Jezus wywyższony w nas
Jezus wywyższony w nas - część 3
Jaki bardzo ważny skarb jest nam też potrzebny? Miłość łączy wszystkie elementy. Co jest tak ci potrzebne na ziemi? Potrzebna jest nam cierpliwość. To jest dany nam skarb w Chrystusie. Jak dobrze jest mieć ten skarb w sobie, a nie tylko czytać o nim. Jak często jesteśmy niecierpliwi i nie możemy doczekać się.
Wczoraj zaczęliśmy doznawać, jak Pan zaczął do nas docierać i pokazywać pewne rzeczy. Jechaliśmy z jedną siostrą odebrać jednego brata i siostrę, po drodze jechaliśmy zatankować, a czas już zbliżał się. Z Moreny jechaliśmy na lotnisko, na rondzie był korek i nie można było przejechać, i zastanawialiśmy się, gdzie oni teraz mogą być. Nie można było się do nich dodzwonić. Przyszła myśl, że Pan ma wszystko przygotowane. Dojeżdżając można było podjechać pod samo lotnisko, albo mijać je bokiem. Musiała zapaść decyzja. Przyszła myśl, żeby minąć lotnisko bokiem. Kiedy uczyniliśmy to, patrzymy, a idzie ten brak z siostrą. W taki sposób spotkaliśmy się, my samochodem, oni na piechotę i tak jakbyśmy podjechali po nich. Dokładnie wymierzone kroki. Bóg pokazał: „bądź spokojny, Ja tym zająłem się.” Tak samo dzisiaj jeszcze jeden brat przyjechał dokładnie na czas. Potrzebne były dwa miejsca, bo u nas brakowało. Zabrał te dwie osoby i mogliśmy razem wyjechać. Pan mówi: „kiedy Ja troszczę się o to, wszystko jest lepiej niż według szwajcarskiego zegarka.” Wtedy uczysz się polegać na Panu, a nie na swoim rozkręconym człowieczeństwie - twarz czerwona, słowa już cisną się i można tak zmarnować coś pięknego. Ale kiedy jest Chrystus, wtedy przechodzisz przez doświadczenie w czystości.
Będziemy tutaj dużo mówić o tym, że dla Pana Jezusa ważna jest nasza czystość. Może mało o ty myślimy, pozwalając mówić ustom, nie myśląc o tym, czy one nadal są czyste po tych słowach, czy już nie. Pozwalamy kręcić się myślom, nie zastanawiając się, czy one są czyste, czy też nie. Nie zwracamy na to uwagi. Ale gdyby ktoś podawał nam jedzenie brudnymi rękoma, to pomyślałbyś: „ty chyba nie szanujesz mnie.” Miałbyś wielką niechęć, żeby to jeść. To samo jest z Bogiem. On nie będzie sycił się słowami z brudnych, obłudnych warg. To nie jest miła woń dla Niego. Nieczyste serce, nieczyste dłonie możesz podnosić nie wiem jak wysoko, a On nie zwróci na to uwagi. Ale kiedy masz je czyste, wtedy tak.
Czy chcesz zwrócić uwagę Boga na siebie? Myślę, że to jest najważniejsze i najcenniejsze, żebyśmy zwracali Jego uwagę na siebie, poprzez stawanie w Jego Synu przed Jego obliczem. Przychodź tak, żeby Bóg naprawdę musiał zwrócić na ciebie, na mnie uwagę na tej ziemi. Bóg zwróci uwagę dlatego, że stajesz w Jego Synu i otwierasz czyste usta, podnosisz czyste dłonie, tak jak Jezus. Dla ciebie i dla mnie jest to bardzo ważne. Paweł mówi, że Bóg objawił mu bogactwo Chrystusa. Jeśli było to objawione, to musiał mieć to w sobie. Paweł miał miłość, miał cierpliwość. To całe objawienie wpłynęło do niego i on przez to poznał Pana takim jakim jest. Dlatego uznał za śmieć całą swoją sprawiedliwość z tym starym człowieczeństwem, a za skarb uznał to, co w Chrystusie. Rzucił w proch cała swoją sprawiedliwość osiągniętą z zakonu, bo doznał w sobie tego, czego nie mógł osiągnąć. Przez tą Sprawiedliwość stał się nowym człowiekiem w Chrystusie. Apostoł nie pisał tego, bo mu wpojono to do głowy, ale on poznał to w sobie. Tam gdzie miał złość i nienawiść, tam pojawiła się cierpliwość i łagodność.
