Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli
Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli - część 1
Całości kazania można posłuchać na www.jan1423.pl
Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy. Ja tedy tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię uderzał; ale umartwiam ciało moje i ujarzmiam, bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony. 1 Kor.9,24-27.
„A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu, i wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg; ciała ich bowiem zasłały pustynię. A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci pożądali. Nie bądźcie też bałwochwalcami, jak niektórzy z nich; jak napisano: Usiadł lud, aby jeść i pić, i wstali, aby się bawić. Nie oddawajmy się też wszeteczeństwu, jak niektórzy z nich oddawali się wszeteczeństwu, i padło ich jednego dnia dwadzieścia trzy tysiące, ani nie kuśmy Pana, jak niektórzy z nich kusili i od wężów poginęli, ani nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali, i poginęli z ręki Niszczyciela. A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków. A tak, kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł. Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść”. 1 Kor.10,1-13.
Po pierwsze, to na pewno mielibyśmy bardzo ciężko, gdybyśmy biegli pod zakonem, bo musielibyśmy o wszystkim pamiętać i pilnować się we wszystkim. Każde jedno prawo było ważne i trzeba było zapamiętać co kiedy należało czynić. Paweł pisał o sobie w ten sposób, że kiedy biegł pod zakonem, to raz udawało mu się wspaniale, a potem upadał. Co rusz potykał się. Kiedy biegacz biegnie na stadionie i potknie się, to z reguły jest już na pewno ostatni. A kiedy potyka się ileś razy i przewraca, to nie ma żadnych szans.
Pod zakonem właśnie tak przewracaliśmy się, a diabeł cieszył się i cieszył, że ludzie przewracają się, że nikt nie może tak szczęśliwie biec, że tyle kłopotów mają ludzie. Cieszył się, że narobił ludziom tyle kłopotów, że chociaż ludzie tak bardzo chcą należeć do Boga, to nie umieją, nie potrafią. Cieszył się, że oddzielił ludzi od Boga poprzez grzechy. W Starym Testamencie widzimy ile Bóg ratował Izraela, ile wychodził im naprzeciw, bo Bóg wiedział, co jest z człowiekiem. Karał ich, ale też miał dla nich łaskę przyprowadzenia ich z powrotem, miał dla nich łaskę podniesienia. Bóg powiedział, że choćby sprawiedliwy zachwiał się siedem razy, to Pan podtrzyma go i pobiegnie dalej.
A więc pod zakonem było to doświadczenie bardzo utrudnione. Musieli wziąć jakieś zwierzę i szli, by przyznać się: „Boże, chciałbym, aby było między nami dobrze, ale nie potrafię poradzić sobie z tym, czy z tamtym”.
Nawet Mojżesz potknął się w pewnym momencie i nie zrobił tego tak, jak powinien zrobić w tym biegu, by być posłusznym Bogu. Gdybyśmy urodzili się w tamtych czasach, to co z nami byłoby? Może czytalibyśmy, myślelibyśmy, zastanawiali się i dochodzili do jakiegoś punktu. I znowu nie tak.
Diabeł chce, żeby to przeniosło się na Nowy Testament, żeby ludzie myśleli w ten sam sposób: „Boże, nie potrafię poradzić sobie z tym, i z tym. Nie dam rady, jestem beznadziejny”. Diabeł chce, żeby starotestamentowy sposób myślenia przeniósł się do Nowego Testamentu. W 2Korytian 11 rozdziale czytamy czego obawiał się Paweł.
„Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą. obawiam się jednak, ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi”. 2Kor.11,2.3.
O co Paweł najbardziej obawiał się? O myśli, o umysł chrześcijanina. O to, czy w głowie chrześcijanina pojawi się zwątpienie, niepewność, lęk, obawa, strach, zatrzymanie się. Tego najbardziej Paweł obawiał się. Później pisał do Galacjan: „któż oczarował was?” W ich umysły musiało coś wniknąć, że uwierzyli kłamstwu przez które nastąpiła zmiana myślenia.
Kiedy widzimy krzyż Chrystusa, widzimy stare człowieczeństwo, ukrzyżowanego człowieka i zmartwychwstanie. Następuje zmiana myślenia. Musi być zmiana myślenia. Po jednej stronie człowiek myśli jak grzesznik. Nie mam pokoju z Bogiem, nie mam relacji z Bogiem, jestem po drugiej, tj. po złej stronie. Jestem po stronie wrogiej Bogu. Ale kiedy człowiek umiera na krzyżu, to jak myśli za krzyżem? „Jestem pojednany z Bogiem. Mam spłacony wszelki dług. Jestem dzieckiem Bożym”.
Dlaczego diabłu tak zależy, żeby dzisiejszy chrześcijanin nadal myślał: „jestem grzesznikiem”? Starotestamentowy człowiek musiał tak myśleć. Pomimo największych starań nie mógł pozbyć się swoich grzechów. Te składane ofiary nie mogły oczyścić serca. One tylko mówiły, że naprawdę przyjdzie ktoś, kto przeleje swoją krew. Ta ofiara będzie tak doskonała, że będzie w stanie oczyścić wszystkie grzechy.
