Jezus wywyższony w nas
Jezus wywyższony w nas - część 1
Otwórzmy Ewangelię Jana 3,13. To jest jedna z najtrudniejszych lekcji jakąkolwiek zadano nam ludziom na tej ziemi, o której będę teraz mówił.
A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy, i jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.
Co przeczytałem? Dlaczego Jezus musi być tak wysoko wywyższony, żeby każdy mógł wyraźnie widzieć Go? Jedną z najtrudniejszych lekcji jest to, że my sobą zasłaniamy Jezusa, swoimi ambicjami, honorami, obrażeniami, swoimi planami, zamysłami, kombinacjami, marzeniami. Tak naprawdę nieustannie toczymy walkę z Nim. Dlatego potrzebny jest nam krzyż, żebyśmy skończyli tą walkę z Chrystusem, ponieważ mówimy: „Panie, kochamy Cię”, a pokazujemy siebie zamiast Jego. „Panie dla Ciebie chcemy żyć”, a żyjemy dla siebie, a nie dla Niego. Mówimy często tak wielkie słowa, a nie chcemy przyjąć Bożej prawdy. To Jezus Chrystus ma być wywyższony, to On ma być widoczny tak, żeby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. To jest jedna z najtrudniejszych lekcji.
Chrześcijanie potrafią kłócić się i mówić, że są chrześcijanami, że wierzą w Jezusa i dla nich Jezus liczy się najwięcej. A jeśli kłócisz się, to przypadkiem nie zasłaniasz Go? Czy Jezus kłóci się? Czy Jezus jest dumny, pyszny, obraża się?
Czy ustąpiłeś już miejsca Jezusowi, żeby było widać Jego, a nie ciebie? Czy oddałeś (oddałaś) Mu plany swojego życia od chwili, kiedy nawróciłeś się (nawróciłaś) do Jezusa? Czy On jest już dzisiaj ważniejszy od ciebie? Bo wcześniej nie był ważniejszy. Kiedy żyliśmy w świecie, to my byliśmy najważniejsi i wszystko liczyło się tylko dla nas – nasze pragnienia, nasze, nasze. Co powinno nastąpić z chwilą, kiedy staliśmy się chrześcijanami? Czyż nie powinna nastąpić zmiana? On wywyższony!
Posłuchajcie co mówi największy z ludzi. „Wielką radość sprawia mi, gdy słyszę głos Oblubieńca. On musi stawać się większym, a ja mniejszym. On musi być widoczny, a ja mam zniknąć.”
Ile lat będzie walczył z nami Jezus, żebyśmy zniknęli? Ilu lat trzeba, żeby człowiek zrozumiał, że lepiej dla nas jest, kiedy widać Jezusa, a nie nas? Ilu lat trzeba, żeby ludzie zrozumieli, że my mamy swoje myślowe kłopoty, swoje nastawienia, że tak łatwo urażamy się, kiedy ktoś pominie nas, nie zwróci na nas uwagi. Kto jest wtedy widoczny? Jeśli ktoś spojrzałby na nas w tym momencie, czy mógłby powiedzieć: „widzę, że jesteś zbawiony, zbawiona i że naprawdę Chrystus stał się dla ciebie ważniejszy od ciebie samego (od ciebie samej).” Czy tak rozumiemy, kiedy czytamy ten tekst?
Czy też rozumiemy to: „no, jak będę robił sobie jakieś głupie rzeczy, to tylko spojrzę na Jezusa i już jest w porządku.” Tu nie jest mówione o robieniu głupich rzeczy, tu jest mowa o tym, kiedy diabeł będzie chciał ciebie odnowić przez swoje zjadliwe stare działanie. Wtedy ty, patrząc na Chrystusa, będziesz czynić to, co jest w Chrystusie, a nie to, co było stare.
Kiedy ponosi cię jakiś gniew, jakieś nastawienie, czy wtedy wstydzisz się, że zasłaniasz sobą Chrystusa? Czy doznajesz, że w tym momencie dopuszczasz się przestępstwa w chrześcijaństwie? Według prawa tego nowego Królestwa jesteś przestępcą, czy przestępczynią, gdyż łamiesz Boże prawo, bo to On ma być widoczny, a nie ty. Kiedy w końcu umrzemy?! Kiedy skończymy wnosić do Kościoła nasze „ja” z naszymi nastawieniami? Kiedy odpoczniemy od wszystkich dzieł naszych? Kiedy nauczymy się naprawdę czcić i szanować Pana, nie tylko ustami, ale całą swoją postawą życiową, każdą cząstką, a nawet każdym oddechem, który mamy już dzięki Bogu, żeby już żyć dla Jezusa?
