Karmienie się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa

Karmienie się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa - część 1

Mamy dzisiaj wspaniały czas od Boga, żeby uwielbiać Go i czcić, jest godzien chwały. Tak jak mówiliśmy cała Biblia jest przez Boga natchniona i pożyteczna do nauki, do wychowywania, wykrywania zakłamań, czy innych rzeczy. To jest tak ważne, że cała Biblia jest natchniona, żeby człowiek należąc do swojego Boga był szczęśliwy z tego powodu, że należy do Boga. Biblia jest nam dana po to, żebyśmy byli szczęśliwi, że możemy słyszeć co Bóg mówił, kiedy nas jeszcze nie było.

Czy jesteśmy szczęśliwi z tego powodu, że jest Biblia, i że ona mówi nam pewne rzeczy, o których nigdy nie usłyszelibyśmy, gdyby nie była nam ona dana? Czy jesteśmy szczęśliwi z tego, bardzo zadowoleni, wdzięczni Bogu za to, że tyle lekcji możemy wziąć z tego, że nie musimy robić już tych samych błędów, czy grzechów, które zostały popełnione kiedy jeszcze nas nie było, a one są już opisane i wykazane, że jest to coś, co nie podoba się Bogu? Bez tego nie wiedzielibyśmy czy coś jest dobre: „Ja nie wiem, czy to jest dobre, ty masz takie poznanie, a ja mam takie. To róbmy każdy, co uważamy.” Ale tak żyło się kiedy nie było jeszcze prawa. „Ty uważasz tak, a ja uważam tak”.

Ale gdy mamy już Słowo Boże i dociera ono do nas, to już wiemy. Możemy cieszyć się. Już wiemy co jest opisane w Biblii i co jest dobre, a co nie. To pozwala nam już nie tracić czasu na zastanawianie się, myślenie, doszukiwanie się, czytanie iluś książek, żeby dowiedzieć się czegoś. Mamy jedną Księgę, w której zostało zawarte wszystko, co jest potrzebne. A więc już nie mamy potrzeby szczególnego poszukiwania, bo czegoś może nie ma w Biblii, a gdzie indziej jest. Wszystko zostało tu zawarte co jest nam potrzebne. A więc dzięki Bogu mamy to skupione w jednej Księdze i możemy czytając ją, uczyć się, poznawać Boga, doznawać jaki On jest, poznając Go też w Jego sposobie patrzenia na dane sytuacje.

Kiedy spotykamy opowieść Pana Jezusa o synu marnotrawnym możemy być poruszeni tym jak Pan okazuje jaki jest Ojciec, kiedy ten syn marnotrawny wraca i ma świadomość tego ile popełnił zła wobec Ojca swego. Doznaje nawet, że nie jest godzien nazywać się synem i mówi: „powiem ojcu, że sam doświadczam tego, że ojciec ma wszelkie podstawy do tego, żeby nie nazywać mnie już swoim synem, ale choćbym nawet miał być najemnikiem, obym mógł być w domu ojca mego. Kiedy syn chce powiedzieć to swemu ojcu, ojciec zamyka usta swego syna. Ściska go i cieszy się nim. Później Jezus opisuje starszego brata, który był z ojcem, ale który słysząc o radości ojca, że ten syn wrócił, nosi gorycz w swoim sercu, że czegoś nie miał, a mógł mieć, że czegoś nie dostał.

Zobaczcie, że Pan Jezus chce pokazać, żeby umieć cieszyć się kiedy ktoś ratuje się, a nie wypominać wtedy jakieś rzeczy. Umieć radować się, że człowiek wyrywa się z ciemności, a nie zarzucać wtedy. „Starszy brat poniósł jakieś straty. Z tej drugiej połowy, która należałaby się jemu, teraz będzie korzystał młodszy brat, bo ojciec jakby narusza tą jego drugą połowę, że w tym, co młodszy teraz ma mieć jest coś starszego brata.” Jak ważne, żeby nauczyć się Boga jaki On jest i dołączyć do Niego tak, że kiedy nasz Bóg cieszy się, to i my cieszymy się, a kiedy On się smuci, my się smucimy. Po to jest doświadczenie i Słowo Boże, żeby uczyć się z czego Bóg się cieszy, a czym się smuci, żebyśmy umieli nie wchodzić w spór z Bogiem. Często słyszymy ludzi, że kiedy Bóg się cieszy, to mają coś do zarzucenia komuś, jakieś dziwne nastawienie, wyrzuty wobec kogoś i stają przeciwko woli Ojca. Ojciec też mówi w jakiś sposób do nich: „czy Ja nie dałem ci wszystkiego, żebyś mógł nauczyć się cieszyć również z tego, że ktoś ratuje się?” Jak bardzo trzeba doznawać jaki jest Ojciec.

