Wonność miła Bogu
Wonność miła Bogu - część 1
Chwała Panu Bogu. Śpiewaliśmy teraz tą pieśń i są tam tak cenne słowa: „Naucz nas Panie kochać Ciebie nie naszą miłością”, tak żebyśmy nic nie dodali od siebie, żebyśmy nie wypowiadali tego swoimi ustami, żebyśmy nie kochali w ludzki sposób, tak jak kochamy naszych najbliższych, tylko żebyśmy pokochali Ciebie ponad swoje własne życie i rzeczywiście mogli chodzić w tej miłości”. To jest bardzo ważne, a w tym potrzebujemy Chrystusa. Tylko On może nas w to wprowadzić.
Patrząc wokół pomyślałem, że gdyby ktoś z nas stanął naprzeciwko wroga, który ma 1,80 metra, czy 1,50 metra, jakikolwiek on by nie był, to myślimy sobie, że może jeszcze chwyciłbym coś w rękę, może bym zwyciężył, może by się udało. Może udałoby się w końcu powalić tego wroga w sposób fizyczny.
Dzięki Bogu za to, że mamy Chrystusa i choć nasz wróg, diabeł, jest dużo większy niż te wymiary, które podałem, to w Jezusie Chrystusie jest zwycięstwo. I chociaż możemy tutaj przebywać, to jednak ten wróg próbuje zakłócać, przeszkadzać, odbierać uwagę i mamy tego świadomość. Ale kiedy rzeczywiście wołamy do naszego Pana, to On przychodzi. Myślę, że to nie jest tylko moje doświadczenie, ale również i wasze.
Tytułem wstępu, jeszcze bardziej zrozumiałem, że ciało nie odziedziczy Królestwa Bożego, co było już tu wspominane. (Pamiętajmy o tych słowach, które tu słyszymy, nośmy je w swoim sercu.) Możemy spojrzeć na prawo, na lewo, popatrzeć wokół i to nie odziedziczy Królestwa Bożego. To odziedziczy śmierć i chwała Bogu za to. Jest skażone i musi umrzeć. Tylko co z naszymi duszami, co z wewnętrznym człowiekiem? Co z tą duszą kiedy zaśnie, jeśli Pan jeszcze nie przyjdzie, to do czego obudzi się? Do czego powstanie? Czy usłyszy: „wejdź Moja umiłowana do radości Pana swego”, czy do tego „idź precz w ogień w jezioro ogniste”?
To jest pytanie, które dobrze, żebyśmy zadawali wtedy, kiedy żyjemy jeszcze w tych ciałach, bo nie ma takiego wroga na zewnątrz, fizycznie, jak nasze ciała. Nie chodzi o to, żebyśmy nawzajem straszyli się, ale nie znajdziesz większego wroga w fizycznym wymiarze, jak swoje ciało, które lubi sprzeczać się, kłócić się, buntować, ma twardy kark i moglibyśmy wymieniać tego naprawdę dużo. Dlatego Jezus Chrystus powiedział: „umarłem po to, żebyś nie podporządkowywał się już swojemu ciału. Umarłem za to, żebyś mógł zmierzyć się z tym ciałem w Mojej sile i zwyciężyć”. Dlatego niech Pan nam to da.
Nie chciałbym za dużo czasu tutaj zajmować, niech Pan poprowadzi w swojej mądrości. Pan zna każdego z nas i wie jacy jesteśmy.
Otwórzmy 2 Księgę Mojżeszową, 30 rozdział, wersety 34-38. Kiedy otwieramy na początku Księgi Starego Testamentu, to mamy świadomość, że dzięki Chrystusowi mamy możliwość wglądać do tych Ksiąg przez Niego, przez pryzmat tego, kim On jest i co mamy w Nowym Testamencie. Tak też patrzmy na to stare przymierze. Ale tu zobaczmy według porządku, który został nadany Mojżeszowi przez Boga.
„I rzekł Pan do Mojżesza: Weź sobie wonności: pachnącej żywicy i goździków, i galbanu wonnego, i czystego kadzidła, w różnych ilościach, i zrób z tego wonne kadzidło, mieszaninę, tak jak się robi wonności: posoloną, czystą, świętą. Rozetrzyj to na proszek i połóż część tego przed Skrzynią Świadectwa w Namiocie Zgromadzenia, gdzie będę się z tobą spotykał. To będzie dla was świętością nad świętościami. A kadzidła, które sporządzisz według tego składu, nie sporządzajcie dla siebie. Dla ciebie będzie to święte, poświęcone tylko dla Pana. Ktokolwiek by takie sporządził i używał jako pachnidła, zostanie wytracony ze swojego ludu”.
Zobaczcie, że to jest Boży rozkaz, nadany dla Bożego ludu, dla wyłączności Bożej. Nie będziesz tego czynił. Na wstępie czytamy: „Weź sobie wonności: pachnącej żywicy i goździków, i galbanu wonnego.” Jakiś czas temu czytałem, że to są takie substancje, które mają właściwości lecznicze. Nie zagłębiałem się w to, ale wiem tylko jedno, że to ma pachnieć. Czytamy tu, że to miało pachnieć, że to miało być czymś, co podoba się Panu Bogu. Bóg dobrze wie, jaką woń lubi wąchać. Nie dał tego, czego nie lubi wąchać, ale pokazał na podstawie tego jednego wersetu, że to On wyznacza to, co ma się ku Niemu wznosić, co ma być miłą wonią w Jego nozdrzach. To On to wyznacza.
W 35 wersecie czytamy: „i zrób z tego wonne kadzidło, mieszaninę, tak jak się robi wonności: posoloną, czystą, świętą.” Zrób z tego. Zobaczcie, ktoś by powiedział, że te składniki są takie przyziemne, takie z ziemi wzięte, a Bóg mówi: „sporządzisz z tego wonność posoloną, czystą, świętą”.