Widzę wielkie ludzkie rozproszenie myślowe, życiowe. Mamy być jak dzieci, ale nie jak dzieci fizycznie, tylko jak dzieci Boga, które mają nareszcie Ojca. Nasza uwaga to Chrystus.
Z łaski Pana będziemy tutaj, w tym czasie, mówić wyłącznie o Nim, bo o nas już dosyć dużo mówiliśmy. Czy chcesz, żeby mówiono o tobie? Czy wiecie ile słyszałem świadectw, gdzie ludzie mówili o sobie, a nie o Chrystusie? Chce się zwymiotować, kiedy słyszy się takie świadectwa, kiedy człowiek wywyższa sam siebie, a nie Chrystusa. Później człowiek odchodzi zadowolony, że powiedział świadectwo, w którym pokazał (pokazała)samego siebie, a nie Chrystusa. To jest nieprzyjemne w Królestwie Jezusa, kiedy zdarzają się takie rzeczy, kiedy nadal ego pokazuje jakie jest wspaniałe, bo wierzy w Jezusa. Dosyć z takimi świadectwami, dosyć z tą chwałą ludzką, która wychodzi i chce pokazać jak to pięknie wierzy w Jezusa. A gdzie miłość, która gotowa jest znieść wszystkie przeciwności i ani jednego złego słowa nie powiedzieć o nikim? Niech wyjdzie miłość! Niech wyjdzie cierpliwość, niech wyjdzie łagodność, dobroć. Niech okaże się Chrystus i to będzie najlepsze świadectwo. Przecież On słyszy każde słowo, które wypowiadamy. On zna każdą myśl. Jego nie zwiedziemy, udając, że to On jest teraz na naszym celowniku, żeby pokazać naszą wiarę, tylko my sami. Jest to bardzo ważne dla nas, by przejąć się tym i w końcu zobaczyć to.
Musimy nauczyć się jak codziennie ustąpić Jemu miejsca, kiedy wróg chce nas wzburzyć do czegoś. Nie zasłonię Go, nie zasłonię Go swoim życiem, swoimi słowami. Nie zasłonię Jezusa, to On musi być widoczny. To tak jakbyśmy zasłaniali słońce, a ludzie mówiliby: „dlaczego tak ciemno, przecież jest słońce?” A człowiek zasłania słońce. Tak dzieje się, jeśli pozwalamy, żeby grzech panował w nas.
Dużo mówi się o tym, żeby czcić Jezusa. Wiecie, ludzie nawet nie umieją czcić Jezusa. Kiedy spojrzymy na niebo i zobaczymy jak tam czczony jest Jezus przez tych, którzy są wyżsi od nas, to zobaczymy, że oni leżą na twarzy przed Bogiem. Dzisiaj dla wierzącego chrześcijanina jest dyshonorem tak czcić Boga. Dzisiaj do Boga podchodzi się jak do kolegi, a nie jak do Boga, dlatego, że nie zna się Boga.
Jak chcesz uczcić Go? Czy słowami, a całą swoją postawą powiedzieć Mu: „ja decyduje o tym kto jest większy”. Czy wtedy widać Jezusa? Jak Jezus stawał przed Ojcem? Kiedy widzimy Go modlącego się w Biblii, to jak On wygląda przed Ojcem? Przecież jest Synem pierworodnym i mógłby zachowywać się swobodnie. Dlaczego Jezus tak uniża się? Dlaczego leży na swoim obliczu przed Ojcem? On zna Ojca i On czci Go. A dzisiaj wielu nauczycieli nauczyło ludzi jak z nogą założoną na nogę, z kubkiem w ręku chwalić Boga: „chwała Ci, Panie.” Przecież to jest tragedia, oszustwo! Tak nie czci się Boga, który stworzył niebo i ziemię, i nas ludzi.
Jeśli chcemy nie zasłaniać Jezusa, to musimy zobaczyć jaki jest Jezus. Niestety wielu ludzi daje oszukiwać się diabłu i dlatego dają zwodzić się przez fałszywe ludzkie nauki, które nie mają nic wspólnego ze świętym Bogiem, a za to mają dużo wspólnego ze zbuntowanym człowieczeństwem. Dzisiaj naucza się, jak dać ludziom swobodę życia nie tak, żeby umarli, ale żeby mogli żyć i czuć się chrześcijanami.