To o czym mówię jest prawdą dla ciebie i dla mnie na tej ziemi, jeśli tylko Jezus będzie ważniejszy dla nas od nas samych. I nie tak, że będziemy tylko mówić, że On jest ważniejszy od nas, ale całym swoim życiem pokazując, że On jest ważniejszy od nas, ustępując Jemu, ucząc się Jego, nie patrząc jak inni ludzie zachowują się wobec Niego. Ale patrząc na Niego, jak On zachowywał się wobec Ojca.
Wiecie, kiedy Jezus mieszka w tobie, On zniży cię przed Ojcem, ale kiedy twój zbuntowany duch mieszka w tobie, to on nadal jest hardy. Kiedy powiesz zbuntowanemu dziecku, że nie musi już czcić rodziców, to będzie dla tego dziecka proste, spodoba mu się to. Ale jeśli powiesz, że ma miłować rodziców i czcić, to będzie wzdrygało się: „za co?” Ale jeśli dziecko miłuje rodzica i powiesz mu: „idź, pomóż” – chętnie, „idź, powiedz dobre słowo” – chętnie. To jest miłe, przyjemne.
A więc możesz zobaczyć w sobie samym, czy to jest miłe i przyjemne tobie też i pozwolisz na to, żeby Jezus uniżył cię przed Ojcem. Czy pragniesz tego i szukasz tego u Niego i czy o to ci chodzi, gdy przychodzisz przed Jego oblicze?
Jeśli cokolwiek robimy w chrześcijaństwie i jeśli nie jest to Chrystus, to zawsze będzie pokazywało nas, a w końcu będzie pokazywało też nasz gniew, naszą niechęć, nasze uderzanie w drugiego. To nie jest bogactwo Chrystusowe. Od razu można rozpoznać, że to nie jest Chrystus, patrząc w jaki sposób człowiek podchodzi do danej sprawy.
Chciejmy kierować oczy na Niego i patrzeć na Niego, a wtedy moi drodzy, już nigdzie nie będzie się nam spieszyło. Wiecie, kiedy Jezus staje się najważniejszy, wtedy możesz cały dzień spędzić przy Jego stopach i nie uważasz tego za stracony czas. Kiedy Jezus nie jest najważniejszy, to musisz ciągle kręcić się wokół wielu spraw i stale biegasz, i taki zabiegany (zabiegana) wpadasz, a później zmęczony (zmęczona) już nie masz sił na to, by uczcić Go i być u Jego stóp, mówisz coś raz dwa i idziesz spać.
Kiedy dochodzimy do punktu, gdzie rozmowa z Jezusem jest dla nas najprzyjemniejszą rozmową, wtedy jest dobrze. Kiedy nie jesteśmy jak pan, który rozkazujemy w modlitwie, co Jezus Chrystus ma zrobić, ale kiedy słuchamy, co On mówi do nas, co chce zrobić z nami, czytając jego Słowo, słuchając Jego Ducha, wtedy jest dobrze.
Wiecie, Jezus mógłby być najbardziej poranionym człowiekiem na tej ziemi, jakikolwiek tu żył. Tyle krzywdy zrobiono Mu w czasie Jego ziemskiej pielgrzymki. A co Jezus mówi z krzyża? „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” Dzisiaj wielu chrześcijan mówi: „jestem taki poraniony, taka poraniona, mam już taką niechęć do tego chrześcijaństwa.” To jest „ego”. To są niespełnione własne marzenia, to jest obrażenie się jak dziecko na to, że nie spełniono jego planów.
