Serce budowniczych

Serce budowniczych - część 3,

Wiecie, my potrzebujemy siebie, ale nie cielesnych ludzi, bo my, jako cieleśni ludzie pozabijamy się swoim ego, ale my potrzebujemy siebie w Chrystusie. To jest tęsknota nieba i Kościoła. Potrzebujemy siebie w Chrystusie, ludzi, którzy całym sercem kochają Go, ludzi, którzy dla Jezusa skończyli już ze swymi mrzonkami osiągnięcia życiowych celów. Oni osiągnęli już swój cel i mają wszystko, teraz już nie szukają niczego w świecie. Znaleźli już centrum swego zapotrzebowania, to jest Chrystusa. Dzisiaj są zadowoleni, gdy są przerabiani na obraz tego Bożego Syna i coraz bardziej usatysfakcjonowani tym, że On używa ich dla swojej chwały. Nic nie stracili, wszystko zyskali. To jest Chrystus. Z takim sercem gotowi są do prawdziwego boju o następnych i następnych, żeby coraz więcej ludzi znało Jezusa i żyło dla Jego chwały. To jest najważniejsze.

To jest straszne, że na tej ziemi jest tyle niewiary wśród ludzi, którzy mają Biblię. To jest straszne, że niewiara coraz bardziej zajmuje serca ludzkie. To jest straszne doświadczenie, że człowiek jest coraz dalej sercem od Boga, kiedy wiemy, że Chrystus przyszedł wykupić nas z naszych grzechów, pojednać nas z Ojcem, dać nam możliwość ucieczki od Bożego gniewu w Boże zadowolenie. Czy chcemy zmarnować to, więcej myśląc o sobie, niż o Nim? Zaniedbaj siebie, będzie ci głupio, że śmierdzisz. Idziesz do pracy i twój pracodawca mówi: „umyj się, bo powystraszasz mi wszystkich klientów tym smrodem.” Jakże często człowiek śmierdzi światem i nie myśli, że to też jest obrzydliwe. Brakuje świętego zadowolenia i to jest tragedia dzisiejszego czasu.

„Lud ten błądzi i nie zna moich dróg.”

Wiecie, chciałoby się mówić „ukochani, umiłowani w Panu, dla których gotowy jestem życie położyć” z całego serca, ale żeby tak było, to po pierwsze Jezus musi być Panem mojego serca, całkowicie. On położył życie za nas i abym ja położył życie za kogoś, Jezus musi panować nad moim sercem. To jest najważniejsza sprawa.

Otwórzmy List do Efezjan, 4 rozdział, od 13-16 wiersza:

Aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej,  abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości.

Piękne, prawda? Wiecie, do pewnego czasu można rozumieć, że człowiek nawraca się i nie do końca ma rozeznanie, jeszcze wielu rzeczy może nie rozumieć, ale musi być przygotowywany do tego, żeby oczy jego serca patrzyły wyłącznie w jednym kierunku, to jest Chrystus. Wtedy człowiek ten jest gotowy, żeby budować też innych, nakierowując ich wzrok na Chrystusa. Nie ma nic ważniejszego w naszym życiu, naprawdę. Wszystko to ułuda, falsyfikat, który nie daje życia. Życie jest tylko w Chrystusie.

Myślmy o tym, kiedy cokolwiek robimy. Prośmy Pana: „Panie, pozwól mi zrobić jak najszybciej to, co muszę zrobić, abym miał czas żyć dla Twojej chwały.” Przy rzeczach tego świata możemy siedzieć godzinami, a przy Pańskich 15, 20 minut i już musimy lecieć dalej. Nie potrafimy być tacy przy Panu, jak w świecie często. A to musi być odwrotnie. Trzeba modlić się: „Panie, moje serce tak bardzo potrzebuje Ciebie każdego dnia, abym mógł żyć dla Twojej chwały, Panie. Wiem, że tu na ziemi jest wiele rzeczy, które kiedyś ciągnęły mnie, do których lgnęło moje serce i w których czułem się dobrze. Wiem Panie, że te rzeczy są dla mnie śmiercionośne i jeśli znowu uwikłałbym się w nie, zginę. Panie, zachowaj serce moje od nich, mieszkaj w nim obficie. Chcę żyć dla Twojej chwały. Nie szukam już niczego. Nie szukam zysków, aplauzów, sukcesów. Mam Ciebie i choćbym umarł, żyć będę na wieki.” Chrystus w nas, to jest najważniejsza sprawa! Nie ma ważniejszej sprawy dla nas.

