Jezus wywyższony w nas

Jezus wywyższony w nas - część 2

Czy chcesz być większym od Jana? Jak masz być tym większym, jeśli nie dzięki temu, że Duch Święty pracuje w tobie poprzez ofiarę Bożego Syna, która stała się na tej ziemi? I twoje wnętrze jest przemieniane przez Ducha Świętego, twoje wnętrze doznaje, że niebo wkracza do twego środka. Nie jest to ziemski sposób przemienienia. Ludzie czekają, że ta ziemia zostanie przemieniona. Nie, ale powstanie całkowicie nowa ziemia i nowe niebo i my też mamy być całkowicie nowi. Nie stare człowieczeństwo, przemieniane, tylko stare umarłe, a wszystko stało się nowe.

Niech tak będzie, niech będzie w nas właśnie to, co powiedział Jezus, że najmniejszy nawet w Jego Królestwie jest większy od Jana, poprzez dzieło Ducha Świętego w nas. Krew Jezusa oczyszcza nas.

W czasie kiedy tu jesteśmy, chciejmy tak mówić o Jezusie, żeby sięgać Jego, i żeby to położyło nas przed Nim i żebyśmy zobaczyli, że to nie my jesteśmy najważniejsi, nawet nie nasza wieczność. Najważniejsze jest to, żebyśmy uczcili Boga w duchu i w prawdzie. To jest dla nas najważniejsze na ziemi i w niebie. Myślimy, że kiedy mamy wieczność, to dokonała się już najważniejsza sprawa. „Mamy wieczność, możemy odpocząć.” Nie. Duch Boży nie odpoczywa, aż nie uwielbisz Jezusa, aż nie uczcisz Go, aż całe twoje wnętrze nie będzie czyste, usta twoje czyste, ręce, umysł czysty, cała świątynia czysta. Wtedy ta chwała płynie w czystości i każdy słowo jest czyste, święte, oddzielone od wszystkich słów tej ziemi.

Zobaczcie, że chociaż w Koryncie mieli tak wiele darów i wyglądałoby, że tyle chwały, to apostoł Paweł mówi: „cieleśni jesteście i to nie może być miłe Bogu. Duch Boży nie może was oczyścić. Jesteście nadal skalani grzechem i chociaż to wszystko robicie, Bóg nie może tego przyjąć.” Jeśli miłujecie Boga, ustąpicie Mu miejsca. Jeśli miłujecie siebie, będziecie chcieli mieć Boga dla swojego dobra, dla swojej pozycji, dla swojego powodzenia.

Dobrze mieć Boga dla swego powodzenia, co? Tak, żeby w życiu dobrze się wiodło, dobra praca, fajna żona, czy mąż, żeby nigdy nie brakowało pieniędzy. Dobrze jest mieć Boga dla swego powodzenia i zawsze być zdrowym, wrogowie powaleni. Ale największym wrogiem to jesteśmy my z naszym „ja”, z naszym mniemaniem, że jesteśmy fajni ludzie i Bóg powinien być już z nas zadowolony, bo przecież wierzymy w Niego. Ale czy wszystko oddaliśmy Mu? Czy odpoczęliśmy? Czy na jego Słowo gotowi jesteśmy zostawić wszystko i pójść tam, gdzie On chce, albo zostać gdzie On chce?

Chrześcijaństwo stacza się w dół, spada. Ale w chrześcijaństwie jest jeszcze Duch Święty, który mówi o Jezusie, który podnosi do góry. Bóg dociera do nas, żebyśmy nie patrzyli, że ludzie staczają się i coraz bardziej chwałę Jezusa obracają w chwałę zdeprawowanego grzechem, przestępstwem człowieka, a mówiącego: „kocham Cię, Panie Jezu”. Patrzmy nadal do czego prowadzi Duch Święty. Oblubienica Jego musi być czysta, święta i nieskalana. Nic nie zmieniło się z tego, co powiedział Jezus. Kościół Jego został wykupiony najdrogocenniejszą ofiarą Jego krwi przelanej na krzyżu Golgoty. Dobrze, żeby w każdym z nas to było.

Nie możemy patrzeć, czy nasze podążanie za Jezusem podoba się ludziom, ale patrzeć, czy to podoba się Bogu. Bardzo często pierwsze zwiedzenie polega na tym, że patrzysz, czy podoba się ludziom to, co mówisz, co robisz, jak postępujesz. Jeśli podoba się ludziom, to jesteś zadowolony, czy zadowolona. Ale czy tak patrzył Jezus? Czy tak patrzyli apostołowie? Pierwsze zwiedzenie, które widzę w swoim doświadczeniu życiowym, zawsze opierało się na tym: „zobacz, czy ludziom podoba się to, co robisz.” A jeśli będziesz chciał przypodobać się ludziom, to napotykasz na tyle charakterów, na tyle potrzeb, tyle pragnień. Spełniaj je wszystkie! Wchodzisz tak naprawdę na najgorszy teren, w grzęzawisko ludzkich kombinacji, charakterów i pomysłów, ludzi, którzy będą mówić: „to mi się nie podoba, a to mi się podoba.” Spełnij ich zachcianki!