Jezus mówi: „kogo Ojciec nie przyprowadzi do Mnie, to sam nie przyjdzie, ale kogo Ojciec przyprowadzi do Mnie, tego przyjmę i zatroszczę się o całe jego ziemskie doświadczenie i o jego wieczność”.
Bardzo często w życiu nawracających się ludzi jest tak, że na początku bardzo chcą być z Jezusem. A później patrząc na różnych chrześcijan we wzajemnych relacjach, rozmowach o mało ważnych sprawach, po których nic nie można wynieść, młody wierzący dochodzi do wniosku: „aha, to chodzi o takie rozmowy”. Ale kiedy serca są poruszone do Pana, wtedy chce się tak bardzo wspólnie razem porozmawiać z Jezusem, wspólnie poczytać Słowo, porozmawiać na ten temat, zaśpiewać Mu pieśni.
Kiedy chrześcijanin, czy chrześcijanka rozmawia o innych bez Jezusa, to jest to plotka, kiedy z Jezusem, to jest to szukanie Bożego rozwiązania. Ale kiedy rozmawiasz o tym z Jezusem, tam nie ma wytykania, nie ma szyderstwa, nie ma wywyższania samego siebie. Tam jest troska o Kościół. Paweł mówi: „domownicy Chloi donieśli mi”. Oni nie donieśli, żeby popisać się, że są lepsi, oni donieśli, gdyż ich troską było to, co tam się dzieje, a wiedzieli, że Paweł może temu zaradzić. Kiedy tak mamy to w Chrystusie, to mówiąc o kimś innym, nie będą to słowa, które kiedyś oskarżą nas na sądzie, to są słowa, które będą dla nas bogactwem, ponieważ czyniliśmy wolę Ojca. I to jest dla mnie i dla ciebie bardzo ważne, gdyż to bogactwo nie chce mieszkać w nieczystych naczyniach, ale oczyszczonych.
List do Efezjan 4, 10-12:
Ten, który zstąpił, to ten sam, co i wstąpił wysoko ponad wszystkie niebiosa, aby napełnić wszystko. I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami,
Po co? Zobaczcie jaka szczególna sprawa ma leżeć na tych ludziach, jakie w nich musi być nastawienie, żeby było wiadomo, że to jest Chrystus.
aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego,
A więc ci, którzy są posłani przez Pana Jezusa, aby wykonać to, muszą rozbroić starego człowieka i wystawić go na pokaz, żeby człowiek, który chce być cząstką Kościoła, sam znienawidził to zło, które mógłby wnieść do Kościoła, pozwalając temu czemuś żyć i żeby codziennie ten człowiek brał już na siebie krzyż i szedł naśladować Jezusa. Wtedy będzie mógł brać udział w budowaniu. A więc ta pierwsza posługa ma jak najbardziej uświadomić człowiekowi, że jego stare człowieczeństwo zaprowadziło Jezusa na krzyż i dopóki nie pojmie przekleństwa tego starego człowieczeństwa, nie może dołożyć normalnie ręki do budowy, bo jest nieustannie zbyt nieczysty, by wziąć udział w tej sprawie. Człowiek będzie chciał osiągnąć coś dla siebie z tej budowy.
To jest postawienie człowieka przed tym: „Pan chce, ale ty musisz skończyć ze starym, bo On jest święty.” Nie możesz dołączyć do budowy, jeśli nie wiesz o co chodzi, ty musisz uczyć się świętego Boga, uczyć się szanować Go, żeby nie przyjść do Niego z byle czym i byle jak. Musisz nauczyć się co to znaczy, że On kocha cię, że dał swojego Syna za ciebie, żebyś ty zniknął, żeby jego Syn był widoczny w tobie. Ojciec tak wywyższył swego Syna, żebyśmy ty i ja zniknęli i żeby On był widoczny w nas.