Ludzie przychodzą do Boga, czcząc Go wargami, a sercem są tak daleko od Niego, jak najdalsza gwiazda od ziemi. Usta otwierają się, a serce błąka się nie wiadomo po czym. Nawet widać na twarzy, że człowiek nie myśli o Bogu. Widzisz, że cała sylwetka nie wyraża, że teraz jest przed obliczem Najwyższego. Trzeba obudzić się z tego stanu letargu! Kiedy przychodzisz czcić Boga, to musisz wszystko zostawić. Jeśli jest grzech, to musisz oczyścić się, nim otworzysz swoje usta, aby uczcić Go. Chcesz chwalić Najwyższego i chcesz, żeby On usłyszał to.
Moglibyśmy ustawić wszystkie najwspanialsze głośniki, jakie wymyślono na ziemi, wzmacniacze i kiedy uruchomilibyśmy to w jednym momencie, krzycząc do Boga: „kochamy Cię”, to jeśli w sercu naszym nie ma miłości, on nie wysłucha tego.
Ale jeśli w nas jest miłość do Chrystusa, wtedy nawet Bóg słyszy cichą myśl wewnątrz. Czy chcesz czcić Boga tak jak Jezus, w duchu i w prawdzie? Czy chcesz cieszyć się tym Bogiem, że dał ci Jezusa? Czy chcesz szczerze mówić: „Boże, ja dziękuję Ci za Twojego Syna Jezusa Chrystusa, że mogę patrzeć na Twojego Syna i widzieć tą wspaniałą łączność Syna z Tobą, że mogę podziwiać Twojego Syna. I chcę naśladować Go.”
Wiecie, kiedyś czytałem całą Biblię, a obecnie najbardziej podobają mi się Ewangelie. Najczęściej zanurzam się w Ewangelie i patrzę na Jezusa i chcę poznać Go jeszcze więcej przez to, jak chodził, jak mówił, jak zachowywał się, jak odpowiadał, jak reagował. Chcę zrozumieć też te Słowa, które On mówi, że tak On musi być wywyższony.
Gdzie dzisiaj postawisz krzyż, jeśli nie w sobie? Jeśli ten krzyż stoi w nas, a my umarli na tym krzyżu, wtedy On jest wywyższony. Możesz stawiać wiele drewnianych krzyży, stawiać je na salach i nic to nie zmieni, jeśli w tobie nie ma krzyża i ty umarły oddajesz Mu chwałę i dajesz Mu pierwszeństwo do działania, i jesteś zwycięzcą, zwyciężczynią. Wtedy naprawdę twoje całe uniżone „ja” jest przed Bogiem i Bóg słucha ciebie. Nawet twoje westchnienie jest wysłuchane, bo Jezus powiedział: „kto trwa we Mnie, niech modli się, a Ojciec wysłucha”.
Jeśli chcemy coś osiągnąć u Boga, musimy patrzeć na Syna. Jeśli chcemy cokolwiek osiągnąć u Boga, nie możemy patrzeć po ludziach, którzy mówią jak czcić Boga. Musimy zobaczyć jak Syn czci Boga, apostołowie. To są nasi przedstawiciele, którzy przekazują to nam.
Co rozumiesz kiedy czytasz te słowa, które mówi Jezus, że Jan jest tym największym urodzonym przez kobiety, ale najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od Jana? Czy doznajesz jaki ciężar jest kładziony na ciebie? Jak żył Jan? Nieustannie z Bogiem, dla Boga. Każde jego słowo było skierowane dla chwały Boga. Jan nie szukał chwały u ludzi. Uniżony sługa, oddzielony od wszystkiego, żyje na pustyni, aby tam oddawać chwałę Bogu.
Jak ma wyglądać nasze życie, jeśli ty i ja mamy być więksi od niego? Czy to może być zabawa w chrześcijaństwo? Wiecie, kiedy Jan został ścięty, Jezus odszedł na osobność, tak wielkie znaczenie miało to dla Niego. Tak Jezus uczcił jego śmierć. Ale później, kiedy ten lud potrzebował pomocy, to Jezus ruszył, by nieść pomoc potrzebującym. Bogu miła jest śmierć jego ludu i wielkie znaczenie ma to dla Boga.

