Cudzołóstwo
Cudzołóstwo – część 5
Otwórzmy jeszcze Ewangelię Marka, 8 rozdział, od 34-38:
„A przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi, rzekł im: Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie. Bo kto by chciał duszę swoją zachować, utraci ją, a kto by utracił duszę swoją dla mnie i dla ewangelii, zachowa ją. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?
Kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami i świętymi”
Jeśli mielibyśmy wstydzić się tego, że co Bóg pobłogosławił, to ma być zachowane to w wierności i wstydzilibyśmy się żyć tą prawdą i głosić tę prawdę też wobec tego cudzołożnego rodu, to wtedy Pan zawstydzi się nas. Ale jeśli będziemy mówić prawdę cudzołożnikom i stawiać ich przed rzeczywistością tego, że Bóg stoi w tej sprawie, wtedy my pozostajemy czyści, a cudzołożnik może uratuje się. Może zobaczy, że sprawa jest między nim a Bogiem. Ale jeśli będziemy wstydzić się tej cudownej prawdy, wtedy zawstydzi się nas Pan. Jego oblubienica musi zwiastować Jego Słowo, tak? A Jego Słowo tak stoi, a nie inaczej.
Spotkałem się już z tym, co jeszcze raz powtórzę, „że nie mam miłości do ludzi, że miłość daje możliwości człowiekowi, że moja postawa wynika z tego, że sam tego nie przechodziłem. Gdybym sam to przeżywał, to na pewno skorzystałbym z tego prawa wyjątkowego i też zrobiłbym sobie ulgę.” Takie rzeczy ludzie potrafią mówić. W każdym razie ja nie mówię, co ja zrobiłbym, albo czego bym nie zrobił, zostawiam moje życie w rękach Pana. I uczę tego również w moim domu; nie mów: na pewno tego nie zrobię. Nie mów takich rzeczy, nie składaj jakichś ślubów. Sprawa mego życia należy do mego Pana. I chcę ufać Jemu, że On mnie przez to wszystko przeprowadzi i zachowa od złego. Nie powiem, co ja potrafię zrobić, bo przyjdzie próba i może okazać się, że zrobię dokładnie to samo, co inni żyjący w grzechu i potem przyjdę mówiąc: jest możliwe, Bóg dopuszcza. Paweł mówi, że gdybym przyszedł i głosił inną ewangelię, nie wierzcie mi. A więc mamy głosić Bożą prawdę, nie wstydząc się jej.
Otwórzmy jeszcze ósmy rozdział Ewangelii Jana, od trzeciego wiersza, czytajmy słowa Pana Jezusa. Zobaczmy jakie to jest piękne też doświadczenie, kiedy to Bóg nasz pokazuje postawę męża. Tamci ludzie nie byli mężem dla tej kobiety przyłapanej na cudzołóstwie. Nie byli uczuciowo związani z tą kobietą, a więc łatwo wydali wyrok: ukamienować, gdyż Bóg powiedział, że karą za ten grzech jest śmierć. Inaczej sprawa się ma, gdy ten, na którego ma paść wyrok jest bliski twemu sercu. I Jezus stoi jak Małżonek, a ona jest częścią, Jego częścią. I teraz faryzeusze mówią: zabić ją, a Pan wie, co do Niego należy. W tym momencie przychodzą do Niego i kusząc Go mówią: przecież Ty wypełniasz zakon, musisz postąpić według zakonu. Ale Jezus wypełnił zakon miłością, przyszedł jako Małżonek nie po to, by zatracać, lecz po to, by ratować.
I wtedy Jezus powiedział: kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem. I znowu, schyliwszy się pisał po ziemi. (W księdze Jeremiasza napisane jest, że wasze imiona zapisane będą na piasku. Gdy wiatr dmuchnie w was, znikacie, jesteście chwilowi). I oni dostali przekonanie od Ducha Świętego, co do grzechu. Ludzie potrafią być tak zawzięci i uparci, że nawet wtedy, gdy mówi się im, że są grzesznikami, grzeszą, chcąc pokazać, że nie są grzesznikami. Ci faryzeusze i uczeni chcieli pokazać, że nie są grzesznikami. Pan nie dopuścił do takiej możliwości, że diabeł mógłby coś zrobić, oni wszyscy dokładnie zostali uświadomieni, że są grzesznikami. Żaden z nich nie miał problemu rozpoznać w jakich grzechach żyje. Wszelka ta ciemność została oświecona światłością i każdy wiedział, że grzeszy. Oni przecież czuli się sprawiedliwymi, przyszli i czuli, że mają prawo. Ale kiedy to światło zaświeciło, już wiedzieli kim są i odwrócili się i odeszli.
