Wolność w Chrystusie

Wolność w Chrystusie - część 1

Dzisiaj też mamy taki czas, by rozmawiać o smaku wolności, bo żyjąc w świecie nie poznaliśmy smaku wolności. Czy świat nie daje wolności człowiekowi? Dlaczego tam nie poznaliśmy wolności? Dlatego, że pracuje w nas nasze własne „ja” i ono odbiera nam wolność. Choćby cały świat otworzył wszystkie granice, to nadal pozostaniemy zniewoleni naszym „ja”. Tam, gdzie poszlibyśmy, nasze „ja” krępowałoby nas. Nasze „ja” to jest niewola. Od chwili kiedy nasze „ja” zafunkcjonowało, stając naprzeciw Boga i mówiąc „ja”, w tym momencie trafiliśmy w niewolę. Później Adam i Ewa gdzie nie poszliby, to byli niewolnikami własnego ”ja”. Kto mógł uwolnić ich od własnego „ja”? Czy jakiś człowiek, który też był niewolnikiem własnego „ja”? Czy może Adam mógł uwolnić Ewę, dając jej miłość, zapewniając jej komfort domowy, otaczając troską, przynosząc dobre zarobki? Ona nadal była skrępowana własnym „ja”.

Jak okazuje się nasze „ja”? Na przykład, takie widoczne kąśliwe uwagi to jest nasze „ja”. To jest niewola. Nie mogę odpowiedzieć łagodnym, spokojnym językiem, tylko muszę kąsać, szczypać kogoś. To jest niewola. Nie umiem odpowiedzieć łagodnie, żeby pomóc komuś.

Jeżeli chcemy poznać wolność, musimy zrozumieć niewolę. Dopóki nie zrozumiemy niewoli, nigdy nie będziemy chcieli wolności. Izrael, który wyszedł z niewoli, z Egiptu, nie pojmował tragedii tej niewoli, bo przecież chcieli wrócić tam. Nie pojmował tragedii niewoli, a więc nie pojął też wolności. Człowiek musi zrozumieć tragedię niewoli według sposobu życia tego świata. Musi. Musi zobaczyć tą całą tragedię, która sprowadziła Jezusa na krzyż, żeby uwolnić nas z tragedii tego świata, z własnego naszego „ja”.

W liście do Rzymian, w szóstym rozdziale czytamy:

Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć,(Rzym.6,3.4)

Abyśmy już nie żyli dla własnego „ja”, ale nowe życie prowadzili.

Dziecko mówi: „tata, ja nie zrobię sobie krzywdy tym nożem. Naprawdę, daj mi otworzyć tą puszkę”. Tata mówi: „nie synu, zrobisz sobie krzywdę”. „Nie zrobię sobie krzywdy”. Dziecko jest pewne siebie, ale tata wie, że dziecko zrobi sobie krzywdę. Ojciec nie daje wprowadzić się w tą pułapkę, by skrzywdzić własne dziecko, gdyż wie, że umiejętności nabywa się w trakcie i trzeba ćwiczyć, by rozwinąć tą umiejętność.

Bóg również nie chce, żebyśmy robili coś sami, czego nie umiemy, bo skrzywdzimy siebie. Rozumiecie to? Zawsze siebie skrzywdzimy, jeśli będziemy robić to sami. Zawsze! Dlatego musimy umrzeć. Nawet po trzydziestu, pięćdziesięciu latach chrześcijaństwa Bóg nie da ci zrobić tego samemu. Tuż przed śmiercią, w ostatniej chwili: „Boże, ja już tyle nauczyłem się, daj mi zrobić to samemu.” Bóg też nie da. Nigdy nie zrobisz dobrze tego sam, bo Jezus mówi: „jeśli zrobisz to beze Mnie, to zrobisz to źle.”