Lepiej podobać się Bogu. Przynajmniej wiadomo, że Jemu zawsze podoba się to samo, kiedy Jego Syn jest uwielbiony w tobie, we mnie, w nas. Dobrze byłoby, żeby to docierało do nas, żebyśmy przestali zasłaniać Jezusa. To jest największa tragedia. Kiedy człowiek może być uratowany, zbawiony, wreszcie skończone jest pokazywanie samego siebie i Chrystus może być widoczny. Ludzie patrzą na ciebie i widzą owoc nie z tej ziemi, widzą Jezusa. I w dzień nawiedzenia nie mają problemu Kogo chwalić za to, kogo spotkali na swojej drodze. Wiedzą skąd to masz, że to Ojciec, że to Syn Boży.

A więc jak On ma być wywyższony? Młodzi, którzy nawracają się, powinni widzieć starych wierzących, którzy są ugięci przed Bogiem. W uniżeniu, w pokorze sprawiają Jemu przyjemność, w należeniu do Jego Syna, w czczeniu Go z czystych warg. Słowo Boże mówi, że nawet na starość, kiedy trwasz w Bogu, możesz chwalić Go. Twój umysł nie zwątli się, nie będziesz miał sklerozy mózgowej, a będziesz mógł chwalić Boga jak młodzieniec, ponieważ On zachowa twój umysł.

Dobrze, żeby ludzie, którzy nawracają się, doznawali, że muszą ustąpić Panu, żeby nie nawracali się jak te dzieci, które rodzą się i całą uwagę skupiają na sobie. Nie jesteśmy jak te małe dzieci, które są nieporadne, ale jesteśmy dorosłymi ludźmi, kiedy nawracamy się do Boga. A więc już od samego początku najlepiej nie zwracać uwagi na siebie, ale uczyć się oddawać Mu chwałę, uczyć się jak żyć dla Jego chwały, nie tracąc czasu na kręcenie się, by zaspakajać stare potrzeby.

Paweł napisał taką ważną rzecz: poznanie nadyma. Wielu ludzi dla samego umysłowego zaspokojenia chce poznawać i wtedy są nadęci, nie gotowi do postępowania za Jezusem. Ale jeśli poznajesz, żeby Jezus był wywyższony w tobie i kiedy widać, że przez to poznanie On jest wywyższony, a ty giniesz, to Bóg osiąga w tobie swój cel.Takie zniknięcie jest dobre dzisiaj na ziemi, kiedy my znikamy, a On jest widoczny.

Największy cel twojego życia, to Jezus, którego widzisz. Chodzi tu o nasze przejście przez ziemskie doświadczenie, żeby diabeł nie zniszczył nas.

Czy wiecie ilu ludzi nawróciło się na tej ziemi od chwili kiedy Jezus został ukrzyżowany, zmartwychwstał i odszedł do Ojca? Masy. Ilu z nich osiągnęło cel? Jezus mówi, że wąska jest droga i ciasna brama i niewielu ją znajduje. Wielu wychodzi, lecz niewielu znajduje. Ta ciasna brama to koniec naszego „ja”, a wszystko to Chrystus. Niewielu chce tego, a więc mija tą bramę jako niewiele znaczącą. Ludzie chcą mieć różne rzeczy i kiedy patrzą na tą bramę, mówią: „już nic dla mnie? To nie ta brama. Przecież Bóg nie chce odebrać mi mojego zadowolenia, Bóg chce chyba sprawiać mi szczęście. Muszę znaleźć inną bramę.” Później jest inna brama: „możesz zostawić swoje „ja” i być szczęśliwym. Tutaj prosperita ma dużo wspaniałości do zaoferowania dla ciebie. Będziesz wysoko.” Człowiek mówi: „no, dla Boga warto.” I wchodzi w to.

Spójrzmy na Mojżesza, człowieka, który miał wszystko i mógł wyprawiać wspaniałe uczty, cieszyć się życiem. O tym człowieku dowiadujemy się, że uznał hańbę Chrystusową za większe bogactwo niż skarby Egiptu; skierował bowiem oczy na zapłatę. Ilu dzisiaj ludzi uznaje hańbę Chrystusową za większy skarb, niż wszystko co ma do zaoferowania ta ziemia?