„ A gdy oni to usłyszeli i sumienie ich ruszyło, wychodzili jeden za drugim, poczynając od najstarszych, i pozostał Jezus sam i owa kobieta pośrodku. A Jezus podniósłszy się i nie widząc nikogo, tylko tę kobietę, rzekł jej: Kobieto! Gdzież są ci, co cię oskarżali? Nikt cię nie potępił? A ona odpowiedziała: Nikt Panie. Wtedy rzekł Jezus: I Ja cię nie potępiam, idź i odtąd już nie grzesz.” Jan 8, 9-11.
Bądź moja, piękne to słowa, należ już do Mnie, nie grzesz już więcej. Słowa Pana Jezusa zawsze tchną nadzieją, miłością. Mówią nam jaki Pan jest wobec ludzi i zawsze dodają nam otuchy. Pan nie chce nas zabić, nie chce zniszczyć nas, On chce, żebyśmy byli uratowani.
CO PISZĄ APOSTOŁOWIE?
Przedstawię jeszcze co piszą apostołowie na temat małżeństwa.
Otwórzmy list do Rzymian, siódmy rozdział. Paweł kiedy pisze, chcąc pokazać Rzymianom pewną sprawę dotyczącą zakonu i wierności Nowego Przymierza, pokazuje sprawę małżeństwa, która jest Bożą rzeczywistością.
„Czyż nie wiecie bracia – mówię przecież do tych, którzy zakon znają – że zakon panuje nad człowiekiem, dopóki on żyje? Albowiem zamężna kobieta za życia męża jest z nim związana prawem; ale gdy mąż umrze, wolna jest od związku prawnego z mężem. A zatem, jeśli za życia męża przystanie do innego mężczyzny, będzie nazwana cudzołożnicą, jeśliby jednak mąż zmarł, wolna jest od przepisów prawa i nie jest cudzołożnicą, gdy zostanie żoną drugiego męża.” Rzym.7, 1-3
Tak wygląda prawo Boże i on używa tego jako przykładu, mówiąc: patrzcie, tak samo musiało się stać, żebyśmy my mogli być uwolnieni od zakonu i stać się niewolnikami Chrystusa. Musiała nastąpić śmierć, inaczej nie byłoby możliwości, żeby tak się stało. (Według ludzkich nauk wystarczyło jedno odprawić, drugie przyprowadzić). Musiała nastąpić śmierć, rzeczywistość uwolnienia. I tak to apostołowie znali i w ten sposób zwiastowali ewangelię wszelkiemu ludowi, nie ukrywali tego.
W pierwszym liście do Koryntian, w szóstym rozdziale, od 9 wiersza czytamy:
„Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą. A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego.” IKor.6,9-11
Zobaczcie ile tu łączy się z tym duchowym i fizycznym cudzołóstwem. Niektórzy takimi byli, ale zostali oczyszczeni i zaprzestali grzechu. Gdyby nie oczyszczenie z grzechów, nikt nie mógłby pójść za Bogiem.
Apostoł Paweł w 1Kor. 5,1-3 pisze:
„Słyszy się powszechnie o wszeteczeństwie między wami i to o takim wszeteczeństwie, jakiego nie ma nawet między poganami, mianowicie, że ktoś żyje z żoną ojca swego. A wyście wzbili się w pychę, zamiast się raczej zasmucić i wykluczyć spośród siebie tego, kto takiego uczynku się dopuścił. Lecz ja, choć nieobecny ciałem, ale obecny duchem, już osądziłem tego, który to uczynił, tak jak bym był obecny.”
W innym miejscu Paweł pisze, że są pośród was tacy, którzy jeszcze nie odwrócili się, nie pokutowali z wcześniej popełnionych grzechów, grzechów cudzołóstwa, nierządu. Byli w kościele, ale nadal byli z grzechem, zatem nadal byli w związku cudzołożnym. Myśleli, że grzech można przemycić do kościoła, poprzez fałszywie pojmowaną krew Jezusa, która pozwala grzechowi przemieszczać się. Wiemy, że prawdziwa krew Jezusa oczyszcza, krzyż oddziela.
Kiedy spotyka się takie wypowiedzi: „wcześniej żyłem w cudzołóstwie, ale kiedy nawróciłem się, Bóg pobłogosławił ten związek i teraz wszystko jest prawidłowe”, pomyślałem, że równie dobrze, gdy ktoś wcześniej był złodziejem, teraz może być takim „po chrześcijańsku”, ale kradłby już tylko dla kościoła. Rozumiecie o co chodzi? Pod fałszem nauki, cudzołożnikowi pozwala się wejść do kościoła, podczas, gdy złodziejowi nie. Tak jak złodziej musi przestać kraść, tak cudzołożnik musi przestać cudzołożyć, a kłamca musi przestać kłamać. Każdy grzech musi skończyć się. Ale w jakiś dziwny sposób człowiek mówi, że cudzołożyć przestał, bo Bóg już uświęcił to. Zatem może również uświęcić złodziejstwo, kłamstwo, itd. A więc mówi się ludziom coś, co nie jest prawdą i oszukuje się. Zwodzi się, mówiąc, że to już teraz jest święte. Trzeba pokutować i być uwalnianym z tego grzechu, tak jak kłamca musi przestać kłamać, a cudzołożnik musi przestać cudzołożyć.
