Słabość napełniona mocą

Słabość napełniona mocą - część 1

Całości kazania można posłuchać na stronie www.jan1423.pl

Dobrego nie żałujcie, tego co buduje, dodaje sił, co wzmacnia, co wróg chce zatrzymać, mówiąc, że to takie małe, niewiele znaczące, ale zawsze ma wspaniałe znaczenie. Jesteśmy istotami myślącymi, ale z powodu grzechu nasz umysł wpadł w wielkie zagrożenie i często myślimy nie po Bożemu, a myślimy tak jak diabeł. On chce skazić nasze prawe umysły, próbując włożyć wątpliwości co do Boga, wątpliwości co do sensu podążania dalej, i inne różne rzeczy. Diabeł chce włożyć to do umysłu Bożego ludu, żeby Boży lud zatrzymał się. Atakuje strachem, potępieniem, pochwałami, jakkolwiek. Chce, żeby człowiek ugrzązł w jakimś dołku i żeby już dalej nie wzrastał w łasce u Boga i u ludzi.

Wszyscy ludzie na ziemi po grzechu Adama i Ewy mieli doświadczenie z tym i musieli jakoś radzić sobie, lub nie radzili sobie, ulegali i poddawali się jakiejś presji, czy nastawieniu. Widzimy dziwne rzeczy opisane w Biblii; czytamy o ojcu, który był bezbożnikiem, a jego syn był pobożny, albo odwrotnie. Widzimy, że każdy człowiek staje sam wobec rzeczywistości, na którą trafia i musi wygrać w tej rzeczywistości bitwę w sobie samym. Bitwa musi być wygrana w środku, w człowieku. To jest jak miasto, które musi być zdobyte przez jedną myśl – myśl Chrystusa. Musimy być zdobyci, żeby znaleźć upodobanie w wypełnianiu woli jednego Ojca, a nie dwóch.

Wcześniej mieliśmy ojca, który nauczył nas kłamać, grzeszyć, robić różne złe rzeczy. Kiedy nawróciliśmy, mamy ojca w niebie, który daje nam to, co dobre, miłe i pożyteczne i my musimy nauczyć się inaczej już myśleć. Nie możemy połączyć w sobie dwóch ojców. Raz służymy jednemu Ojcu, a raz drugiemu ojcu (kłamstwa), w zależności jaki mamy nastrój w głowie, w sobie. Nie wolno dawać w sobie miejsca złu.

Będziemy dzisiaj chcieli trochę poruszać się w tym kierunku, zastanawiając się, badając i doświadczając samych siebie, czy trawmy w wierze i czy odnosimy zwycięstwo w tych sprawach. Co ciekawe, Słowo Boże mówi, że zamysły diabła są nam dobrze znane. Skąd znane są nam zamysły diabła? Skąd jesteśmy w tym ekspertami? Dobrze wiemy, co diabeł myśli, gdyż poznaliśmy to, żyjąc w świecie.

Ale kiedy nawróciliśmy się, nie dawajmy już przystępu diabłu, przecież wiecie jak on myśli. Po co dalej dawać mu przystęp? Przecież mamy już rozeznanie, że to jest złe. Kiedy nawróciliśmy się, dotarły do na inne myśli.

Nawróciłem się na zasadzie myśli. Szedłem drogą krzyżową i w pewnym momencie przyszła do mnie myśl: „dlaczego Chrystus musiał cierpieć za mnie?” To była myśl. Takiej myśli nigdy wcześniej nie miałem. To była inna myśl, myśl od Boga. To była pierwsza myśl, o której wiedziałem, że nie pochodzi ze mnie. Była to inna myśl, pociągająca, nie napierająca, zupełnie inna. Teraz wiem, że to Bóg dał mi swoją myśl, żeby pociągnąć mnie do siebie i po raz pierwszy pomyślałem inaczej.

Apostoł Paweł pisał, że nie jesteśmy w stanie nawet pomyśleć sami z siebie i to jest prawdą. Gdyby nie Bóg, który wkłada w nas myśl, nigdy nie umielibyśmy myśleć po Bożemu, ponieważ nie umiemy tak myśleć. Bóg wkłada myśl i zaczynamy doświadczać, że to jest inna myśl. Ona pociąga nas do Boga i za tym idzie dalsze Boże działanie w każdym z nas.

Są również inne myśli, które atakują człowieka i chcą podbić w niewolę. One są agresywne, strachliwe, napierające, wywołujące wyobraźnię tak, żeby człowiek poddał się już na wstępie. Nic się nie dzieje, naprawdę, nic się nie dzieje, to są tylko myśli i albo wygramy, albo przegramy.