Zobaczcie, że człowiek, który zaczyna przeglądać się w lustrze i widzi siebie, i ma nieskażone, czyste myśli o Chrystusie, wie że należąc przez wiarę w Chrystusa i trwanie w Nim, Ojciec podjął się zrobić to, co jest niemożliwe dla niego. Wtedy człowiek czyta Słowo Boże ze szczęśliwym sercem. Nawet, kiedy dowie się, że jeszcze czegoś nie robi, to jest szczęśliwy, bo Bóg obiecał zrobić to. Należy do Niego i jest szczęśliwy z Nim. Myśli inaczej.
Chodzi o to, że kiedy diabłu uda się skazić umysł, wtedy człowiek przestaje być pewnym i zaczyna borykać się z rzeczami, które Pan pokonał idąc na krzyż i wygrał. Ale człowiek próbuje znowu poradzić sobie z nimi i zaczyna gubić się, bo jest niemożliwe dla człowieka, żeby poradził sobie z tym, z czym nie poradził sobie nawet największy, który urodził się z niewiasty, Jan Chrzciciel.
Jan Chrzciciel zdawał sobie sprawę, że Jezus jest Barankiem Bożym. Przynajmniej dwa razy mówił: Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Kiedy Jezus przychodzi do wody chrztu, Jan mówi, że nie jest godzien zrobić to. „To ja od Ciebie potrzebuje chrztu.” Jan chodząc po pustyni, będąc człowiekiem oddzielonym dla Boga, wiedział i zdawał sobie sprawę, jakie ma ciało. Jan wiedział doskonale kim jest Jezus Chrystus. Później mija jakiś czas i Jan będąc w więzieniu posyła swoich uczniów z zapytaniem, czy to jest Chrystus, czy też ktoś inny ma przyjść. Jan został zaatakowany w głowie, ponieważ namacalnie wiedział o tym, że Jezus jest Barankiem Bożym. Wróg podszedł Jana i użył jakiegoś argumentu, może to, że Mesjasz powinien inaczej postępować, że może faktycznie łamie sabat, tego nie wiemy. Ale gdzieś diabeł podszedł Jana i Jan wpadł w wątpliwość, że może to ma być ktoś inny. Jan wszystkim ogłasza, że to jest Baranek Boży, a w pewnym momencie zaczyna wątpić i jest niepewny. Jak wtedy postąpił Jezus? Czy śmiał się z tego? Nie. Jezus wie, że to jest wojna. Szedł na krzyż, by też umierać za grzechy Jana Chrzciciela. Jezus wysłał posłańców do Jana, żeby powiedzieli mu co dzieje się, jakie cuda są oglądane i zwiastowana jest ewangelia o Królestwie Bożym. Jezus uspokoił Jana.
Zobaczcie jakie to cenne. Kiedy atakują cię myśli, jest tylko Jeden, który może uspokoić twój umysł. To jest Jezus. Jezus może uspokoić nasz umysł przez to, czy inne wydarzenie i dać nam odpoczniecie.
My potrzebujemy Jezusa na tą wojnę myślową. Jest czas, że wróg atakuje cię i próbuje włożyć ci jakiś bezsens czegoś i czujesz ten bezsens. Ale jeśli idziesz z Panem i patrzysz na Pana, to Pan zamienia ci ten bezsens w radość. Nie tylko, że usuwa ci ten bezsens, ale napełnia cię radością. Im więcej zaatakuje cię wróg, a jesteś z Panem, tym więcej chwały ujrzysz w swoim życiu. Dlatego apostołowie napisali, że kiedy cierpisz z powodu Chrystusa, to raduj się. Doświadczysz więcej chwały, ale musisz należeć do Pana. To jest dziwne połączenie.
Można myśleć sobie, że kiedy wróg atakuje, to jest to dla nas straszne życiowe doświadczenie i gdyby nie było diabła, to fajnie żyło by się nam po chrześcijańsku. Tak wielu myśli, ale Bóg wie lepiej, jakby to wyglądało. Prawdopodobnie byśmy duchowo spali. Zawsze tak jest, że kiedy są przeciwności, człowiek jest czujny, trzeźwy i stara się robić to, co wie.
Tak było w Izraelu. Kiedy był już luz, budowali sobie świątynki na wzgórzach, stawiali posążki. Mieli czas i finanse i było im dobrze. Dlatego Bóg mówi: „kiedy jest wam dobrze, to co wy robicie?!” A kiedy były przeciwności, było inaczej.
To, że mamy doświadczenie, to wcale nie jest złe. Jest to przykre, że doświadczamy tego, ale gdy prawidłowo będziemy podchodzić do Pana, to Pan obróci to w radość. I to jest piękne.
