Nauka Chrystusa do budowniczych

Nauka Chrystusa do budowniczych - część 4

Jeśli ktoś zapyta się o jakąś rzecz, to jak mamy odpowiedzieć? Filozofią czy Słowami Pana? Mamy odpowiadać Słowami Nauczyciela na wszystkie doświadczenia na jakie napotykamy. Słowa Pana muszą być obficie w sercu naszym, musimy je rozumieć, pojmować i korzystać z nich.

I tak, jak czytaliśmy cały czas, Jezus idzie i On jest Głównym Budowniczym na całym placu budowy. W zależności jacy ludzie się znajdują, czy zjawiają, Pan ma dla każdego odpowiednie słowa.

A zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać.  Faryzeusze zaś i uczeni w Piśmie szemrali i mówili: Ten grzeszników przyjmuje i jada z nimi. Powiedział im więc takie podobieństwo… Łuk.15, 1.2.

Gdyby faryzeusze i uczeni mówili inaczej, gdyby powiedzieli: „jaki On jest naprawdę czuły. My straciliśmy tyle okazji, żeby zyskać tych ludzi, a On w tak piękny sposób ich do siebie przyciąga! Panie pomóż nam, zrozumieć, co jest ważniejsze? Czy ta nasza własna sprawiedliwość, czy twoja miłość?”

I Pan pokazuje im:

 Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie pozostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu i nie idzie za zagubioną, aż ją odnajdzie? A odnalazłszy, kładzie ją na ramiona swoje i raduje się.15,4.5.

Zobaczcie, oni wszyscy wiedzieli, że tak jest i mogli to zrozumieć, że tak jest naprawdę. Kiedy coś zgubisz, to jak się cieszysz, kiedy znajdziesz, a było to przecież cały czas twoje. Ale się cieszysz, bo znalazłeś! Później Pan mówi jeszcze o drachmie, o radości, o synu marnotrawnym. Pan mówi to przecież do faryzeuszy i uczonych w Piśmie: „zobaczcie, przecież to, co się zgubiło, przyszło. Celnicy i grzesznicy odnajdują się, a wy zamiast się cieszyć i radować, chodzicie z szemrzącym narzekaniem”. Pan mówi do nich opowieści, które mają im pomóc zrozumieć. „Przecież wy to dobrze wiecie, że tak jest. Kiedy wasz syn gdzieś odszedł, a wrócił, cieszyliście się przecież z tego”.

Obyśmy my tak umieli mówić jak Pan, Jego Słowami, Jego wypowiedziami, żeby nie było w nas takiego nietaktu, że sobie przypisujemy większe wartości niż Jego Słowom. Uczniowie, to jest nasze zadanie! Nasze serca muszą być napełnione Jego Słowami, a z obfitości serca muszą mówić nasze usta! A wy mówcie, jak Słowo Boże mówi.

Jeśli nie pojmiemy tej nauki, a nasze serca nie będą zdobyte tą nauka, to na tej budowie nie będziemy mieli pojęcia, jak budować. Będziemy robić po swojemu, tak jak uważamy, a potem mamy duchowe problemy. Naprawdę.

Otwórzmy Ewangelię Łukasza, 18,9:  

I powiedział także do tych, którzy pokładali ufność w sobie samych, że są usprawiedliwieni, a innych lekceważyli, to podobieństwo… 

I Pan pokazał dwoje ludzi, którzy wchodzili do świątyni. Jeden faryzeusz, wydawałoby się, że jest człowiekiem, który pilnuje każdej sprawy Bożej. Później wchodzi do świątyni celnik, człowiek, który jest niezbyt lubiany. Bierze podatki, coś zabiera ludziom. I ten faryzeusz jest taki pewny siebie: „wszystko robię co potrzeba Panie Boże”. A ten celnik ma skruszone serce i mówi: „Panie Boże mój”

A celnik stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu.

Wiecie, to jest coś, co się robi w pewnych miejscach. Gdyby ludzie, którzy to robią mieli pojęcie, co to znaczy być celnikiem, co to znaczy być człowiekiem o skruszonym sercu. Nie wystarczy bić się w pierś i tylko powtórzyć to, co ten celnik robił z serca skruszonego. Jeśli człowiek z serca skruszonego mówi: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”, to Bóg wejrzy na tą modlitwę. Skruszony grzesznik, potrzebujący pomocy od Boga, wstydzący się nawet oczy podnieść, tak świadomy tego, jak daleko odszedł już od Boga.

