Saul z Tarsu

Saul z Tarsu - część 1

Dziękujemy Bogu, że jest jeszcze czas łaski, bo gdyby nie ten czas łaski, gdyby dzisiaj on skończył się, mnóstwo ludzi przeżywałoby już straszne rzeczy i doznawało jak głupio zmarnowali swój czas na ziemi. A jeszcze póki Bóg daje czas łaski można porzucać złe rzeczy i regulować te sprawy przed Bogiem, który jest Wszechmogący, Stwórcą nieba i ziemi. Tak wielu ludzi wygłupia się w Kościele i myśli sobie, że to jest malutki Bóg, z którym można sobie poradzić. Ten malutki bóg nie byłby w stanie stworzyć całego Wszechświata, ten malutki bóg nie byłby w stanie stworzyć nas. Ten malutki bóg nie byłby w stanie wysłać takiego Zbawiciela, który spłaciłby nasze grzechy, nasze długi. Gdyby to był malutki bóg, z którym można się bawić, wówczas to wszystko nie istniałoby. Jaki więc jest ten Bóg? To jest Bóg Święty, Wszechmogący. To jest Bóg, który rzekł i stało się to wszystko. Dzięki Niemu istniejemy i do takiego Boga podchodzimy, i z takim Bogiem zostaliśmy pojednani przez krew Syna Bożego. Nie jest to Bóg, któremu można nagadać różne rzeczy, a później pójść i robić co się chce.

Wczoraj mówiliśmy o Judaszu, o zdrajcy, o charakterze zdrajcy, który dzisiaj jest tak rozpowszechniony. Tak jak rosną chwasty, tak rosną charakterystyczni zdrajcy Jezusa Chrystusa. Ale wiemy, że kiedy przyjdzie czas końca, Jezus pośle swoich aniołów i oni wybiorą te wszystkie chwasty, to całe zło z Jego Królestwa, a wtedy ci, którzy należeli do Niego będą jaśnieć pełnym blaskiem. Dzisiaj jest takie niezrozumienie Boga, że człowiekowi wydaje się, że ten Bóg będzie musiał zrobić to, co nam ludziom podoba się, że w końcu przecież nie skrzywdzi nas ludzi. Nie, nie skrzywdzi. Po prostu każdy będzie tam, gdzie jest jego serce, gdzie są jego pragnienia. Człowiek wybierze sobie miejsce. Bóg mówi: „Ja daję ci dwie drogi; jedną do życia, drugą na śmierć. Wybierz, Ja radzę ci iść drogą do życia, ale możesz pójść drogą na śmierć. Pójdziesz tam i tam dotrzesz. Stanie się zgodnie z twoją wolą. Albo poddasz Mi swoją wolę i dasz się zbawić, i uratować, albo zostaniesz w swojej woli i zginiesz, twój wybór.”

Chciałbym, żebyśmy dzisiaj spojrzeli na innego człowieka, który nie od razu należał do Jezusa Chrystusa, ale był o niebo lepszy od tak zwanych dzisiejszych chrześcijan. Był o niebo lepszy od ludzi, którzy dzisiaj mienią się chrześcijanami, a mimo wszystko nie byłby w stanie wejść do wieczności. Saul z Tarsu był gorliwym wyznawcą tego, co wiedział. Praktykował to, starał się o to każdego dnia, pilnował się tego, co nauczyła go ta religia, pilnował się tego każdego dnia. Starał się, chodził koło tego. Ale za jego życia stało się coś, co uczyniło to całe jego staranie bezwartościowym. Za jego życia, na ziemię przyszedł Jezus Chrystus. Za jego życia zmieniło się przymierze, które zostało zawarte między Bogiem, a Jego ludem. Za życia tego Saula z Tarsu nastąpił przełom, na który on nie zwrócił uwagi. Walczył o swoją religię, starał się o nią, uważał, że ona poddana jest Bogu. Tyle pokoleń mówiło o tym; ta świątynia, Bóg w świątyni, Mojżesz, Abraham.

Kiedy spojrzymy na tych religijnych, tak gorliwych, żarliwych ludzi, to widzimy to zakłamanie w jakiej potrafi być religia. Najpierw zarzucali Jezusowi: „jak ty możesz zwać się Synem Bożym?!” Chcieli ukamienować Go za to. A później, kiedy rozmawiał z nimi, to powiedzieli: „naszym Ojcem jest ten Bóg w niebie.” Czy to jest inaczej powiedziane? Czy to nie świadczy, że to jest to samo, że „jesteśmy synami Boga”? Skoro On jest naszym Ojcem, to co to świadczy o tych, którzy mówią: „Ten jest naszym Ojcem?” Co to świadczy o tym, który to mówi? To świadczy, że jest Jego synem. Kiedy Jezus powiedział to otwarcie, chcieli ukamienować go, ale sami też to mówili, chcąc udowodnić Mu, że przecież są w dobrym miejscu. A więc religia manewruje słowami. Mówiąc trochę inaczej, myśli że to jest racja, że tak jest.

Otwórzmy Dzieje Apostolskie 9, 1-9:

„A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana i prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy. I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba”,

Kto nie zna tego człowieka? Kto nie zna jak to stało się z tym Saulem z Tarsu? Przecież to jest potężne świadectwo Bożego działania. Ze szczerym Bóg postępuje szczerze.

„a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli. I podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił”.