Wiemy, że był taki moment w dziejach Izraela, kiedy Izraelici musieli odprawić żony wraz z dziećmi, a więc musieli oczyścić się. Nie mogli uznać: no dobrze, to już jest poświęcone, niech zostanie. Nie, teren musi być oczyszczony, gdyż Bóg jest taki. A więc uczmy się Bożej prawdy i nie dajmy oszukiwać się, że coś można wpuścić do kościoła, a czegoś nie można. Nie, nic nieczystego tam nie może wejść. Są grzechy łatwiejsze i trudniejsze do opuszczenia; np., że przestanę grymasić przy jedzeniu. To jest oczywiście łatwiej opuścić niż grzech cudzołóstwa, gdyż są jakieś konsekwencje. Ale zarówno grymaszenie i cudzołóstwo musi być opuszczone. Nie może to wejść do kościoła, gdyż zanieczyszcza to, co jest czyste, święte i nieskalane. I taki jest Boży sposób patrzenia.
A więc nie mówmy, że można jakąś nieczystość wpuścić, bo ona jest trudna do rozwiązania, innej nie można, bo ona jest prosta do rozwiązania. Wszystko co nieczyste, trudne i łatwe, musi zniknąć.
Czytajmy 1Kor.7,10-11
„Tym zaś, którzy żyją w stanie małżeńskim, nakazuję nie ja, lecz Pan, ażeby żona męża nie opuszczała, a jeśliby opuściła, niech pozostanie niezamężna albo niech się z mężem pojedna; niech też mąż z żoną się nie rozwodzi.”
A w jakiej sprawie można było opuścić? Tylko wtedy, gdy mąż poszedł w cudzołóstwo. Nie można było opuścić męża pod innym pozorem i gdyby kobieta opuściła męża pod innym pozorem, Paweł napomniałby ją. A skoro opuściła, to stało się to zgodnie z tym wyjątkiem.
Niech też mąż kobiety nie odrzuci, kiedy ona wróci do niego. Tak, czy inaczej, jeśli ktokolwiek wyjdzie z tego małżeństwa, a potem oczyści się, niech połączą się. Niech nie mówi, że teraz lepiej jest mi samemu niż z tobą. Ona pokutuje, chce wracać, a on mówi, że już nauczył się gotować i prać i już żona nie potrzebna mu jest. Wtedy będzie winien również, ma przyjąć żonę swoją.
Nienawiść nie może przyjść do serca dziecka Bożego, rozumiemy to? Nawet, jeśli ktoś najbliższy tobie, twoja część ciała zdradzi cię, podepcze po twoich uczuciach, nie może zjawić się nienawiść w twoim sercu. Nie może, bo wtedy kiedy zjawia się, zjawia się diabeł. Kiedy Bóg tam pozostaje, pozostaje smutek. Wszyscy, którzy znacie Pana i smutek Ducha Świętego wiecie jaki on jest. Jest on łagodny, czysty, święty, nigdy nie potępiający, nie ma w sobie agresji, napaści, można po nim podeptać i on pozostaje czysty. Wszelkie inne smutki, które są agresywne, złośliwe, są to smutki diabła, będące wynikiem ciała, a nie Ducha Świętego.
A więc Bóg chce mieć tylko dla Siebie ciebie i mnie. Nie chce znajdować nas od czasu do czasu w świecie, a potem z powrotem u Niego.
W liście do Hebrajczyków 13, 4 czytamy:
„Małżeństwo niech będzie we czci u wszystkich, a łoże nieskalane; rozpustników bowiem i cudzołożników sądzić będzie Bóg”
Co raz częściej spotyka się, że mężczyźni, czy kobiety w małżeństwach chrześcijańskich osiągają status do możliwości cudzołożenia i powrotu do swojego domu jakby wracali normalnie. Wychodzą, cudzołożą, wracają. Żona, czy mąż wiedzą, że oni robią to, a oni korzystają z prawa miłości. I Bóg mówi: będę to sądził, że wykorzystałeś prawo Mojej miłości. I wtedy, kiedy człowiek nie upamięta się, to straszna to rzecz, kiedy dostanie się w ręce Boga i Bóg będzie mu za to płacił.