Zobaczcie Eliasza. Po wielkim triumfie nad czcicielami Baala, kiedy objawiła się chwała Boża i ogień spadł z nieba i pochłonął wszystko co tam było, wszyscy wołali: Pan jest Bogiem. Boży lud jest poruszony i tysiące ludzi zmienia swoje stanowisko, i woła, że Bóg jest Bogiem. Sprawa Boża posunęła się dalej.

W pewnym momencie przychodzi posłaniec od Izebel i mówi: „tak jak ty rozprawiłeś się z tymi prorokami, tak ja jutro rozprawię się z tobą.” Nic nie wydarzyło się, padły tylko słowa, ale Bóg nic nie powiedział na ten temat. Co stało się z Eliaszem? Przestraszył się i zaczął ratować swoje życie.

Dzień wcześniej był piękny akt zwycięstwa Bożego, a później słowa człowieka i strach. Jak wróg przesunął się do tych słów, które zostały wypowiedziane i jak mocno musiał zaatakować umysł Eliasza, że Eliasz uległ strachowi. Wcześniej doznawał wiele razy jak potężny jest jego Bóg.

Ucieka i sam rozumie, że jest przegrany. Zaczyna rozumować w ten sposób: „jestem przegrany, jestem tak jak wszyscy, zawiodłem Boga.” Co robi Bóg? Posyła anioła, karmi go i posyła dalej do służby. Gdyby Bóg ulegał wpływowi naszego stanu, to byłby chwiejny, zależny od naszego stanu. Ale Bóg jest stały, On cały czas jest taki sam. Jest Zwycięzcą, jest Bogiem Wszechmogącym. Słowo Boże mówi: „choćby mój sprawiedliwy potknął się, Ja mam moc podtrzymać go.” I Bóg podtrzymał Eliasza i Eliasz poszedł dalej.

Jak dobrze, kiedy człowiek jest całkowicie zależny od Boga i oddał już wszystko Bogu. Wiecie, że diabeł osłabia ludzi z Biblią, osłabia w nich świadomość potęgi Boga. Robi tak po to, żeby człowiek był porażony siłą ataku diabła, kiedy on zaatakuje. Chce osiągnąć to, żeby człowiek widział siłę ataku, a nie widział mocy Wszechpotężnego Boga.

Diabeł najczęściej osłabia człowieka tym, że człowiek zaniedbuje swoje życie chrześcijańskie. To jest tak, jakby człowiek nie jadł i stawał się coraz słabszy. Diabeł utrzymuje to i daje coraz więcej rzeczy, pomysłów na życie, żeby człowiek nie był silny.

Diabeł najsilniej zaatakował Pana Jezusa, kiedy był czterdziesty dzień w poście. Poczuł wtedy szansę: „teraz jest słaby, zaatakuję go.” Diabeł przegrał.

Nasze doświadczenie jest takie, że musimy pamiętać o dobroci Boga. Kiedy modlimy się modlitwą, której Jezus nauczył uczniów mówimy: „Ojcze daj nam chleba powszedniego na każdy dzień.” „Daj nam dzisiaj, chcemy być silni w Tobie, nie chcemy być osłabieni, nie chcemy stawać do rywalizacji z diabłem, ponieważ już wygraliśmy w Tobie. Chcemy żyć dzięki temu pokarmowi, który Ty dajesz nam. Nie chcemy żyć dzięki swojej mocy i sile, chcemy żyć dzięki tobie, Panie.” Prosimy Go o to i On jest gotów dawać nam, ale my musimy to wziąć. (Mogę poprosić kogoś, by zrobił mi kanapkę chleba, ten ktoś zrobi, a ja nie zjem tego.) Mogę prosić Boga, by dawał mi to, a ja mogę tego nie jeść. On mi daje to, a ja tego nie jem. Nie karmię się Panem, nie karmię się tym, kim On jest. Zaczynam żyć na innym pokarmie. Już nie siła Jezusa, nie Jego moc, nie ofiara Jezusa, nie świętość Jezusa, ale jakieś moje fizyczne siły zaczynają powodować, że jestem chrześcijaninem. Inaczej, nie jestem prowadzony przez Ducha Świętego, ale moje ciało zaczyna prowadzić mnie. Jestem już słaby i jestem w wielkim niebezpieczeństwie. Wtedy taka, czy inna myśl może skierować mnie w zupełnie odmiennym kierunku niż chce Bóg. Mogę zboczyć z drogi.