Możemy mieć w banku nie wiadomo jak wiele pieniędzy, ale kiedy umrzemy, one nie dadzą nam wieczności. Możemy mieć znajomości nie wiadomo gdzie, umrzemy, nic one nie pomogą nam. Możemy mieć wiele tytułów, mogą tytułować nas niewiadomo jak, ale kiedy umrzemy, nic nie da nam to. U Boga to nie liczy się. Liczy się tylko Chrystus. Rozumiemy to, prawda?

Musimy nawzajem mobilizować się i mobilizować. Ile czasu spędzamy z Panem, ile czasu na kolanach, ile czasu troszczymy się o swoje serce? Gdybyśmy dziś jedli z brudnych talerzy, zaniedbawszy ich mycie po jedzeniu z nich przez wiele osób, powiedzielibyśmy: „to jest ohyda, tak nie da się jeść!” A jakże często w sercach jest taka właśnie ohyda; nie obmyte Słowem Bożym, nie obmyte miłością – „znowu mam komuś usługiwać?”. Przecież usłużyć możemy tylko z czystego serca. Jeśli ono zabrudzone jest już rzeczami świata, to jak można usłużyć drugiemu, bratu, siostrze? To nie da rady, tam nie ma miłości, tam jest ego, moje „ja”, tam jest smród starego człowieka i ktoś tylko trochę spożyje i już ma dość, chce mu się wymiotować. Tak jest! Jeśli spotykam chrześcijanina z nieczystym sercem i zaczyna mi coś dawać, to chce mi się za chwilę już wymiotować. Nie ma w tym smaku Chrystusa. Tam jest łój zjełczałego tłuszczu i czuję później ten smak w buzi i jest mi niedobrze po czymś takim.

Tak musimy się czuć, jeśli spotykamy się z cielesnością w chrześcijaństwie. Ale jeśli spotykamy się w chrześcijaństwie z Chrystusem, jesteśmy odświeżeni, posileni, dodano nam otuchy, jesteśmy wzmocnieni i widzimy jeszcze więcej sensu, wspaniałości w tym, że Pan zgromadził nas w jedno, dla Jego chwały.

Pamiętajmy więc, że nie da rady być z nieczystym sercem na tej budowie i czynić dobro. Pan Jezus mówi: „kto nie zbiera, już rozprasza.” Jeśli w sercu swoim nie zbierasz, masz już rozproszenie. To jak działamy, to jest nasze serce. Możemy myślimy sobie: „nim pomyślałem, już zrobiłem” – to jest właśnie serce, „nim pomyślałem, już coś powiedziałem”- to jest właśnie serce. Ono jest mocniejsze od umysłu. Ktoś mówi: „bezmyślnie mówiłem”. No właśnie, nie mogę tego zatrzymać i mówię coś. Ale, jeśli będę się troszczył o swoje serce, to ono też będzie silniejsze i będzie mówić dobre rzeczy, te które budują. „Mówcie tak, jak Słowo Boże”, abyście mogli budować się nawzajem. Jeśli będę napełniać serce Słowem, które stało się ciałem, wtedy usta moje będą szybsze nawet od mojego umysłu i będą błogosławić moich wrogów, nim dotrze do umysłu: „zobacz, jak skrzywdzili ciebie”. Serce będzie już gotowe błogosławić.