To taki wstęp. Myślę, że warto pomyśleć i zastanowić się. Widzimy Izraela i na przykład widzimy Bileama, który miałby przeklinać, a błogosławi. Są takie piękne słowa, które padają tutaj - 4Mojż.23, 7-10:

„I wygłosił swoją wyrocznię, mówiąc: Z Aramu sprowadził mnie Balak, Król Moabu, z gór Wschodu: Przyjdź, przeklinaj mi Jakuba, Przyjdź, złorzecz Izraelowi! Jakże mam przeklinać, kogo Bóg nie przeklina? I jak mam złorzeczyć, komu Pan nie złorzeczy? Wszak ze szczytu skał go widzę I z pagórków go oglądam: Oto lud, który mieszka na osobności, I między narody się nie zalicza. Któż policzy Jakuba jak proch licznego, Któż policzy choćby czwartą część Izraela? Niechaj umrze moja dusza śmiercią prawych, Niech mój kres będzie taki jak jego!”

Zobaczcie, że to proroctwo przekracza granice fizycznego Izraela. Przecież tego Izraela można było policzyć. Co to za trudność policzyć kilka milionów, z tego czwartą część? Co Bóg teraz wkłada? „Nie zalicza się między narody”. Przecież zaliczał się, ale zarazem nie zaliczał się. Miał być wyłączną własnością Boga. Znajdujemy też tam siebie; nie policzysz, tyle jest tego ludu. Nie policzysz. Ilu jeszcze dotarło poprzez te wszystkie pokolenia? Bóg mówi: „oni są Moi, nie policzysz”.

Później mówi:

„I wygłosił swoją wyrocznię, mówiąc:Powstań, Balaku, i słuchaj, Nakłoń ku mnie swoich uszu, synu Syppora!) Bóg nie jest człowiekiem, aby nie dotrzymał słowa Ani synem człowieczym, aby żałował. Czy On powiada, a nie czyni, I mówi, a nie spełnia? Oto nakazano mi błogosławić, On pobłogosławił, ja tego nie odmienię. W Jakubie nie dopatrzyłem się niczego zdrożnego Nie widziałem obłudy w Izraelu. Pan, jego Bóg, jest z nim, Wykrzykują na cześć jego jako króla Bóg, który ich wyprowadził z Egiptu, Jest dla nich rogami bawołu. Gdyż zaklęcie nie ma mocy nad Jakubem Ani czary nad Izraelem; Już teraz powiedzą o Jakubie i Izraelu, Czego dokonał Bóg. Oto lud! Jak lwica powstaje, jak lew się podnosi! Nie spocznie, aż pożre zdobycz i krwi pobitych się napije”. 4 Mój.23,18-24.

I znowu proroctwo sięga daleko, daleko dalej. I znowu możemy postrzegać Boży lud. Przecież wiemy co Bóg mówił do tego ludu: „Żyliście w taki sposób, tak samo. Wziąłem was nie ze względu na to, że jesteście lepsi od innych”. Lecz jakie tu padają słowa? „Nie ma obłudy w Izraelu i nie dopatrzyłem się nic zdrożnego w nich.” Zobaczcie, kiedy wraca ten marnotrawny syn, to co Ojciec widzi w nim? Syna marnotrawnego. Widzi w nim szczerość, nie ma w nim obłudy. Syn marnotrawny jest świadomy swojego stanu.

Kiedy my jesteśmy świadomi swojego stanu, jesteśmy szczerzy wobec Boga, to Bóg nie widzi w nas nic zdrożnego nawet, kiedy jesteśmy niedoskonali. Ale warunek - jesteśmy szczerzy wobec Boga. Przychodzimy do Niego, jesteśmy z Nim i wiemy jak bardzo potrzebujemy Go. Jego oczy widzą zwycięstwo, widzą chwałę, widzą to, do czego On prowadzi nas, kiedy my idziemy z Nim, kiedy do Niego należymy. Wtedy On jest rogami, którymi my uderzamy wroga i wtedy wróg pada i nie może zrobić nam nic złego, ponieważ my zwyciężamy dzięki Bogu, a nie dzięki swojej sile czy mocy.

Zobaczcie, że Bóg w wielu słowach wyprzedza, idąc daleko dalej i patrząc na następnych i następnych, którzy będą do Niego szczerze przychodzili, którzy nie będą grali roli fajnych ludzi, którzy będą prawdziwi wobec Niego. On wtedy nie widzi nic zdrożnego, bo obłuda dla Boga jest czymś obrzydliwym. Co takiego zrobił syn marnotrawny, żeby naprawić szkody, które popełnił wobec Ojca? Przecież zmarnotrawił wszystko. Nie był w stanie naprawić tych szkód. Lecz kogo Ojciec widzi w nim? Mówi: „nie znajduję w Nim obłudy. Był martwy, ponieważ był obłudny, lecz teraz nie jest obłudny, ożył.”

Zobaczcie jak ważne jest nasze nastawienie wobec Boga. Jeśli nie ma tam obłudy, jeśli jest otwartość, prawdziwość, gotowość do przyznania się do zła w swoim życiu, to Bóg może powiedzieć: „nie znajduję w tobie nic zdrożnego. Zapłaciłem za to, żeby zdjąć to z ciebie.” Piękny stan, kiedy człowiek może doświadczać z jakim Bogiem ma do czynienia i jak ten Bóg reaguje na to kim my jesteśmy. Człowiek czasami sobie myśli, że jak przyjdzie tak fajnie ubrany, to Bóg wtedy powie: „podoba mi się to.”

Jan 14:23