Karmienie się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa

Karmienie się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa – część 2

Ostatnio słyszałem taka opowieść. Spurgeon prawdopodobnie miał opowiedzieć, że kiedyś szedł pewien człowiek, który był malarzem i w pewnym momencie zobaczył sprzątacza ulicy. Bardzo pasował mu do obrazu, który miał malować i podszedł do niego, i powiedział, że dobrze zapłaci mu, jeśli jutro zgłosi się do niego, gdyż chciałby namalować go. Sprzątacz wrócił do domu bardzo zadowolony. Dokładnie wymył się, ubrał najlepsze ubrania jakie miał i przyszedł do malarza. Malarz spojrzał na niego i mówi: „Ja nie takiego ciebie chciałem. Chciałem takiego jak byłeś na ulicy”. Bóg nie potrzebuje ubrań religijności, ani fałszywego przybrania kogoś kim się nie jest. Ten człowiek był biedny, ubogi i takim chciał go znaleźć. Tak samo kiedy Bóg chce nas mieć i mówi: „wróć grzeszniku do mnie”, to do Boga ma wrócić grzesznik, a nie człowiek ubrany w szatki polepszonego życia, który mówi: „Boże, ja już zrobiłem tak wiele dobrych rzeczy, żebyś teraz mógł mnie przyjąć.” Bóg mówi: „Nie, takiego nie potrzebuję, ty w ogóle nie pasujesz do Mojego obrazu.” Tylko grzesznik może przyjść do Boga. I tylko grzesznik może być prawdziwy i tylko w prawdziwym grzeszniku, który przyznaje się do swoich grzechów, Bóg nie znajduje obłudy.

Zobaczcie na opowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku. Wyglądałoby na to, że faryzeusz to człowiek, który trzyma się Boga, Słowa Bożego, czyta, rozważa, robi różne rzeczy, pokazuje, że należy do Boga. Celnik zaś jest człowiekiem, który wykorzystuje różne sytuacje, żeby dorobić się, czy inne rzeczy. Przychodzą razem przed oblicze Boga. Jeden jest zadowolony, dumny z siebie, drugi zaś wstydzi się nawet podnieść oczy. Skruszony w sercu doznaje, że jest z nim źle, już tyle zła uczynił: „Boże, nawet nie śmiem podnieść do Ciebie oczu, tyle zła już uczyniłem.” I Jezus pokazuje na tym obrazie jak Bóg wejrzał na jednego, a jak na drugiego. Możemy zobaczyć, że ten, który był prawdziwy, ponieważ wiedział ile zła narobił i było mu wstyd, ten wyszedł zmieniony. Bóg zareagował na tego człowieka, bo ten człowiek nie był obłudny, nie był fałszywy. Ale ten drugi, który wywyższał siebie i pokazywał siebie od dobrej strony: „dobrze, że nie jestem jak ten celnik” itd., ten nie był wysłuchany.

Jezus znowu pokazuje, żeby człowiek był prawdziwy, wtedy Bóg da mu szczęście. Bóg da ci szczęście, Bóg czeka dać szczęście, ale nie może dać szczęścia komuś kto nie jest prawdziwy, komuś kto udaje kogoś kim nie jest. Wtedy Bóg nie może dać szczęścia. Człowiek przychodzi i mówi: „przyszedłem do Boga, zrobiłem różne dobre rzeczy, a On nic nie dał mi. A tamten nic specjalnie nie robił, a jaki zadowolony.” Tamten był prawdziwy. To jest tak ważne, żeby być prawdziwym, nie być obłudnikiem. Wtedy Bóg mówi: „nie znajduję w tobie zdrożności.” Dlaczego „nie znajduję w tobie zdrożności?” „Bo ktoś zapłacił za to, a teraz ty możesz korzystać z tego.”

Tak naprawdę człowiek nie jest szczęśliwy tylko z własnej winy. Jeśli człowiek byłby szczery wobec Boga, odszedłby szczęśliwy z przed Bożego oblicza. Wiecie jak to jest, kiedy Bóg wylewa swoje szczęście. Bóg jest zadowolony i wlewa w serce człowieka szczęście. Człowiek wychodzi szczęśliwy. Był skruszony, świadomy swojej grzeszności, świadomy swojej obłudy, świadomy swego odstępstwa i odchodzi szczęśliwy. Bóg zdjął. Pamiętamy Księgę Izajasza: „Chodźcie, prawujcie się ze Mną. Czyż nie oczyszczę, nie zmyję?” Przyznaj się, uznaj siebie grzesznikiem, bądź szczery, prawdziwy (prawdziwa), wtedy Bóg da to, co potrzebne.

Powiem wam, w cudzysłowie, że to może być dzisiaj dziwne, że ludzie przychodzą do Boga i odchodzą tak, jakby byli w jakimś sklepie, w którym stoi tylko ocet i coś gorzkiego. To jest dziwne, że ludzie przychodzą do Boga i tacy odchodzą, podczas gdy u Boga wszystkiego jest obficie, ale to jest wina człowieka, który przychodzi do Boga, bo dla tego człowieka pozostaje tylko ten ocet i jakaś gorycz. Ale gdyby człowiek przyszedł szczerze do Boga z otwartym, prawdziwym sercem, wtedy zobaczyłby wszystko, co Bóg ma dla niego i wtedy oblicze takiego człowieka zmienia się. Wszystko w człowieku zmienia się i widzi bogactwo, którym Bóg darzy go w swoim Synu. I to jest właśnie to. Bóg otwiera oczy, żeby ludzie mogli zobaczyć więcej w Chrystusie, ale tylko tym, w których nie znajduje zdrożności, nie znajduje obłudy. Tylko tym pozwala zobaczyć więcej.