Zobaczcie, co zrobił Hiskiasz, kiedy całe miasto, Jerozolima, było oblężone mnogą liczbą wrogów. Przyszli Asyryjczycy potężni, niepokonani i zaczęło się kpienie z Boga. Co zrobił król? Poszedł przed oblicze Boga, rozłożył ten list i mówił: „Boże, tak napisali, ale Ty jesteś naszym Bogiem”. Jak myślał ten król? Widział mnóstwo wojska, które otacza Jerozolimę, ale król wierzył w Boga. Przyszedł z tym listem do Boga, choć Bóg wiedział, co oni napisali. Przyszedł do Boga i to był ten akt, który dał zwycięstwo, który spowodował, że ci, którzy oblężyli Jerozolimę musieli odejść, a ten, który pysznił się, został zabity przez własnych synów. Wydawałoby się, co się stało? Przyszedł tylko z tym listem przed Boga. Ale dlatego, że przyszedł przed Boga i w swoim Bogu miał nadzieję, Bóg odpowiedział w taki sposób, w jaki nikt nigdy nie byłby w stanie odpowiedzieć.

Jak bardzo ważne, by mieć taki umysł, by przychodzić do Boga, który przecież przejął władzę nad nami.

Przecież Bóg wziął władzę nad Izraelem. To Bóg pozwolił, żeby Asyryjczycy przyszli aż pod mury Jerozolimy. Bóg mówił: „niech każdy król pamięta zawsze o Mnie. Niech czyta zakon i przychodzi przed Moje oblicze.” Pamiętacie, że w Izraelu było tak, że jedynie książę Izraela mógł w sabat wchodzić w bramę wychodząca na wschód, przez którą później wszedł Jezus, i tylko on mógł stać w tej bramie, kiedy była składana ofiara przed Bożym obliczem. Król oddawał też tam pokłon Bogu na oczach wszystkich ludzi, mówiąc: „dzięki Bogu jesteśmy wolni, dzięki Bogu mamy to, co potrzebujemy, dzięki Bogu jestem waszym królem.” On wyznawał, że Bóg nadal jest Królem Izraela i Bóg wtedy przyznawał się do tego.

W sposobie naszego myślenia musi nieustannie funkcjonować, kto jest naszym Bogiem. Jeśli wrogowi uda się zmienić nasz sposób myślenia i przestajemy widzieć naszego Boga, jako Boga Wszechmogącego, wtedy zaczynamy czuć się niepewnie.

Otwórzmy Księgę Jeremiasza 1, wiersze 4.5:

Doszło mnie słowo Pana tej treści: Wybrałem cię sobie, zanim cię utworzyłem w łonie matki, zanim się urodziłeś, poświęciłem cię, na proroka narodów przeznaczyłem cię.

A więc prorok słyszy, co uczynił Bóg, kiedy jeszcze w ogóle nie było go. Bóg już podjął decyzję co do niego. Jaki więc jest stan proroka w chwili, kiedy Bóg mówi do niego: „Moją decyzją było, żebyś urodził się i żebyś był prorokiem”?.

Wtedy rzekłem: Ach, Wszechmocny Panie! Oto ja nie umiem mówić, bo jestem jeszcze młody. Jer.1,6.

Jaki jest więc stan tego człowieka, który dowiaduje się, że Bóg wybrał go jeszcze przed urodzeniem, żeby był Jego prorokiem w Izraelu? „Jestem jeszcze młody i nie umiem mówić”. Czy dla Boga była to przeszkoda, że on jest młody i nie umie mówić? Nie, kompletnie nie. To był potrzebny stan, aby to Bóg był tym, który prowadzi go.

Młody i nie umie mówić – to bardzo dobry stan dla chrześcijanina i to wybranego przed urodzeniem, żeby był chrześcijaninem, bo przecież Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli chrześcijanami. Bardzo dobry stan – nie umie mówić. Słowo Boże mówi: „otwórz usta, a Ja napełnię je.” Bardzo dobry stan, jak nie umiesz mówić. To, że ty myślisz, że nie umiesz mówić, wcale nie znaczy, że nie umiesz mówić. Często ludzie myślą o sobie źle, że nie potrafią mówić, a gadają jak najęci.

Ale ten człowiek, Jeremiasz faktycznie nie umiał mówić. To była prawda.