Tylko w Jezusie jest możliwość czynienia dobra. Wydaje się, że to taka trudna lekcja i rzeczywiście jest bardzo trudna, bo człowiek przez cały czas ufa sobie, wierzy w siebie, wierzy, że poradzi sobie z tą sytuacją. Naprawdę człowiek wierzy bardzo mocno w siebie, jakże często mocniej niż w Jezusa. Ma plany i realizuje te plany. „Pójdziemy, zrobimy to, czy tamto”, a nie myśli: „czy Pan pozwoli”. Człowiek myśli: „jak to, jestem zależny od Pana we wszystkim? Przecież mogę zrobić to, czy tamto. Widzisz, przecież zrobiłem.” Ale gdybym umarł w tym czasie, już nie zrobiłbym. Nie mogę powiedzieć: „chciałem, to zrobiłem i jakbym chciał, to mogę jeszcze sto lat to robić.”

A więc, jeśli chcemy poznać wolność, to musimy rozeznać, gdzie jest niewola. Mówiliśmy o rozeznaniu co jest dobre, a co złe. Musimy sięgnąć jeszcze głębiej.

Dlaczego musimy być pogrzebani? Kto z nas chce już nie żyć? Proste. W krzyżu Chrystusa jest śmierć. My naprawdę nie powinniśmy „siebie” lubić. Gdzie jest napisane w Biblii, żebyś lubił siebie, takiego człowieka? Przecież napisane jest, że byliśmy znienawidzeni i nienawidzącymi siebie nawzajem. Czy śmierć jest dobrym rozwiązaniem? Uważam, że najlepszym. Wszystkie inne sposoby są nieskuteczne.

Jeśli jestem pogrzebany, to po to właśnie, żebyśmy, tak jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, nowe życie prowadzili. Co to jest nowe życie? Jaki jest smak nowego życia? Nie poznam nowego życia, jeśli nie stracę starego. Wierzący ludzie często znają jakby dwa smaki. Jeden znają bardzo dobrze – stare życie, ale nowe, to jakby przedsmak. Czasami pojawiały się dni uniesienia, kiedy człowiek czuł to niebo, a później znowu popuszczał sobie i już nie czuł tego. I pojawiały się takie przedsmaki. Ale czy można takie życie prowadzić dzisiaj? Czy jestem wolnym człowiekiem dzisiaj?

Powiem wam, gdzie Bóg ćwiczył też swój lud. To jest bardzo proste ćwiczenie. Zwróćcie uwagę, że Bóg nie robił tego umyślnie, bo chciał trochę pobawić się Izraelem. Kiedy Izrael wyszedł z Egiptu, Bóg uczył ich wstawać na rozkaz Boży i siadać na rozkaz Boży. Na rozkaz Boży mieli rozbijać namioty i na rozkaz Boży mieli zwijać namioty. Bóg uczył ich: „od tej chwili Ja decyduję, kiedy siadasz, kiedy wstajesz. I to będzie dla ciebie najlepsze. Jeśli nie będziesz robić tego z ochotnego serca, to wtedy zgubisz się po drodze.” Wolności trzeba też nauczyć się, poznać jej smak, kosztowność. Zobaczcie, że Bóg prowadzi swój lud i pewnego dnia doprowadza ich do ziemi obietnicy i mówi: „ a teraz wejdźcie i zdobądźcie ją.” I gdyby oni nauczyli się wstawać i siadać, to poszliby i zdobyliby te ziemie i weszliby i byliby tam i Bóg błogosławiłby im.

Ale z tego powodu, że nie nauczyli się siadać w tym czasie, kiedy Bóg mówił: „siedź” i wstawać, kiedy Bóg mówił: „wstań”, to znowu mieli wątpliwości, czy Bóg poradzi sobie, bo nie nauczyli się Bożego doświadczenia. I tak często chrześcijanie nie uczą się Bożego doświadczenia i kiedy coś mają zrobić, zawsze muszą najpierw sprawdzić, czy mają na to wystarczająco sił.