Zobaczyłem tutaj nas. My nie pachnęliśmy jak goździki, jak galban, daleko nam było do tego pachnidła. Ale Pan wziął nas z tej ziemi w Jezusie Chrystusie. Obdarzył nas tym, że możemy być święci, posoleni, czyści i tylko pytanie, czy rzeczywiście pozwalamy Mu na to, by mógł nas posolić, żebyśmy byli solą tej ziemi? Czy pozwalamy na to, żebyśmy byli czyści i święci. On bierze nas, tylko, czy my rzeczywiście całkowicie oddamy Mu się pod Jego pracę? Czy nie będziemy przeszkadzali Mu w tym? Czy nie dołożymy do tego swoich ciał i nie zniszczymy tego, co On chce w nas czynić? Czy nie zgasimy Ducha Świętego? Niech Bóg pomoże nam, żebyśmy mogli być tą czystą, posoloną, świętą ofiarą Bogu miłą. Możemy tutaj mieć jeszcze dużo piękniejszych myśli, będę mówił tylko to, co Pan położył mi w sercu fundamentalnie. Myśli są dużo szersze, ale niech Duch Święty prowadzi nas w tym, jeśli będziemy zastanawiać się nad tym, słysząc też następne słowa mówione przez braci.
Wiersz 36:
„Rozetrzyj to na proszek i połóż część tego przed Skrzynią Świadectwa w Namiocie Zgromadzenia, gdzie będę się z tobą spotykał. To będzie dla was świętością nad świętościami.” Rozetrzyj to na proszek i połóż to przed Skrzynią Świadectwa w Namiocie Zgromadzenia, gdzie będę się z tobą spotykał. Tam gdzie będę się z tobą spotykał, tam chcę czuć tą woń.
Nasuwa nam się pewna myśl. „W tym miejscu Najświętszym, gdzie będę spotykał się z tobą, tam będzie ta woń, tam chcę ją czuć, tam ona ma przebywać, tam ma wznosić się do Mnie”. „Tam” – Bóg wyraźnie zaznaczył miejsce położenia tej woni. Nie pozwolił na to, żeby ona przebywała w dowolnym miejscu, gdzieś na skraju namiotu, żeby była w nieposzanowaniu. Ale będzie w tym miejscu, które będziesz miał jako świętość nad świętościami”. Bóg kazał uczynić to posolonym, świętym, czystym i położyć w miejscu Najświętszym.
Słyszeliśmy wczoraj dużo o świątyni, połączmy to razem.
Wiersz 37:
„A kadzidła, które sporządzisz według tego składu, nie sporządzajcie dla siebie. Dla ciebie będzie to święte, poświęcone tylko dla Pana”.
Co to znaczy? Już powiedzieliśmy o tym przed chwilą. Często bywa, że dzisiaj człowiek miesza świat z tym zapachem Chrystusa, o którym może słyszeć, z którym Pan dotarł gdzieś do jego serca i jednak myśli sobie, że wezmę, dołożę troszeczkę z gnoju tego świata, nic się temu nie stanie. „To kadzidło Boże jest tak mocne, że na pewno smrodem nie przejdzie.” Bóg mówi: „Nie! Nie będzie nikt inny tego nosił, to będzie kadzidło tylko dla Mnie. Tylko Moje, tylko poświęcone dla Pana. To będzie święte. Nie będziecie sporządzali tak, jak będzie się to wam wydawało.” Bóg wiedział, że może się im to podobać.
Czy ludziom w świecie podoba się nasza moralność? Podoba się nasza moralność. Nieraz mówią: „fajny, dobry jesteś człowiek”. Ale czy to wystarczy? Czy w Bożych oczach to wystarczy? To nie ci ludzie będą wprowadzali nas na tą wieczerzę, ale sam Pan. I czy Jemu to wystarczy, że jesteśmy dobrzy, moralnie uporządkowani, grzeczni, ułożeni? Nie! Bóg powiedział, przez apostoła Pawła, że za dobrego człowiek jest gotów umrzeć, ale za sprawiedliwego? My mamy być sprawiedliwi w oczach Pana. My nie mamy używać tego dla siebie. Nie mamy nic brać z tej świętości.
Kiedy nawet Pan działa w człowieku, a ten później idzie gdzieś tam, traci obecność Chrystusa, to przez jakiś czas będziesz jeszcze tym fajnym człowiekiem, ale to już będzie powolną degradacją. Człowiek ten będzie odpadał od Pana, ale może jeszcze będzie coś w nim widać. A Bóg wyraźnie mówi: „nie będziesz nic miał wspólnego z takimi rzeczami.”
Dlatego nie mieszajmy. Nie sporządzajmy sobie ze świętości Pana czegoś dla naszego upodobania, czegoś, co nam będzie służyło. Wielu ludzi dzisiaj tak niestety robi. Myśli, że pobożność Pana może wykorzystać dla siebie. Paweł pisze, że z pobożności czerpią zyski. To jest głęboki temat, ale w jednej sprawie Pan osobiście mi wskazał: „Uważaj, żebyś z pobożności nie czerpał zysków. Uważaj, kiedy idziesz do tego brata i do tej siostry, czy na zgromadzenie, to rozkoszuj się tym, że oni są tak otwarci na ciebie. Ale uważaj, żeby nie zniszczyć tej otwartości.” Kiedy ktoś jest otwarty na ciebie, to bój się Boga, żeby to zniszczyć. Bój się Boga, żeby użyć to dla siebie. Czy nasze ciała nie są takie śmierdzące, egoistyczne? Czy nie chcą czerpać zysków z innych? Nie oszukujmy się, one takie są. Każdy z nas taki jest.