Izraelici dostali potężną obietnicę, że Bóg przeprowadzi ich i wprowadzi ich do ziemi obiecanej, i wygoni przed nimi te narody, które tam były. Pośle na nich szerszenie, po prostu wygoni ich. I teraz wróg atakując ich, mógł wzbudzić w nich jeszcze większą radość. Bóg obiecał! Oni mogli tak cieszyć się Bożymi obietnicami, kiedy wróg atakował ich. I to był najgorszy moment, kiedy Izraelici nie przyjęli tego w ten sposób, żeby przyjść i uwielbić Boga za Jego obietnice, tylko poddali się depresji, zniechęceniu. Opuścili ręce i zaczęli szemrać. To był ich kłopot.
Bóg wyprowadził ich na pustynię i pozwolił wrogowi atakować ich, żeby byli jeszcze bardziej odważni, żeby jeszcze bardziej byli pewni Boga. To był Boży zamiar. Czy Bóg nie zrobiłby tego? Jeśli Bóg mówi: „Moim zamiarem było to, by przeprowadzić ich przez pustynię, żeby byli silniejsi i odważniejsi”, to znaczy, że ten atakujący ich wróg na pustyni miał pomóc im, żeby przylgnęli ze wszystkich sił do Boga i doznali, jak wielki i potężny jest Bóg, i z Nim wszystko musi się udać. Jeśli ileś wojen wygraliby z duchowym wrogiem już po drodze i nabraliby sił, tężyzny, to czym byłby ten fizyczny wróg?
W naszym chrześcijańskim życiu to wszystko dzieje się w sercu i umyśle. Popatrzmy na Dawida i Goliata. Stoją armie, gdzie Izraelici trzęsą się ze strachu, a Filistyni triumfują, że mają takiego potężnego rycerza. Zobaczcie, że kiedy wygrywa Dawid, tylko jeden człowiek, w umysłach wojowników następuje zmiana myślenia. Teraz Izraelici są pełni energii i gotowości do wojny, a Filistyni uciekają. Tylko dwoje ludzi stanęło do bitwy, a jaki rezultat? Zobaczcie jak ważny jest nasz umysł. O czym myślimy? Dlatego Słowo Boże mówi: „myślcie o tym co dobre, miłe i pożyteczne. Oddajcie Bogu wszystko, a pokój, który przewyższa wszelki rozum będzie strzec waszych serc i umysłów.” Nie bójcie się, nie lękajcie i nie trwóżcie się.
Jak ważne jest o czym myślimy. Jeśli to są myśli obawy, lęku, strachu, to nie są to budujące myśli. Diabeł dlatego próbuje ryczeć, żeby wywołać reakcję strachu. A to ryczenie diabła powinno wywołać w nas reakcję jeszcze większego uwielbienia Boga, bo przecież On jest potężniejszy od diabła. A więc naszą reakcją powinno być uwielbienie, a nie strach.
Skoro Ten, który jest w nas jest większy od tego, który jest w świecie, to kiedy ten mniejszy (diabeł) atakuje nas, to przecież ten Większy jest w nas. Czego więc obawiamy się, skoro Ten, który jest z nami już wygrał z diabłem? I to jest właśnie problem, kiedy zaczynamy obawiać się o wynik, a wynik został już ustalony wtedy, kiedy Jezus żył na ziemi i kiedy poszedł na krzyż Golgoty.
W apostole Pawle zmienił się zupełnie sposób myślenia. Był to gorliwy wróg, później był to gorliwy wyznawca. Jaka nastąpiła zmiana skali myślenia? Od jednej krańcowości do drugiej krańcowości. Można powiedzieć, że apostoł Paweł zrobił największy krok wiary, jaki kiedykolwiek zrobił jakikolwiek człowiek. Dlatego powiedział: „skoro Bóg to ze mną uczynił, to z wami też Sobie poradzi.” Ale Bóg pozwolił, żeby Saul z Tarsu wcześniej wszedł w te złe rzeczy, bo miał właśnie zrobić ten krok.
Wydawałoby się, jak to możliwe, żeby Bóg dopuścił, żeby ten człowiek, który później będzie głosił Jezusa, wywlekał najpierw uczniów Jezusa, zabierał z domów, wydawał na śmierć. Bóg wiedział, że ci uczniowie i tak są Jego i idą do Niego na wieczność. Jeśli nawet paru żołnierzy zostanie dotkniętych tym doświadczeniem zabijania, to nie jest to strata, lecz zysk. Później ten Saul z Tarsu, kiedy staje się apostołem Pawłem, przyprowadził przed Boże oblicze tysiące, a może miliony ludzi.
Nasza skala myślenia jest zupełnie inna i pewnie inaczej wymyślilibyśmy to. Ale Bóg wiedział jaki jest potrzebny człowiekowi impuls, żeby później tak gorliwie poszedł za Panem. Jezus tak to powiedział: „komu więcej wybaczono, ten jest bardziej wdzięczny.” Paweł wiedział jak wiele mu wybaczono i nawet sam mówił: „nie jestem godzien nazywać się apostołem. Z łaski Boga jestem tym, czym jestem”. (...)