Wiecie, jak pięknie, kiedy Chrystus mieszka w sercu, wtedy jesteśmy bezpieczni na tej ziemi, pośród wielu doświadczeń. Apostoł Paweł mówi: „mogę poddawać wszelką myśl w posłuszeństwo Chrystusowi, bo moje serce zamieszkałe jest przez Chrystusa. On jest Panem, a więc mogę poddawać każdą myśl.” Później pisze do Koryntian: „czyście próby nie przeszli, że Chrystus jest w was? Może nie przeszliście, ale ja przeszedłem. W różnych próbach okazało się, że Chrystus mieszka we mnie.” To już nie był Saul z Tarsu, ale sam Chrystus.

I to są piękne doświadczenia, do których zostaliśmy powołani. Naprawdę, nie ma nic piękniejszego, niż być z Bogiem, ale też nic trudniejszego, niż być z Bogiem, bo z Bogiem nie idzie być połowicznie. Naród Izraelski myślał, że z Bogiem można być połowicznie – trochę z tych narodów, trochę z tamtych i trochę z Bogiem. Bóg mówi: „przychodzicie do Mnie i mówicie: kocham Cię, a później odchodzicie i robicie to samo, co robią te inne narody. Czy tego chciałem od was?”

Zobacz, mamy coś najpiękniejszego. Czy łapiemy to przez wiarę, czy łapiemy to, że zostaliśmy powołani do czegoś najpiękniejszego, co może być tu, na tej ziemi, wartościowszego ponad wszystko, co możemy zobaczyć na tej ziemi? Niech serca nasze patrzą i niech podziwiają Chrystusa, Bożego Syna, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. To jest coś potężnego! Możemy żyć na tej ziemi i być bezpieczni, kiedy serca nasze zamieszkałe są przez Niego, wtedy chodzimy po tej ziemi pełnej pokuszeń, pełnej różnych pożądliwości z sercem zakochanym w Chrystusie. Jesteśmy wolni!

Wolny człowiek musi mieć serce zamieszkałe przez Chrystusa, wtedy jest wolny. Dopóki Chrystus mieszka w moim sercu, dopóty jestem wolny. Jeśli zaniedbam, myśląc, że skoro tak się stało, to będzie już tak zawsze, to po jakimś czasie może się okazać, że już tak nie jest. Zaniedbania w sprawach Bożych zawsze wychodzą. Było tu czytane z Księgi Jeremiasza: „kto niedbale czyni Boże dzieło, jest przeklęty!” Jeśli człowiek zaczyna niedbale czynić Boże dzieło, spływa przekleństwo, człowiek oddala się od Boga i po jakimś czasie może dziwi się, że serce jego już nie biegnie do Słowa, do modlitwy, do chodzenia z Bogiem, tylko gdzieś tam w te zaułki. Na wszystko jest czas, tylko już nie na to. Jest to niedbałość, zlekceważenie najważniejszej pracy dla Jego chwały, a później doświadcza się, że serce coś odpadło. Rozumem chciałbym być z Bogiem, rozumem chciałbym chodzić na całość, ale serce jest już daleko! Rozum mój nadal chciałby być chrześcijaninem, podziwiać Pana, ale serce już odprowadza mnie i gdzieś mnie wodzi. Mam zamiary, mam plany, składam Bogu obietnice: „Boże już naprawdę będę z Tobą” i za chwilę znowu jestem „tam”. Serce musi wrócić do Pana.

Co wołał Dawid, kiedy popełnił grzech? „Stwórz serce czyste we mnie, o Boże, a ducha prawego we mnie odnów”. Dawid nie mógł być wtedy z Bogiem normalnie, jego serce zwodziło go już. Zrobiło z niego mordercę, kłamcę, jego serce zrobiło z niego tajniaka. To zrobiło z niego serce, które odwróciło się od Boga i tylko Bóg mógł sprawić, że on z powrotem mógł chodzić z Bogiem. Dawid wiedział, że jeśli Bóg nie sprawi czystości jego serca, pozostanie takim samym człowiekiem, chociaż miał już cały czas w głowie: „zrobiłem źle”. Co z tego, skoro jego serce było silniejsze i kiedy tylko przyszło doświadczenie, wybierał „tamto”. (...)

Jan 14:23