I Pan Jezus tak mówi faryzeuszom: „wy, którzy pokładacie ufność w sobie samych, zobaczcie, jak stajecie przed Bogiem, kiedy wasze życie nie idzie w zgodnie z Moimi Słowami.” Czy jesteście dumni i pewni siebie, czy też macie świadomość, że coś niedostaje i mówicie: „Panie, widzę jeszcze tutaj i tutaj. Panie spraw to, co potrzebne dla swojej chwały. W Tobie moja nadzieja Panie, że na tej budowie będę czynił to, co Ty chcesz, Panie. Będę jak ten pracownik, który czyni we wszystkim wolę Twoją. Panie widzę jeszcze te przeszkody, własny humor, to moje dzielenie tygodnia na dni, w których chcę być z Tobą, a w których chcę sobie po prostu trochę inaczej pożyć. Panie zmień to we mnie, to mnie zawstydza, że Ty Panie nie możesz mnie w pełni używać dla Twojej chwały.” Bóg wejrzy na taką modlitwę.

Jezus mówi bardzo wyraźnie:

  Powiadam wam: Ten poszedł usprawiedliwiony do domu swego, tamten zaś nie; bo każdy, kto siebie wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.Łuk.18,14.

Kiedy stajemy przed Panem, to możemy powiedzieć: „Panie, Ty możesz o wiele więcej we mnie uczynić i przeze mnie. Ja wiem to Panie. Dziękuję Ci za to, co już skosztowałem, ale wiem, że Ty jesteś jeszcze większy Panie! Ja wiem, że Ciebie potrzebuję Panie, nigdy już nie chcę mówić: widzisz Panie jaki jestem wspaniały, jaki jestem cudowny, jestem lepszy od wszystkich ludzi. Tylko Panie, jam sługą nieużytecznym, co miałem uczynić, to uczyniłem, daj mi więcej dla Twojej chwały Panie, daj mi być na Twojej budowie, w Twoim charakterze. Daj mi się cieszyć Tobą, budować nawzajem z braćmi i siostrami na dom dla Ciebie, Panie.” Taka modlitwa cenna jest w niebie, kiedy jesteśmy bardziej zainteresowani tym, co Jemu się podoba, niż tym, co nam. Każde Słowo Jezusa, jest Słowem światłości, rozświetlającym wszelkie ciemności, kiedy tylko pozwolimy tym Słowom jaśnieć, dotrzeć do serca naszego, nie broniąc się przed nimi, ale pozwalając, aby one nas przeniknęły. Jezus mówi: „jeśli ktoś chce wypróbować te Słowa, czy one są od Boga, niech żyje tym Słowem, a zobaczy, że to jest Pan, to jest Bóg.”

W 19 rozdziale Ewangelii Łukasza czytałem dzisiaj o Zacheuszu i po raz pierwszy zrozumiałem to w taki sposób. (Rzeczywiście te przerwy w rozdziałach są niebezpieczne dla nas ludzi, bo one nam dzielą pewne rzeczy, które są niepodzielne).

Pan Jezus przychodzi do Zacheusza. Zacheusz jest poruszony do głębi, pewni ludzie oczywiście mają swoje wyobrażenia, wypowiedzi i takie inne rzeczy.

Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę majątku mojego daję ubogim, a jeśli na kim co wymusiłem, jestem gotów oddać w czwórnasób.Łuk.19,8.

Jezus nie mówi: „wszystko Zacheusz”. Nie.

Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem domu tego, ponieważ i on jest synem Abrahamowym. 

Dlaczego Zacheusz jest synem Abrahamowym? Bo uwierzył.

Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło.

A gdy oni tego słuchali, powiedział im dodatkowo podobieństwo, dlatego, że był blisko Jerozolimy, a oni mniemali, że wkrótce ma się objawić Królestwo Boże. Rzekł więc: Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się do dalekiego kraju, aby objąć królowanie i wrócić.  Przywołał więc dziesięciu sług swoich i dał im dziesięć min, i rzekł do nich: Obracajcie nimi, aż powrócę.  Lecz poddani znienawidzili go… i nie chcieli żyć dla Jego chwały.

Lecz On im mówi: Powiadam wam, iż każdemu, kto ma, będzie dane, temu zaś, który nie ma, i to, co ma, będzie odebrane. Ale tych nieprzyjaciół moich, którzy nie chcieli, bym ja królował nad nimi, przyprowadźcie tutaj i zabijcie ich na moich oczach. Łuk. 19,11-13. 27.

I w tym momencie do mnie dotarło, iż Zacheusz chciał, aby Pan nad nim królował i przyjął Jezusa jako Króla, a jako Jego poddany od razu miał ochotę uczynić to, co Jemu się podoba. Tak? I Jego Król to pochwalił. Piękne, tak szybko sprawnie, przejść z poddaństwa jednego w poddaństwo drugie. Oto zbawienie przyszło do domu Zacheusza, bo jego serce poddało się Królowi. I z ochotnego serca Zacheusz uczynił to, w czym Jezus ma upodobanie. Ten Król, zapanował w nim, w innych nie.