Autor książki „Strumienie na pustyni” napisał w pewnym miejscu, że przed tobą jest przepaść i Bóg mówi: „idź”. I musisz postawić krok nad przepaścią, ale nim postawisz krok i zaczniesz zapadać się, pojawia się most i zaczynasz iść już po moście. Tak, jak Izrael przechodził przez Morze Czerwone, przez Jordan, przez przeciwności przekraczające granice ludzkie. Bóg mówi: „idź, Ja cię przeprowadzę”. I tak wchodzisz w śmierć. Jeżeli jesteś z Bogiem i wchodzisz w ….wolności, tak samo stawiasz swój krok w śmierć i jesteś pewny, że śmierć nie pokona cię, bo każdego dnia twoim życiem był Jezus. Nauczyłeś się wstawać, kiedy On mówi: „wstań” i siadać, kiedy Pan mówi: „siądź”. Nauczyłeś się chodzić według Jego rozkazów i dlatego pewnie wchodzisz w śmierć, a śmierć jest naszym najgorszym wrogiem. Za życia uczysz się śpiewać najpiękniejszą pieśń wolności: „gdzież jest o śmierci zwycięstwo twoje?” Naprawdę, to jest ważna sprawa, jak my dojdziemy do tego punktu śmierci. Czy wejdziemy w tą śmierć spokojnie, stąpając, jak po czymś, po czym normalnie się przechodzi? A nie jak po zapaści, która powoduje, że wpada tam mnóstwo ludzi i zostaną w śmierci, nigdy nie opuszczając jej, przechodząc ze stanu śmierci do stanu wiecznej śmierci.

Pomyślmy, czy chcemy nauczyć się tego z Bogiem, jak żyć w wolności, kiedy Bóg rozkazuje, a nie diabeł. Jak żyć, kiedy Bóg chce nauczyć nas czegoś pięknego, czegoś najwspanialszego. Wiecie, najbardziej boję się naszego cielesnego życia. Nie boję się tak diabła, jak naszego cielesnego życia, bo zamysły diabła są nam dobrze znane, on chce zabić nas. A te nasze ciała są chytre i mówią: „tam nie jest tak źle, tam jest dobrze.” Wiecie, kiedy słyszę, jak ciało mówi mi, że w miejscu gdzie nie powinienem być jest dobrze, to zdaję sobie sprawę jak chytre i przebiegłe jest ciało, które chce mnie zwieść i powiedzieć mi: „to nie zaszkodzi ci”. Kiedy mówi mi to diabeł, kiedy straszy mnie on i mówi, że mnie zniszczy, zabije, to wiem, że to jest wróg, duchowy przeciwnik. Ale kiedy mówi mi to brat, albo siostra w Chrystusie, że „gdzieś” jest dobrze, to jest to bardziej niebezpieczne. Trzeba uważać.

Dobrze, kiedy jesteśmy martwi i żyjemy według rozkazów Jezusa. Wtedy jest dobrze. Wiele doświadczeń czeka nas na tej drodze, a my musimy uczyć się rozeznać co jest pożyteczne, a co nie jest. Jeśli ktoś umie już rozpoznawać co jest pożyteczne, a co nie jest, to nawet, kiedy ktoś mówi, że to niepożyteczne jest pożyteczne, to ten człowiek wie, że to jest nieprawda i może powiedzieć: „ty wykręcasz proste drogi Pańskie, kłamiesz. Kiedyś zobaczysz sam, czy sama, że to jest złe i wtedy nie będziesz już zwodzić ludzi, tylko będziesz mógł powiedzieć, że to jest złe”.

Tak jak wczoraj mówiliśmy, że prawdziwie wolny człowiek gdziekolwiek jest, jest tam z powodu Jezusa Chrystusa i już nie dla siebie samego, nie z powodu zabezpieczenia siebie samego, czy osiągnięcia czegoś dla siebie, ale tylko i wyłącznie z pozycji Jezusa. Wtedy jest to człowiek wolny, nie skrępowany ani pochwałą, ani agresją. To nie mobilizuje go do pewnych działań, ale tylko Chrystus, Jego imię, Jego dzieło, Jego prawo do decydowania o naszym życiu.