Człowiek musi nauczyć się tej pierwszej najważniejszej lekcji, że nie jesteś najważniejszą osobą w Kościele. Najważniejszy jest Chrystus. Jeśli absorbujesz innych swoim „ja”, to przeszkadzasz innym jak małe dziecko. Jeśli potem zaraz próbujesz nauczać, to jesteś fałszywym nauczycielem i nawet nie wiesz, co mówisz. Jesteśmy na tyle dorośli, że nie będziemy małego dziecka słuchać się, kiedy powie co jak trzeba zrobić, kiedy nawet tego nie umie, kiedy fantazjuje i wymyśla to. Ale kiedy już nauczy się tego i pojmie, to wtedy wiemy już, że przez używanie człowiek nabył władz poznawczych, żeby wiedzieć o czym mówi.
A więc zobaczcie, jak ważne jest to ile czasu spędzasz z Chrystusem, jak z Nim żyjesz, jak przychodzisz na zgromadzenia, jak budujesz się, jak w codziennych relacjach, spotkaniach, w rozmowach telefonicznych jest wywyższony Chrystus. We wszystkim co robimy, o czym mówimy i myślimy, do czego dążymy – wywyższony Chrystus. Aż wszystko w tobie padnie przed Nim i wtedy widać jak chwała ogarnia cię. Jesteś napełniony (napełniona) Jego chwałą. Kiedy poczytałbyś mężów, czy niewiasty Boże, to dochodzili oni do punktu, w którym patrząc na Kościół, mówili: „z takim Kościołem my nie dojdziemy do poznania Ciebie, Panie”. Odchodzili na bok, czasami do lasu i samotni padali przed Bogiem wołając: „jeśli nie złamiesz mnie, nie będę nawet mógł Ciebie znać.” Aż dochodzili do punktu, kiedy prawdziwie spotykali się z Jezusem i wtedy w ich naczynia wpływała miłość. Wtedy mówili, że to, co się z nimi stało, to było coś cudownego. Nie mogli osiągnąć tego nawet pośród starych wierzących, którzy zapomnieli dla kogo żyją. Osiągnęli to w komorze z Panem, w osobistej relacji i potem stawali się w rzeczywistości mężami, niewiastami Bożymi. Wiedzieli już do czego są przeznaczeni jako cząstka Kościoła Jezusa Chrystusa.
Ale wszędzie tam, gdzie zaczyna pojawiać się „ja, dla mnie, dla mojej chwały”, tam Chrystus zaczyna być odsuwany.
Zdajecie sobie sprawę, że te słowa: „wielu będzie z pobożności czerpać zyski”, dzisiaj są tak nagminne, tak widoczne. Ludzie jakby tego nie widzą, nie pojmują. Pieniądze zbierane w czasie zgromadzenia, oddawanie chwały Bogu za ludzi, którzy dają te pieniądze, to jest czczenie bałwana. To nie jest miejsce na takie rzeczy. Tam powinien być czczony Chrystus. Kiedy ludzie przychodzą, żeby czcić Pana, nie powinni myśleć o tym, żeby zabrać ze sobą pieniądze. Powinni myśleć, żeby wziąć ze sobą czyste serca, czysty umysł i nastawienie do Boga, żeby oddać Mu chwałę wraz z innymi czystymi ludźmi, którzy przyszli czcić Go. I żeby nie czuł się wzgardzony ten, który nie ma pieniędzy i nie ma co dać i za niego już nie podziękowano.
Wiele złych rzeczy wyszło na tą ziemię, które chcą mówić, że taki jest Chrystus. Chrystus nie jest taki! Kiedy ludzie mówią do mnie: „zobacz, tam i tam pieniądze”, ja mówię, że Chrystus nie brał pieniędzy i ci ludzie nie reprezentują Chrystusa. Reprezentują samych siebie i pokazują tylko co dzieje się z tymi, którzy nie wierzą w Jezusa. Kończą na mamonie, na osobistym cielesnym powodzeniu, na większych wybudowanych budynkach, lepszych samochodach. To nie jest Chrystus. To są ludzkie plany, które czegoś potrzebują.

