ma względu na osobę, ponieważ wiedzieli, że zawsze był wierny i posłuszny swemu Ojcu. „Ty nas prowokujesz szczególnie do tego, żeby oddać swoje życie Bogu całkowicie. Prowokujesz nas, by umrzeć dla samych siebie, Panie. Twoje nastawienie wobec mnie jest tak silnie pociągające, że nie mogę już utrzymać się, żeby zostawić coś dla siebie Panie, muszę oddać Ci wszystko, jesteś tak dla mnie pociągający, Panie.” To jesteśmy sobie winni.
Ale, żeby dać sobie to nawzajem, musimy być czyści w środku. Jeśli w nas jest jakikolwiek grzech, nie jesteśmy w stanie dać sobie tego, a więc trudno jest wtedy tego wymagać od nas. Dążmy więc, żebyśmy nawzajem prowokowali się do takiego bycia z Bogiem, do wyżej, wyżej, żebyśmy nawet wyprzedzali pewne rzeczy, żeby inni zobaczyli, że szanujemy ich nawet bardziej niż samych siebie. To widzimy w Jezusie. Widzimy to w Bogu. Nim poprosiliśmy Boga, On miał już to dla nas przygotowane. On wyprzedza nas we wszystkim. Wyprzedzał nas, kiedy żyliśmy w grzechach, a Bóg posłał swego Syna. On zawsze wyprzedza nas. Kiedy czegoś nie rozumiemy, On nie żąda od nas więcej niż to, co nam dał.
On wyprzedza nas we wszystkim. Jest takim Bogiem po to, by pociągać nas do Siebie. On jest Miłością, która ciągnie i prowokuje nas do zupełnego oddanie Mu siebie.
Zobaczyłem pewien przykład w Słowie Bożym. Otwórzmy 2 Królewską, 10 rozdział, od 15 wiersza. Jehu jest pełen żaru do wymierzania sprawiedliwości Bożej na rodzie Achaba, którą Bóg napełnił jego wnętrze. Na swojej drodze spotyka człowieka, innego niż wcześniej spotykał na swojej drodze, których zabijał. To nie był człowiek, którego Bóg kazał by mu wyeliminować.
A wyruszywszy stamtąd, spotkał Jonadaba, syna Rekaba, idącego mu naprzeciw. A gdy ten go pozdrowił, zapytał go: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie? Jonadab odpowiedział: Tak jest, tak jest! Podaj mi swoją rękę. I podał mu rękę, i wciągnął go do siebie do rydwanu. Potem rzekł: Jedź ze mną i przyjrzyj się mojej gorliwości dla Pana. I pozwolił mu jechać z sobą na swoim rydwanie.2Król.10, 15.16.
Czy ty byłbyś w stanie pozwolić swojemu bratu jechać z tobą w sprawach, które czynisz dla swojego Jezusa Chrystusa? I chciałbyś powiedzieć mu: „siądź bracie obok mnie i patrz na moją gorliwość dla Pana. Czynię to, co On mi kazał.” I masz obok siebie brata, który jest tak samo gorliwy, który będzie z tobą na tym powozie, dopóki ty jesteś tak samo gorliwy. „Chodź ze mną w moje bycie w modlitwie, chodź ze mną w moje rozmowy, w moje działania, chodź ze mną wtedy, kiedy siedzę, kiedy stoję, kiedy coś myślę. Chodź ze mną i zobacz moją gorliwość dla Pana, a będziesz jeszcze bardziej zachęcony.” Tak wziął nas Jezus.