Dlatego tak wielu ludzi nie zobaczy więcej w Chrystusie, jeżeli nie będą naprawdę szczerzy wobec Boga. Czytając Biblię możemy otrzymywać rozeznanie tego co jest ważne.

I teraz można by powiedzieć tak: „idę do sklepu, bo potrzebuję ubrania, a wchodzę do sklepu z pokarmem dla rybek.” Człowiek chodzi, kręci się i widzi, że to nie jest ten sklep. On nie chce pokarmu dla rybek, chce mieć jakieś ubranie. Idzie do sklepu żelaznego i dalej kręci się, to nie jest ten sklep. Aż trafia do sklepu gdzie są ubrania i ten człowiek zaczyna poruszać się. Zaczyna chodzić, patrzeć, przeglądać, bo tym właśnie jest zainteresowany.

Jeśli my przychodzimy do Boga i jesteśmy zainteresowani tylko Jezusem Chrystusem, wtedy doświadczamy, że jesteśmy dokładnie w tym miejscu, w którym być powinniśmy i przepatrujemy Pana Jezusa. Patrzymy z tej i z tej, i z tej strony. Patrzymy na tą korzyść, którą dostaliśmy w Nim.

Ale jeśli przychodzimy na zgromadzenie i mamy inne pragnienia, że to nie jest Jezus Chrystus, wtedy doznajemy, że to nie jest nasze miejsce. „Co mam przepatrywać?” Usiądę, siedzę, myślę kiedy co i jak, bo to nie jest moje miejsce. To nie jest miejsce, w którym mam swoje zapotrzebowanie. To miejsce jest gdzie indziej, a więc czekam kiedy się skończy społeczność, żeby pójść w to swoje miejsce. Co taki człowiek otrzyma wtedy?

Powiem wam, że nie ma nic tak wspaniałego jak to, że Bóg pozwala nam zobaczyć swego Syna. Nie ma piękniejszego obrazu dla naszego serca, dla naszego zgłodniałego wewnętrznego człowieka, jak poznać Tego, którego dał nam Ojciec, jak kosztować Pana, doznawać jeszcze więcej Chrystusa. Nigdy nie ma końca, ponieważ zobaczcie, że w tym miejscu, w którym przychodzimy do Ojca, Jezus jest coraz więcej odkrywany przed nami, coraz więcej doświadczamy tego skarbu. „Dlaczego we mnie nic zdrożnego Ojcze nie znajdujesz?” Dlatego, że szczerze patrzę na Twego Syna. Wiem, że umarł za moje grzechy, wiem, że umarł z powodu moich win, ale wiem, że nie jest moim oskarżycielem, lecz Tym, który chce mnie oczyszczać. A więc nie muszę ukrywać przed Nim swoich grzechów. Mam być szczery, prawdziwy. Umarł za moje grzechy, żeby oczyszczać mnie z nich. Jeśli będę udawać innego, wtedy nie będzie mógł mnie oczyszczać. Nie chcę udawać kogoś kim nie jestem, ponieważ nie będę mógł przyjąć oczyszczenia. Jeśli nie przyjmę oczyszczenia, nie przyjmę też zadowolenia. Jeśli pozostaję w swoich grzechach, odchodzę i nie dostałem nic od Boga. Jeśli zostaje w swoich grzechach, nadal jestem po złej stronie.

Kiedy przychodzimy przed Boże oblicze, Bóg ma dla nas to, co jest najbardziej nam potrzebne. Jeśli będziemy myśleć o ziemskich sprawach, o ziemskim powodzeniu, wtedy nie jesteśmy zainteresowani tym, co Bóg nam daje. Ale kiedy ponad te wszystkie rzeczy widzimy potrzebę Jezusa, ponieważ wiemy, że bez Niego zostaniemy grzesznikami, którzy będą oddzieleni od Boga, wtedy szczerze przychodzimy do Boga i chcemy mieć z Nim świętą relację, chcemy więcej poznać Pana Jezusa. Wielu chrześcijan uznaje: „ja już to wiem, ja już to znam”, ale dla człowieka, który przychodzi do Boga szczerze, to cały czas jest tak cenne, tak piękne, tak ważne, że choćby miliony, tryliony lat przyglądał się temu, to ten człowiek będzie tak samo zadowolony i szczęśliwy, że może zobaczyć w Jezusie to, co jest mu najbardziej potrzebne. Nie dzieję się tak, że mijają lata, a człowiek oznajmia: „ja już to wiem, wiem, że mam przebaczenie grzechów w Jezusie” i nie ma szczęścia, że może być oczyszczony. „Wiem, że umarł za mnie, wiem”.

Jan 14:23