Jeszcze Ewangelia Łukasza, 21,1-6:

A podniósłszy oczy, ujrzał bogaczy, wrzucających swe dary do skarbnicy. Ujrzał też pewną ubogą wdowę, wrzucającą tam dwa grosze,

Znacie swoje serca. Jakże one umieją często liczyć i jakże musimy być wolni od tego sposobu liczenia. Ktoś wrzucił dwa grosze. „A co to za dwa grosze?” A gdyby ktoś wrzucił 50 tysięc? „Uuu, kto to wrzucił? Trzeba się zatroszczyć o tego człowieka, będzie z niego pożytek.” Człowiek może tak sobie myśleć, ale Jezus nie tak myślał. Jezus myślał zupełnie inaczej. On patrzył z czego ten człowiek Mu dał. Bogacze wrzucali z tego, co im zbywało, a ta uboga wdowa dała wszystko co miała. Ona uczyniła dla Jezusa więcej, niż wszyscy oni razem wzięci. Jezus ceni sobie, kiedy człowiek przychodzi do Niego na całość, mówiąc: „Boże, ja już nie mam jak na sobie polegać. Ty bądź moim Opiekunem.”

A gdy niektórzy mówili o świątyni, iż jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i klejnotami, rzekł Jezus: Przyjdą dni, kiedy z tego, co widzicie, nie pozostanie kamień na kamieniu, którego by nie rozwalono. Łuk.21,5.

Pan mówi: „nie wiążcie swojego serca z tymi rzeczami. Całym sercem należcie do Mnie. Ja jestem żywym Panem, który kiedyś wprowadzi was do prawdziwej wieczności, w której nigdy nie będzie ani smutku, ani rozterki, nic innego tylko sama radość. Tylko pozwólcie się budować, dajcie się przemieniać, otwierajcie serca swoje dla Pana i Jego Słowa. Bierzcie udział w najpiękniejszej pracy, chociaż wyszydzonej i wykpionej, zlekceważonej i za nic nie poczytywanej”.

A pewnego dnia, przyjdzie Ten, który zlecił nam tą pracę, i będziemy mogli wejść do Jego radości. Piękne, powiem wam. Uważniej chcę czytać Słowo Jezusa. One są tak proste, że można je wręcz pominąć i pójść dalej. Ale sami doznajemy, że te prozaiczne sprawy naszego życia są dla nas najważniejsze, jakie są nasze słowa, decyzje, nasze wybory. Każdego dnia, co my powiemy, z czym będziemy chcieli pójść dalej, z kim złączymy serce nasze? To są najważniejsze nasze sprawy, bo tam gdzie jest skarb, tam jest i nasze serce. Nasz Chrystus jest tam, po prawicy Ojca. Cieszmy się, radujmy się Nim.

To właśnie te ludzkie troski przeszkadzają Bożemu ludowi cieszyć się na budowie radością Pana, że budowa nadal rośnie. Jest wyszydzona, wykpiona i ludzie mówią: „gdzie jest ten Bóg?” A budowa nadal rośnie, bo pragnący chcą nadal przychodzić do Pana i nadal chcą słuchać Jego Słowa. Pan ma zawsze tych, których serca zostają poruszone dla Jego chwały. I to jest piękne! Mogą sobie kpić, szydzić, mówić co chcą, ale Chrystus nadal czyni to, co jest cenne na tej ziemi. Nadal. Ludzie będą wychodzić ze świata i będą chcieli żyć dla Jego chwały. Będą chcieli słuchać Jego Słów i te Słowa będą wyrocznią dla ich codziennego życia, będą wiedzieć „Pan powiedział”, chociażby inni szydzili i kpili. Pan jest Wierny. To jest moja Nadzieja i moja Odpowiedź na wszystko. Ten, który wróci jest wierny każdemu Słowu, a ja chcę pozostać wierny Jego Słowu. Niech Pan będzie naprawdę uwielbiony.

Moglibyśmy tak iść przez Ewangelie i tak naprawdę z uwagą słuchać, zastanawiać się i patrzeć „Panie, jak to jest w moim sercu? Czy te Słowa mnie zachwyciły?” Czy też mówimy, że te Słowa są takie proste, taka prostota, a przecież ten świat jest taki mądry, oni wyśmieją nas? „Co ty gadasz, jak własnymi rękami nie zarobisz, to co ty osiągniesz? Z nieba ci spadnie?”

Już przyszło z nieba. Mądrość z nieba, że nie rzeczy ziemskie są najważniejsze, ale wieczne życie z Bogiem jest ważniejsze od rzeczy ziemskich. To jest Mądrość. To nie znaczy, że człowiek Boży jest nie wiadomo kim, jakiś obibok, leń, itd., bo Bóg nie jest taki, ale nie jest zależny od rzeczy ziemskich, lecz od Bożych. I Jemu chwała za to, że te wartości On przemieścił, abyśmy dzisiaj żyli nie dla swojej chwały, ale dla Jego chwały. Amen. 

Jan 14:23