Takie to spotkanie, takie poruszenie. Myślisz sobie: „spotkam się z Jezusem i będzie miło, fajnie, super.” Tak, pięknie będzie, nawet jeszcze piękniej niż myślisz sobie, ale najpierw musi cos stać się z twoim „ja”. Musi zginąć hardość, kombinatorstwo. U Saula z Tarsu musiało zgubić się jeszcze co innego – to, że nie słuchał dalej Boga. Bóg decyduje o wszystkim, a więc powinniśmy bardzo uważnie słuchać Boga w naszym życiu.

„A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. Pan zaś do niego: Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli”. Dz.9,10.11.

A więc nie jadł, nie pił, modlił się. Spotkał się z żywym Królem. Jak dzisiaj wygląda spotkanie ludzi z Jezusem? Zwróćcie uwagę jaka to jest religia? Ludzie spotykają się z żywym Jezusem, a później hepi, super, fajnie, już zbawieni, chociaż nadal żyje „ja”. Jakie to zbawienie, skoro „ja” żyje? Po co Jezus umierał na krzyżu? Czy po to, żeby żyło nasze „ja”? Czy po to, żebyśmy i my umarli wraz z Nim? Czy to jest Jezus, który zgadza się na życie w świecie? Człowiek mówi: „ja przyjąłem Jezusa.” A gdzie żyjesz? Czy ten Jezus żyje tam, gdzie ty żyjesz? Co ten Jezus robi z ludźmi? Oczyszcza ich, uwalnia, aby napełnić. Coś musi być oczyszczone, coś musi być uwolnione, aby zostało napełnione.

Ludzie, my nie mówimy o jakimś „małym Jezusku”, o jakimś „większym Jezusku”. Mówimy o tym, który mocą swego Słowa podtrzymuje dzisiaj nas. To, że mamy jeszcze tchnienie, to mamy je dzięki Jezusowi! Ten Jezus Swoją mocą podtrzymuje cały Wszechświat, wszystko. Jak chcesz rozmawiać z Nim, czy po swojemu? Mnóstwo ludzi nie ma pojęcia jak rozmawiać z Jezusem. Myślą sobie, że umieją już z Nim rozmawiać. Coś nagadają Mu, potem polecą i dalej robią swoje rzeczy, i mówią: „z Jezusem rozmawiałem dzisiaj.” Z którym? Czy z Tym, Który zmienia całkowicie twoje życie ze złego na święte, pobożne? Czy z tym Jezusem rozmawiałeś, czy z jakimś innym, który patrzy na twoje obrzydliwe życie i mówi: „nie jest tak źle, kocham cię, idź dalej”. Czy z tym Jezusem rozmawiałeś? Gdyby Jezus dzisiaj przyszedł tu i miałbyś porozmawiać z Nim twarzą w twarz, to jak wyglądałaby ta rozmowa? Kiedy Saul porozmawiał krótko z Jezusem, był załamany swoim stanem.

Ilu ludzi nie myśli dzisiaj, że walczy z Jezusem? Czytają to z Biblii, ale w ogóle nie traktują tego poważnie. A Jezus powiedział przecież, że Moje Słowo osądzi was. Każdy z nas powinien poważnie traktować Boże Słowo i wtedy kiedy nas osądza i kiedy pociesza nas. Ono musi nas zmieniać.

„A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. Pan zaś do niego: Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli”. Dz.9,10.11.

Popatrzcie, Pan Jezus troszczy się o Saula z Tarsu. Saul z Tarsu pości, modli się, jest skruszonego serca, jest głęboko poruszony tym, co on robił przeciwko Bogu. I teraz Jezus mówi do Annaniasza: „idź, idź do niego, chcę uczynić mu dobro, chcę go przyjąć.” Saul z Tarsu ma widzenie:

„I ujrzał w widzeniumęża, imieniem Ananiasz, jak wszedł, i ręce na niego włożył, aby przejrzał”. Dz.9,12.

A więc Pan działa w Ananiaszu i w Saulu.

„Ananiasz zaś odpowiedział: Panie, słyszałem od wielu o tym mężu, ile złego wyrządził świętym twoim w Jerozolimie; ma także upoważnienie od arcykapłanów, aby tutaj uwięzić wszystkich, którzy wzywają imienia twego. Lecz Pan rzekł do niego: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego. I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony. A gdy przyjął pokarm, odzyskał siły. I przebywał zaledwie kilka dni z uczniami, którzy byli w Damaszku, a już zaczął zwiastować w synagogach Jezusa, że On jest Synem Bożym”. Dz.9,13-20.

Saul niewiele czekając zaczął mówić już o tym Jezusie. Zaczął już rozgłaszać Go.

„Wszyscy zaś, którzy go słuchali, zdumiewali się i mówili: Czy to nie ten, co prześladował w Jerozolimie tych, którzy wzywają imienia tego, i po to tu przyszedł, aby ich w więzach odprowadzić do arcykapłanów? Lecz Saul coraz bardziej umacniał się i wprawiał w zakłopotanie Żydów, którzy mieszkali w Damaszku, dowodząc, że Ten jest Chrystusem. Po upływie dłuższego czasu uknuli Żydzi spisek na jego życie; ale Saul został powiadomiony o ich spisku. A strzegli bram we dnie i w nocy, aby go zabić. Lecz uczniowie zabrali go w nocy, przerzucili przez mur i spuścili go w koszu”. Dz.9,21-25.

Ten człowiek zaczął już doświadczać co to znaczy głosić Jezusa? Jak religijni ludzie ruszą przeciwko tobie. To nie świat ruszył przeciwko Saulowi. To religia ruszyła przeciwko niemu, bo religia miała się dobrze, a ten człowiek wykazywał, że giną. Potrzebują Jezusa.

Jan 14:23