Na to rzekł do mnie Pan: Nie mów: Jestem jeszcze młody! Bo do kogokolwiek cię poślę, pójdziesz i będziesz mówił wszystko, co ci rozkażę. Nie bój się ich, bo Ja jestem z tobą, aby cię ratować! - mówi Pan. Potem Pan wyciągnął rękę i dotknął moich ust. I rzekł do mnie Pan: Oto wkładam moje słowa w twoje usta. Patrz! Daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, abyś wykorzeniał i wypleniał, niszczył i burzył, odbudowywał i sadził. Jer.1,7-10.

Jezus mówi: „Kiedy doszło was Słowo Boże, bogami jesteście.” Oni nie są bogami jako ludzie. Nie. To Słowo w nich jest Bogiem, to Słowo będzie wykorzeniać, wypleniać, napełniać, budować, rozbijać. To Słowo, które Bóg włożył w usta człowieka będzie czynić to. Ten człowiek wypowiada to, gdyż Bóg stoi za swoim Słowem.

A więc kim jest ten młody i nie umiejący człowiek? Potężnym narzędziem Bożym. A więc nieumiejętność nie przeszkadza, żeby być potężnym narzędziem Bożym, a wręcz jest potrzebna. Dlaczego jest to potrzebne? Dlatego, że nieumiejętność daje szansę, że człowiek nie wpadnie szybko w pychę z tego, co robi, wiedząc nieustannie: „to nie jestem ja, to jest Bóg. Gdyby tylko zostawił mnie, dalej nie umiem mówić”. Stąd Słowo Boże mówi, żeby otworzyć usta, a Pan napełni swoimi Słowami.

A więc widzimy człowieka, którego Bóg sobie wybrał, który czuje się słaby. Bóg czyni go mocnym. Piękne. Chwał Bogu!

2 Księga Mojżeszowa 4,10:

A Mojżesz rzekł do Pana: Proszę, Panie, nie jestem ja mężem wymownym, nie byłem nim dawniej, nie jestem nim teraz, odkąd mówisz do sługi swego, jestem ciężkiej mowy i ciężkiego języka.

Drugi niemowa. Czy to przeszkadzało Bogu? Kompletnie nie.

Co jest ważne w relacjach z Bogiem? To, żeby człowiek nie liczył na siebie, ale na Boga, kiedy pracuje w winnicy Pana. Jezus też powiedział: „beze Mnie nic nie uczynicie.” „Wszystko, co możecie uczynić dobrego, to tylko dzięki Mnie.” Czy to już przedarło się już przez nasze „ja”?

Teraz widzimy drugiego człowieka, który nie potrafi mówić, a Bóg bierze go, by był tym, który będzie jakby pokazywał silnie na Jezusa Chrystusa. Tak jak Chrystus wyprowadza nas z grzechu, tak Mojżesz ma wyprowadzić Izraela z Egiptu.

Idź więc teraz, a Ja będę z twoimi ustami i pouczę cię, co masz mówić. Ale on rzekł: Proszę, Panie, poślij kogo innego!  Wtedy rozgniewał się Pan na Mojżesza i rzekł: Czy nie ma Aarona, brata twego, Lewity? Wiem, że on umie mówić; a nawet jest już w drodze i idzie na spotkanie twoje, a gdy cię zobaczy, uraduje się w sercu swoim. Ty będziesz mówił do niego i włożysz słowa w usta jego, a Ja będę z ustami twoimi i z ustami jego i pouczę was, co macie czynić. On będzie mówił za ciebie do ludu, on będzie ustami twoimi, a ty będziesz dla niego jakby Bogiem. A laskę tę weź do ręki swojej, bo nią będziesz dokonywał znaków. 2Moj.2,12-17.

Jakże ważne powołanie. Staje człowiek świadomy tego, że sam nie nadaje się do powierzonego zadania. Wiecie, mądrzy ludzie, którzy dużo uczyli się Biblii, najczęściej, kiedy ktoś rwał się do czegoś, sadzali go w ostatnim miejscu i nim doszedł do przodu, to musiał wiele jeszcze przejść. Natomiast człowieka, który się nie rwał i było widać w nim bojaźń Bożą, szacunek do Boga, wyciągali nawet z ostatniego miejsca, żeby przyszedł i mówił do ludzi Słowo Boże. Nauczyli się już od Boga, że nie ten, który się rwie, ale ten, który ma obawy, czy potrafi, czy poradzi sobie, będzie najbardziej gotowy na to, żeby Bóg mógł używać go. Potem taki człowiek idzie napełniony Duchem Świętym, sam będąc pod wrażeniem tego, co mówi. (...)

Jan 14:23