I kiedy czytam te słowa, że wszyscy zostaliśmy pogrzebani w śmierć, aby nie żyć już dla siebie samych, ale dla Pana, by nowe życie prowadzić, to dla mnie są to słowa bardzo wyraźne. Prowadzić nowe życie i wszystko dla Jego chwały. Wtedy Pan uczy nas tego nowego życia. Czytając Biblię rozpoznaję co jest dobre, a co złe, co Pańskie, a co skażone, co czyste, a co nieczyste, co prawdziwe, a co nieprawdziwe.

Ale pierwsze, to Pan nie umarł na krzyżu po to, żeby sprawić nam satysfakcję życia ze świadomością, że On umarł na krzyżu. Pan po to umarł na krzyżu, abyśmy i my obumarli naszej niewoli, to znaczy naszemu grzesznemu sposobowi życia wbrew woli Boga. Po to Pan umarł na krzyżu. Nie umarł dla naszej satysfakcji, ale po to, by uwolnić nas od naszej woli.

Kiedy człowiek umiera prawdziwie, czy umiera z nim jego wola? Tak, wszystko umiera. I o tej śmierci mówi Słowo Boże. Umieramy cali w Chrystusie, z naszą wolą, z naszymi pragnieniami, marzeniami, humorami, z naszymi nastawieniami, z naszymi radościami, umiera cały człowiek. Ze swoją złością, czy też ze swoją miłością, po prostu umiera. A kiedy wstaje, to po to, żeby nowe życie prowadzić. I tego właśnie Duch Święty chce nas nauczyć – wolności życia dla Boga.

Ale ciało nie chce przyjąć tego, stąd całe dzieje Izraela pokazują jak wygląda życie z Bogiem, kiedy żyje się według własnego ciała. Naprawdę, czytajmy dzieje Izraela, a zobaczymy tam coś, czego koniecznie musimy uniknąć w naszej wędrówce za Bogiem – chodzenie według rozmyślności tego ciała. Ciało mogło nazywać to Boże wychowanie: „On chce nas tu zabić.” A stawianie bałwanów, że to świętość – „tańczmy i radujmy się, oto mamy naszego Boga” (który nie będzie nam rozkazywać, to my zaniesiemy go, gdzie chcemy. On pójdzie z nami, a nie my będziemy za nim chodzić. Mamy swojego boga już Izraelu.) Ale to nie jest Bóg, który decyduje o życiu i śmierci.

Pomyślmy o tym. Wiele spraw musimy ruszyć, jeśli mówimy o wolności. Czasami możemy użyć słowa „wolność” i idziemy dalej, ale czy rzeczywiście wyszliśmy już z niewoli? Czy już przestaliśmy żyć dla siebie? Została ogłoszona wolność, ale czy ludzie wyszli już? Nie. To ciało trudno oddaje teren, który zyskało, żyjąc w grzechu. Naprawdę, to nie jest proste, żeby to ciało oddało cały teren i powiedziało: „Boże, jestem taki szczęśliwy, że wszystko należy już do Ciebie”. Ciało wydziela Bogu, wydziela Bogu i wtedy może być tak, że z powodu tego ciała człowiek nie wejdzie do wieczności. Nie da rady tak żyć i wydzielać Bogu: „tyle tylko pozwalam Ci.” Najlepiej, kiedy człowiek gruntownie mówi: „koniec moich decyzji.” To jest naprawdę uwolnienie i człowiek uczy się w krótkim czasie chodzić w wolności z Bogiem i uczy się śpiewać Bogu na pustyni, w doświadczeniach, w przeciwnościach, ogłaszać cenność wolności.

Jan 14:23