Wielu ludzi wnosi do chrześcijaństwa własne ‘ja” i to naprawdę jest galimatias. Są zgromadzenia, gdzie to „ja” jest nagromadzone. Każdy eksponuje swoje „ja”. Rozumiem Miłosza. To jest młody chłopaczek, chce wszystkich przekrzyczeć, chce słyszeć sam siebie. Ale dorosły człowiek, który uważa się za chrześcijanina, po co ma wszystkich przekrzyczeć, żeby pokazać, że on też tutaj jest? I mówi na temat, którego nie zna, jakby go znał, zabiera zdanie w czymś, czego jeszcze nawet nie rozumie, jakby to już rozumiał, spiera się z kimś, jakby lepiej wiedział, co jest prawdą. To jest własne „ja”. „Ja” chce szybko dojść do zrozumienia i do zabierania zdania.

Ale kiedy chcesz się uczyć i nauczyć, wtedy milczysz i słuchasz. Patrzysz w Biblię, analizujesz i dalej słuchasz. Nim otworzysz usta, to chcesz być pewien, że to co powiesz, to jest to Słowo Boże, a nie twoje ludzkie kombinacje. To nie znaczy, że będziesz niemową, to znaczy, że kiedy będziesz już mówił, to będziesz mówił do rzeczy, tak jak Bóg chciał. Tam gdzie wiele słów, tam zamącenie.

Najważniejsze czego potrzebujesz w każdym czasie jest to, czy widzę Jezusa. Często młode osoby wypatrują partnera do życia, albo swoich planów życiowych, albo szukają w Internecie tego, co zajmuje ich umysł i cały czas kręcą się koło czegoś, co ich interesuje. Gdy pytasz ich: „czy tak samo przynajmniej interesuje cię Jezus?” „No tak, oczywiście.” To dlaczego nie rozglądasz się tak za Nim? Dlaczego nie spędzasz tyle czasu, żeby więcej doznać od Niego? Dlaczego potrafisz siedzieć tyle godzin, żeby robić swoje rzeczy, ale kiedy do Jezusa, to chwila i już dalej.

Po czym można poznać, że ktoś jest zakochany? Po tym, że nie zostawi tej osoby, którą kocha, a tym bardziej, że z Jezusem możesz być zawsze, wszędzie, w każdym czasie, bo Jezus powiedział: „będę z tobą po wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Dlaczego nie być z Nim tak naprawdę? Dlaczego nie minąć tej bariery ciała: „wierzę, ale mam swoje prawa do decydowania” i zacząć cieszyć się, że jestem zbawionym człowiekiem w Jezusie?

Będziemy chcieli mówić o naszym Panu, o tym Kim On jest dla nas. Nie tylko, żeby mówić, ale żeby zarazem sprawdzać, czy On jest taki we mnie.

List do Efezjan 3,8:

Mnie, najmniejszemu ze wszystkich świętych, została okazana ta łaska, abym zwiastował poganom niezgłębione bogactwo Chrystusowe.

Paweł mówi, że jemu została okazana łaska, żeby mógł zwiastować bogactwo Chrystusa. Jak my znamy bogactwo Chrystusa? Jak cieszymy się tymi skarbami, które mamy w Jezusie? Wielu ludzi nie ma nawet pojęcia o skarbach, które dane są nam w Chrystusie. Naprawdę, nie ma pojęcia. Jeśli będziesz pytał, będą mówić o jakichś rzeczach: „tu Bóg mi pobłogosławił i tam.”

Takim olbrzymim, wspaniałym doświadczeniem dla nas ludzi jest poznać miłość Chrystusową, doznać ten skarb w sobie. Nie tylko czytać, ale doznać jak miłość rozlewa się w tobie, jak skarb Chrystusa napełnia ciebie. Wtedy wiesz coś o tym elemencie tego skarbu. Czy rozlewa się w tobie miłość, jak w naczyniu przygotowanym dla Jego chwały? Jeśli nie, to jesteś biednym człowiekiem. Choćbyś miał nie wiem jakie dary, jakie poznanie, jesteś biednym człowiekiem. Nie masz skarbu. Masz dużo napakowane w głowie, masz dużo książek w domu, ale nie masz skarbu. Skarb musi być w tobie, nie tylko na kartach Biblii, nie tylko w czytanych książkach, ale musi znaleźć się w tobie. Miłość Boża musi rozlewać się w twoim sercu, wtedy wiesz, że masz skarb, że jesteś naczyniem, w którym rozlewa się skarb Chrystusa.

Jan 14:23